Z pamiętnika Marii J. Nowakowskiej ( 23 ). Słowo nie zawsze jest święte – czyli rzecz o zaskakujących początkach życia w Kępnie.

Dla Ciebie Mariolko zdjęcie Bałtyku , bo uwielbiasz ….no i symboliczne światło …..

Któregoś dnia otrzymałam  od  Mariolki mail  z opowieścią, która zaraz tu przybędzie .

Ten tekst jest nie tylko dla mnie ważny – ale  też dla Was – którym może troski spędzają sen z powiek  , a  problemy przygniatają tak –  że zda się świat przestaje istnieć .

Tak nie jest moi Drodzy, świat  istnieje  nadal i wiruje tak jak wirował….

A my musimy się podnieść,  iść dalej, pokonywać progi, klęski przekuwać w zwycięstwo i nie zagubić zachwytów nad tym że dookoła jest pięknie i że żyjemy ….

            Droga  Mariolki nie była usłana różami, pewnie o wiele trudniejsza niż niektórych z nas –wieloletnia choroba Męża i Jego odejście , małe dzieci, intensywna praca zawodowa – potem udar – i powrót do ziemskiego życia z „ tamtej strony „  –  by stać się świadkiem i nam o tym  opowiedzieć . To droga dla Siłaczki  – jesteś taką Mariolo –  przy Tobie niektóre nasze problemy wydają się miałkie i grzechem jest narzekać.

Podziwiamy Cię , tym bardziej gdy widzimy jak potrafisz  cieszyć się życiem, łapać piękne chwile – także te  nasze wspólne – jesteś Niezwykła  Mariolko …

.     Mariolka, zasiedziała już poznanianka , otrzymała pracę  w mieście dość odległym o domu rodzinnego – w Kępnie. I tak opisuje swoje pierwsze tam dni tygodnie i miesiące …..

smutny, deszczowy dzień więc napiszę o początkach w Kępnie to trochę rozweselę Ciebie – taka mam nadzieję.  Nie robi komp ogonków więc wybacz że masz utrudnione czytanie. Faktycznie trochę mam, szczególnie że chyba nie ma programu by sam poprawiał – ale to przyjemność, bo czytam  po raz enty Twoje mądre , dające siłę –  pisanie . Dodaję swoje uśmiechy – bo kiedyś miałam podobnie sytuacyjnie, ale był to czas krótki ….

             Muszę wrócić do rodzinnego domu gdzie  słowo dane było święte – nie można było kręcić. Rodzice też dotrzymywali co wiązało się z różnymi ICH perypetiami o czym kiedyś napiszę.

W rozmowie z dyrektorem szpitala o podjęciu pracy powiedział że mieszkanie na mnie czeka.

Mimo protestów taty i jego nalegań bym sprawdziła –  byłam pewna że jeśli DYREKTOR powiedział że jest –  to jadę na gotowe

Kupiłam meble w Poznaniu, meble na wynajęte auto, ja z dzieckiem do szoferki i jazda do Kępna ( mąż już był w szpitalu od kilku miesięcy).

Przyjeżdżam pod szpital, zgłaszam się do dyrektora po klucze a on w szoku.

Mieszkanie czekać będzie ale …kiedy??

Dziś rozumiem szok jaki przeżył widząc taka naiwniaczkę.

Cóż było robić. Meble zawiozłam do teściów ( pod Kępnem)  – rozładowali pod domem. Dostałam wolne od dyrektora na czas szukania dla mnie mieszkania.

Znaleźli po zmarłej  kobiecie, w jej rodzinnym domu przejętym jak to kiedyś było przez miasto.

Mieszkanie jeszcze pełne jej rzeczy.

Szpitalni pracownicy posprzątali, wymalowali i po 2 tygodniach mogłam się wprowadzić. 

Byłam „blokową  babą” czyli kaloryfery, gaz a tu…..

Moja radość nie trwała długo bo …jak gotować na kuchence węglowej?????????

Jak się wymyć i wykąpać   gdy piec w łazience ma kocioł nad paleniskiem a ja nie mam węgla i w ogóle nie wiem jak się do tego zabrać

Czyli szkoła przetrwania.

Jak zawsze  miałam szczęście do ludzi.

Na tym samym piętrze mieszkała córka zmarłej  z całą swoją rodziną. Pewnie zrobiło się jej żal takiej ofermy jaką zobaczyła i zaopiekowała się mną. Zaoferowała że zajmie się dzieckiem gdy będę w pracy, pomagała w nagrzaniu wody.

Miała synów w moim wieku z którymi z biegiem czasu zaprzyjaźniliśmy się, pomagali rąbać drzewo, nosić węgiel

Wszystkiego uczyłam się .

Widziałam jak teściowa dokłada do pieca w kuchni co jakiś czas a że nie widziałam jak pali w piecu kaflowym to też tak dokładałam w moim piecu w pokoju przez kilka początkowych miesięcy.

Co kilka godzin wybiegałam ze szpitala ( było to ok 100 m od mojego domu) by podtrzymać ogień i dziwiłam się dlaczego tylko ja to robię. Wytłumaczyłam sobie że inni mają rodziny i oni im podtrzymują ogień 🙂

Sprawa wyjaśniła się po kilku miesiącach – przyjechał  teść i stwierdził że piec się podniósł . Doszedł przyczyny, nauczył a ja zaczęłam szukać mieszkania w bloku by uwolnić się od prac górniczych  🙂

Rąbanie drzewa też musiałam ćwiczyć – mimo różnych niecelnych trafień udało się i ręce mam !!! 🙂

Brak piecyka gazowego również  był przyczyną różnych niespodzianek

Z głową pochyloną przed paleniskiem podpatrywałam gdzie jest płomień i celowałam by garnek z mlekiem był nad nim. Wielokrotnie z mleka zrobił się ser 🙂

Wiedziałam że za pierwsza wypłatę  MUSZĘ  kupić maszynkę  gazową …

 

One Reply to “Z pamiętnika Marii J. Nowakowskiej ( 23 ). Słowo nie zawsze jest święte – czyli rzecz o zaskakujących początkach życia w Kępnie.”

  1. Jestem głęboko przekonany o tym, że gdyby dzisiaj w rozmowie z lekarzem dyrektor szpitala powiedział, że mieszkanie czeka na niego a nie czekało, to młody lekarz/lekarka sprawę skierowałby do sądu a co najmniej zrobiłby wielką awanrurę dyrektorowi. A czy ten Twój dyrektor chociaż Cię przepraszał Mariolku? Czy też uznał, że cała ta sprawa z brakiem obiecanego mieszkaniem to błahostka?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *