Śladami mojego Taty. Starość moich pradziadków- Bolesława i Michaliny Rodziewiczów.

 

Jadzia Lisowa z domu Majewska i Halinka Barczyszyn- córki siostry mojego Taty- Broni w latach 80 ubiegłego wieku odwiedziły grób pradziadka Bolka Rodziewicza w Rakowie. Na zdjęciu Jadzia i nagrobek w trakcie remontu, który zorganizowały. Nie wiemy kiedy zmarła Michalina i gdzie została pochowana. Powinniśmy się wybrać do Rakowa i spróbować odnaleźć ślady. Może kiedyś nasze dzieci to uczynią….

 

 

Jeszcze jeden powrót do dziejów Michaliny i Bolka, moich pradziadków. Oto ostatnia rodzinna opowieść :

Mimo tak wielkiej rodzinnej , starannie ukrywanej tragedii, jaką było wyklęcie

jedynego syna Edwarda,  Michalina i Bolek starzeli się pogodnie.

Wg opowieści rodzinnej,  która  przechodziła z pokolenia na pokolenie goście odwiedzający ich Rakowski domu, zwykle mogli zauważyć taką scenkę:

Na powitanie gościa nikt nie  wybiegał na ganek. Bo dzieciaki opuściły już dom rodzinny a ich rodzice?. Rodzice byli bardzo zajęci…sobą….

Ponieważ drzwi do domu nigdy nie były zamykane, więc przybysz słysząc głosy wchodził śmiało do salonu.

A tam najspokojniej w świecie siedzieli sobie Michalina i Bolek i nawet nie zauważali , że przybył gość.

 Moja przyszła praBabcia Michalina siedziała sobie w swoim dużym fotelu, a Pradziadek Bolek na stołeczku u jej stóp .

Michalina była  drobna ale smukła o ładnej twarzy wesołej staruszki i  miała  zupełnie siwe włosy upięte na karku w niewielki koczek.  Bolek  wpatrywał się w nią , potrząsając  zadziwiająco jak na jego wiek, bujną czupryną.

Przybysz stanął w drzwiach i sobie myślał- jak oni się ładnie zestarzeli…

A oni tymczasem nie zwracając uwagi na to co się dzieje dookoła, stale  żywo rozmawiali , każde z nich  coś opowiadało i po chwili obydwoje głośno rechotali .

Widziano też jak mój przyszły  Pradziadek głaszcze i przytula kolana Prababci .

Zbudowali sobie swój własny ciekawy , ciepły i uśmiechnięty świat.

Na pewno nie było łatwo, ale pierwsze zauroczenie trwało przez całe życie.

To niezwykłe …

 

Śladami mojego Taty. Jeszcze o mojej Babci- Stanisławie…

Opowiedziałam już o rodzeństwie mojej Babci, a teraz wracam raz jeszcze do czasów, gdy miało się urodzić pierwsze dziecko Michaliny i Bolka Rodziewiczów- moja przyszła Babcia- Staśka.

Zastanawiam się , jaka była. Pozostały jedynie strzępki informacji przechowywanych w opowieściach rodzinnych i moje bardzo mgliste wspomnienia. Wszak miałam zaledwie osiem lat, gdy Babcia przeniosła się w zaświaty , mieszkała w pewnej odległości od Gorzowa- w Trzciance Lubuskiej i widywałam Ją sporadycznie. Jedynie analizując pewne cechy mojego Taty oraz swoje, mogę się snuć pewne spekulacje na temat , które cechy odziedziczyliśmy po niej, po tamtej rodzinie Rodziewiczów.

 

Otrzymała bardzo stare imię. Nie dowiemy dlaczego właśnie takie.  Może  ktoś ważny w rodzinie je nosił, a może tylko się podobało  Michalinie i Bolkowi .

A może jednak jej rodzice wierzyli w przeznaczenie i w to, że dziecko w momencie nadania mu imienia, otrzymuje w przedziwny sposób cechy przypisane do tego imienia.

Takie myślenie magiczne też mnie fascynuje, chociaż oczywiście wiara ta jest irracjonalna. Ale może jednak coś w tym jest, wszak wielka księga imion jest sporządzona na podstawie długoletnich  obserwacji ludzi. Nie wiem jak to jest naprawdę i na pewno nigdy się nie dowiem….

