Śladami mojego Taty. Michalina i obce dzieciaki.

 

Kogucik z Portugalii. Zbiory własne.

 

I gdy Michalina zobaczyła rozpłaszczone noski na szybie, postanowiła zwabić dzieciaki do swojego pokoju. Nie były tutaj w zwyczaju  wchodzenia do cudzych domów, więc użyła podstępu. Postanowiła oswoić dzieciaki,

Długo nie reagowała na to, że zaglądają do pokoiku.

Któregoś dnia podniosła głowę i się do nich uśmiechnęła.

Nie drgnęły, zapatrzone na teatrzyk. 

Najpierw zniknęła pod sceną, ale potem zostawiła lalki i cichcem wyczołgała się z pokoju. Zabrała ze sobą dwie kukiełki , które w międzyczasie uszyła , myśląc o obdarowaniu dzieci. Stały nieruchomo, wpatrzone w jej pokój.

Cichutko zawołała dzieci po imieniu, wcześniej bowiem dowiedziała się, jak się nazywają. Drgnęły, popatrzyły na nią niepewne, czy nie popełniają winy , wtedy wysunęła rękę  i podawała lalkę dziewczynce, a chłopakowi  szmacianego konika.

Niedowierzająco i niepewnie podeszły do Michaliny, ale pokusa była silniejsza niż ich opory. Złapały podarunki i uciekły do swojego domu. Nie była pewna, czy wrócą.

Ale cierpliwie czekała, po dwóch dniach przyszły.

Były za oknem, pokazywały ofiarowane przez nią lalki. Wtedy wyszła przed próg i zaprosiła je do swojego pokoju.

Magia teatru działała, zaraziły się tę magią i czuły przyciąganie silniejsze od lęku i woli.

Wkrótce siedziały przed teatrzykiem, a Michalina spod sceny udawała beczenie kozy, drugą ręką prowadziła babuleńkę i płynęła bajka o kozusze  kłamczusze…

.Od tej pory, przybywało dzieciaków, już bez lęku wchodziły do pokoju Michaliny , ssały cukierki, które ugotowała specjalnie na tę okazję mama Michaliny i godzinami spędzały czas przed teatrzykiem.

Potem brat Michaliny zbił z desek stół i wniósł do pokoju Michaliny.

Przy tym stole dzieciaki zasiadały kręgiem i same rwały się do produkowania lalek. Miały tysiące pomysłów, przynosiły z domu resztki kolorowych gałganków, małe guziczki  jakieś paciorki.

Potem same układały niezdarne wierszyki i śpiewały wymyślone przez siebie piosenki. Bo ten naród był rozśpiewany, miał cudnie skonstruowane krtanie, które umożliwiały wydawanie pięknych dźwięków a ich mowa była zaśpiewna, miękka która sama układała się w pieśń. Najpiękniejsze były wieczory i dni kiedy deszcz śpiewał za oknem a wiatr mu wtórował.

W czasie wakacji, rodzice mogli spokojnie wychodzić do żniw, bo ich dzieciaki były pod dobrą opieką i miały ciekawe zajęcie.

Powoli dorastały kolejne dzieci, czasami już dwulatki przychodziły z rodzeństwem. Pasja Michaliny została przekazana kolejnym pokoleniom. Najstarsze, te pierwsze , które nieśmiało rozpłaszczały nosy na szybie, zaglądając do bajkowego świata, same stworzyły swój teatrzyk. Tak więc gdy opuszczała swoje miasteczko, była spokojna, że duch nie zaniknie w pozostawionych dzieciakach.

Teraz miała zamiar kontynuować swoją pasję, miłość i zarazić tym dzieci Rakowskie.

Bolek słuchał tej opowieści z zapartym tchem, czuł jak rośnie jego serce i podziw dla swojej młodej żony. Był pewien, że wszystko się uda…..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *