Śladami mojego Taty. Kolejna córka Michaliny i Bolka Rodziewiczów- siostra mojej Babci- Mania.

Czasami pojawiała się w naszym gorzowskim domu jeszcze jedna siostra mojej Babci Staśki,  Mania. Miałam wtedy kilka lat, ale dobrze ją pamiętam . Była bardzo wysoka, o obfitych kształtach , ale w odróżnieniu od swojej siostry- Walerki, emanowała ciepłem, miękkością i łagodnością  .  Zresztą nawet jej imię- Mania brzmiało inaczej niż ostre brzmienie imienia Walerka.

 Bywało, że zjawiały się u nas razem z Walerką, odbywając tajemne rodzinne misterium pielgrzymowania po domach różnych członków rodziny. Ponieważ moja Babcia- Stasia po II wojnie światowej , jak większość naszych członków rodziny, musiała wybyć z Wileńszczyzny, zamieszkała w Trzciance Lubuskiej. Stąd już niedaleko było do naszego Gorzowa. Pojęcie niedaleko wtedy nie istniało. Po prostu wsiadało się do pociągu i jechało. Czas jazdy ani liczne przesiadki nie stanowiły przeszkody. W tamtej epoce, dla ludzi czas miał inny wymiar, niż dzisiaj. My uwielbiamy szybki transport i denerwują nas przerwy w podróży. Obie ciocio- babcie cieszyły się wolnością a podróż była dla nich miłym ciekawym zajęciem. Lubiły podróże, ze śmiechem opowiadały o licznych przygodach i nowych, poznanych ludziach.

Gdy obie kroczyły z dworca przez nasz niewielki parczek, zawsze generałem była Walerka, kroczyła zamaszyście przodem a za nią  jak jej cień , miękko sunęła ciocia Mania.  Zajmowały całą szerokość alejek parkowych , czym się w ogóle nie przejmowały. Były dostojne i władcze, więc wszyscy omijali je grzecznie, bez słów komentarza.

 Ledwie się mieściły w drzwiach naszego mieszkania , wpychały się jedna przed drugą. Ale solidne, poniemieckie drzwi bez trudu wytrzymywały napór tych dużych ciał .

Potem rozkładały swoje walizki i spokojnie się instalowały w dużym pokoju.

Mama nawet nie pytała jak długo mają zamiar pozostać, bo wszak nie wypadało. Ale spodziewaliśmy się długiego pobytu.

Czasami niespodziewanie po dwóch tygodniach obie ciocie komunikowały, że zamierzają wyjechać i wędrowały dalej.

Śladami mojego Taty. Kolejne dawne panny Rodziewiczówny , moje Ciocio- Babcie. Walerka.

Kolejna  siostra mojej Babci- Staśki to  potężna Walerka. Wyszła za mąż za Dzierżyńskiego,  kuzyna Feliksa- nazywanego krwawym katem.  Mieli dwóch synów.

Gdy przyjeżdżała do nas w odwiedziny, zalegała co najmniej przez dwa tygodnie. Wspominam ją dobrze, bo właściwie w naszym dużym mieszkaniu przy ul. Kosynierów Gdyńskich 106, w Gorzowie, ludzie się gdzieś gubili i nie było problemów z zakwaterowaniem dodatkowej osoby.

Pamiętam tylko jak dostojnie kroczyła z dworca przez parczek leżący obok naszej kamienicy. Jej tekturową walizkę dźwigał mój Tato.

Potem przesiadywała na naszym tapczanie przywiezionym przez Mamę z Wileńszczyzny, zajmując jego dużą powierzchnię, i pogadywała z moimi Rodzicami. Oni pracowali, więc nie mieli czasu na dłuższe rozmowy. Więc ciocio- babcia sobie po prostu spokojnie siedziała.

