Opowieści mojej Mamy. Mama jest dzieckiem z innego świata…

Dziecko wałęsa się po mieście, szeroko otwierając błękitne oczęta. Wszystko jest niezwykłe. Ale najpiękniejsze są wystawy sklepowe. Zachwyca się kolorowo ubranymi manekinami ale zawsze długo się przygląda wystawom cukierni. Za szklaną niedostępną wielką zaczarowaną szybą piętrzą się stosy różnokształtnych ciastek. Gdy ktoś wychodzi z cukierni, dziecko wchłania całym organizmem cudny zapach kawy i słodkości dla niej niedostępnych.

To jest inny świat, nie jej świat.

Nawet nie ma pomysłu, by tam wejść.

Jest jak dzikie biedne zwierzątko, bierny obserwator zwykłego dla innych życia.

Zresztą i tak nie ma pieniędzy, a tyle rozumie, że te wyroby można tylko kupić….

Opowieści mojej Mamy. Marzenia Stefy.

W wieku 6 lat Mama rozpoczyna edukację  w miejscowej czteroklasowej szkole w Godziszce. Nauka jej przychodzi łatwo i jest najmilszym zajęciem pod słońcem. Wychodzi w pole z książką i zaczytana,  czasami  zaniedbuje podstawowe obowiązki i nie zauważa, że krowa wchodzi w szkodę. Oczywiście grozi to laniem, więc spłoszona przepędza krowiny na swoją część łąk, ciągnąc opierające się zwierzęta za wielki łańcuch, za duży i za ciężki dla maleńkich dłoni drobnej dziewczynki. Ale działa siłą woli a lęk przed karą dodaje energii. Wie, że nie lubi zajęć w gospodarstwie. Nie lubi prac na polu i w ciemnej dużej  kuchni, gdzie stale parują sagany z jadłem dla wielkiej rodziny a nieopodal nich gary z ziemniakami   dla prosiąt….marzy o nauce, książkach, wielkim świecie i podróżach. Wie, że jest to mało realne, bo w gospodarstwie przydaje się każda para rąk, a jej mama stale unosi wielki brzuch i wydaje na świat kolejne rozwrzeszczane stworzenie.

Gdy czas edukacji w godziszczańskiej szkole dobiega końca, Mama jest coraz bardziej  zamyślona i ponura. Ma już 10 lat i wielkie nierealne marzenia….

Ale któregoś dnia dzieje się coś, co w umyśle dziecka jawi się jak cud. Oto miejscowy ksiądz , który uczy w szkole religii, wzywa ojca na rozmowę. Ojciec odświętnie ubrany idzie długą żwirową drogą wiodąca przez środek wsi, a ona drepcze obok niego. Nie wie o co chodzi, ale czuje powagę chwili. Tata znika w głębi korytarza, a ona siedzi cichutko na podłodze pod oknem i czeka.

Małe serce bije niespokojnie….

Śladami mojego Taty. Tajemniczy ogród mojego Taty zamknięty w czterech ścianach

Mój Tato, pod koniec swojego życia już nie wychodził z domu, bo bał się windy. Mieszkaliśmy na 8 piętrze i kiedyś znalazł się sam w windzie, która utknęła pomiędzy piętrami. Gdy wreszcie ktoś to odkrył i sprowadził pomoc, minęło kilka godzin. Nie zapomnę, w jakim był wtedy stanie- blady ze zsiniałymi wargami.

Pewnie w tym czasie przerobił w myślach czasy zamknięcia i udręki swojego sześcioletniego pobytu w obozie koncentracyjnym.

Od tego czasu postanowił nie wychodzić na zewnątrz.

Stworzył sobie swój świat, piękny, zamknięty w czterech ścianach świat.  Na meblach i parapetach gromadził różne rośliny, które niespodziewanie zakwitały. Gdy przychodziliśmy do mieszkania Rodziców, od razu zapraszał do zwiedzania jego ogrodu. Najpierw prowadził nas do okna, skąd w dole rozpościerał się  widok na wielką zieleń  koron lip , posadzonych dość gęsto w alejkach . Szerokim gestem pokazywał tę przestrzeń i oznajmiał, że oto na dole jest jego ukochany Kampinos.  Puszczę tą odwiedzaliśmy często, bo była położona zaledwie 9 km od naszego bloku. Zapamiętał to co kochał i uruchomił wyobraźnię….potem oglądaliśmy kolejno wszystkie Jego kwiaty i podziwialiśmy zamknięty w czterech ścianach tajemniczy ogród mojego Taty.