Gdy zakończyła się wojna i powstała Polska Ludowa, Polacy żyjący na zesłaniu zbierali się do powrotu do kraju. Nie było to łatwe, bo należało w różnych urzędach załatwiać tysiące papierków, z co najważniejsze uzyskać zgodę władz sowieckich na darowanie wiecznej zsyłki.
Ciocia przy pomocy Jani zgromadziła nieomal wszystkie niezbędne dokumenty. Napisałam nieomal- tak nieomal, bo okazało się, że jej synek nie ma prawa wyjazdu z Rosji. Tutaj się urodził i jest obywatelem tego kraju, oznajmiono. Gdy ciotka wyczerpała wszystkie próby przekonania miejscowych i moskiewskich władz, po prostu dziecko wykradła. Wsiadła z córką do pociągu odjeżdżającego do kraju , a synka ukryła w tobołach. Miał siedzieć cicho, a że był dzieckiem rozumnym, więc siedział cichutko jak trusia.
