Dzisiaj wstał dzień otulony zimną mgłą i zapowiadał się smętnie. Moja zwykle radosna na przekór nazwie – ulica Szara nie zapraszała jak codzień . W naszej Grupie messengerowej Ewa wrzuciła zdjęcia i coś napisawszy, zamilkła, bo zrozumiałe – Dziewczyna pracuje . Próbowałam jakiejś dyskusji z tym co wczoraj wieczorem napisał Leszek o nowym warszawskim pomniku – ale odpowiedziało mi echo….
Jednym słowem mocno wiało listopadowym chłodem….
…..i nagle – jakby zgadując moje wątpliwości czy warto udzielać się w tej Grupie – czy kogoś interesuje to, o czym myślę, co interesuje , co fotografuję – zupełnie niespodziewanie odezwał się Hirek – Hieronim Głowacki z naszego poznańskiego roku Akademii Medycznej ( 1965 – 1971).
Od razu zapachniało wielkim światem, bo Hirek od wielu lat mieszka i pracuje za granicą i zrobiło się ….ciepło ….ciekawie i tak jakoś radośnie , blisko – pomimo tego, że w ogóle siebie nie pamiętamy z okresu studiów.
Oto nasza dzisiejsza messengerowa rozmowa, w całości skopiowana i uzupełniona moją narracją ( litery pochyłe ) . Zwyczajowo słowa i inicjały Hirka są podane pogrubioną czcionką a moje – zwykłą :
H.G. – Sierpień 1976, przede mną otwarta droga na świat, kierunek – ł druga połowa kuli ziemskiej – północ albo dalekie południe. Język angielski albo francuski. Na taki się przygotowałem.
W drodze na duży świat odwiedziłem kolegę Włodka Koniecznego, który już się w zagłębiu Ruhry znalazł.
Dziwnym trafem – tam się moja mama 1912 urodziła. Przypadek?
I Włodek mi mówi – „mam pracę dla ciebie, u nas na ginekologicznym oddziale” zrobiłem duże oczy – strach jeszcze większy. Bo ja ani w ząb po niemiecku. Na to nie byłem przygotowany. Ale propozycja kusząca, więc się zgodziłem. A więc intensywna nauka języka – na to miałem tylko 2 miesiące czasu. Było nie łatwo, ale bardzo interesująco.
W głowie polski, na zewnątrz niemiecki.
Jak to każdy obcokrajowiec, próbowałem 1 do 1 z polskiego na niemiecki tłumaczyć. Nie da się.
Ale też próbowałem trochę Polski przenieść do mojego otoczenia.
Właśnie zaczęła się jesień, A więc moją łamaną niemiecczyzną próbuję im opowiadać – jesień, Polska, liście, złote, nasza, typowa i wyjątkowa.
Pakuję coraz więcej słów, zwrotów.
W końcu zdeterminowany pokazuję zdjęcie z naszej przepięknej polskiej złotej jesieni.
A oni na to znaleźli jedną odpowiedź:
ach – das meinst du. Das ist doch unserer wundarbaren, deutsche, goldene Herbst. Ist das nicht schön? –
ach to masz na myśli. To jest przecież nasza przepiękna niemiecka złota jesień. Czy nie jest to piękne?
Gdy przeczytałam ten tekst – zachwyciła mnie mnogość wątków, rodziło się wiele pytań – rozpoczęliśmy rozmowę :
Z.K. – Hirku, przeczytałam początek Twojej opowieści : „Sierpień 1976, przede mną otwarta droga na świat, (…) ” – Dlaczego akurat sierpień 1976 ?….
H.G. – Bo była wtedy okazja …..
Nie pytałam dalej – może przyjdzie taka chwila i sam opowie – pomyślałam.
Z.K. – napisałeś : „ W głowie polski, na zewnątrz niemiecki.” – No tak. Wajda gdy odbierał Oskara – podziękował po polsku, objaśniając – że on myśli po polsku…
H.G. – Tak daleko w mojej głowie nie byłem ….
Z.K. – Hirku, czuję w Tobie fajnie wrażliwą duszę, gdy mówisz – „W końcu zdeterminowany pokazuję zdjęcie z naszej przepięknej polskiej złotej jesieni. A oni na to znaleźli jedną odpowiedź: ( … ) . To jest przecież nasza przepiękna niemiecka złota jesień. Czy nie jest to piękne?”
– tak, Hirku, jest to piękne, bo przyroda , zdjęcia, muzyka nie znają granic….
Granice są w nas …..
Z. K. – korzystając z okazji pogadania, zapytałam :
– Czy miałbyś ochotę wrócić do Polski
– Czy masz przyjaciół rdzennych Niemców
– Choć Tyś półkrwi jak zrozumiałam
H. G. – Przyjaciół to mam całą masę. Więcej Niemców jak Polaków (bo ich tu nie ma). Urodzenie w Niemczech nie jest równoznaczne z narodowością
Z. K. – Kolega lekarz który mniej więcej w tym samym czasie co Ty, wyjechał mówi, że nie lubi towarzystwa Niemców. Ma wrażenie że kpią z Jego akcentu
Pewnie każdy ma inaczej…
– Bardzo ciekawy problem …
– Co w duszy gra – zapytałam – myśląc – co gra w duszy naszemu Koledze, lekarzowi pracującemu od tak wielu lat poza krajem.
– My tu sporo piszemy o sobie
– Lub pośrednio poprzez zdjęcia, linki , czy nasze wypowiedzi – widać – jacy jesteśmy
– No trochę widać 🙂
H .G. : ( nie odpowiedział co Mu w duszy gra, tylko ciągnął myśl o moim koledze na emigracji )
– Kolega lekarz – różnica pomiędzy bratem a przyjacielem jest znana. A więc jest niemożliwe, żeby w kręgu miliona ludzi nie można było znaleźć paru sympatycznych osób.
Z.K : – Myślę że chyba mój kolega ma problem ze sobą:
Kompleksy. Nadwrażliwość. I to ogranicza. Tak tylko głośno myślę – bo pozornie Superman:)
– Ale czy Twoi przyjaciele są narodowości niemieckiej ?
H.G. – Akcent – ja też myślałem, że się nabijają. Poszedłem do logopedy i chciałem mój akcent zmienić. To by było możliwe. A na to pani mówi – panie Głowacki właśnie pana akcent robi pana sympatycznym. To jest pan, przez to pana wszyscy poznają. To jest pana marka. Pytałem się moich znajomych co o tym sądzą. Tak śmiali się, ale nie ze mnie, tylko z tego głupiego pomysłu zmienienia własnej osobowości
Z.K. – W Niemczech ponoć jest dużo mieszkańców narodowości tureckiej ..
– Trafiłeś na wspaniałych ludzi
– pewnie Twoja empatia czy atrakcyjność fizyczna ( nie pomnę i nie wiem jak wyglądasz) miała wpływ na kontakty z ludźmi ….
H.G. – Urodzenie w Niemczech nie jest równoznaczne z narodowością
– W naszym otoczeniu nie podkreśla się pochodzenia.
– Ja jestem politycznie bardzo aktywny, a więc jestem znany jako lekarz albo polityk ale nie jako Polak.
– Turków jest u nas bardzo mało.
Z.K. – Biedny Krzyś Szereszewski ( nasz kolega z roku, lekarz, poeta , fotografik , który popełnił samobójstwo ) nawet wśród Polaków nie znalazł ani przyjaźni ani miłości….
– To super że tak masz
– Miło się czyta
H.G. – Moja matka mówiła – Jak ty będziesz dla ludzi otwarty, to będą ludzie dla ciebie też otwarci.
Z.K. – Pięknie. Właśnie o tym pomyślałam ….
H.G. – Dziękuję.
Z.K. – Ale bywa że trafia się w próżnię z tą otwartością:)
H.G. – A teraz dajcie mi pracować.
Z.K. – Jednak musiałam zadać jeszcze jedno pytanie – bom kobieta – matka – a poza tym bardzo interesują mnie korzenie – bo przecież nie wzięliśmy się z pustki –
– Ciekawe powiedziałeś o swojej Mamie …
Napisz kiedyś o Niej…
– Już pozwalam pracować 🙂
Zażartowałam niezbyt zręcznie
– Wybacz . ……
Ta niezwykle ciekawa i wielowątkowa a nawet trochę intymna rozmowa, która nie zdarza się często – spontaniczna i piękna -wobec takiego dictum jak praca – nie miała szansy na kontynuację. – rozeszliśmy się do swoich zajęć i zapanowało pomiędzy nami milczenie…..
Ponieważ niestety już jestem nieco uzależniona od zaglądania do smartfona – choć czy w tym wieku jakiekolwiek uzależnienia są groźne ? 🙂 – po kilku godzinach nagle „zobaczyłam” Hirka, który właśnie wpisywał chyba wcześniej przygotowany tekst – kontynuację przerwanej rozmowy i swoją odpowiedź . Zachwycające, jak pomimo pracy – i długiej przerwy w rozmowie – nasza trochę urwana myśl – przetrwała i nagle pięknie dojrzała wpadła do naszej messengerowej Grupy 🙂 ….
Na marginesie muszę wyznać , że te niespodziewane, nieomal
„ wiosennoburzowe” pojawianie się ze swoimi przemyśleniami – zarówno Hirka ale też Leszka – jest dla mnie radością . A Ich poglądy na ludzi, życie tak bardzo budujące – nic tylko czerpać z Nich siłę i mądrość …..
Ale koniec dygresji.
Bo Hirek tak spuentował nasz przerwany wątek o otwartości :
H.G. – Otwartość i próżność – nie ma 100 procentowego szczęścia. Jest tylko szczęście .
I tak też jest z otwartymi ramionami. Nieraz nie ma nikogo, ale wyjątkowo – nieraz jest ktoś nieodpowiedni, ale bardzo wyjątkowo – ale suma summarum przewaga jest bardzo pozytywna.
Dlatego pozostają moje ramiona otwarte.
Wyjątki nie wpływają na moja nastawienie.
Znacie te powiedzenie – butelka w połowie pusta i butelka w połowie pełna? O tym przy innej okazji……
zdjęcia własne



Niezmiernie interesujące są opisy Hieronima o Jego nauce języka niemieckiego – jak został okolicznościami przymuszony do bardzo szybkiej nauki i jak dochodził do rozpoznawania „duszy” języka niemieckiego. Na przykład chciał powiedzieć Niemcom o „polskiej jesieni” a okazało się, że jest też „niemiecka jesień”.
Tak jak Hirek w 1976 roku swoja tesknote I sentymentem do „Polskiej Zlotej Jesieni” ja w roku 1978 tlumaczylem Niemcom chec powrotu do Polski. Otrzymalem dokladnie taka sama odpowiedz ze zdjeciami.
Zosiu, jsk zawsze pięknie i ciekawie ……….
Dziekuje Ci.