Na medycznej ścieżce. Anula zostaje asystentem w CZD…

Plamy, plamy i nasza pedantyczna dyrektor

 

Anula wypiła z nami kawę, która zostawiła świeżą plameczkę na barwnej mozaice nad biustem jednolitej pierwotnie sukni.

Wstała, wystawiając zalotnie bardzo ładne nogi, tym razem obute w nowe czółenka, takie lekkie buty  wyjściowe , charakterystycznym ruchem wygładziła suknię  i ruszyła do boju….

 

Byliśmy ciekawi jak wygląda ta rozmowa z naszą kostyczną zasadniczą  i pedantyczną panią dyrektor. Nie zazdrościliśmy Anuli tego spotkania. Długo trwało i w końcu mieliśmy wątpliwości rezultatu . Ale kamień spadł nam z serca, bo

po godzinie a może dwóch  Anulka zadzwoniła do nas z portierni i beztrosko lecz poważnym nieco przejętym ale nobliwym tonem, poinformowała nas że już jest po rozmowie z Panią Profesor i od pierwszego podejmuje pracę w CZD.

Tak, Anula roztaczała wokół jakiś czar, emanowała inteligencją i przewrotną błyskotliwością umysłu. Ona po prostu zniewoliła naszą panią dyrektor…

Spotykałam ją potem czasami, gdy gnała korytarzami CZD, zawsze zaangażowana, w naszym lekarskim turkusowym i była szczęśliwa. Uwielbiali ją mali pacjenci i personel tego oddziału.

Czasami wracałyśmy razem autobusem do Dworca Centralnego. Ona miała stamtąd  jeszcze co najmniej godzinę jazdy kolejką WKD, ale nie narzekała. Opowiadała, że warto spędzać 4 godziny dziennie w podróży do i z pracy, by się znaleźć wieczorem w zapachach ogrodów Podkowy…

Potem odeszła na emeryturę.

Gdy ja też już wyszłam na wolność i zamieszkałam w Michałowicach, spotkałam się z Anulą, zaprosiłam do naszego domu.

Przybyła wytworna, wyszczuplona, świetnie ubrana w nowiutkie , jak spod igły  , nieskazitelnie czyste ciuchy  i jak zwykle radosna….

Losy moich Rodziców. Opowieść Taty ( 11 )

Ale po złożeniu moich oświadczyn zamiast radości i akceptacji ujrzałem mroczną chmurę w  spojrzeniach rodziców Stefy.

Wówczas Stefa, próbując ratować sytuację  zaczęła zapewniać, że nic się nie zmieni, że nadal będzie się starała spłacać dług, który zaciągnęła w czasie swojej edukacji.

Jej rodzina była wielodzietna a rodzice uważali, że dali jej wykształcenie i teraz należy się im zapłata.

 W moim mniemaniu dług ten już dawno spłaciła.

Nigdy jej o tym nie mówiłem, ale wiedziałem, że przez te kilka lat, gdy uczyła w Rakowie , żywiła się skromnie- widywałem jej posiłki- chleb, ziemniaki- i stale wysyłała pieniądze do swojego domu.

Wspominała kiedyś, że w czasie pobierania edukacji w Białej głodowała. Z domu dostawała worek ziemniaków i mleko a w czasie nauki w Seminarium miała stypendium za dobre wyniki w nauce. Więc wydawało mi się, że jej dług względem rodziny nie był znowu tak duży.

Jednak stale miała poczucie, zresztą  skutecznie podtrzymywane przez jej rodziców, że ponieśli duże straty finansowe związane z jej wykształceniem.

Teraz ich zapewniała, że nadal będzie oszczędzała i wysyłała pieniądze rodzinie. Ale oni nie odpowiedzieli.

    Nie dali swojej zgody na małżeństwo ale też wyraźnie nie oponowali, co napawało mnie jakąś nadzieją.

Pomyślałam, że gdy pobędziemy jakiś czas razem z nimi, poznają mnie lepiej i może w którymś momencie, ostatecznie przy pożegnaniu dadzą jakiś znak, że mnie akceptują i godzą się na nasze małżeństwo.

 W tym momencie jednak, nie doczekawszy odpowiedzi, zmieniliśmy temat rozmowy.

Spanie miałem w stodole na sianie i spędziliśmy w tej wsi kilka dni chwilami tylko spotykając się z rodzicami  Stefy.

Byłem traktowany jak powietrze i czułem się z tym źle.

Śladami mojego Taty . Tomasz Łukaszewicz…

Rodzice Staśki, widząc, że ten pracowity spokojny dobry chłopak adoruje ich córkę, zaczęli go zapraszać na popołudniowe rodzinne spotkania przy samowarze. Początkowo nieśmiało przyjmował zaproszenie, ale wkrótce zadomowił się w domku organisty. Bo Bolek nadal grał w Rakowskim kościele . I to jak grał. Tomasz przychodził na wieczorne msze i z ukrycia wsłuchiwał się w muzykę, którą czarował Bolek.

Tomasz Łukaszewicz był synem wytwórcy serów. Jego ojciec doskonale wyczuwał zapotrzebowanie ludzi i sam dopilnowywał produkcji żółtych serów , które znane już były w okolicy i w dalszych regionach kraju. Tomasz mu pomagał, zajmował się też dystrybucją. Często wyjeżdżał, zawsze udawało mu się sprzedać własne wyroby , bo sery były przednie a chłopak budził zaufanie.

Tomasz lubił te wyjazdy. Najbardziej interesowały go koleje żelazne. Gdy obok drogi przejeżdżał ze świstem i buchającą parą pociąg, zatrzymywał swój wóz i długo się wpatrywał w parowóz i mijające go wagony, aż znikały na horyzoncie. W Rakowie nie było kolei, więc ten widok był dla niego bajkowy i zaczarowany.

Tomasz uwielbiał wieczory na tarasie domku Rodziewiczów. Siadywali tam ze Staśką. Wdychali zapachy maciejki , słuchali śpiewu słowików. Tomasz opowiadał o swoich podróżach i powoli , ostrożnie oswajał dziewczynę z myślą, że może kiedyś będą razem. Ona  czuła się w jego towarzystwie dobrze i bezpiecznie.