
Pogaduszki z ….
Wczoraj dostałam tajemniczego maila. Otworzyłam, a to list od gromadki najmłodszych wnuków. Piszą, że oni też chcą być w tym blogu i dlaczego zapisuję pogaduszki tylko z Mikołajem.
Dzisiaj wszyscy się zeszli, choinkę ubrali , coś tam podgryźli, jak to zwykle, starsza czwórka gdzieś wybyła a maluchy stanęły kołem wokół babcinego stołu.
Pytam, kto napisał tego maila. Ja, przyznała się od razu Maja, to mój pomysł. I ja dorzucił Wiktor, razem redagowaliśmy. A czy Wy rozumiecie, co to znaczy redagowanie? Oczywiście babciu, zachichotali. My byliśmy redaktorami i redagowaliśmy. To każde dziecko rozumie. Nawet ja, dodał poważnie jak swoje 4 lata Patryk. Ja się podpisałem, nie widziałaś, babciu? A Mikołaj solidarnie ze wszystkimi , przyznał nam rację i kliknął wyślij, dodała Majcia. Mikołaj podjął temat: nie jestem o nic zazdrosny, wcale a wcale, bo tylko ja będę zawsze nosił swoje nazwisko , chociaż Majcia też ma je teraz, ale ona pewnie wyjdzie wkrótce za mąż i będzie się nazywała inaczej. O co to nie, zaprotestowała Majcia, nigdy się nie wyrzeknę swojego pięknego nazwiska, najwyżej męża tylko dopiszę. Tak zresztą zrobiła moja mama. I co, łyso ci, Mikołajku. Chciałam przerwać, ale zacietrzewieni nie słuchali. Ale jak będziesz miała dzieci, to będą się nazywały jak twój mąż, triumfował Miki. Tak jak jest u nas. Fakt, przyznała skruszona Majcia. A moje dzieci też będą miały nazwisko moje, taty, dziadka Mirka i pradziadka Janka zakończył Mikuś . I prapradziadka Wincentego dorzucił Wiktor. Wiem, bo czytałem w Pamiętniku Jana Konopielko. Dlatego wcale nie chcę być wyróżniany, chociaż to było miłe z babci strony, że pierwsze pogaduszki były tylko ze mną, dodał Mikuś . Ale niech reszta też się cieszy, rzekł jak przystało na prawie 6 latka.
Ja wyślę babci swoje wypracowanie klasowe, to dopiero babcia się zdziwi. Nawet pani w szkole i rodzice byli zaskoczeni, że tak potrafię pisać, zmieniła temat Majusia. W takim razie, Majciu będę niecierpliwie czekała. O tym jak piszesz pięknie to już nawet wróble ćwierkają w Michałowicach. Ha ha przecież wróble nie potrafią mówić. Zaśmiał się Patryk. Reszta wymownie milczała, on jeszcze mały, i wszystko przyjmuje dosłownie, powiedział Wiktor. Patrysiu, z tymi wróblami, to tak się tylko mówi. Jeśli jest tak, że wszyscy o czymś wiedzą, to można powiedzieć, że nawet wiedzą o tym wróble i o tym ćwierkają . Aha, zrozumiałem, Patryk przyjął postawę myśliciela. Tak więc będę czekała na maila, od Ciebie Majusiu i Twoje teksty, pewnie wrzucę je do bloga, niech wszyscy czytają. Zgoda. A teraz babciu, pozwól że potańczę, bo uwielbiam tańczyć a długo stać w jednym miejscu nie lubię. Potańcz Maju, wiem, że jesteś w tym dobra. Miałaś zaledwie pół roczku, gdy usłyszałaś muzykę cygańską, od razu w rytm tej melodii wymachiwałaś rączkami , płynnie, jakbyś tańczyła flamenco. Ok., babciu, potem pogadamy o flamenco, lecę po swoje nagrania.
Wiktorek spokojnie słuchał mojej rozmowy z Mają i wreszcie dorwał się do głosu. Jaki byłeś grzeczny Wiktorku, nie przeszkadzałeś, gdy Majusia gadała. Bo kobietom trzeba ustępować, burknął. I zaraz dodał, a ja wyślę Ci babciu mój kalendarz książkowy z całego 2015 roku. Codziennie w nim zapisywałem to, co się wydarzyło. Tak jak dziadek Mirek. Na pewno się ucieszycie, bo fajnie wyszło.
Z przyjemnością obejrzymy ten twój pamiętnik w kalendarzu powiedział Mikołaj. Ja też sobie obiecuję prowadzić taki w tym nowym roku. Wszyscy będziemy kronikarzami, opiszemy naszą rodzinę. Patryk zaraz się włączył, a ja już mam taki kalendarz i będę na razie w nim rysował scenki z całego dnia, to co najważniejsze, ale niedługo też będę zapisywał. Niech dziadek będzie ze mnie też dumny.
Dziadek Mirek już jest z was dumny, jak paw. Oooooooo pawie widzieliśmy w Uniejowie, wszyscy wykrzyknęli. Dziadek będzie pawiem, hahaha. Chociaż dziadek do pawia nie jest podobny, oderwała się od swoich figur tanecznych Majusia i filuternie się zaśmiała. Tak, pawie widzieliśmy wszyscy i już tęsknimy za Uniejowem, odparłam.
