Opowieści o ziemskich Aniołach.

ja tyłem, ew awatar.JPG

 

 

Objaśnienie  

 

Inspiracją do pisania tekstów, którym nadałam powyższy tytuł,  był  JTM – kolega z czasów pierwszych trzech lat studiów, które przebyłam w Poznaniu. ( 1965-1968). Kiedyś się przyjaźniliśmy, może to zbyt duże słowo –więc napiszę – że chyba lubiliśmy się i spędzaliśmy niejako razem drugi rok AM ( teraz Uniwersytet Medyczny). Potem każdy poszedł w swoją stronę. Oczywiście muszę przyznać, bo tu wszyscy są mi bliscy i  bez pruderii się odsłaniam,  że odejście jego z moją przyjaciółką było bolesne, ale szybko się pozbierałam i rozpoczęłam nowe życie, piękne, dorodne w czwórkę dzieci wnuki radość czułość przywiązanie i same dobre chwile. Bo w takim kontekście któż by pamiętał o tych chwilach gorszych, które są przyprawą tej potrawy zwanej życiem…..

Po pół wieku zaczęłam intensywnie myśleć o tej przyjaciółce, bo jednak pierwszy rok studiów spędziłyśmy razem i było nam bardzo fajnie…Byłam ciekawa jaka ona teraz jest…Pogrzebałam więc w necie, wreszcie na FB szukając jakichkolwiek kolegów. Oczywiście dziewczyny pozmieniały nazwiska, więc niemożliwością było je znaleźć , ale odszukałam namiary bardzo miłego kumpla Leszka, napisałam, odezwał się nieomal od razu. Właściwie  bez mojej akceptacji podał moje namiary innym. Odezwał się wtedy ów JTM,  o którym na wstępie. Pomiędzy nami zaiskrzyło . Może to zbyt duże słowo- wytworzyła się czy odtworzyła więź przyjaźni z tamtego, jakże odległego czasu. Na moje pisanie zwrócił uwagę, gdy wysłałam kolegom pamiętniki ze studiów, które planują wydać. Potem podrzucał tematy i szkice artykułów na które miał zamówienia z jakiś tam redakcji, a ja się rzucałam jak głodny na kawałek chleba , bo lubiłam pisanie w czasach LO, chociaż były to tylko wypracowania szkolne, choć polonistka po próbnej maturze orzekła, że napisałam felieton a nie wypracowanie 🙂  ale jednak dała tzw. maxa  . . Przez cały okres studiów i pracy zawodowej to zamiłowanie siedziało sobie w ukryciu i dopiero teraz „ wylazło „ ze mnie. 

Wczoraj gadałyśmy sobie z najmłodszą, psychologiem, skąd u mnie się to wzięło. Mama opowiadała i pisała pięknie, teksty kształtne, ciekawe, zawsze z puentą ( jak wspomina rozmowy z Mamą , Grania,  bratowa Mirka- redaktor PWN). Ale Mama trzymała się jednego tematu i nie było tam nawet śladu rozwlekłości. Nasza rodzinna psycholog przychyla się więc do tego, co ja w sobie znalazłam, że to jednak jakiś gen Rodziewiczówny Marii, wszak kuzynki mamy mojego Taty. Oczywiście do prawdziwego pisarstwa nie dorastam ani nigdy nie dorosnę, ale coś we mnie wykiełkowało z tamtych korzeni. …

Po tej dygresji, należy karnie wrócić do  JTM i zadawanych tematów.  Studiowałam  przysłany temat i pisałam, pisałam,  przestawiałam jego teksty , czyli redagowałam – oczywiście po swojemu.  JTM  chwalił i wysyłał gdzie trzeba oczywiście zawsze jako pierwszy autor, wszak jego był pomysł.  Pisywałam więc z żarem czy raczej współpisywałam z nim artykuły,  prezentacje zjazdowe etc.

I narodził się u niego pomysł, bym napisała o jego pacjentach. Przedstawił trzech w kilku zaledwie słowach a mnie wyrosły skrzydła . Jednym słowem pofrunęłam na skrzydłach fantazji, pisząc to co wylewało się ze mnie bezpośrednio poprzez palce na klawiaturę ( nie wiem  skąd się to brało- czy z umysłu czy z serca) ? Na pewno nie było filtrowane przez racjonalną część mózgu, nawet nie uświadamiane sobie. Czy pisane sercem – też nie . Po prostu samo się pisało i tyle…..

 

To na razie tyle tytułem objaśnienia.

W następnym wpisie zaproszę Was, Kochani do lektury mojego pisania….

 

Używam tutaj jedynie  inicjałów kolegi ( bo nie wiem czy by sobie życzył, by podawać Jego dane osobowe) ,  którego  słowa stały się  zachętą i inspiracją …i za to Mu serdecznie dziękuję….

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *