Pragę przeprosić Czytelników Pamiętnika mojego Teścia za ten wpis. Do Jana wrócę za 2 – 3 dni. Zapewniam. Działam z potrzeby chwili, bo dzisiejszy powrót do tematu Dr Fischbacha i Jego Chóru Poznańskich Madrygalistów stał się koniecznością z racji Ich kolejnego Koncertu który zabrzmi jutro w Śródce …..
Może zacznę zbyt trywialnie, ale chodzi mi po głowie powiedzenie – Lepiej późno niż wcale. A to dlatego, iż myślimy, jakie dotknęło nas szczęście spotkać po pół wieku siebie nawzajem i poznać osobiście dr Fischbacha i Jego fenomenalnych Chórzystów.
Tak zda się niedawno – staliśmy na dziedzińcu Anatomicum – radośni i przejęci – nowo mianowani studenci AM w Poznaniu. Był to pamiętny dla nas 1965 rok. Potem słyszeliśmy , że zajęcia z anatomii w któryś grupach ( niestety nie naszych ) prowadzi fantastyczny Człowiek – dr Fischbach. Trochę zazdrościliśmy kolegom , ale czas płynął i było jak było. Ktoś też mówił, że ten Pan Doktor wykłada również na Akademii Muzycznej oraz prowadzi Akademicki Chór przy naszej Alma Mater. Może kiedyś z daleka widywaliśmy chór i Maestro – bo zawsze uświęcał różne uroczystości akademickie.
Gdy już się spotkaliśmy Leszek, Jurek i ja , choć rozłąka trwała pół wieku – rozpoczęliśmy długie serdeczne rozmowy i wrócił do nas tamten czas pierwszy w naszym życiu – niezapomniany początek naszej medycznej drogi . Któregoś dnia Jurek nam oznajmił, że został zaproszony przez dr Fischbacha na Koncert Poznańskiego Chóru Madrygalistów im. Wacława z Szamotuł do Kościoła św. Wojciecha w Poznaniu Okazało się, że Jurek spotykał dr Fischbacha na konferencjach neurologicznych , Leszek trochę pamiętał z przeszłości oraz to, że w pamiętnym 1968 roku, kiedy dr Fischbach odszedł z Chóru i Uczelni – Leszek przejął kierownictwo Chóru- został jego Prezesem.
I oto znaleźliśmy się w magicznym stareńkim wnętrzu tego Kościoła i wspomniany Chór zda się prowadził nas do Nieba. I wówczas powstał artykuł zamieszczony w Biuletynie Wielkopolskiej Izby Lekarskiej , którego fragment chcę zacytować, bo przypominać warto, przypominania nigdy dosyć, ba – przypominanie kolejnym pokoleniom lekarzy tak ważnej postaci jakim jest dr Jerzy Fischbach jest naszym obowiązkiem. Oto fragment tamtej naszej opowieści tyczącej koncertu w Kościele św. Wojciecha w Poznaniu:
( … ) cała kościelna uroczystość i to piękne wnętrze zda się byłoby puste, gdyby nie iście anielskie brzmienia chóru. To oni, zapaleni chórzyści, na co dzień zwykli pracownicy najczęściej służy zdrowia, sprawiają, że Bóg nas widzi a przede wszystkim my widzimy niebo i Boga. Są łącznikiem szarego człowieka z Istotą Najwyższego. Ich łagodność, idealna harmonia głosów, piękne, bardzo wytworne ubrania, podkreślone dostojnością wielu siwych głów – a na ich czele dostojny dyrygent dr med. Jerzy Fischbach, Człowiek Ponadczasowy, Niezwykły. Znają go dobrze pacjenci, których jako specjalista neurolog traktuje holistycznie – zawsze wypyta o wszystkie choroby, umiejętnie dobierze leki i zawsze pomaga – także uśmiechem. Ilu kobietom pomógł gdy miały schorzenia neurologiczne i trudności z prokreacją. Tak dobierał leki, że wkrótce przychodziły do Niego z własnym, zdrowym dzieciątkiem w ramionach. Ilu studentom przekazał swą mądrość i wiedzę będąc przez długie lata pracownikiem naukowo- dydaktycznym Akademii Medycznej w Poznaniu. Ile prac naukowych opublikował, aby szkolić kolegów lekarzy i przekazywać im swą rozległą wiedzę (… ).
Doktor Jerzy Fischbach już w roku 1959 stworzył chór składający się głównie ze studentów Akademii Medycznej w Poznaniu, ale też innych poznańskich uczelni – którego był dyrygentem. Jego wielka wiedza muzyczna, umiejętność czytania partytury oraz dobierania odpowiednich głosów, harmonizowania ich by układały się w różnorodne utwory zachwycała. Chór występował w czasie większości uroczystości w Alma Mater i w innych miejscach. Pasję dr Fischbacha od 1982 roku kontynuuje prof. Przemysław Pałka, który przejął pałeczkę dyrygenta i funkcję dyrektora artystycznego. Ziarno zasiane przez Jerzego Fischbacha pięknie zakwitało licznymi nagrodami, jak: „Srebrna Lira” na 4. Międzynarodowym Festiwalu Chórów w Warszawie „Varsovia Cantus” (2008) czy na Międzynarodowym Festiwalu Chórów w Krakowie (2010) a artyści byli zapraszani do różnych krajów, jak Wielka Brytania, Austria, Czechy, Włochy, Szwecja, Hiszpania, Niemcy, czy Holandia; nagrywali wiele audycji radiowych i telewizyjnych w Polsce, a dokonania chóru zostały ujęte w 4 albumach; ostatni wydano w 2011 r. Doktor Jerzy Fischbach już dawno, z pozycji emeryta, obserwował jak się rozrasta i pięknieje jego dzieło – bo było wszak jak Jego dziecko, które jeszcze niedawno uczył chodzić a teraz poszło w daleki świat…
Jednak dr Jerzy Fischbach nie byłby sobą, tylko siedząc i obserwując. Wkrótce poderwał się do lotu – i tak oto jesienią 1994 r. zrealizował pewnie swoje dawno już opracowane zamiary i utworzył chór „Poznańscy Madrygaliści im. Wacława z Szamotuł”. Jak zwykle wykorzystał swoje muzyczne wykształcenie i wielkie doświadczenie, gdyż z grupy 22 osób – całkowicie amatorów – stworzył istną perełkę. Jak potrafi, jednocześnie pracując jako lekarz-neurolog, pomimo zaawansowanego wieku, znajdować czas na próby chóru, koncerty w różnych miejscach – ważnych dla pacjentów – jak szpitale, przychodnie, domy opieki – to słodka tajemnica tego Niezwykle Aktywnego Człowieka – jakich niewielu na świecie… (…)
Kiedy dowiedzieliśmy się z plakatów oraz bezpośrednio od Pana dr Jerzego Fischbacha o planowanym Koncercie Chóru Madrygalistów im. Wacława z Szamotuł w Żaganiu, od razu przyszło do nas wspomnienie wspólnego z Chórzystami i Twórcą tego Chóru niezapomnianego Bożonarodzeniowego wieczoru w Klasztorze w Woźnikach – zapragnęliśmy się spotkać ponownie i doznać wrażeń które pozwalają nam dotykać Nieba. Gdzież jest ten dość odległy Żagań, patrzyliśmy na mapę i rozkłady jazdy PKP. Jednak z różnych przyczyn rodzinnych plan okazał się nierealny. Jedynie Leszek Milanowski – chłopak o niewyczerpalnej energii i konsekwencji, pokonał trasę Londyn (gdzie mieszka i pracuje) – Poznań a potem wypożyczonym samochodem przebył ponad 200 km i godnie nas reprezentował. On jeden spośród naszej gromadki tak bardzo zna utwory muzyczne – zresztą kiedyś sam śpiewał w Chórze Akademii Medycznej w Poznaniu już po odejściu dr Fischbacha i został Prezesem tego Chóru. Byliśmy spokojni, że relacja Leszka będzie najpełniejsza i tak obrazowa iż jedynie w niewielkim zakresie, ale zrekompensuje naszą nieobecność a także zostawi ślad w naszych umysłach sercach i wyobraźni.
I tak też się stało. Leszek zdał nam dokładną relację z tłem historycznym wykonywanych utworów. Ma wszak to we krwi, bo choć Jego Tata był chirurgiem i może też miał zainteresowania humanistyczne ale Mama – uczyła historii w Liceum w Kutnie . Rodziców Leszka nadal wspominają liczni mieszkańcy tego miasta ( przekonałam się niedawno robiąc mały wypad do pięknego Kutna) .
A teraz oddaję głos Leszkowi :
Żagań został założony podobno w VII wieku przez prasłowiańską księżniczkę Żagannę i ulica jej imienia biegnie w pobliżu klasztoru. Żaganna miała być według legendy córką Wandy i wnuczką księcia Kraka. Po następcach Piastów miasto przeszło w ręce rodów niemieckich i kurlandzkich i związane jest z naszą a także europejską historią i kulturą. Żagań stał się jakby miejscem łączącym różne polskie i europejskie drogi. Mieszkał tu słynny astronom Jan Kepler (1571-1630). Bywał tu Honoriusz Balzac (1799-1850) i dawał koncerty Franciszek Liszt (1811-1886), Miasto jest słynne z ucieczki 73 alianckich lotników w nocy z 24 na 25 marca 1944 roku ze Stalagu „Luft III” zakończonej egzekucją 50-ciu z nich. Tutaj powstawał polski serial o czterech pancernych z psem Szarikiem….
I właśnie to miasto, o tak złożonej świetnej historii zostało wybrane przez dr Jerzego Fischbacha by tu właśnie uczcić dwieście ósmą rocznicę Konstytucji 3 Maja 1791 roku. I oto w maju 2019 roku Chór Poznańskich Madrygalistów im. Wacława z Szamotuł pod dyrekcją dr Jerzego Fischbacha uczcił nasze najbardziej narodowe Święto – Święto Konstytucji – koncertem w Kościele pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Żaganiu. Poklasztorny zespół augustiański jest uznany za polski pomnik historii. Kościół założony w 1183 roku przez księcia Bolesława I Wysokiego, syna księcia Władysława Wygnańca ze wspaniałym. monumentalnym gotycko-barokowym wnętrzem doskonale oddawał i wzmacniał akustyczne brzmienie Chóru stojącego w transepcie przed ołtarzem ….
Z okazji tego wielkiego, dla nas, Polaków ale też sławiącego Polskę w świecie Święta – repertuar obejmował pieśni polskie I polskich kompozytorów lub w ich opracowaniu.
Koncert rozpoczęła recytacja najstarszego polskiego tekstu “Bogurodzicy Dziewicy” w wykonaniu Witalisa Nowickiego , po której Chór przypomniał jej muzyczne brzmienie. Napisana na pewno przed 1408 rokiem, śpiewana była na polach Grunwaldu, a jej czysto staropolski tekst I pierwsza melodia zostały stworzone najprawdopodobniej przez córkę Mieszka II Lamberta – księżną Gertrudę, na uroczystości koronacyjnej króla Bolesława Śmiałego w 1076 roku.
Z kolei symbolicznym dopełnieniem części inauguracyjnej była – zawsze mnie głęboko poruszająca – napisana po łacinie, w 1253 roku – “Gaude Mater Polonia” Wincentego z Kielc w opracowaniu Klonowica, polskiego XV-wiecznego kompozytora – napisana na uroczystości beatyfikacyjne Świętego Stanisława ze Szczepanowa. Konflikt o uznawanie polskiego czy łacińskiego języka liturgicznego był podobno przyczyną tragicznej śmierci biskupa i wygnania króla. Znamy bolesny i tragiczny dla Polski konflikt miedzy kościołem a władzą świecką. Obie wykonane pieśni symbolicznie jakby jednały Polaków różnych poglądów.
Ważną o ile nie najważniejszą częścią koncertu były pieśni napisane przez wybitnego polskiego kompozytora GGG (orczyckiego) – bo tak się podpisywał, czyli Grzegorza Gerwazego Gorczyckiego (ok. 1665- 1734 ), kapelmistrza katedry wawelskiej. Stanowisko to otrzymał w 1706 roku . Podobnym stanowiskiem kapelmistrza katedry w Hanowerze, później Opery w Londynie cieszył się Fryderyk Haendel (1685-1759) uważany za największego narodowego kompozytora angielskiego. Muzyka Gorczyckiego o 20 lat wyprzedza jego podobne wczesno-klasyczne utwory, niestety nie jest tak znana. Nasz polski Gorczycki może być śmiało uznawany za prekursora a Haendel za Jego naśladowcę. Przypominają o tym Festiwale im. Grzegorza Gerwazego Gorczyckiego w Bytomiu.
Chór śpiewał kolejno: “Ave Mundi Spes Maria”, “Omni Die Dic Mariae”, “Gaude Maria Virgo”, “In Manus Tuas Domine” I “Tota pulchra e Maria”. Przejmująco zwłaszcza zabrzmiało wysokie, wstrząsające czysto brzmiące, solo sopranowe w wykonaniu Małgorzaty Maciołek. Godne i trafne uczczenie polskiego i europejskiego Święta – polska muzyka.
Trzecią część rozpoczął Witalis Nowicki wierszem Juliusza Słowackiego “Kiedy prawdziwie Polacy powstaną” z wymowną – szczególnie dziś przejmującą frazą : „…Polska, ale jaka?”
Ta część złożona była z utworów późniejszych polskich kompozytorów.. Pięknie brzmiało Preludium c-moll op. 28 w wykonaniu godnego następcy Mieczysława Makowskiego. Tu chyba wszyscy wspominali w duchu tego Wielkiego Przyjaciela dr Fischbacha – kompozytora, pianistę, teoretyka muzyki i pedagoga – który niestety odszedł do Pana w Święta Bożego Narodzenia 2014 roku, zostawiając po sobie wiele kompozycji, aranżacji utworów które tu wymieniamy a przede wszystkim Zapamiętane Piękno Swojej Osoby. W dalszej kolejności tej części odśpiewano – przejmująco i wzniośle z niebywałą harmonią wszystkich głosów ( trzeba by tu wymienić chórzystów – ale przymusowa szczupłość tekstu jest przeszkodą ) – a więc zabrzmiało „Largo” Fryderyka Chopina w aranżacji Makowskiego i dobrze znana „Pieśń Wieczorna” Stanisława Moniuszki z iście anielskim solowym głosem Małgorzaty Maciołek. Zakończeniem tej części była inna – wesoła choć nostalgiczna- pieśń Moniuszki: „Przylecieli sokołowie” z wymownym zakończeniem dla emigrantów – „… rada bym polecieć z Wami … …. lecz Ojczyzny żal” .
Kolejną część koncertu rozpoczął Witalis Nowicki recytacją wiersza Juliusza Słowackiego „Szli krzycząc Polska”. Symboliczna była w opracowaniu Makowskiego pieśń „Gdy ostatnia róża zwiędła” Ignacego Paderewskiego – przyjaciela amerykańskiego prezydenta – orędownika polskiej niepodległości- Woodrowa Wilsona. Następna była jakże równie jak wszystkie inne wybrane utwory- symboliczna „Piosnka Dudziara” Adama Mickiewicza z muzyką Ignacego Paderewskiego w opracowaniu naszego poznańskiego Feliksa Nowowiejskiego . ..
Nawiązując do miejsca koncertu wyjątkowym akcentem na zakończenie była pieśń „Santa Maria.” Wolfganga Amadeusza Mozarta.
. Na prośbę publiczności – „Gaude Mater Polonia” uwieńczyła ten wspaniały koncert..
Zestawienie repertuaru, jego patriotyczna wymowa jakby wpisały się w tym roku w apel o pojednanie Polaków, którzy niezależnie od poglądów powinni być dumni z naszej narodowej kultury i dziedzictwa historii. To tak jak w chórze, gdy jednostki o różnych poglądach i różnych głosach – połączone i zjednoczone muzyką – razem tworzą wspaniałą wartość , którą był ten koncert.
Cała uroczystość, piękne zabytkowe wnętrza byłyby puste, gdyby nie chórzyści i publiczność wznosząca modły do Najwyższego z uszanowaniem każdej jednostki bez wzajemnej agresji, nienawiści, dzielenia na lepszych i gorszych stała się niejako apelem o uszanowanie i przypominanie Konstytucji.
Jednocześnie myśli starych lekarzy biegły dużo dalej – by młodzi nie opuszczali tego kraju, by znajdowali tu prawdziwą europejską wolność, by mogli się szkolić zgodnie z zamiłowaniem , zdobywać specjalizacje o jakich marzą bo jak mówią – niestety brak takich możliwości często jest przyczyną wyjazdu z Polski. Nasze wyobrażenia o prawdziwej wolności to właśnie taki kraj, nie tylko piękny przyrodą zabytkami i muzyką, ale też kraj szczęśliwych ludzi.
Wszystkie wykonane w czasie tego Koncertu utwory muzyczne oraz dobór recytowanych tekstów miały głęboką, właściwie ponadczasową symbolikę którą przeżywamy do tej pory . Jesteśmy ogromnie wdzięczni dr Jerzemu Fischbachowi za tę wielką lekcję patriotyzmu. Życzymy Jemu i Chórzystom oraz Recytatorom wielu dobrych aktywnych lat w niestrudzonym pokazywaniu prawdziwej pięknej Polski Polakom….
Z powyższego opisu działalności artystycznej chóru i jego dyrygenta wyraźnie wynika, że muzyka – tym bardziej niosąca ze sobą ładunek patriotyzmu – jest sztuką, rozrywką, przyjemnością i lekarstwem poprawiającym funkcjonowanie ludzkiego ciała i duszy, a jej uniwersalizm przecież łączy całe narody i kultury.
A na zupełnym marginesie warto dodać , iż opisana historia pokazuje że warto dbać o przyjaźnie – dążyć do spotkań – spełniać Marzenia nawet w snach nie wymarzone ( jak w przypadku autorów relacji) i zawsze czekać na coś Pięknego, Nowego co na pewno nadejdzie – a dowodem jest pojawienie się w naszym niezbyt młodym metrykalnie ale wiecznie poszukującym życiu – dr Fischbacha i Chóru Madrygalistów – zwykłych i jednocześnie Niezwykłych Ludzi przynoszących Cud Muzyki.
Leszek S. Milanowski, Zofia Łukaszewicz – Konopielko , Jerzy T. Marcinkowski,
…

*