Na medycznej ścieżce. Prezent.

Piękny prezent

 

Anula zawsze tonęła w długach, w końcu sama wychowywała dwoje dzieci i musiała utrzymać dom . Wiedziałyśmy o jej sytuacji, ale opowiadała o tym na takim luzie, że  w końcu przestałyśmy się tak bardzo  tym przejmować.

Ale gdy pewnego dnia wkroczyła do dyżurki i od razu pokazała swój nowy pierścionek i bransoletkę- piękny to był komplet, nie uniknęła naszych pytań:

 Jakie to piękne. Skąd to masz?

A ona najspokojniej odparła, że mając w kieszeni pewną niewielką sumę, zastanawiała się jak ją rozdzielić, by starczyło do przysłowiowego pierwszego. Właśnie dochodziła do wniosku, że nie wystarczy…

.I wówczas dostrzegła na wystawie jakiejś galerii ów srebrny komplet.

Tak bardzo zapragnęła go mieć, że nie oparła się pokusie. Zresztą wcale nie próbowała. Miała szeroką radosną duszę i pański gest.

Zebrała wszystkie swoje moniaki i najzwyczajniej w świecie sprawiła sobie prezent….

 

Losy moich Rodziców. Opowieść Taty ( 14 )

Następnego dnia obudziłem się potwornym bólem gardła.

Wiedziałem dobrze co to jest.

Na anginy chorowałem często. Leczyłem się wtedy pędzlowaniem gardła za pomocą jodyny. Na szczęście Stefa znalazła jodynę u miejscowej zaprzyjaźnionej nauczycielki.

Wiem, że miejscowi naśmiewali się ze mnie.

Przyjechał obcy, rusek mówiono o mnie z pogardą i w dodatku rusek ze zdrowiem jak mimoza.

Ale wkrótce wyzdrowiałem i opuściliśmy Godziszkę.

Skłamałbym, gdybym powiedział, że wyjechałem stamtąd bez  ulgi.

Do domu wracałem bez odpowiedzi na moje oświadczyny.

Pocieszałem się jedynie myślą, że nie usłyszałem kategorycznego zaprzeczenia.

Może to byli tacy ludzie, myślałem, surowi, hamujący emocje, inni niż moi krajanie.

Ale liczyłem na ich serca.

Może zamknięte, ale przecież gdzieś w głębi ludzkie i dobre.

Losy moich Rodziców. Opowieść Taty ( 12 )

 Dodatkowo moją sytuację pogorszyły kolejne wydarzenia . 

Oto któregoś dnia Stefa postanowiła pokazać mi góry z bliska.

Wybraliśmy się więc na Skrzyczne, górę, która królowała nad wsią.

Wydawało się, że ma dość łagodne zbocze.

Cieszyłem się, gdy powoli zbliżaliśmy się do jej podnóża.

Pachniał cudnie wielki las, a ścieżki wydawały się wyraźne i dostępne.

Wdrapywaliśmy się w górę, sapałem, ale dorównywałem kroku Stefie.

Po pewnym czasie miałem wszystkiego dość.

Szczytu góry nie było widać a wędrówka była trudna i ciągle się wydłużała .

Myślałem wtedy, pocieszając się, że łatwiej będzie z powrotem.

Wszak zejście z góry powinno być bezproblemowe.

Gdy wylądowaliśmy na szczycie, widok na sąsiednie góry i wielką kotlinę leżącą u stóp zapierał mi dech.

Było cudnie.

Siedziałem wśród krzaków kosodrzewiny, na jednej ze skał, obok miałem swoją Stefą i niczego więcej nie potrzebowałem do pełni szczęścia.

Potem rozpoczęliśmy powrót.

I tutaj przeżyłem swoisty szok.

Droga w dół, wbrew moim wyobrażeniom była katastrofalna.

Nogi gnały do przodu, traciłem równowagę, hamowałem z całych sił mięśniami ud.

Nogi mi cierpły , kamienie pod stopami się rozchodziły, pryskały spod powierzchni, traciłem równowagę.

Ponadto  czułem zawrót głowy patrząc w dół gdzie zda się wciągały urwiska i miałem wrażenie, że się oderwę od tego stromego zbocza i zacznę spadać.

Losy moich Rodziców. Opowieść Taty ( 11 )

Ale po złożeniu moich oświadczyn zamiast radości i akceptacji ujrzałem mroczną chmurę w  spojrzeniach rodziców Stefy.

Wówczas Stefa, próbując ratować sytuację  zaczęła zapewniać, że nic się nie zmieni, że nadal będzie się starała spłacać dług, który zaciągnęła w czasie swojej edukacji.

Jej rodzina była wielodzietna a rodzice uważali, że dali jej wykształcenie i teraz należy się im zapłata.

 W moim mniemaniu dług ten już dawno spłaciła.

Nigdy jej o tym nie mówiłem, ale wiedziałem, że przez te kilka lat, gdy uczyła w Rakowie , żywiła się skromnie- widywałem jej posiłki- chleb, ziemniaki- i stale wysyłała pieniądze do swojego domu.

Wspominała kiedyś, że w czasie pobierania edukacji w Białej głodowała. Z domu dostawała worek ziemniaków i mleko a w czasie nauki w Seminarium miała stypendium za dobre wyniki w nauce. Więc wydawało mi się, że jej dług względem rodziny nie był znowu tak duży.

Jednak stale miała poczucie, zresztą  skutecznie podtrzymywane przez jej rodziców, że ponieśli duże straty finansowe związane z jej wykształceniem.

Teraz ich zapewniała, że nadal będzie oszczędzała i wysyłała pieniądze rodzinie. Ale oni nie odpowiedzieli.

    Nie dali swojej zgody na małżeństwo ale też wyraźnie nie oponowali, co napawało mnie jakąś nadzieją.

Pomyślałam, że gdy pobędziemy jakiś czas razem z nimi, poznają mnie lepiej i może w którymś momencie, ostatecznie przy pożegnaniu dadzą jakiś znak, że mnie akceptują i godzą się na nasze małżeństwo.

 W tym momencie jednak, nie doczekawszy odpowiedzi, zmieniliśmy temat rozmowy.

Spanie miałem w stodole na sianie i spędziliśmy w tej wsi kilka dni chwilami tylko spotykając się z rodzicami  Stefy.

Byłem traktowany jak powietrze i czułem się z tym źle.

Losy moich Rodziców. Opowieść Taty (5)

Stefa czasami bywała w naszym domu, grzała się w cieple mojej rodziny.

W czasie tych wizyt widziałem, jak bardzo pragnęła miłości i przytulania.

Chyba nigdy nie dostawała tego w swojej rodzinie góralskiej- twardej i hamującej uczucia.  Zrozumiałem to dopiero po latach, gdy poznałem jej wieś i ludzi tam żyjących.

Powoli rozpoczęliśmy przygotowania do ślubu.

Wiem, że napisała o tych planach do swoich rodziców.

Każdego dnia czekała na wizytę listonosza.

Czekała długo.

Ale z Godziszki , z jej rodzinnej miejscowowści nikt nie odpowiadał. To milczenie było ciężkie jak głaz, za trudne do udźwignięcia przez młodą dziewczynę. Kładło się cieniem na naszym związku.

Więc któregoś dnia postanowiła tam pojechać i porozmawiać osobiście.

 

Śladami mojego Taty. Pora powrotu do kraju…

Gdy zakończyła się wojna i powstała Polska Ludowa, Polacy żyjący na zesłaniu zbierali się do powrotu do kraju. Nie było to łatwe, bo należało w różnych urzędach załatwiać tysiące papierków, z co najważniejsze uzyskać zgodę władz sowieckich na darowanie wiecznej zsyłki.

Ciocia przy pomocy Jani zgromadziła nieomal wszystkie niezbędne dokumenty. Napisałam nieomal-  tak nieomal, bo okazało się, że jej synek nie ma prawa wyjazdu z Rosji. Tutaj się urodził i jest obywatelem tego kraju, oznajmiono.  Gdy ciotka wyczerpała wszystkie próby przekonania miejscowych i moskiewskich władz, po prostu dziecko wykradła. Wsiadła z córką do pociągu odjeżdżającego do kraju , a synka ukryła w tobołach. Miał siedzieć cicho, a że był dzieckiem rozumnym, więc siedział cichutko jak trusia.