Plamy, plamy i nasza pedantyczna dyrektor
Anula wypiła z nami kawę, która zostawiła świeżą plameczkę na barwnej mozaice nad biustem jednolitej pierwotnie sukni.
Wstała, wystawiając zalotnie bardzo ładne nogi, tym razem obute w nowe czółenka, takie lekkie buty wyjściowe , charakterystycznym ruchem wygładziła suknię i ruszyła do boju….
Byliśmy ciekawi jak wygląda ta rozmowa z naszą kostyczną zasadniczą i pedantyczną panią dyrektor. Nie zazdrościliśmy Anuli tego spotkania. Długo trwało i w końcu mieliśmy wątpliwości rezultatu . Ale kamień spadł nam z serca, bo
po godzinie a może dwóch Anulka zadzwoniła do nas z portierni i beztrosko lecz poważnym nieco przejętym ale nobliwym tonem, poinformowała nas że już jest po rozmowie z Panią Profesor i od pierwszego podejmuje pracę w CZD.
Tak, Anula roztaczała wokół jakiś czar, emanowała inteligencją i przewrotną błyskotliwością umysłu. Ona po prostu zniewoliła naszą panią dyrektor…
Spotykałam ją potem czasami, gdy gnała korytarzami CZD, zawsze zaangażowana, w naszym lekarskim turkusowym i była szczęśliwa. Uwielbiali ją mali pacjenci i personel tego oddziału.
Czasami wracałyśmy razem autobusem do Dworca Centralnego. Ona miała stamtąd jeszcze co najmniej godzinę jazdy kolejką WKD, ale nie narzekała. Opowiadała, że warto spędzać 4 godziny dziennie w podróży do i z pracy, by się znaleźć wieczorem w zapachach ogrodów Podkowy…
Potem odeszła na emeryturę.
Gdy ja też już wyszłam na wolność i zamieszkałam w Michałowicach, spotkałam się z Anulą, zaprosiłam do naszego domu.
Przybyła wytworna, wyszczuplona, świetnie ubrana w nowiutkie , jak spod igły , nieskazitelnie czyste ciuchy i jak zwykle radosna….
