Na medycznej ścieżce. Oznakowani pacjenci.

Z moich przeżyć przychodnianych zapamiętałam szczególnie jedno.

Otóż któregoś dnia do gabinetu wszedł wysoki smukły młody mężczyzna.

Wśród moich pacjentów rzadko zdarzały się osoby w tym wieku, gdyż dominowali starsi, chorujący na tysiące chorób równocześnie. No, może przesadziłam, nie tysiące, ale co najmniej kilkanaście.

Ten młody człowiek miał tatuaż w postaci kropek w zewnętrznych kącikach oczu i kropki pomiędzy palcami dłoni. Nie było to zjawisko nadzwyczajne, gdyż już wiedziałam, że określone grupy przestępców, czy tylko drobnych złodziei np. kieszonkowców znakowało się w ten sposób.

Czasami też widywałam osobników z wytatuowanym na lewej stronie klatki piersiowej wizerunkiem  kobiety. Jeden z nich miał na tym rysunku liczne linijne blizny. Dowiedziałam się przy okazji, że modą było reagowanie na jakieś problemy ze sobą, środowiskiem czy sympatią, nacinaniem takiego tatuażu nożem lub żyletką.

Niejednokrotnie pacjenci mieli tatuaż na ramieniu ze znaków imitujących dystynkcje wojskowe- kapitana, a częściej majora. To w świecie ludzi tego pokroju miało jakieś znaczenie, ale do końca nie wiem  jakie.

 Takie  obserwacje i  doświadczenia młodej lekarki miałam już za sobą.

Jednak ten pacjent zaskoczył mnie niezmiernie.

Losy moich Rodziców. Rozważania o przyszłości.

Po siedmiodniowej przerwie wracam do wrzucania tych zapisków.

Przyczyną przerwy był wirusy. Zagnieździły się w komputerze i w naszych nosach i oskrzelach. Nadal  te objawy falują , jeszcze nie widać końca tej infekcji.. Najmłodszy wnuczek- Patryk jest jeszcze w szpitalu…

Teraz spadł śnieg, ale przed kilkoma dniami jakoś wiosennie śpiewały ptaki…

 

 

 

 

wracam do Losów moich Rodziców:

 

Wacław widząc radosną i ufną twarz Stefy, powrót jej siły i wiary w słuszność decyzji małżeństwa, był szczęśliwy.

Postanawiał w duchu, że nigdy nie zawiedzie ukochanej.

Że zawsze będzie przy niej.

Razem na dobre i na złe.

Na dobre i na złe razem.

 

I na marginesie wspominania tamtych czasów  rozmyślam sobie o  prawdach ponadczasowych.

O odwiecznych cechach młodości, takich jak ufność, wiara we własne siły i optymizm.

Dopiero życie przynosi refleksje i powoli pogrążamy się  w oparach smuty.

 

I to jest wielkie szczęście, że młodzi   nie wiedzą co ich czeka.

Bo rzeczywistość bywa okrutna i gdybyśmy ją znali wcześniej, może nie podjęlibyśmy tej walki jaką jest małżeńskie życie.

 

 

Zderzenie marzeń z rzeczywistością bywa niespodziewanie bolesne.

A  życie pisze pisze i pisze  swoje scenariusze, rozdaje testy do rozwiązania i czeka na nasz błąd, potknięcie.

.

 

I dopiero wtedy, gdy pozytywnie przejdziemy  razem taki test i wytrwamy w związku zachowując  wzajemny szacunek, czułość, przyjaźń możemy swoją smutę rozproszyć i cieszyć się tak właśnie przeżytym życiem.

 

Dałam się ponieść takim rozważaniem, ale cóż ja bidula mogę wiedzieć- dopóki żyjemy, przyszłość jest nadal  niepewna ….jeszcze nie czas na podsumowania…

 

Losy moich Rodziców. Decyzja małżeństwa powoli dojrzewa.

Chyba trudna była ich miłość, zawsze osobno.

A może tym bardziej wydawała się  atrakcyjna? Nie wiem.

Wiadomo, że wkrótce zaczęli planować wspólne życie. Tylko jak ono miało wyglądać ?  Przecież byli bardzo związani ze swoim zawodem .

