Oto kolejny list od Jacka. trochę zagmatwana treść, ale po wnikliwym przeczytaniu zabawna. Zapraszam…..

Chłopaki pod swoim LO w Zielonej Górze, po latach ……
“Lekcja geografii historycznej”
W wolną sobotę wieczór skończyłem nagrywanie drugiej strony ostatniej płyty Beatlesów z Trójki, kiedy przyszedł Tomek.
– cała strona?
– zmieściła się na jednej szpuli.
– świetnie, przegramy u Golego.
ZK-147 zamerdał ogonem rozbiegówki furczącej na zakończenie taśmy Orwo.
Tomek usiadł.
– Fredzia wróciła…widziałem ją na śmietniku dzisiaj.
– znów będzie wesoło – ile?
– jak zawsze składamy się po piątce
– ostatnio było po trzy….
– ale to na powitanie – musi być po pięć
– a może ją uprowadzić?, Tomek…
– ona się nie boi – pamiętasz jak nam opowiadała, że dostawała telefony z pogróżkami….
– nie bardzo…..
– bo miałeś zatoki – dostałeś datkę ( objaśnienie poniżej)
– no wiem, nie musisz mi przypominać….
– ktoś ci musi przypominać, bo jak cię zapyta za trzy miesiące…to musisz pamiętać….
– no dobra, mów….
– dzwoni do Fredzi. Telefon. Odbiera jej syn, Edek. W słuchawce jakieś wypociny syczące żądzą zemsty pachną.
– dobre, no i co?….
– nic, Edek mówi, mamo, do Ciebie….po czym podchodzi Fredzia do telefonu.
– wiem, co chcesz powiedzieć, mówi Fredzia….nie męcz się….
– umrzesz, umrzesz…
– poznaję cię przez ten zniekształcony bełkot ignoranta, Wojtuś….wiem, że masz datki i przygotuj się lepiej….ty też umrzesz, tylko trochę później….pozdrów mamę…
– no i co?, pytam
– jajco, Goly wkuwał swoje datki przez rok, a ona zapytała go o ostatnią lekcję….
– czyli po piątce….kto wręczy?
– Grześ, bo się dobrze prezentuje z Ewą….
– a potem?
– jak zawsze, skałki , datki i kolejna zrzutka.
– zbankrutujemy wszyscy, a tetetka?
– poczekamy….i tak musimy jechać do NRD po szyny…w Składnicy nie ma….”
Po przeczytaniu tego listu poprosiłam Jacka o wyjaśnienia a oto odpowiedź:
” – Trójka to program 3 polskiego radia dzięki któremu odkryliśmy Beatlesów kilka lat po ich rozpadzie.
-Tetetka to hobby kolejowe miniaturowe takiego rozmiaru.
-Fredzia to Profesor Alfreda Dobosz – wykładowczyni geografii miała trzy słabości. Jedna zawodowa, jedna sadystyczna i ta trzecia lustrzana.
Słabość zawodowa:
Pani Alfreda była urodzoną turystką. W związku z czym wybrała sobie profesję adekwatną do poślubienia Pana jakiegoś pracującego w ministerstwie kultury, czy coś takiego. W związku z czym po każdej podróży przywoziła ze sobą worek skałek, a la scena z “Misia”. No i oczywiście musieliśmy zgadywać z jakiego okresu na przykład pozalogicznego pochodzą te kamienie. No i same tróje.
Słabość sadystyczna:
Datki. Zapisana nieobecność. Przepytanie trzy miesiące po dacie w ramach tematu. Uczniowie byli przywożeni ze szpitala na noszach, aby nie mieć datek.
Słabość lustrzana:
To była słabość cudownie pachnąca, bajeczna i kolorowa. Kosztowała nas mniej więcej dwieście złotych na miesiąc. Po wręczeniu bukietu kwiatów, Fredzia zwykle mówiła. Dziś nie będzie skałek, datek, tylko moja opowieść. Po czterdziestu pięciu minutach zastanawiałem się, czy nie lepiej rzeczywiście wydać na większe bukiety….
W końcu znalazłem się po drugiej stronie geografii w Liverpool.
Siedziałem w ławce z kolegą, tu urodzonym, wychowanym itd. od jakiegoś tam zesłanego ( do Australii- przyp. ZK) piątego pokolenia. Nachylam się nad nim podczas wykładów :
– słuchaj, co to jest z tą waszą najwyższą górą – jakaś kozyjosko, czy coś….skąd to się wzięło, ta nazwa,,,,
– nie wiesz? – moja babcia opowiadała, że dawno temu wszedł na tą górę Aborygen z jakiegoś plemienia i tam zamarzł na śmierć. Znaleźli jego szczątki po jakimś czasie i ochrzcili tę górę mianem Kozjosko – czyli tego Aborygena.
Powtórzyłem tę historię wyrywkowo na mieście – większość przytaknęła,
i tak zostałem pierwszym, drugim polskim „Aborygenem „ po Kościuszce.”
Fajny ten list, szczególnie gdy się rozczytać. Nauczycielka geografii Jacka niezwykła niezapomniana…..
A dla Was Kochani, dociekliwych choć nie za bardzo a przede wszystkim cierpliwych kilka słów o tej górze oraz zdjęć.
Oczywiście z Wikipedii. Przy okazji sama się dowiedziałam. Na wszelki wypadek gdybym usłyszała będąc jakimś cudem w Australii – góra kozyjosko…

Góra Kościuszki Australia. Aż dziw, że tam też śnieg, ale wtedy gdy u nas lato…

Triangul na szczycie Góry Kościuszki w Australii

Tablica na szczycie Góry Kościuszki w Australii…
Poza zdjęciami, skrót tekstu z Wikipedii poniżej…..
Góra Kościuszki jest najwyższym szczytem Australii ( 2228 m. n. p. m. ), położonym w Parku Narodowym Kościuszki Gór Śnieżnych
Odkryta i zdobyta w 1840 roku przez polskiego podróżnika Pawła Strzeleckiego i dla uczczenia pamięci gen Tadeusza Kościuszki jego imieniem.
Jednak dla Australijczyków nazwa jest trudna do wymówienia i na klawiaturach nie mają takich znaków jak „Ś”. Stąd ostatecznie używana jest tam nazwa Mount Kosciuszko co w wymowie mieszkańców brzmi „ kozyjosko”
I w dodatku prawie nikt nie wie skąd się wzięła taka nazwa. Jak pisze Jacek zwykle myślą o tajemniczych Aborygenach….