I jeszcze wspomnienie o czasach z Moniką. Obie miałyśmy rozwichrzoną fantazję i stanowiłyśmy piękny radosny duet . Niewiele dziewczyn z pierwszego roku medycyny potrafiło się wyzwolić spod jarzma stałego zakuwania. A my dość często wyrywałyśmy się w świat , m.in. chodziłyśmy do klubów studenckich.
Po zajęciach z anatomii, a więc już ciemnym wieczorem wsiadałyśmy do tramwaju, który nas unosił na piękne wzgórza , gdzie rozłożyło się osiedle studenckie. Był to prawdziwy kampus. To magiczne miejsce nosiło nazwę niezwykłą i dwuznaczną- Winogrady. Wchodziłyśmy do dość obskurnego klubu, który zachęcał znamienną nazwą „ Nurt”. I poddając się nurtowi studentów, wpływałyśmy do tętniącego muzyką wnętrza, obładowane ciężkim tomem Bochenka oraz wielkim atlasem anatomii . Czasami bywałyśmy w klubie „Od Nowa” na Rynku Starego Miasta, gdzie już czasami występowała Kryśka Prońko- moja gorzowska szkolna koleżanka.
Podręczniki do anatomii nazywane przez nas pieszczotliwie „Bochenki „ ., zalegały gdzieś na parapecie a my wpadałyśmy w wir zabawy. ….
Na tle koleżanek z Uniwersytetu wypadałyśmy nieatrakcyjnie i blado.
One miały długie czerwone paznokcie. My krótko obcięte, gdyż asystent z anatomii tak zalecał.
Mówił , czy chcecie by ktoś , kto was całuje po rękach wyjadał resztki trupa spod paznokci. Raczej było to niemożliwe, ale kto to wie, wszak wykonywałyśmy sekcje nie używając rękawic.
I mimo , że nikt nas po rękach nie całował, na wszelki wypadek obcinałyśmy paznokcie do granicy opuszków palców…
Potem gorączkowo łapałyśmy piękne chwile, bo byłyśmy bardzo młode, spragnione poznawania życia ale już doświadczone dotykiem ciał nieżywych ….i te kluby, tańce , muzyka były dla nas jakby antidotum na traumę związaną z zajęciami anatomii czy biologii ….
Wtedy jeszcze był zwyczaj tańca w parach .
Więc kołysałyśmy się przy cudnej muzyce .
Zapamiętałam tylko Niemena „ Pod papugami” albo „ Bo czas jak rzeka „ ….
A kiedyś się dowiedziałam, że mam oczy jak dwa jeziora…..
