Śladami mojego Taty. Na strychu.

 


 

Salonik. Obraz Bronisławy Rychter-Janowskiej. !868

 

Po wyjściu Bolka, Michalina pognała na stryszek. Tam od razu zabrała się do rozpakowywania tajemnej paczki.

Powoli i bardzo delikatnie wyjmowała z niej niewielkie pakuneczki. Układała je na podłodze, w rogu stryszku.

Na samym końcu wydobyła jakąś konstrukcję. Ustawiła ją w centralnym miejscu stryszku,tak, by była widoczna z nieomal każdego miejsca.

Potem spokojnie rozpakowywała to, co kryło się w każdym odrębnym pakuneczku i układała tematycznie.

Zajęło jej to dość dużo czasu, nawet nie zauważyła, że Bolek wrócił do domu.

Biegł do swojej ukochanej jak na skrzydłach.

Wpadł do domu, rozejrzał się, ale nigdzie jej nie zobaczył. Dopiero gdy zaczął wołać, usłyszała go i zbiegła po wąskich schodkach do sieni.

Była zarumieniona, ożywiona, ale nie odpowiedziała na pytanie, co robiła na górze…

Śladami mojego Taty. Historia moich pradziadków.Tajemnicza przesyłka .

 

Obraz Bronisławy Rychter-Janowskiej ( 1868-1953). Zdjęcie z internetu ze zgodą na upublicznianie.

 

 

 

Ale Michalina czekała na kolejny transport z domu. W ostatnich pakunkach znajdowała się jej tajemnica.  

I wreszcie któregoś dnia, gdy Bolek  poszedł  do kościoła na poranną mszę by piękne pieśni intonować i grać na organach , usłyszała szczekanie ulubionego psa i  trzaskanie z bata. To woźnica meldował swoje przybycie.

Wybiegła przed dom, narzucając jedynie chustę na ramiona.

Przed domem stały  duże  sanie, zrezygnowano bowiem z wozów, gdyż wszędzie jeszcze leżały wielkie śniegi.

Końskie oddechy zamarzały w powietrzu tworząc dziwne unoszące się nad nimi stwory. Zapatrzyła się na ten widok, bo było jak w bajce.

Ale niebawem oprzytomniała i natychmiast zajrzała pod grubą derkę. Wszystko było dobrze upakowane. Bowiem  na samym wierzchu była jej najważniejsza paczka.

Jak dobrze, że matka znała sekret córki  i umieściła przesyłkę  na samym wierzchu , by jej zawartość nie uległa zniszczeniu.

Natychmiast porwała tę paczkę i wtaszczyła ją po dość stromych schodach na stryszek. Dopiero potem zaprosiła woźnicę do domu, by mógł się ogrzać. Ale  chłopisko było przywykłe do wschodnich mrozów i wcale mu się nie spieszyło do ciepłego pomieszczenia. Od razu poznała że  po drodze się wzmacniał , by nie ulegać zmęczeniu i przemarznięciu, gdyż w pewnym momencie dmuchnął z całej siły i wtedy doleciał do niej zapach machorki i świeżego alkoholu.

Poznosili więc razem jeszcze kilka pakunków, najcięższe pozostały, gdyż były zbyt ciężkie i potrzebny był do pomocy drugi mężczyzna .

Czekając na Bolka, weszli w końcu do izby, i za chwilę woźnica siorbał z rozkoszą ulubiony kapuśniak. ….