Teraz wracam w przeszłość. Widzę ten niewielki domek w Rakowie, miasteczku przy rosyjskiej granicy. Domek, gdzie uwili swoje gniazdko Bolek i Michalina. On, sierota po powstańcu styczniowym, jedynak, samotnik , organista w miejscowym kościele , chłopak ciekawy świata, mądry i czuły. Ona, wesoła, pogodna, jasna , opiekująca się dzieciarnią Rakowską angażując ją w organizowanie teatrzyku kukiełek, wspólne malowanie i lepienie z gliny i bardzo bardzo zakochana w swoim mężu.

Jest wieczór, ich dziecko wierci się w rosnącym stale brzuchu mamy. Mały stolik nakryty dzierganą serwetą, samowar, herbata w ładnych filiżankach albo raczej w szklankach osadzonych w srebrnych  oprawkach, słój z konfiturą, malinowa  ich słodycz w ustach. Michalina  szyje maleńkie koszulki z  cieniutkiego płótna, w kołnierzykiem haftowanym i sznurkowymi wiązaniami.  Bolek ogląda z czułością żonę i te koszulki. Usiłuje sobie wyobrazić , jak to będzie niedługo, gdy przyjdzie na świat ich pierwsze dziecko. Jeszcze nie wie, czy będzie to dziewczynka czy chłopczyk. W tamtych czasach nie było badań takich jak USG, na podstawie których jeszcze przed urodzeniem dziecka, można z dużym prawdopodobieństwem rozpoznać jego płeć. USG w Polsce pojawiło się dopiero po 1980 roku . A moja Babci rodziła się w 1874 roku!

Ale ponieważ  mój przyszły pradziadek jest człowiekiem czynu, przerywa rozmyślania, wstaje i z bibliotecznej półki wybiera starą zakurzoną księgę. Otrzymali ją od opiekuna Bolka, księdza Eustachego.

Bolek otwiera tę księgę i czyta. Michalina słucha nie podnosząc oczu znad robótki.  

Już najwyższa pora, by wybrać dziecku imię. Dyskutują na ten temat. Jest jedno imię , które im się podoba. Stanisław, Stanisława- melodyjne brzmienie, łagodność jakiegoś przodka o tym imieniu w tle- tak , pewnie tak nazwiemy swoje dziecko….

. Po przeczytaniu Wielkiej Księgi Imion już są  całkowicie pewni, że los im przynosi Staśkę lub Staśka.

Są to imiona te są pochodzenia słowiańskiego i tak stare, że nie od razu zgadujemy, co mogły na początku oznaczać. Wydaje się , że używane do tej pory takie określenia , jak :  „zastanowić się”, „stanowczy”, „ustanowić” wiążą się z tym imieniem.  Tak więc dziewczyna – Staśka- to dziewczyna o silnej osobowości , z  wrodzoną stanowczością  i zamiłowaniem do ustanawiania nowego porządku.

Stanisławy nie należą do istot płochych ani lekkomyślnych. Przeciwnie, chętnie podejmują się odpowiedzialnych zadań i ról społecznych.

Życie traktują poważnie, są zapobiegliwe i można polegać na ich zdrowym rozsądku.

Rodzice nadający swojej córeczce imię Stanisława powinni wiedzieć, że wyrośnie na kobietę samodzielną, ambitną i dobrze sobie radzącą z wszelkimi kłopotami.

Co więcej, Stanisława często będzie wygrywać w konkurencjach typowych raczej dla silnych mężczyzn.

Michalina i Bolek oderwali się od czytania tego wielkiego słownika imion, zamknęli przykurzoną księgę . Nie bardzo wierzyli w te informacje, ale już wiedzieli, że właśnie  dziecko o takich cechach chcieliby mieć.

I oczekiwali , bardzo oczekiwali na przyjście na świat swojego potomka- pierwszego potomka……

Śladami mojego Taty. Urodziny pierwszej córki- mojej przyszłej Babci.


Gdy nadszedł czas porodu, Bolek postanowił, że musi towarzyszyć  żonie w tak ważnym momencie. Miał wprawdzie wątpliwości, czy zniesie widok rodzącej kobiety, ale uczucie zwyciężyło. Oświadczył , że nie opuści pokoju rodzącej. Miasteczkowa położna popatrzyła na niego ze zdumieniem, ale nie protestowała.