A ich miejsca pracy były tak bardzo odległe- dzieliły ich dziesiątki kilometrów.

W Rakowie nie było linii kolejowej, więc Tato tutaj nie miał czego  szukać.

Pewnie Mama składała jakieś podania do inspektoratu szkolnego o przeniesienie do Wilna lub jego okolic , gdzie pracował Ojciec. Ale w ogóle nie otrzymywała odpowiedzi  albo były to odpowiedzi odmowne.

Może myśleli, że jeśli zostaną  małżeństwem, wówczas i z pracą będzie łatwiej.  

I powoli dojrzewała w nich myśl, by jednak podjąć ryzyko i zawrzeć związek małżeński. Przecież tak bardzo chcieli być razem.

 

Losy moich Rodziców. Zakochanie.

 

Mama w pierwszym rzędzie, w środku. Rok 1926

 

Tato, rok 1926

 

 

Po tej potańcówce wszystko się zmieniło  w życiu Mamy.

Miłość, która do niej przyszła była jedyna, największa , taka na całe życie.

I Tato też utonął w błękicie Jej góralskich oczu.

Przetrwali razem wiele, złego i dobrego, do niej wracał z obozu koncentracyjnego pokonując lęk przed zagrożeniem sowieckim. Jego obóz został wyzwolony przez amerykanów i w powszechnej opinii powrót do kraju groził aresztowaniem , więc wielu ulegało pokusie wyjazdu z Niemiec do Anglii lub do innego zachodniego kraju. Ale mój Tato wrócił…..

Śladami mojego Taty. Po zaręczynach- plany.

Gdy oficjalna część zaręczyn Staśki i Tomasza, moich przyszłych dziadków dobiegła końca,  zapanowała luźna atmosfera. Przy naleweczkach i przekąszaniu smakowitych dań obiadowych   rozpoczęto omawianie daty, szczegółów ślubu i planów dotyczących zamieszkania.

Łukaszewiczowie proponowali , by młodzi zamieszkali w ich domu, który był obszerny i właściwie pusty, bo inne ich dzieci mieszkały już na swoim. Zapewniali też, że dom jest właściwie dwudzielny, ma osobne dwa wejścia i młodzi mogą zachować tam swoją odrębność

Śladami Mojego Taty. Staśka Rodziewicz i Tomasz Łukaszewicz mają się ku sobie.

 Jest rok 1894 .

Staśka ma już 2o lat, więc jest panną na wydaniu. Poważny i odpowiedzialny Tomasz Łukaszewicz jest dobrą partią dla dziewczyny, mimo, że pochodzi tylko z  zaściankowej szlachty. Nawet ich herb rodzinny Łuk , jest taki sam jak Rodziewiczów, ale gdzież im do wysoko ustawionej w hierarchii rodziny Rodziewiczów. Rodzina Staśki to dworzanie, ich przodkowie służyli we dworze królewskim. Ale teraz o tym nikt nie myśli, chociaż w duchu Michalina marzyła pewnie o zięciu z jeszcze wyższych sfer. Może nie marzyła, nie wiem. Ale ten temat chyba się przewija w ich domu, bo nawet dużo później moja Mama usłyszała o tej dysproporcji pochodzenia, nawet się mówiło, że Staśka popełniła mezalians. Odnoszę wrażenie, że jednak Rodziewiczowie byli trochę zarozumiali, a Tomasz , który był wrażliwym człowiekiem mógł czasami to dotkliwie odczuwać . W tej opowieści mojej Mamy o moich dziadkach a jej teściach czułam cień goryczy. Może była specjalnie wyczulona na tematy pochodzenia , gdyż sama wywodziła się z prostej  góralskiej rodziny chłopskiej.

Jednak póki co, młodzi byli zakochani w sobie, Tomasz był lubiany przez przyszłych teściów i poważany za sumienność w prowadzeniu wytwórni serów swojego ojca i rozprowadzaniu ich po okolicy bliższej i dalszej. Praca organiczna była doceniania przez społeczeństwo, które po okresie romantycznych wzlotów , nieudanych powstań- kościuszkowskiego, listopadowego i styczniowego musiało się pogodzić z faktem, że Polska pozostała zniewolona i skupiło się na pracy u podstaw.