Na Nowy 2021 r. Życzenia ……

Józef Chełmoński, Sójka , 1892, Olej na płótnie. 173 x 138 cm. Muzeum Narodowe w Warszawie.
http://www.pinakoteka.zascianek.pl/Chelmonski/Chelmonski_6.htm

Sójka
Jan Brzechwa

Wybiera się sójka za morze,
Ale wybrać się nie może.

„Trudno jest się rozstać z krajem,
A ja właśnie się rozstaję”.

Poleciała więc na kresy
Pozałatwiać interesy.

Odwiedziła potem Szczecin,
Bo tam miała dwoje dzieci,
W Kielcach była dwa tygodnie,
Żeby wyspać się wygodnie,
Jedną noc spędziła w Gdyni
U znajomej gospodyni,
Wpadła także do Pułtuska,
Żeby w Narwi się popluskać,
A z Pułtuska do Torunia,
Gdzie mieszkała jej ciotunia.
Po ciotuni jeszcze sójka
Odwiedziła w Gnieźnie wujka,
Potem matkę, ojca, syna
I kuzyna z Krotoszyna.
Pożegnała się z rodziną,
A tymczasem rok upłynął.

Znów wybiera się za morze,
Ale wybrać się nie może.

Myśli sobie: „Nie zaszkodzi
Po zakupy wpaść do Łodzi”.
Kupowała w Łodzi jaja,
Targowała się do maja,
Poleciała do Pabianic,
Dała dziesięć groszy za nic,
A że już nie miała więcej,
Więc siedziała pięć miesięcy.

„Teraz – rzekła – czas za morze!”
Ale wybrać się nie może.

Posiedziała w Częstochowie,
W Jędrzejowie i w Miechowie,
Odwiedziła Katowice,
Cieszyn, Trzyniec, Wadowice,
Potem jeszcze z lotu ptaka
Obejrzała miasto Kraka:
Wawel, Kopiec, Sukiennice,
Piękne place i ulice.
„Jeszcze wpadnę do Rogowa,
Wtedy będę już gotowa”.
Przesiedziała tam do września,
Bo ją prosił o to chrześniak.
Odwiedziła w Gdańsku stryja,
A tu trzeci rok już mija.

Znów wybiera się za morze,
Ale wybrać się nie może.

„Trzeba lecieć do Warszawy,
Pozałatwiać wszystkie sprawy,
Paszport, wizy i dewizy,
Kupić kufry i walizy”.
Poleciała, lecz pod Grójcem
Znów się żal zrobiło sójce.
„Nic nie stracę, gdy w Warszawie
Dłużej dzień czy dwa zabawię”.
Zabawiła tydzień cały,
Miesiąc, kwartał, trzy kwartały,
Gdy już rok przebyła w mieście,
Pomyślała sobie wreszcie:
„Kto chce zwiedzać obce kraje,
Niechaj zwiedza. Ja – zostaję”.

1939 r.,  Jan Brzechwa, właściwie Jan Wiktor Lesman, ps. Szer-Szeń, Inspicjent Brzeszczot (ur. 15 sierpnia1898 w Żmerynce, zm. 2 lipca1966 w Warszawie) – polski adwokat i poeta pochodzenia żydowskiego, autor bajek i wierszy dla dzieci, satyrycznych tekstów dla dorosłych, a także tłumacz literatury rosyjskiej.

Kochani

W przedostatnim dniu 2020 r. życzę Wam by zrealizować choć kilka podróży sójki, po co nam zamorskie wojaże, Polska jest cudna, tylko wolność i skrzydła 🙂

Ptak to niezwykły, ponoć potrafi nauczyć się nawet miauczenia kota 🙂

Jest znanym strażnikiem lasu- głośnym skrzekiem ostrzega inne ptaki gdy ktoś obcy tam zawita….

Sadzi też lasy, nawet na you tube są filmiki z opowiadającym o tej pomocy leśniczym-  skrzętnie zbiera jesienią m.in. żołędzie, chowa pod językiem a nawet połyka, przenosi  też w dziobie i zakopuje, zwykle zapominając. Ponoć potrafi w tym celu przelatywać, zwykle z koleżanką- nawet 600 km. W ten sposób nagle w okolicy całkiem bezdębowej ( spenetrowałam) w naszym ogródku wyrasta właśnie 10 młodych dębów 🙂

Najfajniejsza jest budowa jej błękitnego piórka na skrzydełku. Często je gubi, kiedyś znalazłam, sfotografowałam ale zdjęcie przepadło w starym laptopie, dlatego dziś obraz Chełmońskiego skopiowałam.

Najdziwniejsze jest to, że piórko wcale nie jest niebieskie- jest całkiem przezroczyste, tylko tak zbudowane, że łamie światło dając nam wrażenie tej cudnej barwy.

I tu dygresja- Kochani, czarujmy naszą bezbarwną codzienność by stawała się kolorowa i radosna jak piórko sójki !!!

I to kolejne życzenia na Nowy 2021 Rok, który właśnie bieży …..

Wnuczka opowiada o obrazie pradziadków.


to ten obraz …..
Kochana moja babciu. Pani nam zadała , a muszę przypomnieć że jestem już  w 5 klasie- masz tyle wnucząt i prawnuczkę że może zapomniałaś . Otóż  pani nam zadała bym opowiedziała coś o pamiątce rodzinnej. Długo się zastanawiałam i nagle spojrzałam na ten obraz. Wszystko sobie przypomniałam co mi babciu opowiadałaś. I to spisałam. Jeśli zechcesz poprawić czy coś dodać, napisz…

Oczywiście przeczytałam, wzruszyłam się podwójnie, bo wróciły opowieści moich Rodziców i ich ostatnie chwile na tym padole łez – ale wzruszyłam się  przede wszystkim dlatego,  że tak pięknie nam Wnuki rosną, są mądre i nasze opowieści nie padają na tzw.  jałowy grunt, tylko pięknie kiełkują..
Bez poprawek – bo cóż tu poprawiać ? –  zamieszczam  pracę Wnuczki


Moja prababcia Stefa była góralką. Urodziła się we wsi blisko dużej góry która nazywa się Skrzyczne. Do lasu który rósł na zboczach chodziła ze starszą siostrą na jagody. Wspinały się

 wysoko po dużych  kamieniach. Któregoś dnia prababcia spadła a miała wtedy 6 lat. Spadała w dół aż zatrzymała się na wielkim drzewie . Na szczęście nic jej się nie stało. Gdy wracały zawsze moczyły sobie zmęczone nogi w strumieniu którym płynęła bardzo zimna woda.
Gdy prababcia została nauczycielka wyjechała bardzo daleko do pracy. Było to aż za Wilnem. Jechała  pociągiem i dorożką w Warszawie z Dworca Głównego na Dworzec Wileński gdzie miała przesiadkę, a potem dalej furmanką.  Uczyła w szkole W Rakowie i tam poznała mojego pradziadka Wacława. Bardzo się zakochali i w 1932 roku wzięli ślub. Pradziadek wiedział że jego ukochana bardzo tęskni za swoimi górami a szczególnie za tą jedną najwyższą na której zbierała jagody. Kupił jej w prezencie ślubnym ten obraz , aby sobie oglądała gdy będzie smutna. Ale smutna nie była tylko szczęśliwa z pradziadkiem. Dopiero gdy wybuchła II wojna światowa , Niemcy aresztowali pradziadka często płakała bo miała wiele powodów. Zawsze wtedy patrzyła na ten obraz który do niej mówił by się nie martwiła bo wszystko będzie dobrze. Tak jak ta góra jest silna a strumień stale płynie.
Po zakończeniu wojny prababcia z synem wracała wagonem towarowym do Polski. Nie mogła dużo zabrać bo w wagonie miała tylko malutki kącik. Obok było bardzo dużo ludzi. Nie zapomniała o obrazie. Zapakowany leżał wysoko nad wszystkimi tobołami na których też stał tapczan. Pewnej nocy a jechali 2 tygodnie obraz spadł i uderzył o róg tapczanu. Został trochę uszkodzony. Nigdy nie zalepiano tej dziury bo była też pamiątką. Pradziadkowie spotkali się w Polsce a obraz zawsze wisiał w ich mieszkaniu na bardzo ważnym widocznym miejscu. Przypominał im młodość i siłę gór a także to, że pomimo uszkodzenia jest nadal piękny. Tak jak ich życie.
Obraz wędrował  razem z pradziadkami gdy zmieniali mieszkanie i potem przenieśli się do Warszawy.
W Warszawie wisiał naprzeciwko ich łóżka by mogli oglądać przed snem i po przebudzeniu.
Gdy umarła prababcia pradziadek leżąc w łóżku mówił. O widzę moją góralkę  jak siedzi na tym kamieniu. I był wtedy bardzo szczęśliwy że ją widzi w swojej wyobraźni bo nikt inny góralki tam nie widział.
A teraz obraz wisi w naszym mieszkaniu. I my sobie oglądamy bo bardzo kochamy góry i …widzimy nasza Prababcię jak zbiera jagody, spada z góry, moczy nogi w strumieniu i odpoczywa na tym wielkim kamieniu. My to widzimy bo też mamy wielka wyobraźnię tak jak nasz pradziadek.

Śladami mojego Taty. Matka Boska Ostrobramska…

 

Obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej teraz. Zdjęcie z Wikipedii

 

 

Wizerunek Madonny Miłosierdzia został namalowany na deskach dębowych techniką temperową . Obraz ma wymiary 200×160 cm. Został umieszczony na zewnętrznej ścianie bramy i jest oświetlany przez światło padające z położonego naprzeciw dużego okna  z którego widać wileńską starówkę.

Autor obrazu jest nieznany. Niektórzy autorstwo przypisują Łukaszowi, artyście krakowskiemu, który namalował podobny obraz w 1624 roku dla Kościoła Bożego Ciała w Krakowie. Wg legendy Matka Boska ma rysy Barbary Radziwiłłówny.

Wg prof. Marii Kałamajskiej- Saeed oba obrazy są wzorowane na innym, autorstwa flamandzkiego malarza Martina de Vosa, namalowanego ok. 1580 roku w dwóch wersjach graficznych, różniących się układem rąk. Pierwsza z wersji, przeniesiona potem do obrazu wileńskiego przedstawia Matkę Boską ze skrzyżowanymi na piersi dłońmi a na drugim jej dłonie są złożone w geście modlitewnym. Oba obrazy rytował Hieronim Wierix.

Obecnie postać Maryi zakrywa błyszcząca złotem sukienka. Widoczna jest tylko wyrazista twarz i skrzyżowane na piersiach dłonie.

Pod metalową sukienką Ostrobramska Pani ubrana jest w czerwoną tunikę z podwiniętymi rękawami. Szyja okryta jest szalem, a głowa białą chustą. Całą postać okrywa zielonkawo-błękitny płaszcz zarzucony na głowę i ramiona. Tło obrazu ma odcień brązu.

Obraz został wystawiony w XVII wieku  na Ostrej Bramie.

Szczególny kult wizerunku rozpoczął się  w 1655 roku, kiedy Moskale dokonali najazdu na Wilno.

W 1671 roku, przy bramie zbudowano drewnianą kapliczkę, która spłonęła w 1711 roku. Ocalał wówczas jedynie cudowny obraz. Podobno w ostatniej chwili wyniósł go młody zakonnik, narażając swoje życie. Wyszedł jednak z ciężkich poparzeń, co również traktowano jako cud. Wówczas też Wizerunek Matki Miłosiernej został  zasłonięty srebrną, złoconą sukienką.