Po wielu dniach podejmowała decyzję wyjazdu. W tym terminie prosiła Tatę o odprowadzenie na dworzec, co było naturalne bez przypominania. Tato się dziwował, bo wyprawa na dworzec rozpoczynała się od świtu, wiele godzin wcześniej od planowanego odjazdu pociągu. Ale ciocio-babcia nalegała, więc niebawem sunęli  dostojnie przez niewielki parczek prowadzący od naszego domu na dworzec. Tam spędzali kilka godzin i ciocio-babci zadowolona wielce odjeżdżała w siną dal. Tzn do swojego Wrocławia.

W tym czasie była już wdową, nie znam okoliczności śmierci jej męża.

Mieszkała we Wrocławiu z najstarszym synem i jego żoną. Nie mieli dzieci. Ten syn ciocio- babci Walerki, Staszek był wspaniałym studentem. Do historii rodzinnej przeszła opowieść o jego niezwykłym zapale pochłaniania wiedzy. To właśnie było przyczyną, że studiował prawo aż 7 lat. Aż któregoś dnia zupełnie niespodziewanie, oświadczył swojej matce, która już zrezygnowała z myśli o wykształconym synu, że właśnie został  prawnikiem . Odnoszę wrażenie, że poznał wszystkie kluby studenckie , knajpy oraz podziemne lokale cieszące się jak najgorszą opinią. Pewnie było to przydatne w praktyce sędziowskiej J.

Może przydatne nie było w jego zawodzie , ale sądząc z zaangażowania we wprowadzanie w życie mojego brata- Zenona, wiedza ta do czegoś się jednak przydała. W efekcie mój brat kontynuując poznańskie studia polonistyczne  we Wrocławiu, miał wielką ochotę zakończyć już  edukację. Zresztą te studia nie spełniały jego marzeń, gdyż wówczas w ogóle nie było wymogów pisania własnych tekstów. A przecież mój Brat uwielbiał tylko paranie się piórem, zresztą w tym czasie z dość dobrym efektem- pojawiły się jego pierwsze publikacje prasowe. I właśnie głównie z powodu brata bywaliśmy we Wrocławiu, bo Mama spłacała jego liczne długi . Ale cóż, wiedza kosztujeJ

Może miałam wtedy  5- 7 lat, kiedy zobaczyłam po raz pierwszy takie wielkie miasto. Budziło mój lęk, bo było ogromne, czarne, wyglądało jak umierający olbrzym z wytrzeszczonymi oczodołami pustych wybitych okien.  

Dzierżyńscy  mieli mieszkanie mieli przepastne i mroczne. Można się było w nim zgubić. Spałam na dwóch zestawionych skórzanych fotelach i przez całą noc pilnowałam, by te fotele się nie rozjechały. Jednak na ranem traciłam kontrolę nad siłą ciężkości mojej pupy, która wklinowała się pomiędzy oba siedzenia i skutecznie rozpierała oba fotele. Wpadałam więc przez utworzoną szparę , z całą pościelą na podłogę, czując przez sen drewniane nogi fotelowe obok siebie oraz śliski chłodek podłogi . I byłam zdumiona, gdy rano słyszałam głos moich Rodziców, którzy mnie poszukiwali i wreszcie wydobywali z otchłani. Na moje szczęście wizyty nasze we Wrocławiu były krótkie i wracaliśmy do naszego  ukochanego Gorzowa.  

Drugi syn ciocio- babci, Walerki , Kazik,  po wojnie mieszkał w Warszawie, gdzie dostał pracę w Najwyższej Izbie Kontroli. Podobno był wiernym odbiciem urody Feliksa, i wysocy urzędnicy w Warszawie radzili mu, by wykorzystał swoje nazwisko i podobieństwo, bo wtedy będzie miał  szanse by zajść daleko w karierze zawodowej.  Ale chyba tego nie zrobił, bo był zwykłym urzędnikiem, chociaż w dość renomowanej placówce. Tak więc   do końca nie wiem, czy jednak w czasach stalinowskich bliskie pokrewieństwo z Feliksem nie zadziałało. Miał uroczą żonę, ale zmarł bezpotomnie.

Z tymi krewniakami nie rozmawiałam nigdy, bo byłam dzieckiem. A dzieci i ryby przecież nie mają głosu….