Śladami mojego Taty . Staśka staje się nałogowcem.

 Wg oficjalnej rodzinnej  wersji przyczyną nikotynowego  nałogu mojej przyszłej Babci- Staśki był zwykły ból zęba. Wówczas to usłużna koleżanka przyniosła znakomite lekarstwo, jak twierdziła.

Staśka spróbowała. Najpierw czuła wstręt, ale powoli dochodziła do wniosku, że to lekarstwo jej odpowiada.

Czuła przyjemność zatapiania się w swoim dymnym świecie. Lek ten stale przynosiła koleżanka, by nie zabrakło tej przyjemności.

Obie zamykały się w małym pokoiku, albo wymykały do sadu i tam osiągały wyżyny własnej wartości.

Nikt w rodzinie o tym nie wiedział, nawet się nie domyślali….

Śladami mojego Taty . Tajemnica Michaliny zostaje odkryta .

 

 

Michalina nie mogła już dłużej ukrywać swojej tajemnicy. Wprawdzie wielokrotnie znikała na stryszku, ale wreszcie nadszedł dzień, kiedy wszystko się wydało.  

Któregoś dnia Bolek wyjechał do Wilna, miał wrócić wieczorem, ale szybko zrealizował zakupy, odbył zaplanowane spotkania i spieszył do żony. W efekcie znalazł się pod domem, gdy jeszcze słońce stało wysoko.

Już na ganku usłyszał jakieś śpiewy. Potem dziecięce głosiki coś głośno opowiadały, raz dziewczęcy cieniutki, za chwilę niewiele niższy, ale wyraźnie  chłopięcy. Naraz zaszczekał pies i wkrótce zapiał kogut. Wszystkie te odgłosy dobiegały ze stryszku.

Postanowił  się nie odzywać, jak zwykle przy powrocie do domu, tylko powoli, na palcach, wdrapywał się po drewnianych schodach. Ale nagle głośno zaskrzypiał wiekowy stopień i Bolek wstrzymał oddech.

Niestety, nie udało mu się ukryć swojej obecności, bo nagle na górze zapanowała cisza i chwilę później wyskoczyło troje małych dzieciaków, które nieomal zjechały po schodach, omijając osłupiałego Bolka i wkrótce zobaczył tylko ich gołe stopy.

Po chwili wyjrzała Michalina i zaprosiła go do wnętrza stryszku.

Była roześmiana, tuliła się przepraszająco do męża, a to wystarczyło, że poczuł się zupełnie rozbrojony.

Razem weszli do pomieszczenia na stryszku i wtedy Bolkowi się zdało, że znalazł się w krainie baśni.

W centralnym punkcie stała najprawdziwsza miniaturowa scena, teraz zakryta miękką czerwoną kurtyną ze zwisającymi z obu jej stron złotymi sznurkami zakończonymi miękkimi pomponami.

Pod ścianami siedziały dość duże , kolorowe , szmaciane lalki. Poubierane odświętnie, ze sznurkowymi włosami, w kapeluszach, chustkach lub wiankach na głowach przytulały się do szmacianych chłopaków o szczeciniastych rozwichrzonych włosach. U ich stóp leżały niewielkie, materiałowe pieski, koty, był też jeden wilk i najprawdziwszy kogut.

To było królestwo Michaliny….

 


Śladami mojego Taty. Na strychu.

 


 

Salonik. Obraz Bronisławy Rychter-Janowskiej. !868

 

Po wyjściu Bolka, Michalina pognała na stryszek. Tam od razu zabrała się do rozpakowywania tajemnej paczki.

Powoli i bardzo delikatnie wyjmowała z niej niewielkie pakuneczki. Układała je na podłodze, w rogu stryszku.

Na samym końcu wydobyła jakąś konstrukcję. Ustawiła ją w centralnym miejscu stryszku,tak, by była widoczna z nieomal każdego miejsca.

Potem spokojnie rozpakowywała to, co kryło się w każdym odrębnym pakuneczku i układała tematycznie.

Zajęło jej to dość dużo czasu, nawet nie zauważyła, że Bolek wrócił do domu.

Biegł do swojej ukochanej jak na skrzydłach.

Wpadł do domu, rozejrzał się, ale nigdzie jej nie zobaczył. Dopiero gdy zaczął wołać, usłyszała go i zbiegła po wąskich schodkach do sieni.

Była zarumieniona, ożywiona, ale nie odpowiedziała na pytanie, co robiła na górze…

Śladami mojego Taty. Sielanka ….

 

Raniutko żegnała woźnicę, sanie i znajome konie. Czuła ucisk w okolicy serca, bo oddalał się ostatni znajomy fragment jej dawnego życia.

Ale szybko otrząsnęła się z nostalgicznego nastroju, wróciła radość z bliskości Bolka. Zasiedli jak zwykle w kuchni, przy stole specjalnie ustawionym blisko okna. Bardzo lubiła te wspólne poranne chwile, gdy dzień się dopiero zaczynał, rozmawiali wtedy o tym, jakie mają codzienne plany, pytała o to, co chciałby zjeść na obiad. Cieszyła się, bo zawsze z uśmiechem wybierał niespodziankę. Boże, jak ona kochała jego uśmiech, spokój, ramiona. Zawsze siadała naprzeciwko Bolka, by widzieć jego oczy. Pomiędzy nimi unosił się wonny obłoczek dymiącej kawy, specjalnie kładła ręce na stole i zawsze czuła, jak Bolek nakrywa je swoimi dużymi silnymi i bardzo ciepłymi dłońmi. Czuła wielkie zjednoczenie, pulsowanie krwi w jego tętnicach i wzajemne przenikanie ciepłych fal biegnących z ich ciał .

Długo siedzieli przy oknie kuchennym, obserwując widok zaśnieżonych drzew w pięknej ramie okiennej ozdobionej kwiatami, które malował mróz na szybie.

Po porannej kawie, Bolek niechętnie wychodził z domu, bo nie lubił opuszczać ukochanej. Przy niej czuł się tak dobrze, jak nigdy dotąd nie było… I ona pragnęła by zatrzymać na zawsze takie piękne poranne chwile.

Ale dzisiaj było inaczej. Dość szybko przypomniała Bolkowi o czekających obowiązkach, zaczęła zbierać talerze i kubki, aż niespokojnie popatrzył na żonę. Ale lubił ją zawsze, wtedy gdy leniwie poddawała się nastrojom i też wtedy, gdy krzątała się po domu.

Tak więc tego dnia, Bolek ociągając się, pomaszerował do Kościoła na poranną mszę.

Ona tylko na to czekała, upewniwszy się, że zniknął za zakrętem, szybciutko wbiegła na schody wiodące na strych…

Śladami mojego Taty. Historia moich pradziadków.Tajemnicza przesyłka .

 

Obraz Bronisławy Rychter-Janowskiej ( 1868-1953). Zdjęcie z internetu ze zgodą na upublicznianie.

 

 

 

Ale Michalina czekała na kolejny transport z domu. W ostatnich pakunkach znajdowała się jej tajemnica.  

I wreszcie któregoś dnia, gdy Bolek  poszedł  do kościoła na poranną mszę by piękne pieśni intonować i grać na organach , usłyszała szczekanie ulubionego psa i  trzaskanie z bata. To woźnica meldował swoje przybycie.

Wybiegła przed dom, narzucając jedynie chustę na ramiona.

Przed domem stały  duże  sanie, zrezygnowano bowiem z wozów, gdyż wszędzie jeszcze leżały wielkie śniegi.

Końskie oddechy zamarzały w powietrzu tworząc dziwne unoszące się nad nimi stwory. Zapatrzyła się na ten widok, bo było jak w bajce.

Ale niebawem oprzytomniała i natychmiast zajrzała pod grubą derkę. Wszystko było dobrze upakowane. Bowiem  na samym wierzchu była jej najważniejsza paczka.

Jak dobrze, że matka znała sekret córki  i umieściła przesyłkę  na samym wierzchu , by jej zawartość nie uległa zniszczeniu.

Natychmiast porwała tę paczkę i wtaszczyła ją po dość stromych schodach na stryszek. Dopiero potem zaprosiła woźnicę do domu, by mógł się ogrzać. Ale  chłopisko było przywykłe do wschodnich mrozów i wcale mu się nie spieszyło do ciepłego pomieszczenia. Od razu poznała że  po drodze się wzmacniał , by nie ulegać zmęczeniu i przemarznięciu, gdyż w pewnym momencie dmuchnął z całej siły i wtedy doleciał do niej zapach machorki i świeżego alkoholu.

Poznosili więc razem jeszcze kilka pakunków, najcięższe pozostały, gdyż były zbyt ciężkie i potrzebny był do pomocy drugi mężczyzna .

Czekając na Bolka, weszli w końcu do izby, i za chwilę woźnica siorbał z rozkoszą ulubiony kapuśniak. ….