Dla Ciebie Mariolko zdjęcie Bałtyku , bo uwielbiasz ….no i symboliczne światło …..
Któregoś dnia otrzymałam od Mariolki mail z opowieścią, która zaraz tu przybędzie .
Ten tekst jest nie tylko dla mnie ważny – ale też dla Was – którym może troski spędzają sen z powiek , a problemy przygniatają tak – że zda się świat przestaje istnieć .
Tak nie jest moi Drodzy, świat istnieje nadal i wiruje tak jak wirował….
A my musimy się podnieść, iść dalej, pokonywać progi, klęski przekuwać w zwycięstwo i nie zagubić zachwytów nad tym że dookoła jest pięknie i że żyjemy ….
Droga Mariolki nie była usłana różami, pewnie o wiele trudniejsza niż niektórych z nas –wieloletnia choroba Męża i Jego odejście , małe dzieci, intensywna praca zawodowa – potem udar – i powrót do ziemskiego życia z „ tamtej strony „ – by stać się świadkiem i nam o tym opowiedzieć . To droga dla Siłaczki – jesteś taką Mariolo – przy Tobie niektóre nasze problemy wydają się miałkie i grzechem jest narzekać.
Podziwiamy Cię , tym bardziej gdy widzimy jak potrafisz cieszyć się życiem, łapać piękne chwile – także te nasze wspólne – jesteś Niezwykła Mariolko …
. Mariolka, zasiedziała już poznanianka , otrzymała pracę w mieście dość odległym o domu rodzinnego – w Kępnie. I tak opisuje swoje pierwsze tam dni tygodnie i miesiące …..
smutny, deszczowy dzień więc napiszę o początkach w Kępnie to trochę rozweselę Ciebie – taka mam nadzieję. Nie robi komp ogonków więc wybacz że masz utrudnione czytanie. Faktycznie trochę mam, szczególnie że chyba nie ma programu by sam poprawiał – ale to przyjemność, bo czytam po raz enty Twoje mądre , dające siłę – pisanie . Dodaję swoje uśmiechy – bo kiedyś miałam podobnie sytuacyjnie, ale był to czas krótki ….
Muszę wrócić do rodzinnego domu gdzie słowo dane było święte – nie można było kręcić. Rodzice też dotrzymywali co wiązało się z różnymi ICH perypetiami o czym kiedyś napiszę.
W rozmowie z dyrektorem szpitala o podjęciu pracy powiedział że mieszkanie na mnie czeka.
Mimo protestów taty i jego nalegań bym sprawdziła – byłam pewna że jeśli DYREKTOR powiedział że jest – to jadę na gotowe
Kupiłam meble w Poznaniu, meble na wynajęte auto, ja z dzieckiem do szoferki i jazda do Kępna ( mąż już był w szpitalu od kilku miesięcy).
Przyjeżdżam pod szpital, zgłaszam się do dyrektora po klucze a on w szoku.
Mieszkanie czekać będzie ale …kiedy??
Dziś rozumiem szok jaki przeżył widząc taka naiwniaczkę.
Cóż było robić. Meble zawiozłam do teściów ( pod Kępnem) – rozładowali pod domem. Dostałam wolne od dyrektora na czas szukania dla mnie mieszkania.
Znaleźli po zmarłej kobiecie, w jej rodzinnym domu przejętym jak to kiedyś było przez miasto.
Mieszkanie jeszcze pełne jej rzeczy.
Szpitalni pracownicy posprzątali, wymalowali i po 2 tygodniach mogłam się wprowadzić.
Byłam „blokową babą” czyli kaloryfery, gaz a tu…..
Moja radość nie trwała długo bo …jak gotować na kuchence węglowej?????????
Jak się wymyć i wykąpać gdy piec w łazience ma kocioł nad paleniskiem a ja nie mam węgla i w ogóle nie wiem jak się do tego zabrać
Czyli szkoła przetrwania.
Jak zawsze miałam szczęście do ludzi.
Na tym samym piętrze mieszkała córka zmarłej z całą swoją rodziną. Pewnie zrobiło się jej żal takiej ofermy jaką zobaczyła i zaopiekowała się mną. Zaoferowała że zajmie się dzieckiem gdy będę w pracy, pomagała w nagrzaniu wody.
Miała synów w moim wieku z którymi z biegiem czasu zaprzyjaźniliśmy się, pomagali rąbać drzewo, nosić węgiel
Wszystkiego uczyłam się .
Widziałam jak teściowa dokłada do pieca w kuchni co jakiś czas a że nie widziałam jak pali w piecu kaflowym to też tak dokładałam w moim piecu w pokoju przez kilka początkowych miesięcy.
Co kilka godzin wybiegałam ze szpitala ( było to ok 100 m od mojego domu) by podtrzymać ogień i dziwiłam się dlaczego tylko ja to robię. Wytłumaczyłam sobie że inni mają rodziny i oni im podtrzymują ogień 🙂
Sprawa wyjaśniła się po kilku miesiącach – przyjechał teść i stwierdził że piec się podniósł . Doszedł przyczyny, nauczył a ja zaczęłam szukać mieszkania w bloku by uwolnić się od prac górniczych 🙂
Rąbanie drzewa też musiałam ćwiczyć – mimo różnych niecelnych trafień udało się i ręce mam !!! 🙂
Brak piecyka gazowego również był przyczyną różnych niespodzianek
Z głową pochyloną przed paleniskiem podpatrywałam gdzie jest płomień i celowałam by garnek z mlekiem był nad nim. Wielokrotnie z mleka zrobił się ser 🙂
Wiedziałam że za pierwsza wypłatę MUSZĘ kupić maszynkę gazową …







