Lalki przywiezione z Kuby. Zbiory własne.
Któregoś dnia, gdy Michalina zajmowała się swoim teatrzykiem kukiełkowym, zobaczyła spłaszczony i bardzo zasmarkany mały nosek przylepiony do szyby okienka w jej pokoiku. Maluch trwał nieruchomo, ona nie poruszała się, obserwowała go jedynie kątem oka, bojąc się, że się wystraszy i ucieknie. Następnego dnia zobaczyła dwa noski rozpłaszczone na szybie.
Nie reagowała, ale nadal układała swoje lalki, potem wpadła na pewien pomysł, który konsekwentnie realizowała.
Ale tymczasem niektórym lalkom przymocowała patyki i w ten sposób powstały kukiełki. Pozostało jeszcze zbudować maleńką scenę. Starszy brat w tajemnicy przed siostrą, w szopie przygotował dla niej niespodziankę. Przez kolejne dni gromadził nieprzydatne ojcu deski, coś tam poprzycinał, piłował, szlifował, dopasowywał i wkrótce przyniósł do jej pokoju prawdziwy miniteatrzyk. Nie było końca radości.
Brat zaplanował specjalne miejsce za i pod sceną, ukryte przed widzami, gdzie mogła nawet siedzieć i tylko unosząc w dłoniach lalki na patykach, poruszać kukiełkami. Stamtąd też mogła śpiewać, recytować lub udawać różne głosy, pozostając nierozpoznawalna.
Gdy rozpoczęła uruchamianie lalek, zaśmiewali się z bratem tak głośno, że nadbiegła matka odrywając się od lepienia pierogów. Stanęła w drzwiach i wkrótce cała trójka pokładała się ze śmiechu.
Była to w ogóle wesoła rodzinka.
Po paru dniach Michalina po powrocie ze szkoły zobaczyła, że jej teatrzyk jest pokryty ładną zieloną tkaniną a scenę zamyka najprawdziwsza kurtyna. To była niespodzianka od mamy, szczególny prezent na przyszłe imieniny Michaliny.

