Losy moich Rodziców. Opowieść Taty ( 12 )

 Dodatkowo moją sytuację pogorszyły kolejne wydarzenia . 

Oto któregoś dnia Stefa postanowiła pokazać mi góry z bliska.

Wybraliśmy się więc na Skrzyczne, górę, która królowała nad wsią.

Wydawało się, że ma dość łagodne zbocze.

Cieszyłem się, gdy powoli zbliżaliśmy się do jej podnóża.

Pachniał cudnie wielki las, a ścieżki wydawały się wyraźne i dostępne.

Wdrapywaliśmy się w górę, sapałem, ale dorównywałem kroku Stefie.

Po pewnym czasie miałem wszystkiego dość.

Szczytu góry nie było widać a wędrówka była trudna i ciągle się wydłużała .

Myślałem wtedy, pocieszając się, że łatwiej będzie z powrotem.

Wszak zejście z góry powinno być bezproblemowe.

Gdy wylądowaliśmy na szczycie, widok na sąsiednie góry i wielką kotlinę leżącą u stóp zapierał mi dech.

Było cudnie.

Siedziałem wśród krzaków kosodrzewiny, na jednej ze skał, obok miałem swoją Stefą i niczego więcej nie potrzebowałem do pełni szczęścia.

Potem rozpoczęliśmy powrót.

I tutaj przeżyłem swoisty szok.

Droga w dół, wbrew moim wyobrażeniom była katastrofalna.

Nogi gnały do przodu, traciłem równowagę, hamowałem z całych sił mięśniami ud.

Nogi mi cierpły , kamienie pod stopami się rozchodziły, pryskały spod powierzchni, traciłem równowagę.

Ponadto  czułem zawrót głowy patrząc w dół gdzie zda się wciągały urwiska i miałem wrażenie, że się oderwę od tego stromego zbocza i zacznę spadać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *