Nawiązując do poprzedniego wyjaśniającego wpisu, proponuję lekturę w odcinkach ( by nie zalać tekstem moich czytelników). Nie na darmo gonia napisała w komentarzu , kopiuję :
· dodano: 10 lipca 2017 23:05
Zawsze mówiłam, że siedzi w Tobie Rodziewiczówna 🙂
autor gonia
Tak pisanie , takie luźne, pełne fantazji uwielbiam, co przeczuwałam w sobie już w szkole średniej, ale odkryłam w pełni dopiero wtedy, gdy „ uwolniłam się od medycznych tekstów” i przyszedł czas emerytury. Jakże się cieszę, powtarzam sobie codziennie przed świtem, że już nic nie muszę. Chociaż nie jest to do końca prawda, bo jednak coś tam muszę, ale tamto życie stale napięte do granic wytrzymałości mam za sobą. Dom pełen dzieci, starzy , umierający długo rodzice, choroby, i praca praca tak intensywna, że głowa boli gdy o tym myślę. Oczywiście „ głowa boli” to przenośnia, bo na szczęście jak dotychczas bólów głowy nie miewam.
I tak sobie teraz piszę , na cudnym luzie, szczególnie od 4 rano, gdy wszyscy śpią , a nawet ptaki jeszcze też nie wstają, bo już jest lato ….Tak, ta 4 rano to była moja magiczna godzina, gdy byłam na 2 roku studiów , jeszcze w Poznaniu, zwalałam się do łóżka o 22, nastawiając uprzedni budzik na 3 czy 4. Wstawałam o tej godzinie, zakuwałam do 5 by potem nastawić budzik na 6 . Wtedy to ostatecznie wstawałam i gnałam na basen a potem na zajęcia. Na szczęście zapadałam w sen szybko, co mi do tej pory zostało. Wybudzanie i zasypianie przychodzi mi łatwo i jest fajnie.
Stale mi się zdaje, że to nie ja piszę, tylko ktoś we mnie, bo nie filtruje tego mój umysł i nie rozmyślam nad tekstem. Sam przychodzi, wystarczy tylko kilka słów które ktoś powie i łapię je w sidła tego kogoś, kto siedzi we mnie. A może to faktycznie kuzynka Babci- Maria Rodziewiczówna sobie robi ze mnie żarty i podrzuca swoją rozwlekłość, rzewność i chyba wrażliwość. Nie wiem i nigdy się nie dowiem. Chyba, że się kiedyś spotkamy po drugiej stronie życia i wreszcie pogadamy. Ale baba to była ponoć ostra, więc nie wiem czy dam radę w dyskusji. No cóż, czas pokaże….
Tekst poniższy podrzucił mi JTM o którym było w poprzednim wpisie, jeśli kto ciekaw może tam zajrzeć . Było to zaledwie parę słów o człowieku którego zna i który uszedł z życiem a dalszy jego los to pasmo nieszczęść zatopionych w wielkiej religijności tego człowieka i oczywiście niezrozumieniu przez innych. Jurek jako neurolog jakoś się do niego przywiązał, na tyle, że w mailach wspominał o nim kilkukrotnie mówiąc, napisz o nim. W końcu załapałam tę „ rybkę” jak nazywają tzw. twórcy poezji czy piosenek ten gwałtowny impuls i wylał się ze mnie ten oto tekst :

Chrystusik Frasobliwy dłuta godziszczańskiego, niestety już nieżyjącego Człowieka, którego nazwisko gdzieś mi się zaplątało w pamięci. Przed naszą chałupką we wsi gdzie urodziła się moja Mama….
Opowieści o ziemskich aniołach
Cudem Ocalony ?
