Na medycznej ścieżce. Pierwsze samodzielne badanie

I nadszedł dzień, gdy otrzymaliśmy samodzielne zadanie.

Profesor przydzielił każdemu z nas pacjenta, którego musieliśmy zbadać i potem zdać relację z wyników tego badania .

Chorzy ci  byli rozmieszczeni w różnych salach, tak więc znalazłam się sam na sam i oko w oko z kilkoma panami leżącymi na mojej sali.

Weszłam do niej nieomal na palcach, z wielkim przejęciem i starannie ukrywanym niepokojem.

Panowie leżeli sobie na łóżkach i czułam, jak mnie lustrują spojrzeniami.

Widać było, że bardzo nie cierpieli, bo byli uśmiechnięci, a w ich oczach nawet z pewnej perspektywy można  było zobaczyć rozpalające się  łobuzerskie ogniki.

Powiedziałam ogólne dzień dobry, przedstawiłam się , powiedziałam w jakim celu przychodzę i zapytałam , który z panów nazywa się tak i tak. Odezwał się , leżał pod oknem, skąd rozpościerał się przedni widok na całą salę. Czułam się jak na celowniku.  

Rozejrzałam się, szukając stołka. Ale już jeden z panów, usłużnie przysunął do mnie stołek z okrągłym siedziskiem.

Widocznie byli już zaznajomieni z systemem ciągłych badań przez różnych studentów i znali zwyczaje pana Profesora.

Tym razem trafił im się niezły kąsek- niebrzydka, młodziutka i przejęta studentka. Takie lubili najbardziej.

Sprawdziłam, czy stołek znajduje się w odpowiednim miejscu. Powtarzałam w duchu, że jak zalecano, muszę się usadowić po prawej stronie badanego.

Następnie dość sprawnie zebrałam wywiady na wszystkie możliwe tematy : dotyczące stanu zdrowia, trybu życia, sposobu odżywiania i wszelakich obciążeń genetycznych.

Odpowiadał płynnie, pewnie powtarzał tą śpiewkę dość często.

Potem chętnie się rozebrał, pewnie chciał się pochwalić wielką postacią wytatuowaną pod lewym obojczykiem. Gdy oglądałam to znalezisko, powiedział, że jest to jego Baśka. Ale to odkrycie nie wiązało się z jego stanem zdrowia, najwyżej świadczyło o bujnym życiu. Poprosiłam, by przespacerował się w kierunku drzwi i z powrotem. Zerwał się żwawo z łóżka i wykonał polecenie. Widziałam, że nie utykał, nie zbaczał z linii prostej co mogłoby sugerować jakieś schorzenie ortopedyczne lub neurologiczne.   Więc uznałam , że wszystko było ok. Potem dokładnie obejrzałam jego skórę, zbadałam węzły chłonne i przystąpiłam do opukiwania granic serca i płuc.

Umiałam już odpowiednio ustawiać  dłoń, trochę mi to przypominało edukację przed zajęciami gry na fortepianie. Tak więc ułożyłam palce prawej dłoni w lekkim zgięciu i poruszając całą dłonią jedynie w stawie nadgarstkowym , uruchomiłam mechanizm jakby młoteczka. Delikatnie uderzałam palcem środkowym w powłoki klatki piersiowej, miejsce przy miejscu, idąc od obojczyków, następnie od lewej linii pachowej przedniej w kierunku domostkowym.

I w tym momencie znieruchomiałam.

Nie usłyszałam charakterystycznej zmiany odgłosu, przy przejściu znad terenu płuc na teren który zajmuje serce.

Powtórzyłam ten manewr jeszcze raz, wyciągając uszy, którym nie dowierzałam.

Myśli moje dość chaotycznie gnały po całej skołatanej głowie. Przecież starannie wykonywałam wszystkie czynności, słuch, nawet muzyczny  miałam niezły a coś mi się nie zgadzało. Wyglądało na to ,że pacjent w ogóle nie ma serca. Może rozrosły się jego płuca, uzyskując megarozmiary i zakryły biedne serce. 

Powoli coś mi zaczęło świtać, ale zanim przystąpiłam do opukiwania płuc po prawej stronie klatki piersiowej, usłyszałam ryk. Panowie długo powstrzymywali emocje, przecież doskonale znali przyczynę mojego zakłopotania i teraz pokładali się ze śmiechu. Udał się najlepszy kawał, przebój sezonu.