Po roku w tym samym miejscu wybudowano kaplicę murowaną. Umieszczono w niej ten sam obraz Madonny .

W 1794 roku przy Ostrej Bramie miało miejsce starcie oddziału wojsk rosyjskich szturmujących Wilno z obrońcami miasta, powstańcami Jasińskiego. Podczas tych działań, zarówno kaplica i jak i obraz uległy  uszkodzeniom, które naprawiono w tym samym roku.

W okresie zaborów a szczególnie w czasie powstania styczniowego w Ostrej Bramie miały miejsce patriotyczne manifestacje. Kult Matki Boskiej Ostrobramskiej był elementem całego  ruchu niepodległościowego wymierzonego przeciwko władzom rosyjskim. Gdy doszło do  stłumieniu Powstania Styczniowego, obawiano się, że Rosjanie nie zaakceptują polskiego napisu pod obrazem. Brzmiał on tak  : „Matko Miłosierdzia pod Twoją obronę uciekamy się „  . I wówczas ktoś wpadł na pomysł by zmienić ten polski napis na  łaciński:

” MATER MISERICORDIAE , SUB TUUM PRAESIDIUM CONFUGIMUS”

Kult Maryi Ostrobramskiej został  trwale uwieczniony w literaturze pięknej. Adam Mickiewicz w inwokacji do swojego poematu „ Pan Tadeusz” zwraca się z prośbą do Matki Boskiej Ostrobramskiej o łaskę powrotu emigrantów do Polski.

W roku 1849 obraz otrzymał wotum, które stało się charakterystyczną ozdobą , akcentem zamykającym całość kompozycji. Jest to odwrócony sierp półksiężyca z wygrawerowanym napisem : „ Dzięki Tobie Matko Boska za wysłuchanie próśb moich, a proszę Cię, Matko Miłosierdzia, zachowaj mnie nadal w łasce i opiece Swojej Przenajświętszej W.I.J. 1849 roku.         Ponadto na głowie  Pani Ostrobramskiej założono dwie korony ze złoconego srebra. Jedna została założona w okresie baroku i oznacza koronę Królowej Niebios, a druga rokokowa jest koroną Królowej Polski. Korony te zamieniono na złote w 1927 roku, kiedy to metropolita warszawski Aleksander Kakowski dokonał koronacji Madonny. W tej uroczystości uczestniczył Józef Piłsudski. Korony zostały ufundowane ze składek społecznych . Niestety oryginalne korony zaginęły w czasie II wojny światowej.

Wokół obrazu znajdują się liczne wota, m.in. tabliczka ofiarowana przez Piłsudskiego z tekstem : ” Dzięki Ci Matko za Wilno”

W 1993 roku odwiedził Wilno i był w Ostrej Bramie Jan Paweł II.

I tyle na temat Ostrej Bramy.

Przed wielu laty byliśmy w  Druskiennikach z zamiarem odwiedzenia Wilna. Odwiedziliśmy Matkę Boską. I tak jak kiedyś moi pradziadowie- Michalina i Bolek Rodziewiczowie , a po latach nasi  Rodzice,  w tłumie pielgrzymów wchodziliśmy po stromych schodach ze stopniami wyżłobionymi stopami wiernych. Niektórzy wchodzili tam na kolanach. I jak od wieków wszyscy nieśli  swoje ludzkie prośby.

Matka Boska była piękna, złotem lśniła i słońce igrało w witrażach.

Wpatrywaliśmy się w Jej oczy.

Patrzyła w dal – co widziała i co słyszała- nigdy się nie dowiemy.

Ale przynosiła nadzieję….

wiadomości z Wikipedii

Z bibliotecznej półki…” Kwiaty śliwy w złotym wazonie” powieść zaliczana do klasyki chińskiej literatury

W bibliotece michałowickiej na regale z literaturą chińską, znalazłam dość obszerną książkę ( 766 stron) wydaną w Polsce w 1994 roku, z zapowiedzią na obwolucie „ Klasyczne dzieło literatury chińskiej XVI wieku”. Ponieważ czekały mnie dni spędzane nad Bugiem, skąd do biblioteki lub jakiejkolwiek księgarni daleko, a książka „dobrze się mieściła w dłoni”, zafundowałam sobie fajne wakacyjne czytanie. Pod pojęciem” dobrze się mieściła w dłoni” rozumiem niewytłumaczalne uczucie, którego doznaję, gdy biorę książkę, która potem okazuje się dla mnie ważna. Fluidy, czy co?

Tak więc po wyjeździe 4 letniego wnuka- Wiktorka, który okazał się całkowitym pochłaniaczem mojego czasu, nie licząc oczywiście moich porannych samotnych wypadów do lasu, zabrałam się do lektury.

Gdy w domku zapanowała cisza, rozłożyłam się na kanapie i otworzyłam wypożyczoną książkę pt ”  Kwiaty śliwy w złotym wazonie”.  Czyta się świetnie. To niewątpliwe. Ten doskonały styl to pewnie  także zasługa bardzo zręcznych tłumaczy. Wielki ukłon w ich stronę!!!

Ponadto poradzili sobie z mnóstwem określeń dotyczących nazewnictwa narządów i aktów płciowych , umiejętnie stopniując ich odcienie wulgarności oraz najdelikatniej jak tylko można odmalowywali zachowania kochanków.  

Mimo oporów, które rodziły się we mnie od początku czytania, przyzwyczaiłam się do niezliczonych i detalicznych opisów scen erotycznych . Jest ich bardzo dużo, a jak wiadomo wszystko w nadmiarze  powszednieje i staje się jakby chlebem powszednim. Tak więc zobojętniałam na te wrażenia.

To tyle na wstępie. Jeśli ktoś jest odważny, niech czyta, niech smakuje a na pewno będzie szczęśliwy jak ja,  gdy odkryje, jak mnie się udało,  urodę  tej książki.

Jak piszą tłumacze- Irena Sławińska-Hu Peifang i Jerzy Chociłowski „ Kwiaty śliwy…” to powieść rzeka. Liczy ona w oryginale sto rozdziałów co stanowiłoby w tłumaczeniu ok. półtora tysiąca stron i dwieście rycin. Do polskiego  tłumaczenia wybrano jedynie część dzieła, jednak tłumacze marzą o  pełnym wydaniu całości. Podobno tak było z „ Księgą tysiąca i jednej nocy”. Oba dzieła wymagały przygotowania gruntu polskiego odbiorcy.  To dzieło chińskie, o którym piszę, wymaga przygotowania polskiego czytelnika nie tylko z powodu kontrowersyjnych treści, ale licznych dygresji, modłów  buddyjskich i taoistycznych , poezji , wstawek filozoficznych , prawnych, historycznych religijnych etc.

Powieść „ Kwiaty śliwy…” należy obok „ Dziejów trzech królestw”, „ Opowieści znad brzegów rzek” oraz „ Wędrówki na Zachód”   do klasycznych utworów chińskiego średniowiecza. Wymienione trzy dzieła są znane każdemu Chińczykowi, nawet w wersji dla analfabetów. Ale z  „ Kwiatami śliwy…”było inaczej. Od początku była traktowana w Chinach jako owoc zakazany. Prze ponad 400 lat wzbudzała namiętne spory, sprzeczne opinie, a nawet obrosła legendami.

Do dzisiaj nie wiadomo, kto jest autorem dzieła.

Na ten temat powstało ze dwadzieścia teorii mniej lub bardziej prawdopodobnych.

