Opowieści o ziemskich Aniołach. Przeprosiny za bałagan w rozdziale. Kati…

Na wstępie chciałam przeprosić Wszystkich, którzy  niedawno zajrzeli do tego rozdziału. Dopiero dziś, przypomniawszy o jeszcze jednym opisanym już ,  ale nie obecnym tu Aniele, zauważyłam  wielki bałagan- powielane teksty, brak zdjęć. Złapałam się za głowę- no cóż, muszą to jakoś posprzątać.  A cykl Opowieści o ziemskich Aniołach był mi szczególnie bliski- bo tam moje wzloty myślowe- a właściwie nie myślowe- tylko jakieś imperatywy by wrzucać na klawiaturę to, co jakby ktoś poza mną dyktował- chyba nie umiem prosto opisać tego procesu który bywa we mnie w czasie pisania….

Pomysł  opowieści o ludziach i losach niezwykłych podrzucił mi w zeszłym roku Jurek, którego pamiętnik niedawno tu zamieściłam. Pisał prosto- był taki ktoś- kilka słów o nim – i zachęta- napisz o tym po swojemu.   Temat ten we mnie zasiany, jakoś kiełkował,  by nagle wyrosnąć w opowieść- wszystko się działo poza mną, poza moim umysłem, myśleniem …..powstało kilka opowieści , których cykl nazwałam  Opowieści o ziemskich Aniołach . Jurek przedstawił je  na corocznej białostockiej konferencji pt. ” Życiodajna śmierć ” – nawet nie wiem jak zostało to przedstawione i odebrane- JTM powiedział tylko, że dobrze 🙂 . Na przezroczach były fragmenty na tle moich zdjęć przyrody a całość niby w materiałach konferencyjnych….zresztą nieważne…….

Moje trzy  Opowieści o ziemskich Aniołach już są w tym blogu, choć jak wspomniałam panuje tam bałagan…..pozostał jeszcze jeden Anioł tu, nieobecny- i właśnie miałam zamiar” go wrzucić”- ale powyższy tekst wyjaśnienia wszedł mi na klawiaturę, siadł okrakiem i domagał się obecności w blogu 🙂

Gwoli wyjaśnienia przyczyny tegoż bałaganu maleńkie objaśnienie :  Otóż bałagan wziął się z przeprowadzki blogu , która miała miejsce w marcu tego roku. Opowieści z tego cyklu  zamieściłam w  swoim blogu,  który prowadzę od 2011 roku, ale w poprzednim miejscu, które polubiłam czyli na Wirtualnej Polsce.  Gdy zawiadomiono wszystkich blogowiczów, że platforma blogowa WP będzie likwidowana w marcu tego roku, padł na nas blady strach- bo nie dano nam klucza- odpowiedniego programu umożliwiającego skopiowanie i ew. przeniesienie na inne miejsce. Na nic się przydały masowe protesty, petycje- odpowiadano nam, że musimy zrobić to we własnym zakresie. Ale jak. Pomysłów było wiele, a to własnoręczne kopiowanie, a to wynajmowanie studentów, którzy nawet chętnie, ale za sowitą opłatą. I wówczas zwróciłam się o pomoc do Andrzeja de Flassilier, syna mojej byłej szefowej – po której z czasem przejęłam stery zostając kierownikiem wielkiej Poradni Nefrologii i Nadciśnienia Tętniczego w Centrum Zdrowia Dziecka. Fantastyczny to , jak Go nazywam Jasny Chłopak, nieodrodny syn swojej Matki, dr Anny Salińskiej- de Flassilier, która zawsze wszystkim spieszyła z pomocą- „stanął na głowie”, uruchamiając wielu znajomych i wspólnymi siłami blog został przeniesiony. Jestem Mu ogromnie wdzięczna,  dziękuję po raz kolejny, bo to miejsce jest jeszcze fajniejsze w obsłudze a i czytanie ( jeśli ktoś zechce ) 🙂  wydaje się łatwiejsze- bo jest przejrzysty układ strony…

A dziś, po tym przeprosinowym wstępie  nagła wiadomość zza kanału La Manche – na messengerze w naszej rodzinnej grupie – napisał tata naszej liczącej sobie 6 miesięcy i 12 dni- prawnuczki Kati, Łukasz –”dziś nasza Córeczka powiedziała ta-ta” ” i pięknie się uśmiechnęła” – dodała Weronika.

Jakie to szczęście Rodzina, wszyscy razem ze wspaniałą Córeczką….niech im się darzy i Miłość , Szczęście towarzyszy ….to najpiękniejszy cel życia pradziadków- nie doktoraty, zaszczyty, stanowiska- ale Rodzina- piękna, silna i wspierająca się….

Kati, powiedziała ta-ta i uśmiechnęła się porozumiewawczo i rozbrajająco do swojego ojca……

Wszystkie zdjęcia własne….rodzinka nasza… nie wszyscy tam byli :)…Wiktor i Patryk w czasie prac kuchennych :)….ostatni kwiat dla pana Andrzeja za założenie tego miejsca i przeniesienie starego blogu…..z podziękowaniem …

 

Opowieści o ziemskich Aniołach. Cudem ocalony ?czyli rzecz o zmartwychwstaniu (3 i ostat)

Oto trzecia i ostatnia część mojej opowieści opartej na kilku faktach przedstawionych przez JTM.  I z Jego inspiracji urodzony w mojej głowie, a właściwie przez kogoś we mnie. Tekst dość długi, ale mówiliście, Kochani, że „dacie radę” przeczytać 🙂

Chrystusik Frasobliwy na terenie naszego miejsca na ziemi. To rzeźba nieżyjącego już pana Gilowskiego ( twórcy ludowego z Godziszki- beskidzkiej wsi, gdzie urodziła się moja Mama). zdj. własne.

Opowieści o ziemskich Aniołach. Cudem ocalony ? czyli rzecz o zmartwychwstaniu ( 3 i ostatnia) .

Tymczasem Cudem Ocalony wybudzał się na sali pooperacyjnej a dookoła wszyscy mówili, jak trudna była rekonstrukcja twarzy, jak długo trwała, aż musieli chirurga stomatologa do pomocy neurochirurgowi i chirurgowi tzw. plastycznemu sprowadzać na cito, ale się udało. A może wcale mu nie opowiadali, tylko z rurkami w różnych częściach ciała leniwie patrzył spod opuchniętych powiek, jak kapie krew z worka zawieszonego nad jego głową. Cieszył się, że widzi, że może patrzeć bo powoli wracała świadomość tego co przeżył. Jednak jego najważniejszą myślą było, jak podziękować panu Bogu, w którego łaskę nigdy nie zwątpił, za swoje cudowne ocalenie. Potem przyszli policjanci i chcieli o coś pytać. Nie odpowiadał bo nic nie wiedział. Posiedzieli więc i poszli. Ale któregoś dnia usłyszał , jak sobie gawędzą pielęgniarki, wprawdzie cicho, ale usłyszał. Pewnie myślały, że śpi, maszyny informujące o funkcjach życiowych pacjenta informowały różnymi miarowymi pikaniami, że jest ok., kroplówka spływała bezszelestnie a chory posapywał spokojnie. Więc myśląc, że nie słyszy, gadały. Jednak podobno człowiek, nawet w śpiączce będący, wszystko słyszy, a cóż dopiero on, cudem ocalony i jedynie prawie śpiący snem sprawiedliwego. I nieco nadstawiając uszy wyglądające spod bandaża, którym był spowity , słyszał jak one mówią. Bo usłyszał swoje imię i o szczotkach. Ach, gdzieżeście moje ukochane szczotki, nie martwcie, wrócę do was i jeszcze bardziej będę się wami opiekował, bo jesteście moje, tylko moje. Tak sobie marząc o szczotkach a także i o pędzlach , które wyrabiał, słyszał przenikliwy szept lub półgłos pielęgniarek , które właśnie piły zasłużoną kawę, zresztą kolejną na tym dyżurze. Że policja trafiła na ślad. Że ktoś widział jego samochód opuszczający miasto, ktoś inny, że  skręcał on w boczną drogę leśną. Dziwne, że potem ten samochód wracał tą samą drogą. Wydawało się tylko, że nie on był za kierownicą. A przedtem widziano, chyba jego syna na siedzeniu obok kierowcy . Jeżeli pojechał z synem, dlaczego syn wracał sam. A inni znali dwóch młodych ogolonych drabów, którzy za parę puszek z piwem byli gotowi zrobić wszystko. I okraść i zdemolować, co trzeba, i matki swoje nawet pobili, bo nie dawały ani grosza ze swojej skromnej wprawdzie, ale co miesięcznej renty, więc może to oni bestialsko pobili , bo chyba sam syn by nie dał rady. Był niższy od ojca i jakiś cherlak, a jego ojciec,  chociaż smukły i wysoki, ale miał mięśnie starannie ćwiczone na siłowni, bo dbał o zdrowie. Tak więc po przysłowiowej nitce policja dotarła do kłębka. Draby , spanikowane wielce, ale ucieszone, że  denat ożył , więc kara będzie mniejsza, od razu od razu się przyznały.  Zresztą na zimę, która się zbliżała , komfortowe warunki które zapewniało więzienie były wysoce pożądane, draby więc same się przyznały, wybierając tę inną wolność , przynajmniej cieplejszą i pełną strawy niż ich chałupa z matką sknerą. Opowiedziały detalicznie jak było i co najważniejsze, że otrzymali zlecenie. Z dumą wyjaśniali władzom,  że wynajął ich syn poszkodowanego, sowicie nagrodził i wprawdzie nie był zadowolony z dalszego przebiegu zdarzeń, gdyż ojciec ocalał, wcale nie żądał zwrotu pieniędzy. Szlachetny to pan, ten syn zleceniodawca, powtarzali. Syn przyparty do muru, bo nie wpadł na pomysł ucieczki za granicę wskazał na główną pomysłodawczynię tego czynu, którą była jego matka. Mówił o tym z dumą, że zawsze słucha mamy, bo bardzo ją kocha i jest najmądrzejszą oraz najpiękniejszą kobietą na świecie. Mama zaś, zajęta liczeniem spadku, nie zauważyła nawet co się dzieje w mieście. Gdy po nią przyszli, jeszcze była w papilotach i wytwornym szlafroku , który figlarnie się rozchylał ukazując jej piękny , nic to, że solidnie podparty silikonem , zafundowany przez kochającego męża, biust. Na nic biust buchający  kokieteryjnie spoza dekoltu, panowie władza byli niewzruszeni i zabrali w kajdanach na komisariat. Potem była rozprawa sądowa, dowody oraz zeznania się zgadzały i jednoznacznie wskazywały związek przyczynowo- skutkowy. Mamusia z synem poszli siedzieć i jak wszystko wskazuje , dalej snuli i snują nadal, na co wskazuję jej słowa opowiedziane komuś tam, scenariusz kolejnej zemsty na swoim panu i władcy. Ale o tym się dowiedział  później, gdy już go wypisali ze szpitala. Nie mógł się pogodzić z tym, co przygotowali mu najbliżsi, w swoim umyśle już nieco zamąconym zespołem psychoorganicznym wywodzącym się doznanego urazu, bo tak nazywali jego stan neurolodzy, a szczególnie pewien biegły sądowy , który zadziwiająco dla wszystkich o niego walczy, nie mógł się pogodzić z tym co mu zrobili najbliżsi . Czy ten biegły , który tak bardzo się stara, by go ochronić, czy mu współczuje, tego nikt nie wie. Pewnie lubi ludzi, a może uwierzył w swoją misję zesłaną przez bliżej mu nieznanego pana Boga, tego nikt nie wie, co czuje w swoim sercu i umyśle ów biegły. Gdy o tym opowiada swojemu przyjacielowi, nie potrafi zdefiniować, na czym rzecz polega. I ten przyjaciel też nie umie.

Jedno jest pewne, o czym świadczą kolejne fakty z życia ocalonego, nadal on bezgranicznie wierzy Boga, swojego dobrego Boga. To Bóg go ocalił, darował mu życie po to, by mógł rozgłaszać chwałę bożą wszem i wobec. Więc tak czyni. Jednocześnie idąc za wewnętrznym imperatywem lub poradą jakiejś życzliwej osoby z kręgów kościelnych, uważając, że skoro on był wierny żonie aż do śmierci, a ona postąpiła tak jak postąpiła, pomimo tego, że też przysięgała , on może wystąpić do sądów kościelnych o unieważnienie tego małżeństwa. Jak czuł tak postąpił, sąd widząc jego wielką miłość do Boga, znalazł odpowiednie paragrafy i unieważnił tamten ślub. Teraz Ocalony Cudem był czysty i tak obnażony pytał swojego Stwórcę co ma robić. A ten odpowiedział, idź za głosem serca, bo tego nauczyła cię matka. Myślał o matkach tamtych zbrodniarzy , że nie potrafiły im przekazać miłości do Najwyższego a także miłości do człowieka. Uznał, że są bardzo przez to ubodzy duchem i nawet się nad nimi litował. A może było jakoś inaczej, bo już ujrzał na chórze kościelnym piękną kobietę, która wyglądała i śpiewała jak anioł. I uwierzył w swojej dobroci i wierze, które to przymioty dostał od mamusi oraz umyśle nieco zamąconym zespołem psychoorganicznym, że życie zostało mu darowane, więc musi żyć. I dlatego doprowadził do unieważnienia pierwszego nieszczęśliwego małżeństwa, witając z ulgą wyrok sądu kościelnego, że to wcale nie było małżeństwo, wkrótce stanął na ślubnym kobiercu z kolejnym Aniołem , którego spotkał w życiu. Bo należy dodać, że ta pierwsza też wydawała mu się początkowo Aniołem…

Żył sobie z tym swoim drugim Aniołem szczęśliwie, z tkliwością dotykał jego brzucha gdy poruszały się tam jego kolejno przychodzące na świat dzieci. Bo urodziło mu się dwoje następców, pewnie myślał, że też pokochają jak on szczotki i pędzle. Może tak nie było, tylko tyrał, by móc zabezpieczać godny byt tej nowej rodzinie. W tym czasie , tak tyrając nawet nie pomyślał o tym jaki sam jest, jak się zachowuje w domu. Myślał pewnie, że wystarczy sama jego obecność i pieniądze, które napełniały konta bankowe. A może jednak szedł tropem swojego tatusia, a nie łagodnej i dobrej mamusi, bo miał jego geny i zakodowaną agresję ojca. Tego nie wiemy i pewnie już nam Ocalony nie opowie, bo na cóż takiemu z zespołem psychoorganicznym jakiś psycholog? Ma przypiętą łatę i tak go traktuje każdy napotkany człowiek, w tym lekarz i sąd. Jedynie dlaczego ten biegły sądowy, neurolog o nim myśli i mu pomaga opiekując się tak, jak tylko to umiała robić śp. Mamusia. Bo jest dobrym litościwym współczującym człowiekiem, a może tylko bardzo uczciwym lekarzem, który wyważa jego dobre i złe strony, wybierając te pierwsze. Widzi w nim człowieka, a nie przedmiot. Cudem Ocalony na pewno tak nie myśli, bo myślenie ma uszkodzone urazem, ale może tak czuje. Gdy stawia się do sądu w sprawie rozwodowej która zgłosiła jego druga żona, ten kiedyś dobry niebiański Anioł, który jednak okazał się zwykłym ziemskim i w dodatku był szatanem z maską anioła, jest rozdygotany, boi się ludzi, sądów, pytań, na które nie zna odpowiedzi i całej tej niezasłużonej szopki. Broni go ten jego lekarz, jedyny biegły, który przekonuje nieugiętych urzędników, że Ocalony jest człowiekiem i to człowiekiem chorym. Na nic te apele, męki przesłuchań trwają i ostateczne decyzja rozwodu zapada. Jest znowu sam. On już nic nie rozumie, nic do niego nie dociera, bo boi się Boga. Jak stanie przed Nim na Sądzie Ostatecznym, co Mu pokaże, jaką twarz i uczynki. Więc biega do różnych kościołów, by tam błagać Boga o wybaczenie, rozmawia przekonuje, że chciał dobrze, że mamusia go nauczyła, że Rezurekcja, że każdy ma prawo wstać, iść i czynić dobro. I on tak chce, tylko jego ziemska powłoka jest mu nieposłuszna, hamuje, trzyma a może inni ją trzymają, sam nie wie. I opowiada ludziom, przypadkowym, mówią, że jest lepki i wariat mówią. A on swoje, nawet to, że ta druga zabrała mu dzieci i żąda pieniędzy za widzenie z nimi. Pewnie już nikt go nie słucha gdy opowiada o swoim Panu Bogu….i swoim życiu Cudem Ocalonego…a on wierzy, że mamusia z dalekiej gwiazdy, nie tatuś z pejczem, a mamusia przyjdzie kiedyś do niego i zabierze za rękę i pójdą na Rezurekcję i będą wtedy biły dzwony….

