Cud Bożego Narodzenia

Kochani tu obecni i zaglądający przypadkiem.


Życzę – by się spełniały Wasze Najpiękniejsze Sny.

Bo BOŻE NARODZENIE to OPTYMIZM i WIARA, że można wszystko zmienić, ZACZYNAĆ OD NOWA a jednocześnie ZACHOWYWAĆ TO, CO NAJWAŻNIEJSZE I NAJCIEKAWSZE zapisało się w SERCU I PAMIĘCI.

A ten oset, który teraz- w końcu grudnia 2019 roku  nagle zapragnął  wyjrzeć na świat w naszym ogródku, jest jakby symbolem tego co napisałam.

Ma kolce i choć nieco ozdobiony przejściowym mrozikiem  jest stale radośnie zielony .

Wszystko dzięki sile korzeni i dzięki temu, że słońce łaskawe.

Tak jak my- czerpiemy siłę z korzeni naszych Przodków,  którzy dali życie i swoje geny .

I nic to, że czasem lodowacieją nam dłonie i szronem powleka się serce – dobre Słońce nas ogrzewa i przekształca barwy w kolor zieleni – Nadziei….

I nic to, że wyrosły nam kolce – wszak musimy się jakoś bronić przed złem tego świata….

W dodatku ta roślinka przybiera gwiaździsty kształt. Wygląda tak, jakby spadła z nieba.

A może w zaczarowany Wigilijny Wieczór poszybuje na nieboskłon i będzie udawała Gwiazdę Betlejemską ?

Kto wie ? 

WSZYSTKO

DOPRAWDY WSZYSTKO

MOŻLIWE

w te Cudne Magiczne Święta

BOŻEGO NARODZENIA

Powrót do Japonii . Piękna religia shinto.

SAM_9290.JPG

Jeszcze raz zdjęcie bramy, czyli Tori, tj. mieszkania czy grzędy dla ptaków. W ptakach mieszkają duchy przodków i są też wysłannikami bogów.Charakterystyczny element architektury Japonii

 

 

SAM_9289.JPG

Świątynia shinto w tle. Po lewej zbiornik wodny. Obmywanie…

 

SAM_9291.JPG

Chłopiec pije wodę z chochli

 

SAM_9294.JPG

 

 

  Innego dnia wśród miejskiego ruchu, nagle otworzyła  się przed nami cudna bajkowa kraina. To był teren świątyni najstarszej religii japońskiej- shinto, co po japońsku znaczy „ droga bogów”. Wiara ta jest oparta na miejscowej mitologii, wg której  zanim powstały ziemia i niebo było trzech bogów ,  dawali życie kolejnym i ostatecznie stworzyli świat. Tym światem były Wyspy Japońskie a ostatni potomek  bogów w  660 r.p.n.e. objął godność cesarza Jimmu. Obecnie panujący w Japonii  cesarz jest 125 potomkiem bóstw w prostej linii. Wszystkie te bóstwa określane są nazwą kami.

    Nie podaję nazwy zwiedzanej świątyni, bo nasz  krótki pobyt w Japonii upływał pod znakiem spotkań zawodowych i miałyśmy za mało czasu na dociekanie, notowanie. I przepadło.  Dlatego nie jestem  pewna jak się nazywała a nie chcę spekulować. Ale czy to ważne. Nazwy dla nas  brzmią obco i nawet z trudem dają się powtórzyć. Dla mnie istotą są obrazy i klimat.

A więc wracam do tych klimatów

     Gdy ujrzałyśmy teren świątyni, zwolniłyśmy kroku i już powoli przeszłyśmy  pod ładną konstrukcją, tzw. bramą,   typową dla pejzażu Japonii. Brama ta zwana Tori, oznacza

„ mieszkanie ptaka” W wierzeniach ludowych ” duchy zmarłych wstępują w ptaki i odpoczywają na tej bramie „  a wg shinto ,  ptaki są uważane za posłańców bogów.

 

Jednakowo budowane tori, są charakterystycznym elementem architektury japońskiej. Zwieńczeniem bramy są  dwie poziome belki oparte na  dwóch pionowych słupach. Bramy czasami pozostają w kolorze drewna, a często są malowane na popularną w Japonii barwę ochry , bywa, że nad belkami unosi się fantazyjny daszek.

Brama ta  symbolizuje” przejście ze świata skończonego ( ziemskiego) do nieskończonego , będącego światem bogów . Takie bramy możemy zobaczyć nie tylko przed świątynią, ale też na wodzie, na skale czy w ogródku przydomowym, wszędzie tam, gdzie wg religii shinto mieszkają kami. „.

Jak kiedyś czytałam,  w Japonii jest  zwyczaj, by  osobę, którą się czymś uraziło zaprosić pod taką bramę i bez słów czekać- jeśli pod nią przejdzie, oznacza to, że przyjmuje nasze przeprosiny. Taki rytuał bez słów przepraszam i wybaczam…

     Gdy z przejęciem  przekroczyłyśmy tę  bramą, wpadłyśmy w zachwyt. Otóż przed nami otwierała się szeroka zielona  przestrzeń a gdzieś w dali grała cudnymi barwami ochry i świetlistej ciemnej zieleni ozdobnego, powyginanego dachu , lekka, radosna świątynia shinto.  Z tej dość dalekiej perspektywy, była piękna, jakby wyjęta z bajki. Całość jakby ażurowa, nakryta finezyjnymi dachami zda się unosiła ku niebu. 

    Po chwili oderwałyśmy wzrok od  świątyni, by już przytomniej rozejrzeć się wokół. Odkryłyśmy, że nieopodal nas, nieomal w  centrum placu, jak wszędzie przed innymi obiektami tej religii stała  studnia, czy cembrowina z wodą. Dla Japończyków woda jest bardzo  ważna. Symbolizuje odnowę…

Obserwowałyśmy, jak wierni  podchodzili do studni , nabierali wodę wielką chochlą i polewali sobie dłonie, twarz a czasem nabierali ją do ust. Na zdjęciu udało mi się utrwalić obrazek małego chłopca, który przysiadł na skraju zbiornika i właśnie pije wodę z tej wielkiej łychy ….

    Potem ludzie zmierzali  do samej świątyni. W którymś momencie i  my tam podążyłyśmy. Tuż przed progiem świątyni,   już właściwie nieomal pod jej dachem wierni się zatrzymywali, gdyż dalej wchodzić nie było wolno. Za tą granicą ujrzałyśmy wielką dziewiczą przestrzeń złocistego , równiutko  zagrabionego piasku . Słońce się ślizgało po zda się drżących niewielkich piaskowych falach pozostawionych przez pewnie najzwyklejsze grabie.

    Rozglądałyśmy się szukając jakiś figur świętych , których była moc w świątyniach buddyjskich. Tu żadnej nie było. Były jakieś  samotne drzewka głazy, niewysokie kolumienki , zda się przygotowane do postawienia jakiegoś przedmiotu, ale puste. W ogóle wszędzie było pusto.

Jak napisałam, shinto, najstarsza japońska religia uznaje mnogość bóstw. Część starych legendarnych bogów ma imiona, ale każdy człowiek, wyznawca shintu może sobie wyobrazić swojego boga, ogólnie zwanego  kami i może sam ustalić gdzie mieszka ten jego bóg. A może on mieszkać gdziekolwiek  np. w drzewie, kamieniu, zwierzęciu, wodzie a nawet w wietrze. Człowiek wierzący w shinto nie  musi oglądać podobizn , rzeźb czy obrazów swojego boga, nie ma żadnych świętych ksiąg . Nawet nikt nie  musi się modlić, wystarczy tylko swojego boga zaprosić klaszcząc i w milczeniu porozmawiać.

Prośby o łaskę , pomoc czy podziękowanie swojemu bogu można też  zapisać na drewnianej tabliczce, które są sprzedawane nieopodal świątyni,  powiesić na płocie lub gdziekolwiek na zewnątrz świątyni. A kiedy przychodzi wiatr, tabliczki klekoczą co oznacza że modlitwa zmierza do adresata.