Jedna z nich jest najciekawsza i najbardziej znana. Wg niej książka wyszła spod pędzla Wang Szy- czena , który należał do najbardziej  znamienitych pisarzy z czasów Mingów. Ciekawy jest jego życiorys, który rzuca światło na zrozumienie tej powieści. Otóż  ojciec pisarza został zgładzony niewinnie w wyniku intrygi pewnego cesarskiego ministra. Wang bardzo cierpiał z tego powodu i poprzysiągł zemstę.  Wkrótce nadarzyła się okazja, bo ów minister zapytał pisarza , czy nie ma dla niego jakiejś ciekawej książki. Ten  przytaknął , chociaż  właściwie  żadnej nowej swojej książki nie miał . Szybko więc wrócił do domu i zaczął pisać. Gdy skończył, zaniósł ją ministrowi. Ale ponieważ wiedział, że ten czytając odwraca kartki śliniąc uprzednio palec , posmarował narożniki stronic trucizną. Powieść okazała się tak pasjonująca, że minister czytał ją do rana i wtedy poczuł, że drętwieje mu język i zmarł po przeczytaniu ostatniego rozdziału.

Za autorstwem Wanga świadczyć może też fakt, że mimo usytuowania akcji powieści w XII wieku, treść wyraźnie odnosi się do połowy XVI wieku i współczesnej pisarzowi dynastii Mingów. Nazwisko głównego  bohatera , Si-men oznacza „ Zachodnią bramę”. Właśnie przy  ulicy o takiej nazwie w Pekinie mieszkał ów znienawidzony przez pisarza minister. Powszechnie było wiadomo, że pławił się on w rozpuście i uwielbiał wyuzdane zachowania erotyczne. Tak więc zemsta pisarza polegała nie tylko na uśmierceniu tego ministra ale również ujawnienie jego prawdziwego oblicza.

Przyjmuje się, że książka powstała w okresie pomiędzy rokiem  1522-1566.

„ Kwiaty śliwy…” otworzyły w literaturze chińskiej epokę realistycznej powieści współczesnej.

Powieść ta wzburzyła opinie publiczną w Chinach. Wśród głównych zarzutów stawiano sprośności językowe i opisy scen erotycznych posuniętych  do ostatnich granic. Mimo tego, utwór był chętnie czytany, krążył w odpisach wśród uczonych, pisarzy i artystów- którzy uważali, że jest arcydziełem. Sława jej sięgnęła Japonii i Europy, gdzie wkrótce była bardziej znana niż w Chinach. Jest porównywana z „Dekameronem” Boccaccia.

W wielkim skrócie jest to historia życia młodego bardzo zamożnego Chińczyka, zajmującego się handlem ale i polityką. Przewodniczy on bandzie próżniaków i hulaków, posiada prawowitą żonę, pięć konkubin i stale nowe kochanki łącznie z pracownicami domu uciech.

Kolejne rozdziały, to szczegółowe do przesady opisy jego wyczynów erotomana sadysty.

Jeśli w ogólnym znużeniu tym tematem przymknie się oko na owe opisy, pozostaje znakomity obraz  ówczesnego społeczeństwa, gdzie powszechne jest przekupstwo, oszustwa i cyniczne wykorzystywanie władzy.

Tak też uczyniłam czytając tę książkę.

I dlatego pozostała we mnie jako pięknie i bardzo obrazowo opowiedziana karta z historii Chin, mam pod powiekami obrazy niezwykłych kobiecych kreacji oraz na języku smak spożywanych przez bohaterów wyśmienitych , oryginalnych dań.

Jest to książka naprawdę warta przeczytania…

Śladami mojego Taty. Wspólny dom w Rakowie.

 

Zamieszkali w swoim domu, który Michalina ozdobiła kwiatami. Było kilka mebli z dawnego domu Bolka i stary fortepian .Na ścianie powieszono obraz Grottgera, który przypominał nieżyjących rodziców Bolka.

Wkrótce nadjechały  dwa wozy przykryte brezentem. To rodzice Michaliny przysłali jej wyprawę. W wielkim ozdobnym kufrze była pościel, odzież, kilka par pantofli oraz zastawa stołowa.

