
Stambuł – Meczet Ortakoy z XIX wieku. Zdj z Wikipedii
I gdy bujam w tym innym, dobrym świecie, gdzie lazur Morza czystego jeszcze, bez ciał biednych utopionych uchodźców, których lepiej sobie nie wyobrażać, zanurzam się w lekturze i tu znajduję ucieczkę przed złem dzisiejszego świata i zaznaję ukojenia. Nawet to, co kiedyś było ludzką tragedią, wygładzone przez nieubłagany upływ czasu dziś wydaje się tak dalekie, że aż nierealne.
Przed kilku laty „ zaraziłam się” pisaniem Orhana Pamuka . Ten turecki noblista, który całe swoje życie spędza w kraju ojczystym tak potrafił zaczarować przeszłość, że człeka wciągnął w tamte czasy , że zda się było tam tylko dobro, uczucia i uroda miejsc.
Jego powieść „ Stambuł”, jak już kiedyś tu pisałam, to piękna emocjonalna wędrówka po mieście niezwykłym stale śniącym dawne czasy osmańskiej potęgi, teraz śpiące nad wielką wodą, przeglądające się w jej lustrze, a także oglądanie ludzi. Takich ludzi jak zwykle , ale jakby innych niż nasza nacja. Bardzo uczuciowych i co ciekawe, nie potrafiących czy nie chcących walczyć o swoje szczęście. Pamuk opowiada, że gdy turecka dziewczyna odrzuca miłość tureckiego chłopaka, ten godzi się bez boju . Nie uwodzi, nie czaruje, nie podejmuje prób zdobycia zimnego serca wybranki, ale zagłębia się w swoim bólu. Robi to nawet z rozkoszą, delektuje się swoją tragedią . By to uczucie pielęgnować, podsycać, wędruje nad wody Bosforu by w księżycowej scenerii sprzyjającej rozdarciu i refleksjom zajmować się rozdrapywaniem rany….
jakież do nam dalekie , chociaż patrząc na obecnie tworzoną historię przez wygraną partię, jakże bliskie….pielęgnowanie ran…
oczywiście moje słowa nie oddają całego uroku pióra Pamuka, więc po prostu warto zanurzyć się w lekturze jego „Stambułu”……
Jednak pora się oderwać od tego pisarza i jego klimatów, a wrócić do tego co miało być zamierzone:
A miało być tylko o pewnym moim marzeniu. Więc wracam do tematu.
Lektura wspomnianego „ Stambułu „ wzbudziła we mnie wielką chęć, ba , nawet pragnienie, by popłynąć z Europy jakimś statkiem ( jest ich wiele) do Turcji, kraju będącego na rozdrożu kontynentów, pięknego i romantycznego.
I zobaczyć jak Stambuł wypiętrza się z wody, ogromnieje, pokazuje swoje stare i nowe już oblicze, poprzetykane strzelistymi minaretami, wyzłocone słońcem…
Ach, zobaczyć Stambuł….
.oczywiście w dzisiejszej sytuacji i politycznej i mojej własnej- no cóż, latka lecą…to marzenie pozostanie pięknym marzeniem. Ale czyż nie piękniejsze bywają marzenia niż ich realizacja?
Więc odrzućmy lotniska, upojne widoki z okien samolotu, weźmy rejs do Stambułu. Gdy oddali się port, znikną nadbrzeża, miasto wtopi się w horyzont, zostaniemy tylko sami z bezmiarem wód turkusowych. A gdy nastanie ciemność i turkus pójdzie spać, poddajmy się kołysaniu i zaśnijmy na chwilę w ciasnej kajucie pod pokładem.
Niech nam już nie przeszkodzi rybno-morski zapach, przez niektórych nazywanym po prostu smrodkiem czy zaduchem.
Na marginesie czy pamiętasz Graniu nasz rejs z Cypru do Ziemi Świętej i Egiptu. Bywało Wam z Krysią niezbyt miło, wonie, kołysanie, ale jaki efekt !!!
I gdy nad ranem wrócimy na pokład i zobaczymy jak świt maluje wodę i niebo i nagle ujrzymy ziemię ….
nie ma dla piękniejszego uczucia, jak to pierwotne, którego doświadczali odkrywcy lądów.- poznawanie nie nasze, samolotowe, krótkie jak mgnienie oka ale powolne, stopniowe odkrywanie, z kołyszącym pod stopami pokładem, zapachami, wielką stale oddychającą wodą z jej głębokimi westchnieniami i wreszcie uczta dla oka. Ziemia…
To jest TO !
Więc zamknijmy oczy by się poddać marzeniu….

Stambuł- Błękitny Meczet- XVII wiek. Zdjęcie z Wikipedii

Stambuł- Meczet Dolmabahce.- XIX wiek. Zdj. z Wikipedii

Stambuł- Pałac Beylerbeyi, XIX wiek. Zdj z Wikipedii

I wreszcie Perełka z IV wieku – kościół Hagia Sofia………pamięta czasy rzymskie i Konstantynopol. pewnie oburza się , gdy teraz mówią na miasto Stambuł…..