A teraz kochane najmłodsze wnuki chciałam was zaprosić . Zainteresowali się wielce, licząc widać na jakieś ciekawe wydarzenie zabawowe. Nie, to nie będzie zabawa. Teraz przeczytamy fragment pamiętnika waszego pradziadka Jana Konopielko. Wiemy, mamy ten pamiętnik powiedzieli wszyscy zgodnym chórem. Fajnie, że jest wydrukowany, ma ładną okładkę ze złotym napisem a w środku tyle naszych zdjęć. Nawet ja tam jestem, powiedział Patryk, widziałem to zdjęcie, jestem taki mały, że umiem tylko pełzać po ziemi. Tak wszystkie zdjęcia są super, babciu. Lubimy ten pamiętnik, oglądamy sobie, jak już znudzą się nam zabawy, zwłaszcza wieczorem to wtedy rodzice nam czytają. A teraz już będziemy czytali sami, chociaż to miło słuchać, jak czytają rodzice powiedział Mikołaj.
Otwieramy więc Pamiętnik Jana Konopielko i czytamy o tym, jak go niesłusznie oskarżono. Rosjanie, to byli, prawda babciu, rzekł Wiktor. Tak, Wiktorku to byli źli Rosjanie, bo są też dobrzy. Ci źli nie lubili Polaków a szczególnie takich, którzy byli wykształceni i którzy dbali, żeby nasz kraj nie umarł. A dziadek Janek był nauczycielem. I co, chciał walczyć o Polskę? Spytała Majusia. Jeszcze więcej, on uczył dzieci naszego języka i opowiadał historię Polski. Taką prawdziwą historię powiedział Wiktor. Wiem coś na ten temat, słucham w telewizji mówią o tym, żeby uczyć innej historii niż ta prawdziwa. Masz rację, Wiktorku, może tak być i wtedy babcia będzie wam opowiadała jak było naprawdę. Tak jak kiedyś opowiadała mi moja mama, powiedziałam. Babcia Stefa?- tak Mikołajku babcia Stefa. Też była nauczycielem, poważnie potwierdził Patryk. Tak więc dziadek Janek jako polski nauczyciel był uważany za wroga Rosjan i dlatego go aresztowano. Mama nam czytała jak był w więzieniu i jak potem jechał daleko do jeszcze gorszego więzienia. Tak, do łagru w dalekiej tajdze, Mikołajku. I tam tęsknił za rodziną i za Polską. I tam były święta bez najbliższych. I nie został w dalekiej ziemnej krainie , wdeptany w błoto jak mój wujek. Oooo babciu, o tym twoim wujku nie wiemy. Kiedyś wam opowiem. Pradziadek Janek ocalił życie i po 12 latach wrócił do Polski, do swojej żony i do synów..
Jak myślicie? Dlaczego tam nie umarł.
Bo był silny, odparł Mikołaj.
Zdrowy a nawet zahartowany dodała Majusia.
Bo kochał rodzinę i chciał żyć dla swoich synów szepnął Wiktor.
Tak, tak synów, takich jak my, tata nas też bardzo kocha , uzupełnił Patryk.
To teraz cisza, kochani, czytamy:
„…. Swoje święta, jak : Wielkanoc i Boże Narodzenie spędzałem przeważnie wieczorem po pracy.
Siadałem gdzieś w kąciku nary, wyjmowałem dwie pajki chleba po 350 gram i dwie porcje cukru po 27 gram.
Wszystko to układałem na białym ręczniku i stawiałem blaszaną miseczkę kawy. Osładzałem ją jedną porcją cukru, a drugą porcją posypywałem już pokrojony chleb.
Żegnałem się i zacząłem spożywać swoje zaoszczędzone dary w ciągu ostatniego dnia. Myślami byłem wśród żony i synów, rodziców, braci i sióstr.
Jak oni spędzą ten wieczór- czy są zdrowi i żywi.
Jak upływa życie kochanej żonie i kochanym synom?. Z pewnością lepiej niż mnie. Pragnąłem, żeby wytrzymali to nieszczęście.
Ja nie dopuszczam myśli, że się z nimi nie zobaczę.
Jestem tego zdania, że niewinna kara nie będzie taka bezlitosna.
Jeszcze się – Kochani- zobaczymy i wspólnie będziemy się cieszyli przy jednym stole.
Oby się te marzenia ziściły.
Oblewałem rzewnymi łzami te myśli i błogo mi się robiło, że jeszcze żyję, że najgorsze mam już za sobą.
Wigilijną wieczerzę Bożego Narodzenia 1948 roku kończę.
Wszystek chleb ocukrzony zjedzony i wypita słodka kawa. Zasypiam z myślami , że jestem z Wami…..”

PS
Niech Wam, nie będzie przykro Kochani, którzy zajrzycie do tego blogu.
Bo wnuków może nie macie albo gdzieś w świecie bujają szerokim, albo tylko czasem zadzwonią, bo czasu nie mają na odwiedziny , a ich dorosłe życie gdzie indziej i z kim innym.
Niech Wam nie będzie przykro, bo te wszystkie Pogaduszki to tylko moje świąteczne bajanie.
Zdrowych , przeżywanych w ciszy podniosłej i relaksacyjnej Zadumie ale i Optymizmem Radosnych Świąt Bożego Narodzenia życzę….