Tak więc przyszły ojciec,  Bolek był przy Michalinie  przez cały czas porodu . A trwało to długo, wszak rodziło się ich pierwsze dziecko.

Troskliwie opiekował się rodzącą, trzymał za rękę, przytulał jej głowę, zwilżał usta, przemawiał łagodnie . Gdy nadchodziła kolejna  fala bólu ściskał jej dłonie, a ona z całej siły przywierała do jego ramienia. Czuła ciepło najbliższej osoby- męża, czerpała od niego energię . W kulminacyjnym momencie porodu starał się nie patrzeć na rozwarte uda żony, bał się omdlenia a może intuicyjnie nie chciał tego widzieć.

Gdy usłyszał krzyk noworodka oniemiał. To był pierwszy krzyk jego  dziecka. Ktoś powiedział- urodziła się śliczna zdrowa dziewczynka.

Wtedy nieomal oszalał z radości, ale gdy zerknął na unurzanego we krwi, pokrytego białą mazią noworodka  entuzjazm nieco opadł. .

Pewnie sobie wyobrażał dziewczynkę z kokardą we włosach a tutaj krzyczał miękki, bezradny  żwawy człowieczek z długą zwisającą pępowiną . Gdy dziecko na chwilę otworzyło wielkie granatowe oczy , wydało mu się, że popatrzyło na Bolka . To była jego córka. . …i wtedy przyszła ojcowska duma.

Śladami mojego Taty. Wspólne życie Michaliny i Bolka Rodziewiczów( moich pradziadków)

 

 

Rozpoczęło się codzienne życie, ich wymarzone wspólne życie.

Dość szybko okazało się, że dziewczyna jest świetną gospodynią, niezwykłą czułą żoną i właściwie ona przejęła stery w rodzinie.

Bolek z radością oddał palmę pierwszeństwa ukochanej żonie. Zarabiał dość dobrze, grając w kościele. Mieli ogród i niewielkie gospodarstwo, gdzie  wkrótce pasła się krowa oraz ulubiony koń, wykorzystywany jedynie do  ulubionych przejażdżek pani domu. Wszystko było tak, jak wymarzył Bolek. Michalina była wspaniałą żoną i czułą idealną kochanką. Pewnie była to duża zasługa księdza, który przedtem pouczył Bolka, jak należy postępować będąc u boku żony.

Bardzo się cieszyli, gdy Michalina poczuła pierwsze ruchy dziecka. Bolek z czułością dotykał jej brzucha, snuli marzenia o przyszłości dziecka. Samotny przez całe życie, tak bardzo pragnął mieć dużą szczęśliwą rodzinę.

Śladami mojego Taty. Michalina i obce dzieciaki.

 

Kogucik z Portugalii. Zbiory własne.

 

I gdy Michalina zobaczyła rozpłaszczone noski na szybie, postanowiła zwabić dzieciaki do swojego pokoju. Nie były tutaj w zwyczaju  wchodzenia do cudzych domów, więc użyła podstępu. Postanowiła oswoić dzieciaki,

Długo nie reagowała na to, że zaglądają do pokoiku.

Któregoś dnia podniosła głowę i się do nich uśmiechnęła.

Nie drgnęły, zapatrzone na teatrzyk. 

Najpierw zniknęła pod sceną, ale potem zostawiła lalki i cichcem wyczołgała się z pokoju. Zabrała ze sobą dwie kukiełki , które w międzyczasie uszyła , myśląc o obdarowaniu dzieci. Stały nieruchomo, wpatrzone w jej pokój.

Cichutko zawołała dzieci po imieniu, wcześniej bowiem dowiedziała się, jak się nazywają. Drgnęły, popatrzyły na nią niepewne, czy nie popełniają winy , wtedy wysunęła rękę  i podawała lalkę dziewczynce, a chłopakowi  szmacianego konika.

Niedowierzająco i niepewnie podeszły do Michaliny, ale pokusa była silniejsza niż ich opory. Złapały podarunki i uciekły do swojego domu. Nie była pewna, czy wrócą.

Ale cierpliwie czekała, po dwóch dniach przyszły.

Były za oknem, pokazywały ofiarowane przez nią lalki. Wtedy wyszła przed próg i zaprosiła je do swojego pokoju.

Magia teatru działała, zaraziły się tę magią i czuły przyciąganie silniejsze od lęku i woli.

Wkrótce siedziały przed teatrzykiem, a Michalina spod sceny udawała beczenie kozy, drugą ręką prowadziła babuleńkę i płynęła bajka o kozusze  kłamczusze…

.Od tej pory, przybywało dzieciaków, już bez lęku wchodziły do pokoju Michaliny , ssały cukierki, które ugotowała specjalnie na tę okazję mama Michaliny i godzinami spędzały czas przed teatrzykiem.

Potem brat Michaliny zbił z desek stół i wniósł do pokoju Michaliny.

Przy tym stole dzieciaki zasiadały kręgiem i same rwały się do produkowania lalek. Miały tysiące pomysłów, przynosiły z domu resztki kolorowych gałganków, małe guziczki  jakieś paciorki.

Potem same układały niezdarne wierszyki i śpiewały wymyślone przez siebie piosenki. Bo ten naród był rozśpiewany, miał cudnie skonstruowane krtanie, które umożliwiały wydawanie pięknych dźwięków a ich mowa była zaśpiewna, miękka która sama układała się w pieśń. Najpiękniejsze były wieczory i dni kiedy deszcz śpiewał za oknem a wiatr mu wtórował.

W czasie wakacji, rodzice mogli spokojnie wychodzić do żniw, bo ich dzieciaki były pod dobrą opieką i miały ciekawe zajęcie.

Powoli dorastały kolejne dzieci, czasami już dwulatki przychodziły z rodzeństwem. Pasja Michaliny została przekazana kolejnym pokoleniom. Najstarsze, te pierwsze , które nieśmiało rozpłaszczały nosy na szybie, zaglądając do bajkowego świata, same stworzyły swój teatrzyk. Tak więc gdy opuszczała swoje miasteczko, była spokojna, że duch nie zaniknie w pozostawionych dzieciakach.

Teraz miała zamiar kontynuować swoją pasję, miłość i zarazić tym dzieci Rakowskie.

Bolek słuchał tej opowieści z zapartym tchem, czuł jak rośnie jego serce i podziw dla swojej młodej żony. Był pewien, że wszystko się uda…..

Śladami mojego Taty. Michalina i dzieciaki

 

Lalki przywiezione z Kuby. Zbiory własne.

 

Któregoś dnia, gdy Michalina zajmowała się swoim teatrzykiem kukiełkowym, zobaczyła spłaszczony i bardzo zasmarkany mały nosek przylepiony do szyby okienka w  jej pokoiku. Maluch trwał nieruchomo, ona nie poruszała się, obserwowała go jedynie kątem oka, bojąc się, że się wystraszy i ucieknie. Następnego dnia zobaczyła dwa noski rozpłaszczone na szybie.

Nie reagowała, ale nadal układała swoje lalki, potem wpadła na pewien pomysł, który konsekwentnie realizowała.

Ale tymczasem niektórym lalkom przymocowała patyki i w ten sposób powstały kukiełki. Pozostało jeszcze zbudować maleńką scenę. Starszy brat w tajemnicy przed siostrą, w szopie przygotował dla niej niespodziankę. Przez kolejne dni gromadził nieprzydatne ojcu deski, coś tam poprzycinał, piłował, szlifował, dopasowywał i wkrótce przyniósł do jej pokoju prawdziwy miniteatrzyk. Nie było końca radości.

Brat zaplanował specjalne miejsce za i pod sceną, ukryte przed widzami, gdzie mogła nawet siedzieć i tylko unosząc w dłoniach lalki na patykach, poruszać kukiełkami. Stamtąd też mogła śpiewać, recytować lub udawać różne głosy, pozostając nierozpoznawalna.

Gdy rozpoczęła uruchamianie lalek, zaśmiewali się z bratem tak głośno, że nadbiegła matka odrywając się od lepienia pierogów. Stanęła w drzwiach i wkrótce cała trójka pokładała się ze śmiechu.

Była to w ogóle wesoła rodzinka.

Po paru dniach Michalina po powrocie ze szkoły zobaczyła, że jej teatrzyk jest pokryty ładną zieloną tkaniną a scenę zamyka najprawdziwsza kurtyna. To była niespodzianka od mamy, szczególny prezent na przyszłe imieniny Michaliny.

Śladami mojego Taty. Pasja Michaliny.

 

 

Tak więc Bolek wreszcie odkrył prawdziwą pasję swojej żony.  

Jeszcze przed ślubem, gdy studiował Księgę imion, znalazł informację na temat tego, co przynosi dziewczynie imię Michalina.

Właśnie wtedy zaintrygowała go informacja, że do pełni jej szczęścia jest potrzebny nie tylko zwykły rodzinny dom, ale także możliwość realizowania swojej pasji a nawet praca zawodowa.

I dlatego zastanawiał się, czym go zaskoczy Michalina. Krótko mówiąc spodziewał się z jej strony jakiejś niespodzianki. Był przygotowany na różne pomysły, nawet parokrotnie chciał zapytać, ale unikała takich rozmów, znajdując jakieś błahe wymówki, a najczęściej zmieniała temat rozmowy.

Ale, jak mówili jego dziadowie, co się odwlecze to nie uciecze i przyszedł wreszcie moment wyjaśnienia zagadki.

Gdy weszli razem na stryszek, zobaczył królestwo Michaliny.

W centralnym punkcie stała najprawdziwsza miniaturowa scena, teraz zakryta miękką, czerwoną kurtyną ze zwisającymi z obu jej stron złotymi sznurkami zakończonymi miękkimi pomponami.

Pod ścianami siedziały dość duże, kolorowe, szmaciane lalki.

Poubierane odświętnie, ze sznurkowymi włosami, w kapeluszach, chustkach lub wiankach na głowach przytulały się do szmacianych chłopaków o szczeciniastych rozwichrzonych włosach.

U ich stóp leżały niewielkie materiałowe pieski, smok, koty. Był też jeden papierowy wilk i mały kogucik z gliny .  

To było królestwo jego żony, jej własne niezależne tajemne terytorium.

Teraz odkrywał inne oblicze Michaliny.

W jej oczach zobaczył nieznane mu do tej pory uśmiechnięte ogniki.

Wprawdzie miała trochę niepewną minę, patrzyła badawczo na męża, może bała się, że wykpi jej pasję.

Dlatego mu nigdy o tym nie opowiadała, bo to była w  końcu tylko zabawa. Zabawa lalkami, szmacianymi zwierzątkami, jednym słowem – kukiełkami.

Jednak Bolek nie zlekceważył tego, co ją interesowało. Był poważny, zaskoczony ale uśmiechał się radośnie i oglądał teatrzyk Michaliny z podziwem.

Podziwiał jej pomysłowość.

Bardzo mu się podobał teatrzyk Michaliny, ale najbardziej to, że już zdążyła zainteresować swoją pasją małe dzieci sąsiadów. Jak to się stało, przecież mieszkała tutaj od tak niedawna… 

 

Ze zbiorów własnych

Śladami mojego Taty . Tajemnica Michaliny zostaje odkryta .

 

 

Michalina nie mogła już dłużej ukrywać swojej tajemnicy. Wprawdzie wielokrotnie znikała na stryszku, ale wreszcie nadszedł dzień, kiedy wszystko się wydało.  

Któregoś dnia Bolek wyjechał do Wilna, miał wrócić wieczorem, ale szybko zrealizował zakupy, odbył zaplanowane spotkania i spieszył do żony. W efekcie znalazł się pod domem, gdy jeszcze słońce stało wysoko.

Już na ganku usłyszał jakieś śpiewy. Potem dziecięce głosiki coś głośno opowiadały, raz dziewczęcy cieniutki, za chwilę niewiele niższy, ale wyraźnie  chłopięcy. Naraz zaszczekał pies i wkrótce zapiał kogut. Wszystkie te odgłosy dobiegały ze stryszku.

Postanowił  się nie odzywać, jak zwykle przy powrocie do domu, tylko powoli, na palcach, wdrapywał się po drewnianych schodach. Ale nagle głośno zaskrzypiał wiekowy stopień i Bolek wstrzymał oddech.

Niestety, nie udało mu się ukryć swojej obecności, bo nagle na górze zapanowała cisza i chwilę później wyskoczyło troje małych dzieciaków, które nieomal zjechały po schodach, omijając osłupiałego Bolka i wkrótce zobaczył tylko ich gołe stopy.

Po chwili wyjrzała Michalina i zaprosiła go do wnętrza stryszku.

Była roześmiana, tuliła się przepraszająco do męża, a to wystarczyło, że poczuł się zupełnie rozbrojony.

Razem weszli do pomieszczenia na stryszku i wtedy Bolkowi się zdało, że znalazł się w krainie baśni.

W centralnym punkcie stała najprawdziwsza miniaturowa scena, teraz zakryta miękką czerwoną kurtyną ze zwisającymi z obu jej stron złotymi sznurkami zakończonymi miękkimi pomponami.

Pod ścianami siedziały dość duże , kolorowe , szmaciane lalki. Poubierane odświętnie, ze sznurkowymi włosami, w kapeluszach, chustkach lub wiankach na głowach przytulały się do szmacianych chłopaków o szczeciniastych rozwichrzonych włosach. U ich stóp leżały niewielkie, materiałowe pieski, koty, był też jeden wilk i najprawdziwszy kogut.

To było królestwo Michaliny….

 


Śladami mojego Taty. Na strychu.

 


 

Salonik. Obraz Bronisławy Rychter-Janowskiej. !868

 

Po wyjściu Bolka, Michalina pognała na stryszek. Tam od razu zabrała się do rozpakowywania tajemnej paczki.

Powoli i bardzo delikatnie wyjmowała z niej niewielkie pakuneczki. Układała je na podłodze, w rogu stryszku.

Na samym końcu wydobyła jakąś konstrukcję. Ustawiła ją w centralnym miejscu stryszku,tak, by była widoczna z nieomal każdego miejsca.

Potem spokojnie rozpakowywała to, co kryło się w każdym odrębnym pakuneczku i układała tematycznie.

Zajęło jej to dość dużo czasu, nawet nie zauważyła, że Bolek wrócił do domu.

Biegł do swojej ukochanej jak na skrzydłach.

Wpadł do domu, rozejrzał się, ale nigdzie jej nie zobaczył. Dopiero gdy zaczął wołać, usłyszała go i zbiegła po wąskich schodkach do sieni.

Była zarumieniona, ożywiona, ale nie odpowiedziała na pytanie, co robiła na górze…

Śladami mojego Taty. Sielanka ….

 

Raniutko żegnała woźnicę, sanie i znajome konie. Czuła ucisk w okolicy serca, bo oddalał się ostatni znajomy fragment jej dawnego życia.

Ale szybko otrząsnęła się z nostalgicznego nastroju, wróciła radość z bliskości Bolka. Zasiedli jak zwykle w kuchni, przy stole specjalnie ustawionym blisko okna. Bardzo lubiła te wspólne poranne chwile, gdy dzień się dopiero zaczynał, rozmawiali wtedy o tym, jakie mają codzienne plany, pytała o to, co chciałby zjeść na obiad. Cieszyła się, bo zawsze z uśmiechem wybierał niespodziankę. Boże, jak ona kochała jego uśmiech, spokój, ramiona. Zawsze siadała naprzeciwko Bolka, by widzieć jego oczy. Pomiędzy nimi unosił się wonny obłoczek dymiącej kawy, specjalnie kładła ręce na stole i zawsze czuła, jak Bolek nakrywa je swoimi dużymi silnymi i bardzo ciepłymi dłońmi. Czuła wielkie zjednoczenie, pulsowanie krwi w jego tętnicach i wzajemne przenikanie ciepłych fal biegnących z ich ciał .

Długo siedzieli przy oknie kuchennym, obserwując widok zaśnieżonych drzew w pięknej ramie okiennej ozdobionej kwiatami, które malował mróz na szybie.

Po porannej kawie, Bolek niechętnie wychodził z domu, bo nie lubił opuszczać ukochanej. Przy niej czuł się tak dobrze, jak nigdy dotąd nie było… I ona pragnęła by zatrzymać na zawsze takie piękne poranne chwile.

Ale dzisiaj było inaczej. Dość szybko przypomniała Bolkowi o czekających obowiązkach, zaczęła zbierać talerze i kubki, aż niespokojnie popatrzył na żonę. Ale lubił ją zawsze, wtedy gdy leniwie poddawała się nastrojom i też wtedy, gdy krzątała się po domu.

Tak więc tego dnia, Bolek ociągając się, pomaszerował do Kościoła na poranną mszę.

Ona tylko na to czekała, upewniwszy się, że zniknął za zakrętem, szybciutko wbiegła na schody wiodące na strych…