Długo obserwowałyśmy jak wierni stając przed tą opisaną pustą piaskową przestrzenią  powoli i z wielką powagą i namaszczeniem kilkakrotnie kłaniają się nisko niewidzialnemu, ale wyobrażonemu  i trzykrotnie klaszczą w dłonie.

I bóg jest z nimi…

 

Prawda, że super jest ta religia? Dla mnie to fajna, lekka, pogodna i wietrzna religia, nie zniewalająca  na siłę umysłu wierzącego . Ofiarowuje wolność, pozostawia miejsce w sercach na patriotyzm, wielkie przywiązanie do swoich korzeni, wierzeń i kultu przodków. Tam się mówi, że” jest daleko więcej umarłych niż żywych.”….

 

 

Santo subito….

 

 

P7220597.JPG 

 

 

„ Około 30 minuty transmisji z Rzymu wyłączyłem telewizor i poszedłem na spacer. Z poczucia całkowitej nieprzystawalności do tego, co widzę i słyszę, Z zawstydzenia samym sobą. Zmiażdżony skalą oczekiwań, jakie zgłoszono wobec świata, więc również wobec mnie….” Tak napisał Jarosław Mikołajewski w dzisiejszym felietonie pt. Biedny papież, zamieszczonym w Gazecie Wyborczej . I dalej cytuje słowa ks. Twardowskiego : ” Matka moja tak święta, że tylko przez skromność nie czyniła cudów”…..

       Zazdroszczę  wiernym, którzy do Rzymu z wielkim trudem przybyli i nie mogli oglądać bezpośrednio tej uroczystości, bo nie zostali dopuszczeni przed ołtarze. Skazani na sandały na obolałych nogach i telebimy cieszyli się jak dzieci z tego co nastąpiło. I nie przeszkadzało im to, że centralne wygodne miejsca zajęli różni oficjele w lakierkach. …

Zazdroszczę im tej wiary i dziecięcego entuzjazmu .

Jak mi do tego daleko, coraz dalej….

Postrzegam Kościół mój dawny,  zapamiętany oczami dziecka w coraz czarniejszych barwach. Przytłacza bezmiar grzechów księży , drażni pompa ich okryć , obrzędów , słów bez pokrycia. Nie rozumiem idei namnażania świętych , gdy widzę matki dzieci skazanych na wegetację, które są z nimi, walczą i w dodatku pomagają innym.

Gdzie się podziała moja dawna wiara? A może nigdy jej nie było?

       Mój kościół nadal pozostaje w koronach starych nadbużańskich sosen, w samotnych łazęgach  po wydmowym lesie i postojach gdy tylko szumna cisza jest towarzyszem. Tam jest mój Bóg….

I powtarzam końcowe słowa Jarosława Mikołajewskiego zawarte w wymienionym felietonie:  „ Wszystko jest takie jak było. Rewolucji chwilowo nie będzie. Ani we mnie, ani na świecie”.

 

 

2.JPG

 

 

3.JPG

 

 

5.JPG

 

 

P6080315.JPG

 

 

1.JPG

Może warto uwierzyć w czakramy…

 

 

Temat czakramów okazał się fascynujący i dziękuję goni, że w komentarzu do legendy o Królu Popielu i Mysiej Wieży pobudziła moje zainteresowanie. Wprawdzie nie doświadczyłam w tym miejscu żadnych uczuć wzniosłych, ale pewnie dlatego że nic o czakramach nie wiedziałam ale może też , że jak na razie, nie miewam bólów głowy …. Swoją niewiedzę usiłuję  usprawiedliwić tym, że przez bardzo wiele lat zajmowałam się problemami moich pacjentów i rodziny. A dookoła tyle się działo, dobrze, że teraz mam czas i mogę rozejrzeć się po świecie.

„Temat czakramów ożył w latach osiemdziesiątych XX wieku. Wówczas to Ziemia i jej mieszkańcy weszli w okres burzliwych przemian, które dotyczą wszystkich dziedzin naszego życia. Tracą wartość autorytety moralne religijne i naukowe. Uważa się, że jest to  związane z zmianami w polu energetycznym naszej planety. Zmienia ona swój ruch- obrót osią i wokół osi , obserwowane są  tendencję do zmiany biegunowości Ziemi.”

 Wg prastarych wierzeń hinduskich, doświadczeń jasnowidzów i wszystkich zajmujących się wiedzą tajemną,  nie tylko ciało ludzkie jest zbiornikiem energii (czakramów), ale podobne znajdują się też  w Ziemi . Te czakramy czasem są nazywane  gruczołami Ziemi lub Źródłami Mocy.  Są to kamienie nieznanego pochodzenia ( niewidoczne, lecz wyczuwalne przez osoby wtajemniczone) , które mają właściwości czerpania gromadzenia i przekazywania ludziom energii z Ziemi i kosmosu. Jest ona  pozytywna, poprawia samopoczucie i likwiduje drobne dolegliwości i sprawia, że życie jest lepsze. Dlatego wskazane jest odwiedzanie miejsc, gdzie znajdują się owe cudowne kamienie.

Według wiedzy tajemnej każdy czakram drga ( wiruje) z określoną częstotliwością co powoduje emitowanie  charakterystycznej dla siebie barwy. Ponoć wielu jasnowidzów dostrzega zmiany kształtu i barwy czakramów Ziemi i człowieka, ale niewielu to ujawnia.

Czakramy Ziemi znajdują się w następujących miejscach :

 – u podnóża Tybetu (jasnowidz odczuwa jego kolor jako fioletowy i drgania 17 /sek- zawiera energię gwarantującą każdej istocie żyjącej w zgodzie z prawami uniwersalnymi, ochronę i opiekę);

– w Indiach (kolor jasnozielony, 12 drg/sek -zawiera energię zasilającą procesy twórcze). Jednak ponoć ten czakram jest już na wyczerpaniu. Resztki tej energii można wyczuć w rzece Ganges, jednak z uwagi na zanieczyszczenia wibracja ta jest coraz słabsza;

Kolejny zbiornik energii Ziemi znajduje się – w Jeziorze Bajkał .Ma kolor brązowy i 4 drg/sek. Pobudzał on rozwój człowieka, zwierząt i minerałów, gwarantował rozwój na Ziemi. Jednak  życie w tym jeziorze zamiera, co ponoć jest widocznym skutkiem wyczerpania jego energii. – – Czakram na jeziorze Titicaca ma barwę czerwoną i 2 drg/sek. Oddziaływuje na sferę emocjonalną. Obecnie jego aktywność jest bardzo duża a czerwona barwa pobudza zachowania agresywne ludzkości.

-Czakram na Tasmanii ma barwę czarną, 1 dr/sek i jego energia wprawiała w ruch, pobudza wszystko co żywe. Jednocześnie jego częstotliwość działa jak czarna dziura- przyciąga energię o równych wibracjach i ją neutralizuje. W ten sposób jakby oczyszcza planetę . Jednak w przypadku nasilenia częstotliwości możliwe jest, że dojdzie do zmiany budowy planety i Ziemia powiększy swoją objętość trzykrotnie.

W  Polsce  czakramy znajdują się m.in. na Wawelu, we Wrocławiu, w Górach Świętokrzyskich . Wg niektórych jasnowidzów silne pole energetyczne odczuwa się także na Jasnej Górze, w — warszawskiej katedrze św .Jana, – w poznańskiej katedrze św. Piotra i Pawła czy – w Borach Tucholskich (Odrach), gdzie znajduje się tajemnicze cmentarzysko z II-III wieku, – w Tykocinie, tam gdzie synagoga.  -we Wrocławiu ( drga z częstością 24/sek i emituje barwę błękitną – jego energia pobudza procesy myślowe człowieka)

Czakram w Krakowie emituje kolor żółty 12drg/sek, a jego energia pobudza procesy myślowe człowieka, utrzymuje równowagę pomiędzy elementami żeńskim i męskim. Może  jednak przyczyniać się do utrwalania postaw konserwatywnych, podtrzymywać skostniałe struktury religijne i społeczne. To ponoć energia Serca Planety!

 Podobno w czasie wizyty w Polsce premier Indii Nehru udał się do podziemi wawelskich by się modlić przy tajemniczym kamieniu. Działanie czakramu wawelskiego potwierdzają przybywający tu zagraniczni pielgrzymi- głównie hinduiści i buddyści a nawet zagraniczne media piszą o magii tego miejsca.

Czy w Kruszwicy , pod Mysią Wieżą rzeczywiście jest czakram? Nie wiemy, ale wiele osób twierdzi, że w pobliżu Mysiej Wieży ustępowały im uporczywe bóle głowy i inne drobne dolegliwości. Więc może?

Ponoć można naładować także siły witalne w wielu innych miejscach, tam gdzie znajdują się  kurhany a kamienie tworzą tajemnicze kręgi…..

Lubię odwiedzać prastare Góry Świętokrzyskie i zawsze zadumać się przy pogańskich kręgach . Człowiek przystaje w pędzie i rozmyśla nad tajemnicą świata. Zawsze się zastanawiam dlaczego jest wiele takich magicznych miejsc, które wybrały dawne ludy na miejsce kultu a  potem kolejne pokolenia dokładnie tam  wznosiły swoje świątynie. 

Naczytałam się w necie na temat tajemniczej energii zawartej w człowieku w gruczołach  Ziemi czyli o czakramach, aż w końcu uwierzyłam.

O tym, że  w człowieku znajduje się energia, którą można wzmocnić tzw. pozytywnym myśleniem, wierzę od dawna. O jego znaczeniu mówi wielu i naprawdę się sprawdza. Gdy matki moich pacjentów  wykazywały znaczne zdenerwowanie stanem swoich dzieci, niepokój o to co będzie i jak będzie, zawsze uspokajałam, radziłam, by nie dopuszczały do siebie myśli o złym przebiegu choroby i wierzyły że będzie dobrze. Jeśli tak się działo, faktycznie było lepiej. Oczywiście we mnie pozostawał niepokój, czy nie mają racji, czy nie są to faktycznie przeczucia zdenerwowanego rodzica, bo i tak się zdarzało. Więc przywiązywałam wagę do odczuć rodziców, zawsze wzmagałam czujność ale jednocześnie starałam się podtrzymywać  w nich nastrój pozytywnego myślenia…..Dawno to było, gdy przy łóżku chorego spędzałam długi czas swojego życia, aż wydaje się to nieprawdą. Jednak okazuje się , że przy okazji takich tematów jak czakram wszystko wraca jakby to było dziś…..

Oczywiście sceptycy piszą, że owe czakramy zlokalizowane  w różnych miejscach na Ziemi wymyślono po to, by uatrakcyjnić walory turystyczne miejscowości. Nie wiem jak jest naprawdę, żal że nie jestem jasnowidzem, bo mogłabym napisać o swoich wrażeniach, odczuwanych tajemnych drganiach i niezwykłych  barwach czakramów. Szkoda.

Ale nam zwykłym śmiertelnikom na pewno przydaje się wiara  we własne siły, pozytywne myślenie, optymizm i uśmiech. Wtedy łatwiej się żyje .

Warto też  wędrować po świecie w poszukiwaniu tych wyróżnionych Miejsc Mocy by ładować swoje akumulatory, jak to się teraz mówi,  likwidować dolegliwości i  wzmacniać swoje własne czakramy by działały sprawnie, tak jak chcemy . A wtedy życie będzie jeszcze piękniejsze…oj życie, życie jest piękne i pełne zagadek….

 

Losy moich Rodziców. Rozważania o przyszłości.

Po siedmiodniowej przerwie wracam do wrzucania tych zapisków.

Przyczyną przerwy był wirusy. Zagnieździły się w komputerze i w naszych nosach i oskrzelach. Nadal  te objawy falują , jeszcze nie widać końca tej infekcji.. Najmłodszy wnuczek- Patryk jest jeszcze w szpitalu…

Teraz spadł śnieg, ale przed kilkoma dniami jakoś wiosennie śpiewały ptaki…

 

 

 

 

wracam do Losów moich Rodziców:

 

Wacław widząc radosną i ufną twarz Stefy, powrót jej siły i wiary w słuszność decyzji małżeństwa, był szczęśliwy.

Postanawiał w duchu, że nigdy nie zawiedzie ukochanej.

Że zawsze będzie przy niej.

Razem na dobre i na złe.

Na dobre i na złe razem.

 

I na marginesie wspominania tamtych czasów  rozmyślam sobie o  prawdach ponadczasowych.

O odwiecznych cechach młodości, takich jak ufność, wiara we własne siły i optymizm.

Dopiero życie przynosi refleksje i powoli pogrążamy się  w oparach smuty.

 

I to jest wielkie szczęście, że młodzi   nie wiedzą co ich czeka.

Bo rzeczywistość bywa okrutna i gdybyśmy ją znali wcześniej, może nie podjęlibyśmy tej walki jaką jest małżeńskie życie.

 

 

Zderzenie marzeń z rzeczywistością bywa niespodziewanie bolesne.

A  życie pisze pisze i pisze  swoje scenariusze, rozdaje testy do rozwiązania i czeka na nasz błąd, potknięcie.

.

 

I dopiero wtedy, gdy pozytywnie przejdziemy  razem taki test i wytrwamy w związku zachowując  wzajemny szacunek, czułość, przyjaźń możemy swoją smutę rozproszyć i cieszyć się tak właśnie przeżytym życiem.

 

Dałam się ponieść takim rozważaniem, ale cóż ja bidula mogę wiedzieć- dopóki żyjemy, przyszłość jest nadal  niepewna ….jeszcze nie czas na podsumowania…

 

Losy moich Rodziców. Powrót wiary w szczęście.

Na szczęście ślubu nie odwołano.

W czasie rozmowy z Tomaszem Stefa nabrała pewności siebie. Poczuła się silna, by stawić czoło wszelkim przeciwnościom.

Wielkie uczucie, które było w niej,  uskrzydlało.

Myślała, że teraz już wszystko może.

Przenosić góry.

Fruwać w przestworzach.

Nie wyobrażała sobie trudów i znojów życia w małżeństwie.

 Zresztą nikt, chyba nikt, kto zdąża w kierunku ślubu o tym nie myśli.

Losy moich Rodziców. Opowieść Taty ( 19 )

Noc przespałem spokojnie, wtulałem się w swoją poduszkę.

Pewnie śniła mi się Stefa.

Rano wstałem rześki, ufny i optymistycznie spojrzałem na świat.

Po smakowitym, ale zwyczajowo zbyt dla mnie tłustym śniadaniu wybrałem się do Stefy.

Wróciliśmy w sobotę, dzisiaj była niedziela, więc dzień wolny od pracy.

Stefa była już wypoczęta, rozluźniona.

Pewnie przegadała z koleżanką, współlokatorką,  pół nocy, chociaż tego nie można  było po niej poznać.

Może ta rozmowa z koleżanką miała taki dobry wpływ na moją Stefę.

W końcu przegadanie sprawy zwykle przynosi  ulgę, jest jak katharsis.

Koleżanka pobiegła do kościoła, my chcieliśmy się wybrać na wieczorną mszę.

Oczywiście moi rodzice zaprosili Stefę na obiad.

Chętnie przystała na tę propozycję.

Do obiadu mieliśmy jeszcze kilka godzin dla siebie, więc usiedliśmy pod naszym ulubionym oknem, skąd już buchała rozkwitająca wiosna.

Siedzieliśmy naprzeciwko siebie, jak zwykle.

Wtedy mogliśmy  patrzeć sobie w oczy.

Trzymaliśmy się za ręce.

Miała ciepłe, delikatne piękne dłonie.

Postanowiliśmy czekać na odpowiedź z Godziszki.

Termin naszego ślubu już był zaklepany.

Miał się odbyć w czerwcu, a teraz był  już kwiecień.

Uwierzyliśmy, że wszystko potoczy się łagodnie i dla nas korzystnie.