 

Opowieści o ziemskich Aniołach. Cudem ocalony ? czyli rzecz o zmartwychwstaniu. ( 1 )

Nawiązując do poprzedniego wyjaśniającego wpisu, proponuję lekturę w odcinkach ( by nie  zalać tekstem moich czytelników). Nie na darmo gonia napisała w komentarzu , kopiuję :

 ·  dodano: 10 lipca 2017 23:05

Zawsze mówiłam, że siedzi w Tobie Rodziewiczówna 🙂

autor gonia

 

Tak pisanie , takie luźne, pełne fantazji uwielbiam, co przeczuwałam w sobie już  w szkole średniej, ale odkryłam w pełni dopiero wtedy, gdy  „ uwolniłam się od medycznych tekstów” i  przyszedł czas emerytury.  Jakże się cieszę, powtarzam sobie codziennie przed świtem, że już nic nie muszę. Chociaż nie jest to do końca prawda, bo jednak coś tam muszę, ale tamto życie stale napięte do granic wytrzymałości mam za sobą. Dom pełen dzieci, starzy , umierający długo rodzice, choroby, i praca praca tak intensywna, że głowa boli gdy o tym myślę. Oczywiście „ głowa boli” to przenośnia, bo na szczęście jak dotychczas bólów głowy nie miewam.

I tak sobie teraz  piszę , na cudnym luzie, szczególnie od 4 rano, gdy wszyscy śpią , a  nawet ptaki jeszcze też nie wstają, bo już jest lato ….Tak, ta 4 rano to była moja magiczna godzina, gdy byłam na 2 roku studiów , jeszcze w Poznaniu, zwalałam się do łóżka o 22, nastawiając uprzedni budzik na 3 czy 4. Wstawałam o tej godzinie, zakuwałam do 5 by  potem nastawić budzik na 6 . Wtedy to ostatecznie wstawałam i gnałam na basen a potem na zajęcia. Na szczęście zapadałam w sen szybko, co mi do tej pory zostało. Wybudzanie i zasypianie przychodzi mi łatwo i jest fajnie.

Stale mi się zdaje, że to nie ja piszę, tylko ktoś we mnie, bo nie filtruje tego mój umysł i nie rozmyślam nad tekstem. Sam przychodzi, wystarczy tylko kilka słów które ktoś powie i łapię je w sidła tego kogoś, kto siedzi we mnie. A może to faktycznie kuzynka Babci- Maria Rodziewiczówna sobie robi ze mnie żarty i podrzuca swoją rozwlekłość, rzewność i chyba wrażliwość. Nie wiem i nigdy się nie dowiem. Chyba, że się kiedyś spotkamy po drugiej stronie życia i wreszcie pogadamy. Ale baba to była ponoć ostra, więc nie wiem czy dam radę w dyskusji. No cóż, czas pokaże….

Tekst poniższy podrzucił mi JTM  o którym było w poprzednim wpisie, jeśli kto ciekaw może tam zajrzeć . Było  to zaledwie parę słów  o człowieku którego zna i który uszedł z życiem a dalszy jego los to pasmo nieszczęść zatopionych w wielkiej religijności tego człowieka i oczywiście niezrozumieniu przez innych. Jurek jako neurolog jakoś się do niego przywiązał, na tyle, że w mailach wspominał  o nim kilkukrotnie mówiąc, napisz o nim. W końcu załapałam tę „ rybkę” jak nazywają tzw. twórcy poezji czy piosenek ten gwałtowny impuls i wylał się ze mnie  ten oto tekst :

 

P5131951.JPG

 Chrystusik Frasobliwy dłuta godziszczańskiego, niestety już nieżyjącego Człowieka, którego nazwisko gdzieś mi się zaplątało w pamięci. Przed naszą chałupką we wsi gdzie urodziła się moja Mama….

 

Opowieści o ziemskich aniołach

 

Cudem Ocalony ?

czyli rzecz o zmartwychwstaniu. ( 1 )

 

