Z pamiętnika Hieronima ( Hirka ) Głowackiego ( 5 ). Rodzinne tragedie.

Muszę powtórzyć niedzielny wpis Hirka, już zawarty we wstępie do wczorajszej opowieści. Bo mnie po prostu wzrusza ten Chłopak swoją  wielką wrażliwością . No cóż, „ pojechałam” mamuśką, babcią, prababcią i w dodatku pediatrą – wybaczcie 🙂 …. Chłopak napisałam, a Hirek to Pięknie Dojrzały Mężczyzna, Kolega z lat studenckich…..

Ale te moje słowa padły po to, by trochę rozładować nastrój wielkich dramatów i powagi , który tu zapanował po trzech ostatnich tekstach  Hirka ….

 

 A teraz zapraszam do poczytania przejmującej historii Rodzinnej Hirka – chyba  ostatniej z cyklu Jego opowieści wojennych , spisana w ostatnią niedzielę :

Dzisiejsza niedziela –  ostatnia przed Adwentem, jest nazwana „Totensontag“ – „Niedziela Wieczności“.

Ten dzień, zawsze niedziela, jest poświęcona pamięci o zmarłych.

Chociaż  ta niedziela byłaby podobna do 01.11. – „Wszystkich świętych“ u nas w Polsce, nie jest jednak tak uroczyście obchodzona jak u nas. Raczej w rodzinnym gronie, w zadumie i po cichu.

 Od paru dni zastanawiałem się  jakby też ten dzień uczcić.

Poniżej moje refleksje:

„ Rodzinne tragedie”
Żona mojego brata, Ewa, pochodzi z Kaszub. To ona opowiedziała mi historię jej ojca i jego brata – jej wujka.
W 1942/43 roku zaczęło Niemcom brakować żołnierzy .

A więc krótko – zrobili z Kaszub niemieckie terytorium i automatycznie ludność dostała niemieckie obywatelstwo.

I czy się młodym mężczyznom podobało czy nie, zostali  wcieleni  pod przymusem  do Wehrmachtu.
W duszy byli Polakami i widzieli przed sobą jedno wyjście –  trzeba się przedostać na drugą stronę – do polskiej armii.
Ojcu Ewy  się udało . Przebrnął przez front i znalazł się po stronie rosyjskiej.  Oczywiście Rosjanie natychmiast wsadzili go do więzienia, podejrzewając , że jest szpiegiem. Po wielu tygodniach udało mu się udowodnić, że jest polskiego pochodzenie i został wcielony do polskiej armii.
Że  jego bratu nie udała się ucieczka z Wehrmachtu  – o tym wiedział….
W 1944 roku znalazł  się nad Wisłą pod Warszawą.

Mając cały czas w głowie, że jego brat jest po drugiej stronie, po stronie niemieckiej, miał wyrzuty sumienia i strach, że jego kula trafi jego brata.

Właśnie te myśli były bardzo intensywne pod Warszawą.

Dla siebie postanowił: nie  oddawać żadnych strzałów w walce z Niemcami pod Warszawą. ….

Po wojnie dowiedział się, że jego brat zginął po stronie niemieckiej w walce pod Warszawą……

Hirku, opowiedziałeś w krótkich , nieomal żołnierskich słowach te trzy  przeszywające  serce  historie .

To kolejny przykład najszlachetniejszego Minimalizmu, który jest bliski pisania naszej Mariolki ….

Twoje  proste zdania stanowią wielki kontrast do podawanych  treści, nasycenia emocjami, tak bardzo uruchamiają wyobraźnię . I widzimy tych Młodych, którym wojna odebrała Radość smakowania swej wiosny życia, czujemy dramat  gdy dowiadywali się , że są wcielani do wrażego wojska  i muszą stawać po dwóch stronach barykady, by zabijać przyjaciela czy brata lub kogoś z rodziny….

… jesteśmy  blisko ich serc w których wielki patriotyzm i bezmierna miłość do braci, lęk przed najgorszym, które jednak się stało  ….

…. okrucieństwo  tamtego czasu……

 Wprowadziłeś nas w świat, który minął, oby…….

