Losy moich Rodziców. Pierwsze własne mieszkanie po wojnie.

Gorzów Wlkp. był miastem poniemieckim. Nazywał się w czasach przedwojennych i wojennych Landsberg. Położony nad piękną Wartą i rozłożony na zielonych wzgórzach został w 25 % spalony przez wojska radzieckie w 2 tyg. po wyzwoleniu. Wypalone zostało centrum, uratowała się  XIV katedra. Ale pozostało dużo domów, w których mieszkania były gotowe do zamieszkania.

Rodzice otrzymali mieszkanie przy ul. Kosynierów Gdyńskich 102.

Odwiedzałam kiedyś to miejsce. Wchodziło się w mroczną  bramę a następnie stromymi schodkami na niskie pierwsze piętro. Mieszkanie było ponoć niewielkie i ciemne, ale Rodzicom i tak się wydało przyjazne.

Przecież po wojnie nie mieli nic, nawet  własnego kąta…..

 

Na medycznej ścieżce. Oczekiwanie na nowe mieszkanie..

W tym czasie, a był to rok 1970,  mieszkaliśmy w warszawskiej kawalerce przy ul. Stołecznej, obecnie Popiełuszki.

Ale nieopodal, na terenie dawnych sadów Żoliborskich wznoszono bloki, a w jednym  z nich mieliśmy przydzielone mieszkanie.

W wolnych chwilach jeździłam z Ewą w brzuchu i małą  Justyną w wózeczku w tę okolicę i tęsknym wzrokiem wpatrywałam się w okna wznoszonego bloku.

W grudniu 1970 odebraliśmy klucze do naszego ogromnego wymarzonego mieszkania. Miało wprawdzie 56 m kw, ale trzy pokoje i wydawało się mieszkaniem dla bogów.

Śladami mojego Taty. Po zaręczynach- plany.

Gdy oficjalna część zaręczyn Staśki i Tomasza, moich przyszłych dziadków dobiegła końca,  zapanowała luźna atmosfera. Przy naleweczkach i przekąszaniu smakowitych dań obiadowych   rozpoczęto omawianie daty, szczegółów ślubu i planów dotyczących zamieszkania.

Łukaszewiczowie proponowali , by młodzi zamieszkali w ich domu, który był obszerny i właściwie pusty, bo inne ich dzieci mieszkały już na swoim. Zapewniali też, że dom jest właściwie dwudzielny, ma osobne dwa wejścia i młodzi mogą zachować tam swoją odrębność

Śladami mojego Taty . Oj te Lisiaki…i

W mieszkaniu mojej kuzynki Jadzi i jej męża Józia-  zwanych przez mojego Tatę Lisiakami, w Poznaniu przy ul. Ułańskiej, widziałam zamontowany telefon oraz ukryte głośniki. Józek miał niezwykłe zdolności techniczne i lubił  majsterkować. Chłopcy stale rozrabiali i mieli swój pokój. Kiedyś wpadł na pomysł, by zainstalować w ich pokoju mikrofon który połączył z urządzeniem nasłuchowym zamontowanym w małżeńskiej sypialni. Rodzice mogli wówczas spokojnie sobie urzędować w swoim pokoju a równocześnie mieć pieczę nad tym, co porabiają ich synowie…A było to duże mieszkanie o solidnych dźwiękoszczelnych ścianach….