Na medycznej ścieżce. Tzw straszna baba…

By realizować swój plan zawodowy, na początek  znalazłam opiekunkę dla swoich córeczek. W tamtych latach nie było to łatwe, gdyż wszyscy mieli pracę i jedynie bardzo starsze panie podejmowały się trudnej roli opiekowania się cudzymi dziećmi. W grę wchodziły też dziewczyny z dalekiej prowincji, ale wówczas należało im zapewniać lokum. Nasze mieszkanie było stosunkowo niewielkie . Miało 56 m kwadratowych i składało się z dość dużego przedpokoju – co było jego najjaśniejszym punktem oraz trzech pokojów- 20 , 11 i 8 m. Ponieważ dodatkowo bardzo często przebywali u nas moi Rodzice, nie mieliśmy możliwości zakwaterowania opiekunki do dzieci. Zresztą Mirek nie wyobrażał sobie wspólnego mieszkania z obcą osobą, czemu zresztą trudno się dziwić.

Nasza pani, która obiecała zajmować się dziećmi była bardzo gruba i dość brzydka.

Ale była, więc czułam wielką radość.

Miała zwyczaj przesiadywania w bardzo wąskiej kuchni pod ciepłą rurą centralnego ogrzewania i głośno czkać.

Gdy opuszczaliśmy dom, pewnie zajmowała się dziewczynkami, ale gdy wracaliśmy  – sprawiały wrażenie , że są  przerażone.

 

Na medycznej ścieżce. Na studiach rodzę dzieci.

Studia przemykały jak maleńkie chwilki.

Na początku piątego roku studiów  tj 3 października 1969 roku urodziłam pierwsze nasze dziecko. Była to córeczka – Justyna .

Była wymarzona . Widocznie dzieci chcę dzieci, jak kiedyś powiedziała ciocia mojej przyjaciółki Bajki .

Przytulałam zawinięte w kocyk niemowlę i byłam szczęśliwa.

Ale trwało to bardzo krótko, bo miałam wewnętrzny imperatyw, by nie zarwać studiów, nie zawieść Mamy, która się bała, że zamążpójście zaburzy mi proces zdobywania zawodu. Bałam się też, że robiąc przerwę w edukacji, nie będę umiała wrócić do tego kieratu, jakim były moje studia.

Tak więc, 7 dnia po porodzie, tj 10. października byłam już na zajęciach.  W tym czasie przybyła do nas babcia-ciocia Mirka Wiera Leoszko. O niej wspominał w swoim pamiętniku JanSenior. Podobno liczyła sobie 80 lat, ale wyglądała tak krzepko, że podejrzewaliśmy jakiś większy przekręt przy wyrabianiu polskiej metryki po powojennym powrocie z Wileńszczyzny. Mimo bardzo trudnego życia, przeżyć wojennych kiedy to  straciła męża i  dwóch kilkuletnich synów , którzy bawili się minami i zostali doszczętnie rozerwani. Po wojnie mieszkała w Gubinie z dwoma córkami. Jedna z nich Hania, nadal tam mieszka i chyba jest bardzo podobna do matki. Druga córka, Malwina mieszka w Sopocie.