Śladami mojego Taty. Weselisko, weselisko

 

Walc angielski. Zdjęcie z Wikipedii.

 

Gdy dom rodziców Michaliny parował zapachami, dźwiękami, buchał radością można było odnieść wrażenie, że uniesie się jego dach i mury nie wytrzymają natężenia emocji.

Ale po pewnym czasie przed domem zadzwoniły dzwonki. Ktoś usłyszał i na chwilę zapanowała cisza.
Po poślubnej przejażdżce, para młoda wróciła do domu. Wszyscy wybiegli z rozgrzanego wnętrza, ciepło wypływało na ganek, roztapiał się śnieg na daszku i spadał wielkimi płatami na nosy. Jedynie wielkie sople jeszcze się trzymały, odbijały refleksy światła, które dzieliły na poszczególne barwy i generowały tęczowe  bajkowe błyski.

Rozpoczęły się powitania, wiwaty i radosne okrzyki. Oczywiście pan młody przeniósł swoją ukochaną przez próg domu, co nie było trudne, bo była drobna i lekka jak puch.

Rodzice Michaliny witali ich chlebem i solą.

Jeszcze jedno przemówienie i nareszcie nadeszła upragniona przez gości chwila. Zaproszono do stołów. Wszyscy ochoczo zajmowali wyznaczone miejsca i od razu rzucali się na półmiski. Miło było patrzeć, jak  łapczywie, głośno ciamkając oraz mrucząc z rozkoszy pochłaniali rozmaite potrawy. Nic dziwnego, bo goście byli wygłodzeni, gdyż specjalnie nic nie jedli od rana, by potem mieć lepsze apetyty.

Państwo młodzi konsumowali skromnie, żyli jeszcze wrażeniami, które dodawały im skrzydeł.

Mieli wielki apetyt na życie, więc nie zwracali uwagi na sprawy kulinarne, uważając, że są zbyt przyziemne.

Alkoholu nie pili w ogóle, mimo toastów biesiadników, pewnie markowali , by nie urazić nikogo i opróżniali kieliszki napełnione wodą. Wszak przed nimi stała specjalna karafka.

Dom tętnił muzyką. Panowie muzykanci początkowo grali cicho,  by nie przeszkadzać w rozmowach, potem coraz odważniej. Było ich kilku, mieli różne instrumenty, grali już wcześniej na innych weseliskach i wiedzieli co cieszy ludzi. Rodzice Michaliny długo zbierali informacje na ich temat, ale gdy podjęli decyzję zaproszenia, nie żałowali. 

Po wstępnym napełnieniu żołądków, weselnicy ruszyli na deski.

Otoczyli kołem nowożeńców. Jacy piękni byli ci młodzi, gdy wirowali w rytmie walca angielskiego, ukazywali się spoza ulotnej mgiełki, którą tworzyła unosząca się biała ślubna suknia Michaliny.

Walc angielski, niedawno tutaj dotarł, bo był tańcem młodym, wszak został wymyślony w 1815 roku a teraz mieliśmy zaledwie rok 1873.

Nuty tego tańca zdobył jak zwykle niezawodny ksiądz Eustachy, a Bolek podrzucił je orkiestrantom. Mieli trochę czasu na ćwiczenia, więc teraz grali gładko, harmonijnie. Wszak ludziom kresowym muzyka była bliska, mieli ją w duszach. Właśnie teraz grały ich dusze.  

Miejscowi się zadziwiali, że teraz tak się tańczy, ale jeśli nawet mieli wątpliwości, to po chwili gapili się w zachwycie.

Młodzi byli utalentowani muzycznie, lubili tańczyć, więc budzili podziw w otaczającym ich kręgu…

Na med. ścieżce. Lekarstwo na stress…

 

 

I jeszcze wspomnienie o czasach z Moniką.  Obie miałyśmy rozwichrzoną fantazję  i  stanowiłyśmy piękny radosny duet . Niewiele dziewczyn z pierwszego roku medycyny potrafiło się wyzwolić spod jarzma stałego zakuwania. A my dość  często wyrywałyśmy się w świat , m.in.  chodziłyśmy do klubów studenckich.

Po zajęciach z anatomii, a więc już ciemnym wieczorem wsiadałyśmy do tramwaju, który nas unosił na piękne wzgórza , gdzie rozłożyło się osiedle studenckie. Był to  prawdziwy kampus. To magiczne miejsce nosiło nazwę niezwykłą i dwuznaczną- Winogrady. Wchodziłyśmy do dość obskurnego klubu, który zachęcał znamienną nazwą „ Nurt”. I  poddając się nurtowi studentów, wpływałyśmy do tętniącego muzyką wnętrza, obładowane  ciężkim tomem  Bochenka oraz wielkim atlasem anatomii . Czasami bywałyśmy w klubie  „Od Nowa” na Rynku Starego Miasta, gdzie już czasami występowała Kryśka Prońko- moja gorzowska szkolna koleżanka.

Podręczniki do anatomii nazywane przez nas pieszczotliwie   „Bochenki „ ., zalegały gdzieś na parapecie a my wpadałyśmy w wir zabawy.  ….

Na tle koleżanek z Uniwersytetu wypadałyśmy nieatrakcyjnie i blado.

One miały długie czerwone paznokcie. My krótko obcięte, gdyż asystent z anatomii tak zalecał.

Mówił , czy chcecie by ktoś , kto was całuje po rękach wyjadał resztki trupa spod paznokci. Raczej było to niemożliwe, ale kto to wie, wszak  wykonywałyśmy sekcje nie używając rękawic.

I mimo , że nikt nas  po rękach nie całował, na wszelki wypadek obcinałyśmy paznokcie do granicy opuszków palców…

Potem gorączkowo łapałyśmy piękne chwile, bo byłyśmy bardzo  młode, spragnione  poznawania życia  ale już doświadczone dotykiem ciał nieżywych ….i  te kluby, tańce , muzyka były dla nas jakby antidotum na traumę związaną z  zajęciami  anatomii czy  biologii ….

Wtedy jeszcze  był zwyczaj tańca w parach  .

Więc kołysałyśmy się przy cudnej muzyce .

Zapamiętałam tylko Niemena „ Pod papugami” albo „ Bo czas jak rzeka „ ….

A kiedyś  się dowiedziałam, że mam oczy jak dwa jeziora…..

 

Śladami mojego Taty. I nadszedł czas po Powstaniu Styczniowym

 

 

Polska za czasów Bolesława Chrobrego. Rok 992-1025.

 

By nie pogrążać się w smutnych rozmyślaniach o swoim losie sieroty i zda się umarłej ojczyźnie, Bolek zajmował się czytaniem , studiowaniem starych map i muzyką. Stale wspominał słowa Matki, że należy żyć nadzieją i optymistycznie patrzeć w przyszłość. Od  rodziców  nauczył się pozytywnego myślenia i jego magicznej roli kreowania rzeczywistości.

Ksiądz Eustachy posiadał kilka pożółkłych map. Bolek często je rozwijał  i oglądał. Jedna,  z czasów Bolesława Chrobrego pokazywała, jak wielka była Polska w tamtych czasach. Na mapie Królestwa Polskiego, które powstało po 1815 roku  też widział Polskę i w wąskim północno- wschodnim pasku tego terenu  znajdował rzekę Swisłocz ( zwaną też Isłocz lub Słocz) nad którą leżał jego Raków. Stale się  pocieszał myślą, że jednak zawsze zwycięża sprawiedliwość . Może już nie jego pokolenie, ale następne, będą  żyły w wolnej ojczyźnie .

Tymczasem z kraju nadchodziły zatrważające wieści. . Władze rosyjskie nasiliły terror i robiły wszystko, by ludzie zapomnieli o Polsce.

Bolek dobrze zapamiętał rok  1867 roku, miał już wtedy  15 lat . Wtedy Rosjanie znieśli  autonomię i nazwę Królestwa Polskiego .  Od tej pory obowiązywała nowa nazwa – Kraj Prywiślański. Został zlikwidowany   budżet tego kraju oraz Bank Polski. W 1868 roku zamknięto szkołę Główną Warszawską. Znikały wszystkie nazwy, w których mieścił się  wyraz – Polska. Rosjanie mieli nadzieję, że w ten sposób mieszkańcy zapomną o swojej ojczyźnie.  Zadziwiające było tak bardzo  prymitywne myślenie zaborców. Przecież w miarę ich starań, rósł patriotyzm w sercach Polaków. A do tych serc nie było dostępu.

W latach 1869- 1870 setkom miast wspierających powstanie odebrano prawa miejskie doprowadzając je tym samym do upadku. Skonfiskowano ok. 1600 majątków ziemskich.

W 1874 roku zniesiono urząd namiestnika. 

Skasowano klasztory katolickie w Królestwie.

Nad krajem gęstniała ciemność.

Ale życie pędziło do przodu.

Dorastały polskie dzieci, dzieci powstańców. Nie zapominały o Polsce. W sercach pielęgnowały hasła wpojone przez przodków  : Bóg, Honor i Ojczyzna. Postanawiały, że te hasła będą jak kaganiec oświetlały ich drogę życia i dalej przekażą je swoim dzieciom.

A że  młodość miała swoje prawa, chłopcy zaczęli zerkać na swoje koleżanki. Dziewczyny często zatrzymywały się w grupkach i  chichocząc obgadywały chłopaków. Czasami w jakimś domu organizowano potańcówki, więc wszyscy zaproszeni chętnie tam biegli. Odświętnie wystrojeni, spieszyli w tany z nadzieją na pierwsze przytulania. Jaką   mieli radość w sercach , gdy dziewczyny nie odmawiały. Pierwsze zbliżenia, drżenia serc, wilgotne dłonie, nieśmiałość, buzowanie hormonów, ktoś grał na pianinie rzewnie tęskno albo skocznie. Muzyka porywała i wkrótce wszyscy już w szalonej zabawie zapominali o codziennych troskach i problemach . Wychodzili spoceni przed dom i w ciemnościach łapczywie  szukali ust ….

Bolek niechętnie chodził na takie potańcówki, wolał przesiadywanie nad książką, ale ksiądz Eustachy namawiał go na wyjście z domu. I czasami ulegał, ale wcześnie wracał na plebanię , długo przed godziną policyjną , której przestrzegały władze rosyjskie. Był ładnym chłopakiem, smukłym, wysokim z czupryną falujących włosów, więc pewnie dziewczyny go zaczepiały a takich nie lubił.

Bo marzył o dziewczynie łagodnej , lirycznej i mądrej . Przyszłej żonie , z którą mógłby godzinami rozmawiać.

I wierzył , że kiedyś spotka  swoją jedyną miłość. ….

 

 

Królestwo Polskie, granice ustalone w 1815 roku

 

Kraj prywislinski…….