Pacjent parskał , prychał i krztusząc się ze śmiechu zakomunikował ,  że serce to on ma i to całkiem zdrowe, tylko natura go obdarowała pewną odmianą rozwojową .

Teraz bardzo się cieszy, mówił dalej, że może służyć jako model do badania. Zawsze mu się udaje zaskoczyć  studentów i wtedy wszyscy w sali mają  radochę . Pozwala im to zapominać o dolegliwościach, przyspiesza zdrowienie.

Ich sala jest najweselsza i najzdrowsza w całej klinice, tempem sukcesów terapii cieszą się wszyscy lekarze. Powinien zostać rezydentem-demonstratorem  w tej klinice, by poprawiać wyniki leczenia wszystkich chorych. Bo śmiech to zdrowie, powiedział .

Teraz to, co mi mgliście świtało w głowie, nabrało jasnego światła i wkrótce znalazłam serce po prawej stronie klatki piersiowej pacjenta. Jego granice wskazywały na  lustrzane odbicie serca prawidłowo położonego. Jest to określane mianem dekstrokardii. Zdarza się to nieczęsto . Może  temu towarzyszyć  odwrócenie narządów w jamie brzusznej  i wówczas mówimy o situs inversus – tj o odwróceniu trzew.

Sprawnie wysłuchałam szmery zastawkowe i byłam gotowa do zdania relacji panu Profesorowi.

Gdy opisywałam swoje odkrycie, bardzo szczerze przyznałam, że w procesie diagnozowania brali udział wszyscy pacjenci. Profesorowi podobało się moje wyznanie i pochwalił za to , że potrafię się przyznać do swoich trudności.

Powiedział też, że zawsze warto rozmawiać z pacjentem i przedstawiać mu swoje wątpliwości, dzielić się uwagami i w ten sposób angażować go w proces diagnozowania i wynikających z tego  postępowań terapeutycznych.

Po wielu latach wracam myślami do tego, co powiedział Profesor i nadal się zastanawiam, jak dalece lekarz powinien informować pacjenta o swoich wątpliwościach. Czy jest gdzieś linia ograniczająca , jeśli jest,  to niezwykle delikatna i płynna.

Przecież każdy człowiek jest inny i inaczej reaguje. Tylko jak to wyczuć i przewidzieć reakcję?

To jedno z najtrudniejszych zadań lekarza.

 

One Reply to “Na medycznej ścieżce. Pierwsze samodzielne badanie”

  1. Zosiu, wspaniała opowieść. Szkoda, że nie podałaś nazwiska Profesora. To byli nasi nauczyciele, osoby publiczne i Ichnauki zostają w nas.
    Choć z drugiej strony, ujalbym Jego naukę trochę inaczej. Pacjent wierzy, że my go uzdrowimy. Choć czesc przychodzi z nastawieniem, co ten konowal wie? Rozpoznaje y to w czasie a w Anglii najczęściej po rozmowie, gdy sklada”complaints” – skargę z której trzeba się tłumaczyć. Zawsze starałem się nawiązać z pacjentem kontakt. W Anglii lekarz zawsze przedstawia się jak najlepszy, wszystko wiedząc profesjonalista. Jeśli czegoś nie jest pe
    Wny mówi to wprost lub posyła do kolegi .Bardzo rzadko (raz) byłem świadkiem, gdy mierny Pakistanczyk wykopsal świetnego chirurga Anglika. Tu pacjent nie przychodzi do lekarza, ale do National Heath Service i oczekuję najbardziej profesjonalnego i skutecznego leczenia. Poza tym po każdym kontakcie z lekarzem towarzyszącą pielęgniarka zostaje i stara się, choć delikatnie, wyciągnąć opinie o kontakcie z lekarzem. Donosicielsrwo? Tak, ale zmusza do pewnych reguł relacji pacjent-lekarz. Niestety nie ma tu żadnych wykładów z etyki lekarskiej, A większość studentów? 75-80%chce zostać GP – lekarzem rodzinnym o ten rocznie zarabia grubo ponad 100 000 funtów. Jednak nie po byłem się „wad” polskiej etyki lekarskiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *