Cały spocony, jak przez mgłę , słyszałem śmiech mojej wybranej.
Była góralką od urodzenia i znała góry, pokonując ich zbocza od wczesnego dzieciństwa. Przecież kiedyś opowiadała jak ze starszą o dwa lata przyrodnią siostrą- Kaśką chodziły na jagody na Skrzyczne a nawet kiedyś Mama spadła w dół i staczając się gwałtownie , obijając o skały.
Wtedy ocalił jej życie stary pień jodłowy. który znalazł się na jej drodze.
Nie wyobrażałem sobie wtedy tego nawet w ułamku procenta.
Poznałem to teraz i nie było mi do śmiechu.
Spocony i brudny wreszcie wylądowałem u podnóża góry.
W strumieniu, który płynął na dole umyliśmy się, trochę odpoczęliśmy i powędrowaliśmy do domu Stefy.
Żwirowa droga przez wieś była długa żmudna i rozpalona słońcem.
Ale to nie był koniec moich cierpień.


