
Chrystus, mozaika z VI wieku, Ravenna. Zdjęcie z Wikipedii.
To, że Bóg istnieje, nie wątpię. Czuję Jego obecność w mojej samotności, w ciszy i szumach puszczy nadbużańskiej, nad bezkresnym morzem czy w szerokim niebie i milczeniu gwiazd. Może czasem w pustych kościołach. Ale nie w grupach rozmodlonych roznamiętnionych wiernych , dla mnie jedynie pseudowiernych. Nie czuję tej wspólnoty, a nawet gubię tam nie tylko siebie, ale także tracę ślad mojego Boga….
Ale od wielu lat zastanawiam się nad swoistym fenomenem naszej religii, która nakazuje wierzyć że istnieje Bóg w trzech Osobach- Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty. Zazdroszczę ludziom, którzy otrzymali dar wiary, ale ilu takich jest na tym świecie? Dlatego najlepsze określenie mojego stanu to agnostycyzm. I wątpię czy kiedyś dostąpię nagłego olśnienia i wtedy wszystko stanie się jasne. A może jednak kiedyś stanę się człowiekiem bezkrytycznej wiary.
A może do końca swoich dni pozostanę pełzającym po ziemi robalem, który widzi jedynie przysłowiową „ pełną michę”. A jeśli on widzi i czuje więcej niż nam się wydaje? …
Jak na razie więc szperam w necie, z nadzieją, że wątpliwości innych pozwolą mi poczuć się raźniej w gronie niedowiarków. I oto w portalu każdystudent.pl znalazłam artykuł którego autorem jest Paul E. Little, zatytułowany „ Wiara, która nie jest ślepa”. Skopiowałam fragmenty by streszczając nie uronić sensu. Zapisuję tutaj, by łatwiej wracać, gdy odczuję potrzebę…tak więc zaczynam od Sokratesa powtarzając za nim „ Wiem, że nic nie wiem” …
A tak pisze Paul E. Little :
„…Gdy słyszymy, co twierdzi o sobie Jezus, mamy tylko cztery możliwości. Musimy uznać Go albo za kłamcę, albo za szaleńca, albo za legendę, albo za Prawdę. Jeśli stwierdzimy, że On nie jest Prawdą, automatycznie podpisujemy się pod jedną z trzech pozostałych możliwości, czy zdajemy sobie z tego sprawę czy nie.
(1) Pierwsza możliwość: Jezus kłamał, gdy mówił, że jest Bogiem – wiedział, że Nim nie jest, ale świadomie zwodził swych słuchaczy, aby przydać autorytetu swoim naukom. Niewielu poważnie przyjmuje takie stanowisko. Nawet ci, którzy zaprzeczają boskości Jezusa, uważają Go za wielkiego nauczyciela moralności. Te dwa stwierdzenia są ze sobą sprzeczne. Jezus nie mógłby być wielkim nauczycielem moralności, gdyby w najważniejszym punkcie swego nauczania – dotyczącym Jego tożsamości – świadomie kłamał.
(2) Drugi wariant jest nieco łagodniejszy, choć nie mniej szokujący: Jezus był szczery, ale oszukiwał samego siebie. Jeśli ktoś dziś stwierdziłby, że jest Bogiem, nazwalibyśmy go szaleńcem. Tak też powinniśmy nazwać Chrystusa, jeśli byłby zwiedziony w tak istotnej kwestii. Gdy jednak oceniamy życie Chrystusa, nie widzimy oznak szaleństwa czy braku równowagi psychicznej, jakie cechują osobę obłąkaną. Widzimy natomiast człowieka będącego pod wielką presją, ale zachowującego doskonałe opanowanie.
(3) Trzecia możliwość jest następująca: opowieści o Jezusie twierdzącym, że jest Bogiem, to legenda. Stworzona została w trzecim i czwartym wieku przez Jego entuzjastycznych uczniów, którzy włożyli w usta Jezusa słowa, jakie zaskoczyłyby Jego samego. Gdyby Jezus przypadkiem wrócił, natychmiast by się ich wyparł.
Teoria legendy została w znacznym stopniu obalona dzięki odkryciom współczesnej archeologii. Wykazały one ponad wszelką wątpliwość, że cztery biografie Chrystusa powstały za życia osób współczesnych Chrystusowi. Zdaniem dra Williama F. Albrigtha, światowej sławy archeologa i emerytowanego wykładowcy Johns Hopkins University, nie ma żadnego powodu, by uznać, że którakolwiek z Ewangelii powstała później niż w 70 r. po Chrystusie. To niewiarygodne, by zwykła legenda o Chrystusie spisana w formie Ewangelii zdobyła taki rozgłos i wywarła tak duży wpływ, jeśli nie opierałaby się na faktach.
Podobnie fantastyczną sprawą byłoby, gdyby ktoś w naszych czasach napisał biografię Johna F. Kennedyego, w której ten twierdziłby, że jest Bogiem i że może odpuszczać ludziom grzechy, a na końcu by zmartwychwstał. Tak niedorzeczna historia nigdy nie spotkałaby się z szerszym przyjęciem, ponieważ wciąż żyje zbyt wiele osób, które znały Kennedyego. Teoria legendy nie może się obronić w świetle faktu wczesnego datowania manuskryptów Ewangelii.
(4) Jedyna alternatywa, jaka nam pozostaje, jest taka, że Jezus mówił prawdę. Należy jednak przyznać, że same słowa niewiele znaczą. Słowa są tanie. Każdy może wygłaszać twierdzenia o swojej wielkości. Wiele innych osób uważało się za Boga. Każdy z nas może stwierdzić, że jest Bogiem, jednak pytanie brzmi: Jak możemy to udowodnić? Obalenie mojego roszczenia tego rodzaju nie zajęłoby wam nawet pięciu minut, a w waszym przypadku zapewne nie byłoby to znacznie trudniejsze. Jednak w przypadku Jezusa z Nazaretu nie jest to takie proste. Miał w zanadrzu referencje, które potwierdzały Jego tożsamość. Powiedział: „Choćbyście Mi nie wierzyli, wierzcie cudom, których dokonuję, abyście poznali i zrozumieli, że Ojciec jest we Mnie, a Ja w Ojcu” (Ewangelia Jana 10:38)…..”
