Artykuł dr Moniki Czachorowskiej nt epidemii poliomyelitis w Polsce…

Oto cd artykułu z czasopisma medycznego:

PRZEGLĄD EPIDEMIOLOGICZNY,2002;56:541-46

       Monika Czachorowska

 LECZENIE I ZWALCZANIE ZACHOROWAŃ NA POLIOMYELITIS W OKRESIE EPIDEMII W LATACH 50. I PÓŹNIEJ W XX WIEKU NA TERENIE WARSZAWY

 ( referat wygłoszony podczas konferencji naukowej w Państwowym Zakładzie Higieny w dniu 8 października 2002 r. na temat eradykacji polio w Regionie Europejskim WHO.)

      Oddział Neurologii i Neuroinfekcji Wojewódzkiego Szpitala im. Dzieci Warszawy

 

      Na podstawie własnych wspomnień przedstawiono działania profilaktyczno-lecznicze w okresie epidemii polio z lat 50.XX wieku.

 

 

 

 

„… Po zakończeniu okresu ostrego, do dalszej rehabilitacji przesyłaliśmy naszych pacjentów do specjalistycznych sanatoriów. Początkowo, dzieci jeździły do Goczałkowic i do Buska, a później do Zagórza pod Warszawą. Lekarzem naczelnym w Zagórzu  był doktor medycyny Seyfried ( obecnie profesor), który zebrał znakomity zespół lekarzy. Do sanatorium w Zagórzu przez kilka lat jeździłam co tydzień, konsultowałam tam naszych pacjentów. Z tego okresu mam wspomnienia dobre i smutne. Dobre to te, kiedy intensywnie leczone dzieci zaczynały siadać i chodzić, smutne to rozmowy z całkowicie na zero porażonymi nastolatkami. Byli to w większości chłopcy, po długim pobycie w żelaznych płucach, z nadal słabymi mięśniami międzyżebrowymi i nie w pełni wydolnym oddechem. Ale intelekt tych chłopców był doskonały. Słowa odpowiedzi więzły mi w gardle kiedy  słyszałam: ” po co nas pani ratowała, takie życie to powolna agonia”. W jakimś stopniu mieli oni rację. Prawie każde poważniejsze zapalenie płuc, przy niewydolnych mięśniach oddechowych kończyło się zgonem. Nie było wówczas oddziałów intensywnej terapii.

     W latach 1952- 1957 leczyliśmy średnio rocznie od 150-250 przypadków polio. Od początku pracy oddziału przy ul. Siennej, od jesieni do wczesnej wiosny, kiedy obniżała się liczba zachorowań na polio, przyjmowano również dzieci z innymi schorzeniami infekcyjnymi układu nerwowego. Z biegiem czasu Oddział uzyskał nazwę Oddziału Neuroinfekcji….” cdn.

Artykuł dr Moniki Czachorowskiej nt epidemii choroby Heinego Medina w Polsce.

Iron_lung_CDC.jpg

Żelazne płuca. Zdj. z netu Art

 

 

 

A oto ciąg dalszy publikacji dr Moniki Czachorowskiej  nt historii wielkiej epidemii poliomyelitis , czyli choroby Heinego- Mediana w Polsce  sprzed półwiecza…może być to ostrzeżenie dla rodziców, którzy ulegając obecnej modzie nie szczepią swoich dzieci…

 

 

„… Dla chorych z zaburzeniami oddychania mieliśmy do dyspozycji aparaty działające na zasadzie ciśnienia ujemnego. Były to: żelazne płuca i aparat pancerzowy. Aparaty te miały szereg wad i nie każde dziecko mogło z nich korzystać. Ponadto pamiętaliśmy, że pacjenci leczenie w żelaznych płucach tworzą nierzadko grupę tzw. „ kalek płucnych”, tzn. całkowicie uzależnionych od aparatów oddechowych. Aby uniknąć uzależnienia, robiono coraz dłuższe przerwy w pracy aparatu, dążąc do całkowitego odstawienia wspomagania oddechu. Nie zawsze niestety było to możliwe. Takim smutnym przykładem był przypadek chorego czternastolatka , przywiezionego do szpitala w lipcu 1953 roku, prosto z plaży. Prawie samodzielnie wszedł do izby przyjęć, ale w oddziale musiał być szybko umieszczony w żelaznych płucach. Porażenia dotyczyły kończyn górnych i dolnych oraz mięśni międzyżebrowych. Nie było poprawy mimo intensywnego leczenia, chłopiec zmarł po 5 miesiącach.

      Inny dramatyczny przypadek to zachorowanie sześcioletniej dziewczynki przyjętej z pozornie banalnym porażeniem jednej rączki. Dzieci z porażeniami kończyn górnych od momentu przyjęcia były pod szczególnym nadzorem, ponieważ doświadczenie podpowiadało, że następnym etapem choroby bywa  porażenie mięśni oddechowych i porażenie opuszkowe. Tak też się stało i tym razem- po 12 godzinach od przyjęcia dziecko zmarło.

     Bywały okresy, że wszystkie aparaty żelaznych płuc były zajęte przez chorych i lekarz dyżurny stawał przed trudnym dylematem, kiedy zgłaszało się dziecko z zaburzeniami oddechowymi.

         Po roku 1958 żelazne płuca zastąpiono bardziej nowoczesnymi aparatami oddechowymi opartymi na zasadzie działania ciśnienia dodatniego. Oddział otrzymał kolejne nowe aparaty- poliomaty i spiromaty. Ze specyfiką działania nowej aparatury wiązała się konieczność szybkiego wykonania tracheotomii. W tym celu, nasz konsultant laryngolog pani docent Maria Góralówna, zawsze w trybie pilnym, przyjeżdżała do szpitala.

     Dla nas, lekarzy, oprócz normalnej opieki pediatrycznej, należała systematyczna ocena ustępowanie niedowładów i porażeń. W czasie sześciotygodniowego pobytu chorego co 10 dni wykonywaliśmy test mięśniowy według skali od 0 do 5…” cdn.

Artykuł dr Moniki Czachorowskiej o epidemii choroby Heinego Medina w Polsce…

 

rys3.jpg

Zdjęcie z netu

 

 

 

Jak poprzednio wspomniałam  w rozdziale” artykuł dr Moniki Czachorowskiej” za zgodą autorki,  będę zamieszczała odcinkami  tekst Jej publikacji nt historii wielkiej epidemii poliomyelitis , czyli choroby Heinego- Mediana w Polsce  sprzed półwiecza zamieszczony w Przeglądzie Epidemiologicznym w 2002 roku…może być to ostrzeżenie dla rodziców, którzy ulegając obecnej modzie nie szczepią swoich dzieci…

 

„…  Na przełomie roku 1952/53 na kilka miesięcy przenieśliśmy się z Bielan do gościnnego Szpitala Zakaźnego na Woli, a od II kwartału 1953 roku nareszcie uruchomiono szpital przy ul. Siennej. Ordynatorem Oddziału Polio była tu nadal dr Łukaszewicz- Dańcowa, jej zastępcą dr Anna Gecow, a nad pionem pielęgniarek i salowych nadal czuwała oddziałowa Kazimiera Kozłowska. Dyrektorem Szpitala Zakaźnego została dr Eugenia Pomerska, osoba o niespożytej energii i wielkich zdolnościach organizacyjnych. Ustalono, że oprócz oddziału polio w szpitalu muszą być oddziały krztuścowy, błoniczy, zakażeń jelitowych i obserwacyjny. W zależności od sytuacji epidemiologicznej zmieniano profile tak, że przez pewien okres uruchamiano oddział gruźliczy.

    Kadrę lekarską stanowili asystenci z Bielan, zespół absolwentów Oddziału pediatrycznego i młodzi pediatrzy- głównie uczniowie prof. Lejmbachówny i prof. Szenajcha, Przez pierwszy rok pracy wszyscy asystenci musieli się zapoznać z zagadnieniami leczenia polio. Mimo przeprowadzonego remontu szpitala, warunki były ciężkie zarówno dla pacjentów jak i dla personelu. Dokuczało duże zagęszczenie sal i brak wody bieżącej, ale prawie nie było zakażeń wewnątrzszpitalnych. Pomógł nam w tym bardzo surowy reżim sanitarny.

     Pacjentami oddziału polio były dzieci od niemowląt do nastolatków. Rozległość porażeń nie zależała od wieku. Porażenia czterokończynowe , tzw. quadriplegie  zdarzały się i u najmłodszych i u starszych. Dzieci te wymagały stałej obserwacji, ponieważ u nich najczęściej występowały zaburzenia oddechowe i konieczność zastosowania oddechu wspomaganego. U większości naszych pacjentów obserwowano mniej rozległe porażenia, czasami tylko niedowłady. Jednak dużą grupę stanowili chorzy z postacią oponową polio i z porażeniem nerwu twarzowego.

      Nie było leczenia przyczynowego i wiadomo było , że tylko specjalna fizykoterapia może pomóc w ustępowaniu niedowładów i porażeń. Były próby z różnymi lekami wspomagającymi, np. nivaliną, Vit B12 itd.- jednak efekty były żadne lub znikome. Specjalną fizykoterapię stanowiły : tzw. kocowanie, a następnie stymulacja i reedukacja mięsni oraz wyciąganie przykurczów. Kocowanie obejmowało cykle rozgrzewania porażonych i niedowładnych mięśni kończyn i tułowia, za pomocą rozgrzanej, wilgotnej, wełnianej dzianiny. Po każdym cyklu kocowania, kiedy mięśnie były rozgrzane, rozluźnione bez bolesności, terapeutki – czyli nasze przeszkolone pielęgniarki wykonywały stymulację, reedukację i wyciąganie przykurczy. Na porażone mięśnie międzyżebrowe stosowało się kocowanie koncentrowane. W przypadkach porażeń nerwu twarzowego, przykurczy powięzi i ścięgna Achillesa wykonywano parafinowanie….” cdn.

   

 

 

Wstęp do artykułu dr Moniki Czachorowskiej…

 

polio-egypt.jpg

Staroegipska ilustracja chorego z porażeniami kończyny. Zdjęcie z internetu.

 

 

    W tym blogu , w rozdziale pt artykuł dr Marii Chmielewskiej- Jakubowicz zamieściłam publikację  Pani Doktor nt historii Szpitala im. Dzieci Warszawy. Ponieważ artykuł jest dostępny w necie odpłatnie, chciałam przybliżyć wielkie dzieło kronikarskie dr Baśki , ale z uwagi na formułę tego blogu musiały być to krótkie odcinki i w kolejności  odwróconej ( ostatni odcinek figuruje jako pierwszy itd) .

Na zamieszczenie artykułu i jego redakcję uzyskałam pełną zgodę , chociaż tylko ustną autorki , za co Jej serdecznie dziękuję, gdyż Szpital był mi drugim domem…..

    A teraz , również za akceptacją P. dr Moniki Czachorowskiej, wieloletniej ordynator Oddziału Neuroinfekcji tego samego Szpitala zamieszczę ( również odcinkami) Jej artykuł o  wielkiej epidemii poliomyelitis ( choroby Heinego Medina) w Polsce sprzed ponad półwiecza.

    Aktualnie wielu rodziców decyduje, by nie szczepić swoich dzieci, bo boją się odległych następstw , które właściwie nigdy nie zostały potwierdzone. Jest to trend ogólnoświatowy, któremu się poddali także Polacy. Ze zgrozą obserwuję jak coraz więcej  matek odmawia wykonywania szczepień swoich dzieci.

W 2001 roku WHO uznała, że  Europa jest wolna od tej choroby, ale na początku 2014 roku polio występuje  endemicznie w Nigerii, Afganistanie i Pakistanie a także obserwuje się pojedyncze  przypadki w Etiopii, Kamerunie, Kenii , Somalii i Syrii.

W dzisiejszych czasach, gdy istnieje łatwość podróżowania i ludzie z tego korzystają przywleczenie choroby Heinego- Medina do Polski jest zawsze możliwe.

     Decyzje nie szczepienia dzieci mogą skutkować powrotem wielu ciężkich chorób, co do których ci rodzice nie mają wyobrażenia. Nie zapomnę dzieci, które widziałam w latach 70 – 80 XX wieku w Szpitalu Dzieci Warszawy. Piękne, dorodne miały  niedowłady mięśni,  bezsilne nóżki czy nieruchome ramiona i były bez szans na wyzdrowienie….

Tak więc treść tego artykułu może być głosem ostrzegawczym…cdn