Santo subito….

 

 

P7220597.JPG 

 

 

„ Około 30 minuty transmisji z Rzymu wyłączyłem telewizor i poszedłem na spacer. Z poczucia całkowitej nieprzystawalności do tego, co widzę i słyszę, Z zawstydzenia samym sobą. Zmiażdżony skalą oczekiwań, jakie zgłoszono wobec świata, więc również wobec mnie….” Tak napisał Jarosław Mikołajewski w dzisiejszym felietonie pt. Biedny papież, zamieszczonym w Gazecie Wyborczej . I dalej cytuje słowa ks. Twardowskiego : ” Matka moja tak święta, że tylko przez skromność nie czyniła cudów”…..

       Zazdroszczę  wiernym, którzy do Rzymu z wielkim trudem przybyli i nie mogli oglądać bezpośrednio tej uroczystości, bo nie zostali dopuszczeni przed ołtarze. Skazani na sandały na obolałych nogach i telebimy cieszyli się jak dzieci z tego co nastąpiło. I nie przeszkadzało im to, że centralne wygodne miejsca zajęli różni oficjele w lakierkach. …

Zazdroszczę im tej wiary i dziecięcego entuzjazmu .

Jak mi do tego daleko, coraz dalej….

Postrzegam Kościół mój dawny,  zapamiętany oczami dziecka w coraz czarniejszych barwach. Przytłacza bezmiar grzechów księży , drażni pompa ich okryć , obrzędów , słów bez pokrycia. Nie rozumiem idei namnażania świętych , gdy widzę matki dzieci skazanych na wegetację, które są z nimi, walczą i w dodatku pomagają innym.

Gdzie się podziała moja dawna wiara? A może nigdy jej nie było?

       Mój kościół nadal pozostaje w koronach starych nadbużańskich sosen, w samotnych łazęgach  po wydmowym lesie i postojach gdy tylko szumna cisza jest towarzyszem. Tam jest mój Bóg….

I powtarzam końcowe słowa Jarosława Mikołajewskiego zawarte w wymienionym felietonie:  „ Wszystko jest takie jak było. Rewolucji chwilowo nie będzie. Ani we mnie, ani na świecie”.

 

 

2.JPG

 

 

3.JPG

 

 

5.JPG

 

 

P6080315.JPG

 

 

1.JPG

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *