Krzysztof Linke – Profesor wielkiej aktywności, Wspaniały Kolega i Zwykły Człowiek ….

Krzysiu Linke – jak napisałam wczoraj –  był mi  zupełnie nie znany w czasie naszych wspólnych studiów na Akademii Medycznej w Poznaniu i naturalnie później, więc nic osobistego o Nim nie mogę opowiedzieć . Pozostają jedynie relacje  Kolegów … .

Gdy przed niespełna dwoma laty  ( chyba w lutym 2017 r.  ) nawiązałam kontakt z Leszkiem Milanowskim na FB a za Jego sprawą z innymi Kolegami,  w naszych rozmowach nieustannie wracał temat nagle zmarłego zaledwie dwa miesiące wcześniej ( w grudniu 2016 roku) – Krzysztofa  Linke  .  Wszyscy Koledzy byli jeszcze w szoku, przeżywali potężną traumę, tym bardziej,  że jeszcze w październiku  tego znamiennego 2016 roku bardzo wesoło spędzali czas na  kolejnym zjeździe – wycieczce naszego roku – w Gnieźnie, z Krzysiem na czele który był istną  Duszą Towarzystwa… – integrował, rozbawiał, dowartościowywał nawet nieco zakompleksione koleżanki, zabierał całe towarzystwo na lody …. Chyba cała Starówka Gnieźnieńska była wtedy pełna radości i młodzieńczej energii tej grupy wcale nie nastoletnich już medyków …..  pewnie wszystkim się zdawało, że kto jak kto ale Krzyś jest nieśmiertelny , że nie złamie Go żaden problem – bo wszystkie rozwiązuje , że Zwycięża , daje radę …. I że kolejne wspólne podobne chwile będą się powtarzały ….  Jakże złudne było to myślenie, jeśli w ogóle wtedy było, choć na pewno przyszło w momencie ostatecznego ziemskiego pożegnania ….

           Po 2 miesiącach od nagłego odejścia  Krzysztofa Linke –   w numerze marcowym 2017 roku Biuletynu Wielkopolskiej Izby Lekarskiej zamieszczono krótkie, serdeczne , koleżeńskie wspomnienie – właściwie dwugłos Ireny Masłoń i Jerzego T. Marcinkowskiego.   Nie byłoby nic dziwnego, że potwierdzają Oni oficjalne dane, kim był, czym się zajmował i pasjonował zawodowo , z kim spotykał,  jakim był Kolegą, jakie miał plany  – jednak stale mam w pamięci pierwszą krótką opowieść o wydarzeniu w którym uczestniczyła m. in. pisząca wspomnienie Koleżanka .

W tej opowieści Krzysztof Linke  – Krzysiu ….. rozmyślam nieustannie – jawi się jako chyba pogubiony w tamtym czasie i w tamtej przestrzeni Profesor. Czy roztargniony , czy trochę naiwny ale na pewno dość bezradny wobec zaistniałej sytuacji.

To takie Ciepłe, Ludzkie, Zwyczajne …… Ten temat jest stale dla mnie otwarty – nie mogę przestać analizować….

Pod linkiem :  https://wil.org.pl/wp-content/uploads/03_2017.pdf  można przeczytać te właśnie  wspomnienia .

                           Jednak należy się oderwać od  rozmyślań na temat tego, co kryje się czasem za wielką aktywnością , wysoko ustawioną poprzeczką w życiu zawodowym czy pozorną żywiołowością i stałym może pozornym otwarciem  na świat i ludzi – jakie wnętrze się odkrywa gdy człek zostaje sam, jak sobie radzi z klęskami i własnymi słabościami…. A że Krzyś lękał się emerytury, która nieubłaganie nadchodziła, że nie widział swojego miejsca w opuszczanej z tego powody klinice , a może i w zwykłym życiu nie widział miejsca  –  tego oczywiście nie wiemy i nie warto analizować, bo i po co ? Można jedynie domniemywać o Jego lękach obawach czy problemach ostatnich lat  z dość zdawkowych opowieści Kolegów. No cóż Krzyś był po prostu Człowiekiem …. Może trochę innym niż my, ale tylko Człowiekiem ….

                            Już dość rozważań które prowadzą donikąd. 

 I dlatego   zapraszam do fajnej spontanicznej  jakże radosnej opowieści Mariolki  z którą trochę pogadałyśmy mailowo  o Krzysiu. Opowiadane przez nią historyjki – obrazy powodują, że Krzyś jest wśród nas – stale żywy, zarażający energią . I taki już pozostanie …..

Treści naszej rozmowy skopiowałam i dałam swój tytuł, z którym może Mariolka się nie zgodzi – więc mogę zmienić, gdyby …..

 

Krzysztof Linke. Zdjęcia otrzymałam od Jerzego T. Marcinkowskiego

 

Z pamiętnika Marii J. Nowakowskiej  (  26  ) . Wspomnienia przemiłe o Krzysiu Linke .

Zosiu – Klaro pytasz o Krzysia. Jaki był ?

– Dusza człowiek np. jechaliśmy do małżeństwa kolegów z naszego roku – Drewsów ( jeden z naszych corocznych zjazdów) – zbliżamy się do granicy  polsko – niemieckiej – a tam przy drodze mnóstwo straganów z krasnalami.

 Krzysztof zatrzymuje autobus, zbliża się do krasnali – bierze kolejno, przystawia do swojej twarzy pytając czy podobny i kupuje  🙂

Potem uroczyście wręczył Marlenie i Piotrowi Drewsom prosząc by stał w ogrodzie przed domem – bo podobny do niego 🙂

Wyobrażasz sobie ile było śmiechu.

Nie zadzierał nosa profesorskiego, zawsze wesoły i skłonny do zabawy którą często inicjował

Odparłam :

Świetna historia ,

Właśnie takie soczyste najfajniejsze

Bo tytuły zaszczyty wszędzie można znaleźć

Po chwili przyfrunął kolejny mail od Mariolki :

– inny obrazek – też z wyjazdu ( nie pamiętam dokąd)

mijamy inny autokar  obok którego leży człowiek

– nasz zatrzymał  się i na drogę wysypała się cała masa medyków –  chyba ze 30 – każdy przepełniony powołaniem chciał pomagać – ale oczywiście każdy miał inną wizję jak to realizować 🙂

i wtedy Krzyś profesjonalnie, jak nas tego uczą i jak my powinniśmy to realizować – ryknął na nas :  do autokaru – zostaniesz ty i ty ! 

 POKAZAŁ CO TO ZNACZY BYĆ AUTORYTETEM  

– pamiętam Go zawsze uśmiechniętego

– lubiłam słuchać Jego wykładów – czasami gdy byłam u mamy w Poznaniu (zawsze sprawdzałam co się dzieje w centrum dydaktycznym na Przybyszewskiego bo to kilka przecznic od mamy i obok mojego kościoła parafialnego – więc po drodze)

chodziłam na różne wykłady niekoniecznie z pediatrii- słuchałam też jego wykładów a były ciekawie prowadzone, z wtrętami humorystycznymi co rozluźniało atmosferę, dawało chwilę wytchnienia i pozwalało na powrót skupić się na prowadzonym temat

Krzysztof też był  bardzo towarzyskim ludzikiem – zawsze pierwszy tancerz –  to on rozkręcał nasze wieczorki – jeśli nie  w parach to wężykiem, w kółeczko a wszystko z nieustającym humorem ….

– po jego śmierci czytałam nekrologi w gazetach  poznańskich ( Głos Wielkopolski” , ” Gazeta Poznańska” ) – oprócz patetycznych były też bardzo ciepłe od pielęgniarek. Nie potrafię dokładnie przytoczyć ale chyba były o …… „tatulku” ….

 

One Reply to “Krzysztof Linke – Profesor wielkiej aktywności, Wspaniały Kolega i Zwykły Człowiek ….”

  1. Dnia 07 października 2016 r. odbyła się w auli Prymasowskiego Wyższego Seminarium Duchownego w Gnieźnie Konferencja „Kodeks Etyki Lekarskiej wobec wyzwań współczesności”, w której brał czynny udział Krzysiu Linke – zasłużony działacz Wielkopolskiej Izby Lekarskiej, m.in. Prezes Sądu Lekarskiego. Krzysiu po tejże Konferencji odwiózł mnie własnym samochodem do domu, do Poznania – i bardzo dużo mówił, wręcz przez 95% czasu naszej jazdy; ja z rzadka tylko wtrącałem kilka zdań. Krzysiu opowiedział m.in. o swym zmarłym niedawno szwagrze, Brytyjczyku. Otóż rodzina zarzucała temuż szwagrowi, że łatwą ręką trwoni masę pieniędzy na różnego rodzaju rozrywki. A on odpowiedział rodzinie tak: Dajcie mi tutaj miarę krawiecką. Podali. Zapytał ich: ile lat żyje przeciętnie Brytyjczyk? Podali, że około 75 lat. Odciął tą miarę nożyczkami przy 75. A ile lat ja mam? No, 73. No to patrzcie ile mi zostało! Zaledwie 2 cm! I machał tym jakże króciótkim skrawkiem miary krawieckiej przed ich oczyma. No i kilka tygodni potem nagle zmarł, mieszkając nadal u Krzysia w Poznaniu. Wówczas Krzysiu zadzwonił do Ambasady Brytyjskiej z informacją, że taki to a taki obywatel brytyjski właśnie zmarł i to u Niego w domu. I spodziewał się jakiegoś większego zaniepokojenia w tejże ambasadzie. A spokojny głos w słuchawce odpowiedział: zdarza się, że ludzie umierają, i tyle. Więc Krzysiu zabrał się za pochówek szwagra. A że rodzina szwagra, bardzo delikatnie ujmując, nie za bardzo intreresowała się pogrzebem, to Krzysiu zdecydował się go pochować w grobowcu rodzinnym w Poznaniu. No i teraz pora na przemyślenia tych, co zechcą się nimi podzielić w tymże blogu – na temat życia i przemijania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *