Śladami mojego Taty. Jania …

Zresztą miejscowi ludzie byli życzliwi przybyszom. Pomagali jak umieli, podrzucali jakieś resztki jedzenia, uczyli jak zdobywać żywność. Jednak nie wszyscy.

Któregoś dnia kilkunastoletnia Janka krzątała się koło domu, ale coś ją podkusiło, by pobiec w step  w poszukiwaniu  dzikiego czosnku. Roślina ta ratowała ich przed szkorbutem i innymi awitaminozami.

I właśnie tam ujrzała kilku Kazachów na koniach.

Otoczyli dziewczynę.

A była zjawiskowej urody. Zachowała ją do bardzo późnej starości. Jasna szczupła twarz , wielkie błękitne oczy i długi płowy warkocz. Była wysoka i smukła. Piersi już rysowały się pod bluzką . I miała bardzo długie nogi , jak łania….

A może to czyjaś opowieść , historia innej polskiej dziewczyny zgwałconej przez Kazachów.

Czy dziewczyny, które przeżywały swoje najpiękniejsze lata na stepach w prymitywie, głodzie i lęku mogły potem żyć normalnie. Okazało się , że mogły.

Jania była pogodna i ciepła.

Tylko na starość zapadła w swój świat Alzheimera. Los jej darował postać choroby łagodną. Jest spokojna. Ma obok siebie kochającego męża i dzieci.

Śladami mojego Taty. Dzień ślubu- południe

 

 

 

Pocztówka z internetu- do rozpowszechniania. Nazwiska autora nie podano.

 

 

Bolek  do tego stopnia oddał się czynnościom kuchennym , że  nawet nie  zauważył  słońca, które już stało wysoko na niebie. Nadchodziło południe.

Nagle  ktoś z domowników  przypomniał sobie o panu młodym . Nie było go w saloniku., sypialni, bibliotece ani w żadnym sensownym miejscu. Rozpoczęto więc nawoływania i zintensyfikowano poszukiwania.

Wreszcie ktoś wpadł na pomysł , by zajrzeć do kuchni, gdzie bulgotała zawartość garów skutecznie zagłuszając głosy poszukiwaczy Bolka.

I wtedy to odkryli, że przyszły pan młody  siedzi sobie najspokojniej w świecie w rogu kuchni , przy dużym stole pokrytym blachą  i systematycznie sieka migdały.

W tej sytuacji bracia Michaliny oraz inni chłopcy z ich rodziny wpadli  w popłoch, że  nie zdążą przygotować młodego do ślubu. Bolek popatrzył na nich z wielkim zdziwieniem, pozwolił się oderwać od owego siekania, mimo, że jeszcze nie zakończył pracy i całkiem biernie przeszedł do pokoju gościnnego, gdzie czekała odzież weselna.

Jednak po chwili „złapał wiatr w żagle”, ożywił się  i bez problemów , bardzo sprawnie się ubrał a nawet samodzielnie zawiązał fular.  

I niebawem  już pięknie wystrojony czekał na Michalinę.

Gdy wyszła ze swojej komnaty oniemiał.

To nie była dziewczyna, to był anioł.

Przyfrunęła do niego piękna i szczęśliwa.

Nie miał odwagi by wziąć ją energicznie w ramiona, jedynie przytulił delikatnie i kilkakrotnie obrócił . Dobrze, że tren jej sukni był tymczasowo przypięty do  pasa a welon uniesiony i upięty do włosów. 

Tymczasem już w progu pokoju stanęli jej rodzice i uroczyście błogosławili młodym.

Bolek miał łzy w oczach, bo przyszła bolesna myśl, że jest sierotą. 

Ale nagle sobie wyobraził zmarłych rodziców jak żywych , gdy ze swojego domu  w błękitnych zaświatach patrzą na ziemię i przesyłają swoje tajemne błogosławieństwo.

I wtedy odczuł spokój ….

Śladami mojego Taty. Jasna chmurka

 

 

Chmurka…zdjęcie własne

 

Gdy Bolesław grał w kościele, zapominał o tym, że  los wcześnie odebrał mu rodziców, zniewolonej ojczyźnie i wszystkich przyziemnych problemach.  Kiedy  śpiewał, muzyka była w jego sercu, tylko muzyka…

Któregoś dnia jak zwykle prowadził linię muzyczną mszy. Gdy umilkły ostatnie słowa kapłana, ludzie powoli opuszczali kościół . Lubił takie samotne chwile w kościele . Wtedy nikt nie zakłócał spokoju  chrząkaniem kaszlem czy szeptami . Dookoła panowała tylko gęsta cisza zatopiona w zapachach kadzideł .  Nie lubił ingerować w tę boską ciszę żadnym dźwiękiem. Czasami zostawał w ławce na dole i długo się modlił.

Ale  dzisiaj zapragnął pozostać przy organach i grać dalej. Więc grał muzykę od serca , inną niż w czasie mszy. Może więcej Bacha tam było, może Hendla. Grał spokojnie,  bo Rosjanie jakoś tolerowali muzykę kościelną .

Siedział tyłem do ołtarza, więc by widzieć to, co w danej chwili celebruje ksiądz, miał zamontowane lusterko.

I nagle w  lusterku coś zajaśniało . Pomyślał, że to efekt zabaw słońca z szybą okna.

Ale  był trochę zaciekawiony  i niespokojny . Więc  po chwili   dłużej zatrzymał wzrok na tafli  lusterka i wtedy zobaczył płową chmurkę, która unosiła się nad jedną z ławek . Grał dalej , ale stale sprawdzał, czy ta  chmurka nie odpłynęła.

Przerwał grę, opuścił miejsce przy organach i zbliżył się do balustrady kościelnego balkonu.

I wtedy zobaczył , że owa chmurka, to jasne włosy dziewczyny …..

 

Dwie chmurki….