czyli rzecz o zmartwychwstaniu. ( 1 )
Usłyszał dzwony które biły długo i jakoś boleśnie, ale jednocześnie i radośnie. Pomyślał, że Rezurekcja za chwilę. Wyskoczył z łóżka, było zimno, ale dygocąc już był w łazience, zanim weszła do pokoju matka. Tak, bardzo ją kochał, bo miała w sobie łagodność i doświadczał jej bezinteresownej miłości na co dzień. Nigdy nie krzyczała, nawet gdy coś nabroił, jak to dziecko, w odróżnieniu od ojca, który często sięgał po pas i łoił skórę, aż długo bolały pręgi na plecach i pupie. Może ojciec go kochał, ale po swojemu i dla dziecka niezrozumiale. Bo jakimże grzechem było włażenie do sadu sąsiada by zdobyć smakowite zielone jabłka, albo nie nauczyć się wiersza, albo bazgrolić na ścianie . Matka była samą dobrocią, uwielbiał jej głos i zapach i smukłą, zwiewną sylwetkę zwieńczoną bardzo ciemnymi, gładko zaczesanymi włosami, gdy nadchodziła z zakupami. Miał takie same ciemne włosy, powtarzała, gdy go głaskała po głowie. Zawsze mu coś przyniosła, jakiś smakołyk, wiedziała co lubi. A po karze od ojca, przytulała chyłkiem, lękliwie, by ojciec nie widział i mówiła kocham cię synku, kocham nad życie, jesteś mój i tylko mój. Nie myślał wtedy , że ona jest kobietą , może zwyczajną jakich wiele na świecie. Była jego skarbem. Jej wizerunek nosił w sobie, gdy już dorosły spotykał się z innymi. O wszystkich myślał, że są takie anielskie jak jego mama.
Dzwony nadal biły, coraz bardziej boleśnie, gdy się ocknął i przestał śnić na jawie. Pamiętał tylko tamto, z dzieciństwa, w ramionach matki, która go kołysała. Chciał otworzyć oczy, powoli więc otwierał i przez szparkę pomiędzy powiekami zobaczył niebo. Wisiało nad nim wielkie , tajemnicze, całe granatowe , no nie całe, bo mrugały tam gwiazdy. Jeszcze pomyślał, że na jednej mieszka jego mama i za chwilę przyjdzie i przytuli. Z tą myślą, zapadł się w zły sen. Wydawało mu się, że jest w grobie. Skąd taki sen . Leżał skulony, bezbronny jak płód w łonie matki , czuł coś lepkiego na ustach i powoli uniósł rękę. Tę lewą, bo mniej bolała. Dotykał swojej twarzy i czuł coś miękkiego, kleistego i bardzo bolało. Więc już nie dotykał. Przytomniał . Nie wiedział gdzie jest i co się z nim stało. Ten sen o grobie, to był tylko sen uspokajał sam siebie.
Ale skąd piasek pomiędzy zębami , pomacał swoją klatkę piersiową, gdzie serce, odgarniał jakiś piasek, zwały piasku. A serce się wyrywało do matki, która zamieszkała na jednej z gwiazd. Odgrzebywał swoje ciało, coraz szybciej i gwałtowniej, pomimo bólu , który w nim wszędzie, przytomniał i wtedy poczuł, że chyba dodał mocz, bo spodnie mokre. Nie wiedział dlaczego, ale nagle sobie przypomniał jak ktoś go walił po głowie, tak , to ze strachu , pomyślał. I znowu ciemność, i nieprzytomność. Gdy świtało, wróciła świadomość, jeszcze mglista, ale jaśniejąca. Aż sam się zdziwił , że jakiś nowy film widzi, dwaj łysi młodzi walą go maczugami po głowie i wszędzie. Prosi nie bijcie, to boli a potem błagał swojego Boga, by pomógł. Bóg, którego kochał od dziecka, tak bardzo jak swoją matkę, która uosobiała wszystkie kobiety świata, nie pomógł, tylko te mokre spodnie….
Przerażenie, przerażenie narastało gdy wracała pamięć. Cisza była wszędzie, tylko ptaki już obudzone i te dzwony rozhuśtane. Tak, to on dzwonił uwieszając się sznurów, gdy pozwolił pan kościelny, mały człowiek jakim wtedy był lubił, gdy serca dzwonów widział nad sobą a one dzwoniły radośnie. Jak słodko było wtedy. Chciał tu zostać, gdzie jest, byle nie przestać śnić o tamtym czasie, matce, kościele, dzwonach, Rezurekcji z dymami kadzideł, gdy ludziska śpiewali a on w białej komży podawał księdzu dzbanuszek z winem. Zostać w tamtym czasie, usnąć na wieki, pójść do matki, by przytuliła…..cdn.

„Teatrum” nad Skalitem, górze w beskidzie śląskim, sąsiadującej z naszą chałupką.
Oba zdj własne.
