..a w sercu maj

SAM_1490.JPG

 

SAM_1447.JPG

Nad Bugiem, nasza lipa jeszcze prawie naga , senior rodu w amoku pracy

 

Kochani! Wybaczycie pewnie moje milczenie, bo już nawet Ela zapytała mailowo, czy coś się nie stało. Muszę się przyznać, że coś we mnie drgnęło, gdy tak napisała, a to po prostu przyszło wzruszenie. I pomyśleć, że nasza znajomość wynika z sieci i z tego blogu, a tyle wspólnych wspomnień się dokopałyśmy i takiej bliskości doznajemy. Po prostu rośnie serce.

Ale Wam, kochani, którzy może nie zauważyliście mojego opóźnienia w blogowych wpisach bo jesteście zajęci różnymi sprawami, albo czytacie wartościowe pozycje, nie mając czasu na wizytę u mnie, wybaczam, bo nie każdy musi lubić to moje  ustronne miejsce, zresztą lotów nie najwyższych, zdaję sobie sprawę.

Jednak tak ogólnie  spieszę wyjaśnić, że nic się nie stało. Tylko ugrzęzłam po uszy. Ugrzęzłam we współredagowaniu artykułu nt. Upadków u ludzi starszych. Moi poznańscy koledzy piszą go na zamówienie, myślałam, o naiwności ty moja, że tylko wrzucę kilka swoich uwag związanych z pracą w przychodni rejonowej dla dorosłych w czasach zamierzchłych ( 1971- 1975) oraz doświadczeń w opiekowaniu się wiekowymi moimi Rodzicami. Tak mi się z początku wydawało, więc ochoczo zaczęłam. A im dalej, tym bardziej się zanurzałam niby w studnię, której dna nie było widać. W miarę pisania uświadamiałam sobie, że już jesteśmy tak blisko niedołężnej starości. Ale nie dajmy się. Jeśli artykuł się wyda, tzn. zostanie wydany, wrzucę tu pewne zalecenia, których części byłam autorem. Są nawet śmieszne momentami, gdyby nie były smutne. Ale nie dajmy się chwilowemu spadkowi nastroju, sama to sobie powtarzam, trzeba się cieszyć chwilą. I już. I właśnie sobie podśpiewuję za Starszymi Panami:

„  I znaleźliśmy się w wieku, trudna rada,
   Że się człowiek przestał dobrze zapowiadać;
   Ale za to, z drugiej strony, cieszy się,
   Że się również przestał zapowiadać źle.

   Starsi panowie, Starsi panowie,
   Starsi panowie dwaj…
   Już szron na głowie i nie to zdrowie,
   A w sercu ciągle maj. (…)”

Artykuł już został wysłany do pierwszego autora, więc czuję się jak w połogu, po szczęśliwym porodzie. Maj mi śpiewa w głowie, zgodnie z zaleceniem wspomnianych Panów i jest super! Po prostu super….

Mogę spokojnie wracać  myślami do blogu, zanurzać się w rozkoszach podróży, zwiedzania….pewnikiem jutro coś spłodzę. A może nie jutro, kto to wie….gdy tylko wrócę mentalnie  do Biecza, po którym wędrowanie brutalnie zostało przerwane….tymczasem cieszmy się majem. Wprawdzie on nami jakoś się nie cieszy, dygocze z zimna i momentami łzy roni. Ale jest, kwiatami sypie, ptakami śpiewa. Radujmy się więc…” bo wiosna, wiosna, ach to ty”…..

 

SAM_1445.JPG

 

Zawilce zniewalają….

SAM_1473.JPG

barwinek czaruje

SAM_1464.JPG

a bratek rozdaje uśmiechy…

Walory mniszka pospolitego , leczniczym też zwanego…

 Patek.JPG

Najmłodszy wnuczek, Patryk ( 20 mies) na mniszkowym klombiku w ogródku dziadków…..

 

 

 

Mleczami je nazywamy, te kwiatki żółcią  sypiące na świeżą trawkę majową, ulubione nasze, rodzinne kwiatki.

A tak naprawdę oficjalnie jest to jest mniszek  pospolity lub lekarski( Taraxacum officinale) . Mlecz to inna roślina chociaż też z mlekiem wyciekającym z  łodygi  , brudzącym dłonie , co odkryłam jeszcze w dzieciństwie.

Mniszek należy do rodziny astrowatych ( Asteraceae) i jest ponoć wieloletni. Trudno zrozumieć dlaczego tak obficie sypie nasionami , może to silna obrona gatunku a może tylko hojność tak częsta w przyrodzie.

W Polsce jest pospolitą rośliną w całej Europie i Azji. Woli tereny nizinne, chociaż widujemy go również w okolicach podgórskich.

Poza urodą kwiatów i dmuchawców ciekawa jest jego wielokierunkowa rola zdrowotna.

Coś tam wiedziałam na ten temat, ale teraz przeczytałam w mądrościach z netu i jest to uporządkowane.  

Otóż odwar z korzeni lub nalewka pomaga w schorzeniach dróg żółciowych i kamicy żółciowej, w dolegliwościach wątrobowych. Zawiera też interferon, co pomaga zwalczać obniżenie odporności , obniża poziom cholesterolu , leczy cukrzycę w początkowym stanie, pomaga zwalczać otyłość, przydatny w leczeniu reumatyzmu, leczy choroby skóry. Wg niektórych badaczy poprawia sprawność seksualną kobiet i mężczyzn.

Wg ekspertów kulinarnych roślinę można spożywać w pysznych daniach.

I tak popularna jest zwłaszcza w krajach romańskich sałatka wiosenna z młodych surowych liści.

Natomiast po przyrządzeniu  wywaru z gotowanych kwiatów i po dodaniu dużej ilości cukru uzyskujemy syrop o barwie i konsystencji i smaku zbliżonym do miodu , który nazywany jest miodkiem majowym.

Z płatków kwiatowych mniszka po dodaniu cytryny i cukru i chyba dalszych typowych procedurach otrzymujemy  wino kwiatowe o charakterystycznym bukiecie  miodowo- ziołowym.

Tradycyjnym i popularnym orzeźwiającym napojem w Wielkiej Brytanii jest „ dandelion and burdock” ( tłum. mniszek i łopian). Uzyskiwany jest z korzenia mniszka , czasem z dodatkiem jego liści w połączeniu z korzeniem łopianu, cukrem, lub słodzikiem i innymi dodatkami.

Młode koszyczki kwiatowe mniszka były kiedyś używane jako namiastka kaparów.

A zwierzęta hodowlane wiedząc co dobre i zdrowe zajadają się świeżą rośliną mniszka…mniam, mniam…

Tak więc pozostaje przełamać nasze tradycyjne postrzeganie tej roślinki co jest etapem najtrudniejszym i wkroczyć z mniszkiem do kuchni.

Ale czy warto?Bo wtedy pochyleni nad surówkami, wywarami, naparami i innymi procesami przetwórczymi możemy zapomnieć o zachwycie nad wiośnianą urodą tej rośliny,  radości budzącego się krajobrazu i piosence, która stale jest blisko: ” …Latawce, dmuchawce, wiatr…daleko z betonu świat…”

 

 

klomb2.JPG

 

Gorzowski kasztanek na naszym mniszkowym klombie …

 

klomb4.JPG

 

 

Klomb.JPG

Noclegi w Uniejowie.

Zakotwiczyliśmy się w mrocznym Kasztelu. Położony obok dość ruchliwej szosy i wjazdu na teren Term, kiedyś pewnie spełniał funkcje obronne, teraz jednak nie daje możliwości pełnego wypoczynku. Ten obiekt jest bardzo ładny, starannie zaprojektowany , pewnie wiernie zrekonstruowany i wykończony z pietyzmem. Zachwycają stylowe detale i ogólnie wart obejrzenia. Ale niestety dla nas , już starszych ludzi był zbyt ponury. Maleńkie okienka, wpuszczające niewiele światła, łoże z baldachimem i inne szczegóły powodowały w nas nastrój smutku, zupełnie inny niż taki, jakiego oczekiwaliśmy.

Wobec tego szybko rozejrzeliśmy się po okolicy .

Budowane są dwa duże pensjonaty nad Wartą z widokiem na Zamek, może ukończą je za rok.

Obejrzane przez nas kwatery, może nie wszystkie, ale te położone w przyzwoitej odległości od Term nam nie odpowiadały, stare budynki wprawdzie zaadoptowane zwykle zalatywały starzyzną.

Ktoś nam doradził, byśmy się zwrócili do Sióstr zakonnych, u których znaleźliśmy spokój i ciszę wśród kwitnących sadów. Nowiutkie wnętrza, wielkie szerokie, nisko schodzące nad podłogę okna zauroczyły.

 Pokoje na dole miały łazienki wspólne, ale było ich kilka.  Wybraliśmy pokoje na drugim piętrze, każdy  wyposażony w węzeł sanitarny.

Śliczna i świetnie wyposażona wspólna kuchnia połączona z jadalnią zachęcała do spożywania tam posiłków.

Można było też wyjść do bardzo zadbanego  ogrodu, gdzie był stół , krzesła i wśród cudnej kwietnej zieleni kontemplować, rozmawiać itp.

Klimat tego miejsca sprzyjał odpoczynkowi, bo w tam w ogóle nie było telewizorów i odbiorników radiowych. Początkowo to nas trochę zirytowało, ale po kilku dniach pobytu okazało się, że było to wybawienie- oderwanie się od tych mediów , problemów zewnętrznych, kotłowaniny politycznej.

Siostra Milena, przełożona, była bardzo miła, gościnna i zawsze pomocna. Pytaliśmy o pobyt z małymi dziećmi, Siostra wskazała większy pokój z łóżeczkiem i zapraszała młode rodziny. Jednym słowem miejsce to możemy polecać bez żadnego zawahania się.

Do parku, Zamku i Term odbywaliśmy uroczy 10 minutowy spacerek  przez Rynek i kładkę na Warcie …

 

 

Widok na Wartę, Termy z kładki łączącej miasteczko z częścią historycznie ważną i rekreacyjną.

 

Śladami mojego Taty . Moja przyszła Babcia- Staśka i kwiaty..

Michalina zajęta prowadzeniem zajęć z dzieciakami i młodzieżą, oraz rodzeniem i kołysaniem kolejnych swoich dzieci, zaniedbała swój ogród. Drzewa i krzewy rodziły pięknie, ale kwiaty zdziczały a grządki zarastały chwastami.

Czasami Bolek włączał się do prac ogrodowych, ale wolał duże prace, jak kopanie, grabienie, wycinanie niepotrzebnych pędów. Nie przepadał za wyrywaniem chwastów.

I wkrótce  Staśka przejęła te obowiązki.

 Rodzice patrzyli z przyjemnością, widząc ją wśród kwiatów, gdy schylona nad ziemią, drobnymi łapkami detalicznie wyrywa nawet najdrobniejsze chwaściki.

Bolek lubił zakupy. Z wypraw do Wilna , zawsze przywoził  nasionka i cebulki kolejnych kwiatów.

Nie było takiej potrzeby, bo Staśka sama hodowała nowe roślinki.

Na oknie w jej pokoiku w doniczkach zasiewała w lutym zebrane jesienią nasionka. Lubiła obserwować jak pojawiają się maleńkie zielone wąsiki a potem już całe listki. Jej rodzeństwo uwielbiało wpadać do tego pokoiku i zawsze zaglądało do tych doniczek. Cieszyły się, gdy mogły z dumą obwieścić, że już widać zieloną kropeczkę na tle brunatnej ziemi. Bardzo pilnowała, by żadne z nich nie wyciągało łapki i nie dotykało roślinek. Ponieważ była najstarsza, zdecydowana, stanowcza , trochę się jej bały i nie miały odwagi by przy niej psocić.  Ponieważ jednak się bała, że któreś wpadnie w czasie jej nieobecności i wyrwie roślinkę, co było tak kuszące, któregoś dnia zakupiła haczyk i sama zamontowała go do drzwi swojego pokoju. Specjalnie usadowiła go wysoko, tak by żadne z maluchów tam nie dotarło. Była już spokojna o losy swoich roślinek.

Mogła się zajmować ogrodem. Przed domem powoli wyrastał istny gąszcz stale kwitnących roślin. Kwitły zapamiętale, zarażone entuzjazmem swojej pani. Gdy przekwitały jedne, natychmiast pojawiały się następne. Jakimś cudem barwy ich cudnie z sobą harmonizowały, bywało, że układały się jedynie wszystkie odcienie czerwieni lub błękitów.

Jednego dnia siostry Staśki  podsłuchały, że w kwietnym ogródku ktoś rozmawia. Przybiegły jak zwykle zaciekawione. Ale była tam tylko ich siostra. Usłyszały jak przemawia do roślinek. Stały i z rozdziawionymi buziami się dziwowały.

 Taka była moja Babcia.