Usłyszał dzwony które  biły długo i jakoś boleśnie, ale jednocześnie i radośnie.  Pomyślał, że Rezurekcja za chwilę. Wyskoczył z łóżka, było zimno, ale dygocąc już był w łazience, zanim weszła do pokoju matka. Tak, bardzo ją kochał, bo miała w sobie łagodność i doświadczał jej bezinteresownej miłości na co dzień. Nigdy nie krzyczała, nawet gdy coś nabroił, jak to dziecko,  w odróżnieniu od ojca, który często sięgał po pas i łoił skórę, aż długo bolały pręgi na plecach i pupie. Może ojciec go kochał, ale po swojemu i dla dziecka niezrozumiale. Bo jakimże grzechem było włażenie do sadu sąsiada by zdobyć smakowite zielone jabłka, albo nie nauczyć się wiersza, albo bazgrolić na ścianie . Matka była samą dobrocią, uwielbiał jej głos i zapach i smukłą, zwiewną  sylwetkę zwieńczoną bardzo ciemnymi,  gładko zaczesanymi włosami, gdy nadchodziła z zakupami. Miał takie same ciemne włosy, powtarzała, gdy go głaskała po głowie. Zawsze mu coś przyniosła, jakiś smakołyk, wiedziała co lubi. A po karze od ojca, przytulała chyłkiem, lękliwie, by ojciec nie widział  i mówiła kocham cię synku, kocham nad życie, jesteś mój i tylko mój. Nie myślał wtedy , że ona jest kobietą , może zwyczajną jakich wiele na świecie. Była jego skarbem. Jej wizerunek nosił w sobie, gdy już dorosły spotykał się z innymi. O wszystkich myślał, że są takie anielskie jak jego mama.

Dzwony nadal biły, coraz bardziej boleśnie, gdy się ocknął i przestał śnić na jawie. Pamiętał tylko tamto, z dzieciństwa, w ramionach matki, która go kołysała.  Chciał otworzyć oczy, powoli więc otwierał i przez szparkę pomiędzy powiekami  zobaczył niebo. Wisiało nad nim wielkie , tajemnicze, całe granatowe , no nie całe, bo mrugały tam  gwiazdy.  Jeszcze pomyślał, że na jednej mieszka jego mama i za chwilę przyjdzie i przytuli. Z tą myślą, zapadł się w zły sen. Wydawało mu się, że jest w grobie. Skąd taki sen . Leżał skulony, bezbronny jak płód w łonie matki ,  czuł coś lepkiego na ustach i powoli uniósł rękę. Tę lewą, bo mniej bolała. Dotykał swojej twarzy i czuł coś miękkiego, kleistego i bardzo bolało. Więc już nie dotykał. Przytomniał . Nie wiedział gdzie jest i co się z nim stało. Ten sen o grobie, to był tylko sen uspokajał sam siebie.

Ale skąd piasek pomiędzy zębami , pomacał swoją klatkę piersiową, gdzie serce, odgarniał jakiś piasek, zwały piasku. A serce się wyrywało do matki, która zamieszkała na jednej z gwiazd. Odgrzebywał swoje ciało, coraz szybciej i gwałtowniej, pomimo bólu , który w nim  wszędzie, przytomniał i wtedy poczuł, że chyba dodał mocz, bo spodnie mokre. Nie wiedział dlaczego, ale nagle sobie przypomniał jak ktoś go walił po głowie, tak , to ze strachu , pomyślał. I znowu ciemność, i nieprzytomność. Gdy świtało, wróciła świadomość, jeszcze mglista, ale jaśniejąca. Aż sam się zdziwił , że jakiś nowy film widzi, dwaj łysi młodzi walą go maczugami po głowie i wszędzie. Prosi nie bijcie, to boli a potem błagał swojego Boga, by pomógł. Bóg, którego kochał od dziecka, tak bardzo jak swoją matkę, która uosobiała wszystkie kobiety świata, nie pomógł, tylko te mokre spodnie….

Przerażenie, przerażenie narastało gdy wracała pamięć. Cisza była wszędzie, tylko ptaki już obudzone i te dzwony rozhuśtane. Tak, to on dzwonił uwieszając się sznurów, gdy pozwolił pan kościelny, mały człowiek jakim wtedy był  lubił, gdy serca dzwonów widział nad sobą a one dzwoniły radośnie. Jak słodko było wtedy. Chciał tu zostać, gdzie jest, byle nie przestać śnić o tamtym czasie, matce, kościele, dzwonach, Rezurekcji z dymami kadzideł, gdy ludziska śpiewali a on w białej komży podawał księdzu dzbanuszek z winem. Zostać w tamtym czasie, usnąć na wieki, pójść do matki, by przytuliła…..cdn.

 

 P5021580.JPG

„Teatrum” nad Skalitem, górze w beskidzie śląskim, sąsiadującej z naszą chałupką.

Oba zdj własne.