 

Z pamiętnika Hieronima ( Hirka ) Głowackiego ( 4 ). „ Płakaliśmy jak bobry”…

https://dziennikzachodni.pl/slazacy-w-wehrmachcie-zdrajcy-czy-ofiary-zdjecia/ga/648435/zd/1138323

                        Ta część  opowieści Hirka  przybyła do mnie drogą mailową wcześniej – przed wczorajszym  wpisem – i była wynikiem naszej polskiej 1- listopadowej zadumy – o czym mówił przez telefon i co zresztą wyczułam w  Jego głosie…

… .ale też była wynikiem zaniepokojenia sytuacją w Polsce i na świecie…

… .trzy opowieści Hirka ( jutro podam ostatnią z tego cyklu )  – układają się w  swoiste Triduum – oczywiście nie Paschalne, ale Jego własne ……

Poniższy tekst  wrzucił ponownie wczoraj  do naszej Grupy w Messengerze z tym  niedzielnym wstępem :

 Dzisiejsza niedziela –  ostatnia przed adwentem, jest nazwana „Totensontag“ – „Niedziela Wieczności“.

Ten dzień, zawsze niedziela, jest poświęcona pamięci o zmarłych.

Chociaż  ta niedziela byłaby podobna do 01.11. – „Wszystkich świętych“ u nas w Polsce, nie jest jednak tak uroczyście obchodzona jak u nas. Raczej w rodzinnym gronie, w zadumie i po cichu.

 Od paru dni zastanawiałem się. jakby też ten dzień uczcić.

Poniżej moje refleksje:

                       Nie tylko w Polsce są Polacy.

I w trudnych chwilach można na siebie liczyć…..

Poniżej historia z Zagłębiu Rurhy – odpowiednik naszego Śląska – gdzie wiele Polaków w latach 1870-1905 znajdowała pracę.

Wielu wróciło,  jak mój dziadek, jeszcze więcej zostało…..

                   Rok 1963 –  gimnazjum –  lekcja historii – temat –  początek 2-giej wojny światowej.

Może Mariola * pamięta tą lekcję?

Napad Niemców na Polskę. I pani profesor opowiada i opowiada…

Między innymi mówi, że Niemcy technicznie byli parokrotnie lepiej wyposażeni jak Polska.

Ale, opowiada dalej, na szczęścia dla nas byli źle wyszkoleni.

Wiele bomb padało w pola. ….

                                   Rok 1976 – Wanne-Eickel.

Mała miejscowość, gdzie większość ludności miała polskie pochodzenie i wielu z nich mówili czystą polszczyzną, pomimo że od urodzenia nie byli w Polsce.

Duże spotkanie rodzinne.

Tam przysiadł się do nas pan Skrzypczak. I opowiadał różne historie.

Między innymi, że został powołany do Wojska Wehrmachtu w 1936 roku i  w 1939 musiał brać udział w nalotach na Polskę.**

Był pilotem.

On mówił, że to był dla niego, ale też dla innych pilotów z polską krwią, niesamowity wewnętrzny konflikt.

On mówił – tam na dole jest być może jego rodzina, jego kuzyni, kuzynki.

Rozkazu nie mógł odmówić.

A więc postanowili bomby w pola zrzucać….

                     On potwierdził to, co mówiła pani historyczka i wcześniej potwierdziła pani  historyczka to co on mówił.

………………

 Niesamowita historia, odpisałam .

Aż dreszcz …..

A Hirek tylko dodał  :

Tak. Myśmy ryczeli jak bobry…..

 

 

*Mariolka tj. . Maria J. Nowakowska autorka tutejszego pamiętnika  – koleżanka Hirka z gimnazjum jak sama pisała i ze studiów na Akademii Medycznej w Poznaniu – przyp. Z.K.

** Dzięki Hirkowi i Jego opowieściom poznanym jakby „ z pierwszej ręki”- od świadków tych historii – zainteresowałam się ponownie tym tematem. Poniżej kilka informacji, a reszta – o przejmującej treści w podanych linkach….

Do armii III Rzeszy wcielono około 375 000 Polaków.  Stanowili oni ok. 2% ogólnej liczby żołnierzy Werhmachtu.

Na wszystkich frontach II wojny światowej : zginęło 225 400 z nich ( ok. 60,11 % ) a 89 600   w trakcie działań wojennych lub dezercji dostało się do niewoli alianckiej a następnie zostało wcielonych do Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie.

