Obraz Bronisławy Rychter-Janowskiej ( 1868-1953). Zdjęcie z internetu ze zgodą na upublicznianie.
Ale Michalina czekała na kolejny transport z domu. W ostatnich pakunkach znajdowała się jej tajemnica.
I wreszcie któregoś dnia, gdy Bolek poszedł do kościoła na poranną mszę by piękne pieśni intonować i grać na organach , usłyszała szczekanie ulubionego psa i trzaskanie z bata. To woźnica meldował swoje przybycie.
Wybiegła przed dom, narzucając jedynie chustę na ramiona.
Przed domem stały duże sanie, zrezygnowano bowiem z wozów, gdyż wszędzie jeszcze leżały wielkie śniegi.
Końskie oddechy zamarzały w powietrzu tworząc dziwne unoszące się nad nimi stwory. Zapatrzyła się na ten widok, bo było jak w bajce.
Ale niebawem oprzytomniała i natychmiast zajrzała pod grubą derkę. Wszystko było dobrze upakowane. Bowiem na samym wierzchu była jej najważniejsza paczka.
Jak dobrze, że matka znała sekret córki i umieściła przesyłkę na samym wierzchu , by jej zawartość nie uległa zniszczeniu.
Natychmiast porwała tę paczkę i wtaszczyła ją po dość stromych schodach na stryszek. Dopiero potem zaprosiła woźnicę do domu, by mógł się ogrzać. Ale chłopisko było przywykłe do wschodnich mrozów i wcale mu się nie spieszyło do ciepłego pomieszczenia. Od razu poznała że po drodze się wzmacniał , by nie ulegać zmęczeniu i przemarznięciu, gdyż w pewnym momencie dmuchnął z całej siły i wtedy doleciał do niej zapach machorki i świeżego alkoholu.
Poznosili więc razem jeszcze kilka pakunków, najcięższe pozostały, gdyż były zbyt ciężkie i potrzebny był do pomocy drugi mężczyzna .
Czekając na Bolka, weszli w końcu do izby, i za chwilę woźnica siorbał z rozkoszą ulubiony kapuśniak. ….

