Uniejów jak mages.

SAM_6233.JPG

 

SAM_6232.JPG

 

SAM_6231.JPG

 

SAM_6234.JPG

Anielskie welony mgielne nad Wartą…..wiatr nie dał się sfotografować…zresztą anieli też nie 🙂

 

 

 

Uniejów jak magnes.

Nadal jestem zakochana w Uniejowie.

Minęły już 3 lata od czasu, kiedy to namiętnie opisywałam w tym blogu ( wyodrębniając nawet osobny rozdział zatytułowany Uniejów),  niedawno poznane miasteczko nad wielką Wartą, moją rzeką rodzinną.

Wszak Gorzów, gdzie przyszłam na świat nad tą samą Wartą leży.

Jak widać ta rzeka trwale wbudowała się we mnie, w moją pamięć, serce  a może nawet w jakiś gen. Nie wiem, muszę zapytać wnuki, czy  słowo Warta budzi w nich ciepło podobne do mojego.

Albo nie zapytam, tylko przyjmę jako pewnik.

Po prostu Wartę mamy w genach i już.

Od czasów odkrycia Uniejowa, przyciąga on nas jak magnes.

Wędrujemy tu co 3 miesiące, by wymoczyć kości we wspaniałej wodzie termalnej ale przede wszystkim odwiedzić  miasteczko.

Tu jest nam bliżej niż do Gorzowa więc mam moje miasto jakby w pigułce.

       Od kilku dni anieli w niebie się tłuką , wicher robią wielki, pierzem ze skrzydeł sypią po niebie, swoje welony mgliste rozrzucają poranne i nawet złośliwie zakryły księżyc, gdy był najbliżej ziemi, a ja bezsilnie i bezskutecznie wytrzeszczałam oczy.

Oj coś czuję, że się naraziłam jakiejś anielej frakcji, bo śmiałam skrytykować nowe oblicze śp. Lecha Kaczyńskiego na głazie ustawionym pod Pałacem Prezydenckim. Na Boga, powiedziałam widząc kolejną maszkarę , na Boga, powiedziałam, chyba  w tym kraju, w naszej pięknej Polsce rzeźbiarzy dobrych gdzieś pozamykali. Czy ki licho.

I mam za swoje. Burzę w niebiesiech wywołałam, i stąd bitwy aniołów oraz pogoda pod psem.

      Ale to nic, idę wzdłuż wałów przeciwpowodziowych, a właściwie brnę z trudem bo wiatr zbija z nóg, idę i wypatruję …czegóż ach czegóż….

Właściwie na tym powinnam zakończyć, bo i tak wiecie czego wypatruję. Ale jednak rozwinę.

Otóż wypatruję tego, że jest jak zwykle.

Że  Warta szeroka i płynie  rączo, kładka nad nią wisi i zaprasza a miasteczko sobie drzemie  u boku rzeki , spokojne czuwaniem bardzo starego zamku , zadowolone z siebie, z ryneczku ukwieconego, czyściutkiego, ławeczek kolorowych i ludzi przemykających na  wietrze…..

 

SAM_6244.JPG

 

SAM_6245.JPG

 

SAM_6246.JPG

 

SAM_6249.JPG

 Na zdjęciach nie widać zamku, ale jak kto zechce, zapraszam do wpisów zatytułowanych Uniejów…..

Pełen relaks nad Wartą…

Kladka.JPG

Kładka wiodąca nas z miasteczka do Term, zamku, parku. Po lewej plaża nad Wartą Termy i bliżej kładki taras restauracji, którą nazywałam  Wenecją- bo taka była  w Gorzowie w czasach mojej młodości.

 

 

 

 

Po basenowych kąpielach.

siadywaliśmy na tarasie restauracji Termalnej, dość wysoko ale bezpośrednio nad nurtem rzeki , konsumowaliśmy bardzo smakowite dania, w dodatku tak obfite, że jedna porcja wystarczała na dwie osoby , delektowaliśmy się urodą rzeki i miasteczka wznoszącego się na łagodne zbocze przeciwległego o brzegu, zapominaliśmy o tej nibyfabryce.

 I  dopiero  wtedy nadchodził pełen relaks, słodkie bezmyślne lenistwo .

Warta szumiała, rozsiewała swoje bardzo miłe zielone wiosenne zapachy a my oparci o krzesełka z winkiem w kielichu i opalenizną na twarzach poddawaliśmy się tym magicznym chwilom. Jakże potrzebnym w tym zapędzonym świecie.

I nawet siedzący przy sąsiednim stoliku Niemcy, którzy przybyli tutaj na kajakach i rozbawieni widocznie i hałaśliwi nie zdołali zepsuć nam sjesty. Zresztą niebawem zebrali się, wychylili ostatnie łyki złocistego piwka , grzecznie uporządkowali, przywrócili do poprzedniego układu stoliki, które wcześniej zsunęli by siedzieć w grupie i od tego momentu grzecznie, sznureczkiem zeszli z tarasu tegoż baru, zsunęli się po łagodnym zboczu plaży nadwarciańskiej i w kapoczkach, ze świeżymi chorągiewkami na każdym kajaku pomknęli w dół rzeki. Nie wiem dokąd płynęli. Jeszcze nie przestudiowałam tras organizowanych tutaj spływów kajakowych, ale po prostu mi się jeszcze nie chciało.

Wolałam snuć marzenia, że właśnie niebawem powita ich mój Gorzów, moje miasto rodzinne leżące w jeszcze bardziej dolnym biegu Warty.

I wyobrażałam sobie ich zachwyt nad nowymi bulwarami, mostami i tylko dlaczego mnie tam nie ma….

A może do Uniejowa.

Dla mnie, urodzonej nad Wartą Uniejów ma specjalne znaczenie. To miasteczko położone nad tą samą rzeką co mój rodzinny Gorzów naprawdę może zauroczyć.

Całkiem niedawno usłyszałam w radio audycję nt nowego , mającego zaledwie rok, polskiego uzdrowiska o nazwie Uniejów. Prawdę mówiąc mam spore zaległości w zwiedzaniu Polski i nazwę tę usłyszałam po raz pierwszy.  Gdy zajrzałam do atlasu, znalazłam je bardzo blisko Warszawy, ok. 150 km na zachód.

 I jak tu nie pojechać, sprawdzić to o czym mówią dziennikarze. Decyzja była prosta. Wyszukałam w necie informacji nt możliwości noclegu. Proponowane tam miejsca Hotelowe w Zamku, w Domu Pracy Twórczej i Kasztelu miały wysokie ceny, ale po cichu myślałam o znalezieniu taniej kwatery. Zarezerwowałam więc nocleg w najtańszym spośród trzech wymienionych- Kasztelu i wybraliśmy się w drogę.

Trasa nową S2 w kierunku Poznania niosła nas szybko i pewnie.

Jednak piękne polskie widoki zza okna samochodu psuły wszechobecne ekrany. Jazda pomiędzy nimi nie sprawiała przyjemności i w dodatku była zaburzona myśleniem- po co ustawiono ich tyle i kto na tym zarobił. Duże przestrzenie zupełnie puste, łąkowe, bez żadnego domostwa zamknięto w te okropne wytwory chorej wyobraźni. Ale cóż, może nie mieliśmy racji, może były jakieś cele wyższe, nie wiadomo…

Na trasie była tylko jedna bramka, więc za ok. 20 km zapłaciliśmy 4 złote. Gdzieś tam została za nami Łódź i wkrótce odbiliśmy w lewo , kierując się na wymarzony Uniejów.

Powitał nas piękną pogodą,  szerokim widokiem na dużą rzekę i zamkiem niespodziewanie wyrastającym ze starego parku.

 

 

Nadwarciański magiczny Uniejów. Widok ze strony miasteczka.