Pomorscy dezerterzy i poborowi uchylający się od służby w Wehrmachcie, zasilili ponadto licznie oddziały partyzanckie Armii Krajowej i Tajnej Organizacji Wojskowej „ Gryf Pomorski „ w Borach Tucholskich. Nawet na Kresach Wschodnich spotykano partyzantów wywodzących się z dezerterów Wehrmachtu.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Polacy_w_Wehrmachcie

http://www.wehrmacht-polacy.pl/wcielenia_1940.html

https://www.wydawnictwoliterackie.pl/ksiazka/2875/Polacy-w-Wehrmachcie—Ryszard-Kaczmarek

http://magazynkaszuby.pl/2017/09/kaszubi-wojna-wehrmacht-stutthof/

https://dziennikbaltycki.pl/pomorzanie-i-inni-polacy-w-mundurach-wehrmachtu/ar/320342

https://dziennikzachodni.pl/slazacy-w-wehrmachcie-zdrajcy-czy-ofiary-zdjecia/ga/648435/zd/1138323

Z pamiętnika Hieronima ( Hirka ) Głowackiego ( 3 ). Groza wojny- brat zabija brata .

 

Gdy na Messengerze rozmawialiśmy z wielką troską i niepokojem ba, nawet rozpaczą  o obchodach 100 lecia odzyskania Polski , o pamiętnym 11 listopada  i  Marszu Niepodległości  w Warszawie z obecnością faszystów , hasłami nacjonalistycznymi, paleniem flagi Unii Europejskiej –  podążając za naszą myślą odezwał się Hirek, niejako kontynuując rozmyślania o tragediach zwykłych ludzi z czasie wojny . Bo nazistowska hydra w wielu krajach podnosi łeb zagrażając pokojowi na świecie ……dobrze pamiętamy opowieści naszych Rodziców którzy przeżyli II Wojnę Światową …..ale ci młodzi, którzy kroczą w tym marszu chyba sobie nie zdają sprawy „w co grają „….

Hirek napisał tak ( zwyczajowo podaję Jego słowa pogrubioną czcionką, moje wstawki pochyłą ):

 Naziści w Polsce ……W rocznicę zakończenia I Wojny Światowej, w listopadzie tego roku, w Londynie, w  English National Opera  była premiera opery „War Requiemskomponowanej przez Benjamina BrittenaZ nową inscenizacją …..
Może by Leszek trochę więcej o tej operze opowiedział.**

                 W tym utworze jest bardzo ciekawy wiersz :

„ Strange Meeting „ Wilfreda Owena *,

który ma dużo wspólnego  z rzeczywistością. ….

Na podstawie tego wiersza powstała scena, gdzie dwaj przyjaciele – Anglik i Niemiec  spotkali się po drugiej stronie życia  i jeden mówi / śpiewa do drugiego.  :  …Ja jestem tym wrogiem, który ciebie zabił, mój przyjacielu… :

( … ) I am the enemy you killed, my friend.
I knew you in this dark: for so you frowned
Yesterday through me as you jabbed and killed.
I parried; but my hands were loath and cold.
Let us sleep now. . . .
( ….)

 *Wilfred Edward Salter Owen ( 1893 – 1918 ) . Angielski poeta. Tworzył wiersze żołnierskie, ukazujące tragizm wojny. Zginął 4 listopada na froncie I Wojny Światowej we Francji na kilka dni przed zawieszeniem broni …..Miał tylko 25 lat….

 **Na podstawie info z netu. Opera War Requiem , op. 66 , skomponowana przez Benjamina Brittena w okresie 1961- 1962 r. Po raz pierwszy  została wystawiona  w czasie konsekracji nowej Coventry Katedry, która została odbudowana po zburzonej wskutek bombardowania w czasie II Wojny Światowej  tej XIV wiecznej świątyni.

zdjęcia z okopów I Wojny Światowej oraz Owena z internetu

zdjęcie przyrody – własne – Beskidzka Góra Skalite ….

 

 

 

 

 

Filozoficzny głos Hieronima ( Hirka ) Głowackiego w krótkiej rozmowie o emigracji .

 

Na wstępie chciałam przeprosić Mariolkę i Leszka, których opowieści spokojnie czekają w moim laptopie . Będą, na pewno będą. Ale na razie wrzucam teksty ” na gorąco”, tak jak powstają – bo wynikają z naszych rozmów w messengerowej Grupie…..

Otóż  przed dwoma dniami  rozpoczęła tam dyskusję  Ewa – może dopiero zajrzała do blogu i ponownie przeczytała to,  o czym mówił Hirek  ( http://zofiakonopielko.pl/?p=4391. ).

Albo myśl tam zasiana nie dawała Jej spokoju i zakiełkowała takimi słowy :  Przeczytałam  zebrane przez Ciebie, Zosiu,  pierwsze, mam nadzieję że nie ostatnie, wspomnienia Hieronima. Ciekawe spojrzenie na siebie i innych z perspektywy pracy na obczyźnie. Akurat ten temat mam u siebie prawie codziennie. Żyję przez tyle lat na Górnym i Opolskim Śląsku.

Gdybym nie znała „problemu” bliżej – to opowieści Hieronima mogłabym odebrać zgoła w inny sposób. Że to tak „łatwo” i „spokojnie”.

Zainteresowana tematem odparłam – ciekawam Twoich opowieści Ewo o ludziach, emigrantach z Opolskiego….

Ja tylko pomnę czas gdy rozpoczynały się wyjazdy za granicę .

Matki moich małych pacjentów opowiadały szczęśliwe że mężowie wyjechali, znaleźli pracę i jest super, pieniądze….

Potem przyjeżdżały coraz bardziej smutne

Że kontakty coraz rzadsze

A potem, że milczenie ….

Ewa na to :  Właśnie to ta druga strona medalu „emigracji”. I to każdej. Nie tylko tej „za chlebem”.

         I w tym momencie odezwał się Hirek – zda się,  że czasami nasze myśli się   przyciągają – może wyczuł o czym rozmawiamy  🙂  a może tylko przypadkowo zajrzał w tej samej chwili – najcelniejszej, by dodać swoją opowieść : 

Halo @Ewa Brykalska Szczęśliwy kto dobre pamięta a złe zapomina.

Tu zacytował słowa Ewy  :  „ Gdybym nie znała problemu bliżej –  to opowieści Hieronima mogłabym odebrać zgoła w inny sposób. Że to tak „łatwo” i „spokojnie „ .

Z punktu widzenia dzisiejszego  moja akcja była  łatwiejsza, aniżeli przed wyjazdem.

Myśli Hirka biegły wartko dalej i dalej i szkoda, że wtedy  nie wyłowiłam tego zdania – bo zapytałabym czy jednak  przeżywał rozterki wyjechać czy nie – i czy to było dla niego najtrudniejsze. Bo  potem  – gdy wykonał „ skok na główkę  do głębokiej wody „ musiał już płynąć do bliskiego lądu , nie zważając na wielkie fale , którym dzielnie  stawiał czoła… bo w tym czasie historycznym powrót do kraju już był raczej przed Nim zamknięty ….

Ale Hirek już „ odpłynął „ od tamtej myśli  i pisał dalej :  

 Na indywidualny sukces wpływa wiele przyczyn. Jednym i najważniejszym jest sposób widzenia. „Butelka w połowie pusta albo w połowie pełna”. Dalej jest ważna wiara w swoją wartość. To nie ma nic wspólnego z megalomanią.

I najważniejsze jest konsekwentne kroczenie w kierunku własnego celu. WŁASNEGO CELU , a nie w kierunku celu postawionego przez otoczenie, towarzystwo i nie daj Boże przez partię (PZPR albo ich następcy PiS)…. Przysłowie mówi „Gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą”.

Niemieckie przysłowie mówi „wo gehobelt wird, fallen auch Späne“ tłumaczenie :  „gdzie się drzewo hebluje tam padają wióry”. Sens identyczny.

Moja żona (Niemka) wcześniej by powiedziała – nie hebluj, bo narobisz bałaganu.

Moja odpowiedź – ale będziesz się przez całe życie z ładnej gładkiej deski cieszyć. Wióry się posprząta, wyrzuci i zapomni.

Zapomni? To zależy od nastawienia „Butelka w połowie pusta albo w połowie pełna”.

Ty możesz całe życie narzekać: „ale było ciężko” albo się będziesz cieszyć, że ci się udało.

W nawiasie: dzisiaj moja żona nie martwi się o bałagan, tylko postawi odkurzacz, który usunie natychmiast wióry 🙂 . To wspaniałe Hirek, że się dogadujecie –  a ten odkurzacz i wióry to na pewno duża pojemna przenośnia –  uśmiechnęłam się czytając

Tak , odpowiedział – Myśmy się nawzajem uczyli, bez nacisku. Wzajemna Obserwacja i stosowanie tego co lepsze…..

Wszystkiego najlepszego dla nas z okazji 100 lat .

I tak zakończył tę  rozmowę, już nie dając czasu na cisnące się rozliczne pytania i chęć rozwijania ostatniego tematu –  bo właśnie był 11 listopada i świętowaliśmy okrągłą rocznicę powstania Polski. Po 123 latach mroku niebytu – rozdarcia pomiędzy zaborcami przed 100 laty wróciła do nas Najjaśniejsza …..

         Muszę tylko dodać, że ciepło się zrobiło na sercu, gdy   Hirek napisał :

                                 „ wszystkiego najlepszego dla nas …”

– fajnie,  że pomimo tylu lat na obczyźnie – czujesz się nadal Polakiem, zawsze naszym kolegą ze studiów medycznych i że chcesz  z nami gawędzić, opowiadać o sobie i snuć  refleksje …..

Hieronim ( Hirek ) Głowacki – wytworny i uśmiechnięty Pan Doktor który jak  kiedyś napisał Jurek –  przed wielu laty, w Poznaniu w Klinice przy ul. Polnej odebrał poród  Jego drugiego Syna  – pewnie z taką samą lekkością, profesjonalizmem i gracją jaką widać na zdjęciu  – bo utrwalił się  w ciepłych wspomnieniach Rodzinnych 🙂 .  A długopis w dłoni, Hirku, to może znak – choć w tych komputerowych czasach tylko symbol , że coś ciekawego dla nas zaraz napiszesz 🙂 .  Zdjęcie z Facebooka.

Zupełnie niespodziewane rozmowy z Hieronimem ( Hirkiem ) Głowackim .

 

Dzisiaj wstał dzień otulony zimną mgłą i zapowiadał się smętnie.  Moja zwykle radosna na przekór nazwie – ulica Szara nie zapraszała jak codzień . W naszej Grupie messengerowej Ewa wrzuciła zdjęcia i coś napisawszy, zamilkła, bo zrozumiałe – Dziewczyna pracuje . Próbowałam jakiejś dyskusji z tym co wczoraj wieczorem napisał Leszek o nowym warszawskim pomniku –  ale odpowiedziało mi echo….

Jednym słowem  mocno wiało   listopadowym chłodem….

…..i nagle – jakby zgadując moje wątpliwości czy warto udzielać się w tej Grupie – czy kogoś interesuje to, o czym myślę, co interesuje , co fotografuję  – zupełnie niespodziewanie  odezwał się Hirek – Hieronim Głowacki z naszego poznańskiego roku Akademii Medycznej ( 1965 – 1971).  

Od razu zapachniało wielkim światem, bo Hirek od wielu lat mieszka i pracuje za granicą  i zrobiło się ….ciepło ….ciekawie i tak jakoś radośnie , bliskopomimo tego, że w ogóle siebie nie pamiętamy z okresu studiów.

           Oto nasza dzisiejsza messengerowa rozmowa,  w całości skopiowana i  uzupełniona moją narracją ( litery  pochyłe ) . Zwyczajowo  słowa i inicjały Hirka są podane pogrubioną czcionką a moje – zwykłą :    

 H.G. – Sierpień 1976, przede mną otwarta droga na świat, kierunek – ł druga połowa kuli ziemskiej – północ albo dalekie południe. Język angielski albo francuski. Na taki się przygotowałem.

W drodze na duży świat odwiedziłem kolegę Włodka Koniecznego, który już się w zagłębiu Ruhry znalazł.

Dziwnym trafem – tam się moja mama 1912 urodziła. Przypadek?

I Włodek mi mówi – „mam pracę dla ciebie, u nas na ginekologicznym oddziale” zrobiłem duże oczy – strach jeszcze większy. Bo ja ani w ząb po niemiecku. Na to nie byłem przygotowany. Ale propozycja kusząca, więc się zgodziłem. A więc intensywna nauka języka – na to miałem tylko 2 miesiące czasu. Było nie łatwo, ale bardzo interesująco.

W głowie polski, na zewnątrz niemiecki.

Jak to każdy obcokrajowiec, próbowałem 1 do 1 z polskiego na niemiecki tłumaczyć. Nie da się.

Ale też próbowałem trochę Polski przenieść do mojego otoczenia.

Właśnie zaczęła się jesień, A więc moją łamaną niemiecczyzną próbuję im opowiadać – jesień, Polska, liście, złote, nasza, typowa i wyjątkowa.

Pakuję coraz więcej słów, zwrotów.

W końcu zdeterminowany pokazuję zdjęcie z naszej przepięknej polskiej złotej jesieni.

A oni na to znaleźli jedną odpowiedź:

ach – das meinst du. Das ist doch unserer wundarbaren, deutsche, goldene Herbst. Ist das nicht schön? –

ach to masz na myśli. To jest przecież nasza przepiękna niemiecka złota jesień. Czy nie jest to piękne?

 

            Gdy przeczytałam ten tekst – zachwyciła mnie mnogość wątków, rodziło się wiele pytań – rozpoczęliśmy rozmowę :

 Z.K. – Hirku, przeczytałam początek Twojej opowieści :  „Sierpień 1976, przede mną otwarta droga na świat, (…) ” –  Dlaczego akurat sierpień 1976 ?….

H.G. – Bo była wtedy okazja …..

 Nie pytałam dalej   – może przyjdzie taka chwila i sam opowie – pomyślałam.  

 Z.K. –  napisałeś : „ W głowie polski, na zewnątrz niemiecki.” – No tak. Wajda gdy odbierał Oskara podziękował  po polsku, objaśniając – że on myśli po polsku…

H.G. – Tak daleko w mojej głowie nie byłem ….

Z.K. –   Hirku, czuję w Tobie fajnie wrażliwą  duszę, gdy mówisz – „W końcu zdeterminowany pokazuję zdjęcie z naszej przepięknej polskiej złotej jesieni. A oni na to znaleźli jedną odpowiedź: ( … ) . To jest przecież nasza przepiękna niemiecka złota jesień. Czy nie jest to piękne?”

 –  tak,  Hirku, jest to piękne, bo przyroda , zdjęcia, muzyka nie znają granic….

Granice są w nas …..

Z. K. korzystając z okazji pogadania, zapytałam :

–  Czy miałbyś ochotę wrócić do Polski

– Czy masz przyjaciół rdzennych Niemców

– Choć Tyś półkrwi jak zrozumiałam

H. G. – Przyjaciół to mam całą masę. Więcej Niemców jak Polaków (bo ich tu nie ma). Urodzenie w Niemczech nie jest równoznaczne z narodowością

Z. K.  – Kolega lekarz który mniej więcej w tym samym czasie co Ty, wyjechał mówi, że nie lubi towarzystwa Niemców. Ma wrażenie że kpią z Jego akcentu

Pewnie każdy ma inaczej…

  –  Bardzo ciekawy problem …

– Co w duszy gra – zapytałam – myśląc – co gra w duszy naszemu Koledze, lekarzowi pracującemu od tak wielu lat poza krajem.  

– My tu sporo piszemy o sobie

– Lub pośrednio poprzez zdjęcia,  linki , czy nasze wypowiedzi – widać – jacy jesteśmy

– No trochę widać 🙂

H .G. : ( nie odpowiedział co Mu w duszy gra, tylko ciągnął myśl o moim koledze na emigracji )

Kolega lekarz – różnica pomiędzy bratem a przyjacielem jest znana. A więc jest niemożliwe, żeby w kręgu miliona ludzi nie można było znaleźć  paru sympatycznych osób.

Z.K : – Myślę że chyba mój kolega ma problem ze sobą:

Kompleksy. Nadwrażliwość. I to ogranicza. Tak tylko głośno myślę –  bo pozornie Superman:)

– Ale czy Twoi przyjaciele są narodowości niemieckiej ?

H.G. – Akcent – ja też myślałem, że się nabijają. Poszedłem do logopedy i chciałem mój akcent zmienić. To by było możliwe. A na to pani mówi – panie Głowacki właśnie pana akcent robi pana sympatycznym. To jest pan, przez to pana wszyscy poznają. To jest pana marka. Pytałem się moich znajomych co o tym sądzą. Tak śmiali się, ale nie ze mnie, tylko z tego głupiego pomysłu zmienienia własnej osobowości

Z.K. – W Niemczech ponoć jest  dużo mieszkańców  narodowości  tureckiej ..

– Trafiłeś na wspaniałych ludzi

–  pewnie Twoja empatia czy atrakcyjność fizyczna ( nie pomnę i nie wiem  jak wyglądasz) miała wpływ na kontakty z ludźmi ….

H.G. – Urodzenie w Niemczech nie jest równoznaczne z narodowością

 – W naszym otoczeniu nie podkreśla się pochodzenia.

 –  Ja jestem politycznie bardzo aktywny, a więc jestem znany jako         lekarz albo polityk ale nie jako Polak.

  – Turków jest u nas bardzo mało.

 Z.K. – Biedny Krzyś Szereszewski ( nasz kolega z roku, lekarz, poeta , fotografik , który popełnił samobójstwo ) nawet wśród Polaków nie znalazł ani przyjaźni ani miłości….

– To super że tak masz

– Miło się czyta

H.G. – Moja matka mówiła – Jak ty będziesz dla ludzi otwarty, to będą ludzie dla ciebie też otwarci.

Z.K. –  Pięknie. Właśnie o tym pomyślałam ….

H.G. – Dziękuję.

Z.K.Ale bywa że trafia się w próżnię z tą otwartością:)

H.G. – A teraz dajcie mi pracować.

Z.K. –   Jednak musiałam zadać jeszcze jedno pytanie – bom kobieta – matka –  a poza tym bardzo interesują mnie korzenie – bo przecież nie wzięliśmy się z pustki –

– Ciekawe powiedziałeś o swojej Mamie …

Napisz kiedyś o Niej…

– Już pozwalam pracować 🙂

Zażartowałam niezbyt zręcznie  

– Wybacz . ……

Ta niezwykle ciekawa i wielowątkowa a nawet trochę intymna rozmowa, która nie zdarza się często –  spontaniczna i piękna -wobec takiego dictum jak praca –  nie miała szansy na kontynuację.  –  rozeszliśmy się do swoich zajęć i zapanowało pomiędzy nami  milczenie…..

 Ponieważ niestety już jestem nieco uzależniona od zaglądania do smartfona – choć czy w tym wieku jakiekolwiek uzależnienia są groźne ? 🙂 – po kilku godzinach  nagle „zobaczyłam” Hirka, który właśnie wpisywał chyba wcześniej przygotowany tekst – kontynuację  przerwanej rozmowy i swoją odpowiedź .  Zachwycające, jak pomimo pracy – i długiej przerwy w rozmowie – nasza trochę urwana myśl – przetrwała i nagle pięknie dojrzała wpadła do naszej messengerowej Grupy 🙂 ….

 Na marginesie muszę wyznać  , że te niespodziewane,  nieomal

„ wiosennoburzowe”  pojawianie się  ze swoimi przemyśleniami – zarówno Hirka ale też  Leszka –  jest dla mnie radością .  A Ich poglądy na ludzi, życie tak bardzo budujące – nic tylko czerpać z Nich siłę i mądrość …..

Ale koniec dygresji.

Bo Hirek tak spuentował nasz przerwany wątek o otwartości :

 H.G.  – Otwartość i próżność – nie ma 100 procentowego szczęścia. Jest tylko szczęście .

I tak też jest z otwartymi ramionami. Nieraz nie ma nikogo, ale wyjątkowo –  nieraz jest ktoś nieodpowiedni, ale bardzo wyjątkowo – ale suma summarum przewaga jest bardzo pozytywna.

Dlatego pozostają moje ramiona otwarte.

Wyjątki nie wpływają na moja nastawienie.
Znacie te powiedzenie – butelka w połowie pusta i butelka w połowie pełna? O tym przy innej okazji……

 

zdjęcia własne