Na wstępie chciałam przeprosić Mariolkę i Leszka, których opowieści spokojnie czekają w moim laptopie . Będą, na pewno będą. Ale na razie wrzucam teksty ” na gorąco”, tak jak powstają – bo wynikają z naszych rozmów w messengerowej Grupie…..
Otóż przed dwoma dniami rozpoczęła tam dyskusję Ewa – może dopiero zajrzała do blogu i ponownie przeczytała to, o czym mówił Hirek ( http://zofiakonopielko.pl/?p=4391. ).
Albo myśl tam zasiana nie dawała Jej spokoju i zakiełkowała takimi słowy : Przeczytałam zebrane przez Ciebie, Zosiu, pierwsze, mam nadzieję że nie ostatnie, wspomnienia Hieronima. Ciekawe spojrzenie na siebie i innych z perspektywy pracy na obczyźnie. Akurat ten temat mam u siebie prawie codziennie. Żyję przez tyle lat na Górnym i Opolskim Śląsku.
Gdybym nie znała „problemu” bliżej – to opowieści Hieronima mogłabym odebrać zgoła w inny sposób. Że to tak „łatwo” i „spokojnie”.
Zainteresowana tematem odparłam – ciekawam Twoich opowieści Ewo o ludziach, emigrantach z Opolskiego….
Ja tylko pomnę czas gdy rozpoczynały się wyjazdy za granicę .
Matki moich małych pacjentów opowiadały szczęśliwe że mężowie wyjechali, znaleźli pracę i jest super, pieniądze….
Potem przyjeżdżały coraz bardziej smutne
Że kontakty coraz rzadsze
A potem, że milczenie ….
Ewa na to : Właśnie to ta druga strona medalu „emigracji”. I to każdej. Nie tylko tej „za chlebem”.
I w tym momencie odezwał się Hirek – zda się, że czasami nasze myśli się przyciągają – może wyczuł o czym rozmawiamy 🙂 a może tylko przypadkowo zajrzał w tej samej chwili – najcelniejszej, by dodać swoją opowieść :
Halo @Ewa Brykalska Szczęśliwy kto dobre pamięta a złe zapomina.
Tu zacytował słowa Ewy : „ Gdybym nie znała problemu bliżej – to opowieści Hieronima mogłabym odebrać zgoła w inny sposób. Że to tak „łatwo” i „spokojnie „ .
Z punktu widzenia dzisiejszego moja akcja była łatwiejsza, aniżeli przed wyjazdem.
Myśli Hirka biegły wartko dalej i dalej i szkoda, że wtedy nie wyłowiłam tego zdania – bo zapytałabym czy jednak przeżywał rozterki wyjechać czy nie – i czy to było dla niego najtrudniejsze. Bo potem – gdy wykonał „ skok na główkę do głębokiej wody „ musiał już płynąć do bliskiego lądu , nie zważając na wielkie fale , którym dzielnie stawiał czoła… bo w tym czasie historycznym powrót do kraju już był raczej przed Nim zamknięty ….
Ale Hirek już „ odpłynął „ od tamtej myśli i pisał dalej :
Na indywidualny sukces wpływa wiele przyczyn. Jednym i najważniejszym jest sposób widzenia. „Butelka w połowie pusta albo w połowie pełna”. Dalej jest ważna wiara w swoją wartość. To nie ma nic wspólnego z megalomanią.
I najważniejsze jest konsekwentne kroczenie w kierunku własnego celu. WŁASNEGO CELU , a nie w kierunku celu postawionego przez otoczenie, towarzystwo i nie daj Boże przez partię (PZPR albo ich następcy PiS)…. Przysłowie mówi „Gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą”.
Niemieckie przysłowie mówi „wo gehobelt wird, fallen auch Späne“ tłumaczenie : „gdzie się drzewo hebluje tam padają wióry”. Sens identyczny.
Moja żona (Niemka) wcześniej by powiedziała – nie hebluj, bo narobisz bałaganu.
Moja odpowiedź – ale będziesz się przez całe życie z ładnej gładkiej deski cieszyć. Wióry się posprząta, wyrzuci i zapomni.
Zapomni? To zależy od nastawienia „Butelka w połowie pusta albo w połowie pełna”.
Ty możesz całe życie narzekać: „ale było ciężko” albo się będziesz cieszyć, że ci się udało.
W nawiasie: dzisiaj moja żona nie martwi się o bałagan, tylko postawi odkurzacz, który usunie natychmiast wióry 🙂 . To wspaniałe Hirek, że się dogadujecie – a ten odkurzacz i wióry to na pewno duża pojemna przenośnia – uśmiechnęłam się czytając
Tak , odpowiedział – Myśmy się nawzajem uczyli, bez nacisku. Wzajemna Obserwacja i stosowanie tego co lepsze…..
Wszystkiego najlepszego dla nas z okazji 100 lat .
I tak zakończył tę rozmowę, już nie dając czasu na cisnące się rozliczne pytania i chęć rozwijania ostatniego tematu – bo właśnie był 11 listopada i świętowaliśmy okrągłą rocznicę powstania Polski. Po 123 latach mroku niebytu – rozdarcia pomiędzy zaborcami przed 100 laty wróciła do nas Najjaśniejsza …..
Muszę tylko dodać, że ciepło się zrobiło na sercu, gdy Hirek napisał :
„ wszystkiego najlepszego dla nas …”
– fajnie, że pomimo tylu lat na obczyźnie – czujesz się nadal Polakiem, zawsze naszym kolegą ze studiów medycznych i że chcesz z nami gawędzić, opowiadać o sobie i snuć refleksje …..
Hieronim ( Hirek ) Głowacki – wytworny i uśmiechnięty Pan Doktor który jak kiedyś napisał Jurek – przed wielu laty, w Poznaniu w Klinice przy ul. Polnej odebrał poród Jego drugiego Syna – pewnie z taką samą lekkością, profesjonalizmem i gracją jaką widać na zdjęciu – bo utrwalił się w ciepłych wspomnieniach Rodzinnych 🙂 . A długopis w dłoni, Hirku, to może znak – choć w tych komputerowych czasach tylko symbol , że coś ciekawego dla nas zaraz napiszesz 🙂 . Zdjęcie z Facebooka.