W innym piękne patery  na ciasta i owoce, cukiernica, solniczka oraz  zestawy kieliszków i karafka. Poza kieliszkami do wina, wszystko było wykonane ze szkła w jednej tonacji .

Przyjechał też ulubiony okrągły stoliczek Michaliny , gdzie zwykle rozkładała swoje robótki ręczne, kolejny  do gry w szachy i ostatni z  tej serii- na którym ustawiano samowar .

Ponadto rozpakowano kilka obrazów o tematyce świeckiej i jeden przedstawiający Matkę Boską Ostrobramską. Ten obraz był najpiękniejszy, częściowo powlekany emalią i grubym złotem, jedynie księżyc, na którym opierała się sylwetka błyszczał srebrem. Bolek oglądał w zachwycie- to była ich Matka Boska, kresowa, wileńska i Jej obecność zapewni rodzinie spokój i szczęście, myślał…..

Śladami mojego Taty. Michalina na plebanii. Krzyżyk żałobny.

 

„Pożegnanie powstańca” Artur Grottger, 1863

 

 

Pewnego dnia Bolek , po uprzednim ustaleniu tego z  księdzem Eustachym , zaprosił Michalinę na plebanię.

Nie wyrażała sprzeciwu,  szła za głosem serca. Widocznie już wtedy  prowadziło ją  stare rzymskie powiedzenie : gdzie ty Kajus tam ja Kaja…..Zawahała się przed domem , ale potem śmiało przekroczyła  próg.

Ksiądz wyszedł na spotkanie, jak zwykle szeroko otworzył ramiona i kordialnie powitał. Oparła się o ramię chłopaka , który ją wprowadził do salonu.

Były tam  stare fotele, kredens i  ogromny stół  z mnóstwem otwartych ksiąg i  map . Pachniało starym kurzem i jesiennymi jabłkami.  Od razu poczuła się dobrze, tak jak w swoim rodzinnym domu.

Gdy zdjęła kubraczek,   Bolek zobaczył czarny żelazny krzyżyk na jej szyi. Zabłysło czarne oczko na  skrzyżowaniu ramion krzyża. Wiedział , że Michalina jest Polką , patriotką z dziada pradziada, ale teraz miał jeszcze jeden dowód. Michalina nosiła żałobną powstańczą biżuterię. Widząc, że zerka na ten krzyżyk, powiedziała, że jest to pamiątka rodzinna otrzymana od matki . …Rozczulił się.

Zasiedli wokół stołu, na którym już wcześniej ustawiono wielki  samowar. W pięknych porcelanowych filiżankach, które Bolek zabrał ze swojego domu rodzinnego, herbata miała specjalny niepowtarzalny smak. Do herbaty podano konfitury z malin  które przyniosły zapach dawnego  ogrodu Rodziewiczów.

Rozmawiano o rodzicach Bolka. Dziewczyna chciała obejrzeć zdjęcia, niestety zachowało się kilka starych pożółkłych fotografii. I wtedy Bolek wskazał na obraz, który wisiał na niezbyt dobrze oświetlonej ścianie. To była kopia obrazu Grottgera , namalowanego w 1863 roku. Tę kopię przyniósł kilka lat temu  niezawodny ksiądz Eustachy. Dotarła do tego kresowego miasteczka nieznanymi szlakami i przypominała Bolkowi jego rodziców. Właśnie taki obrazek zapamiętał z dzieciństwa- piękną matkę, która żegna się  ojca w chwili, gdy on odchodzi do Powstania Styczniowego. To był ich ostatni wspólny moment przed rozstaniem na zawsze. Jeszcze wtedy o tym nie wiedzieli i nadzieja na wyzwolenie ojczyzny rozświetlała im twarze. Bolek bardzo lubił ten obraz Grottgera i powoli utożsamiał przedstawione tam postaci z własnymi rodzicami. Michalina długo oglądała obie sylwetki i ulegając iluzji , nawet znajdowała ich  podobieństwo z ukochanym . …

 

Zdjęcie własne