A może by tak po urodę, miłość, dobry seks i walkę z zarazą razem z…niewinnym krokusem :)


By na chwilę odparować od wszechobecnego tematu, którego rozwijać nie będę, nie należy nawet,  pochylam się na krokusikiem, który jeszcze zakwita jakby nigdy nic w moim ogródku. Jego uroda i radość jest ponad wszystkie człowiecze problemy. Nic dziwnego, bo już przeżył wszystko co ziemskie.

Bo jest zaklętym  w krokusa śmiertelnym młodzieńcem  o imieniu- Krokus ( Krokos),  stale zakochanym bez pamięci w nimfie o imieniu Smilaks. Która właśnie  czuwa w moim ogródku,  nieopodal, bo została  przemieniona w cis.  Stało się to kiedyś, dawno  z powodu gniewu bogów, którzy jak widać nie lubili miłości a może, co jest pewne-  zazdrośni o swoje nimfy rzucili klątwę na zakochanych. I na nic ich gniew, bo kochankowie trwają, odradzają się , przywędrowali ze starożytnej Grecji, jak opowiada przytoczony mit,  i pokazują, że Miłość jest nie tylko Ponadczasowo Piękna, ale też Nieśmiertelna!!!

       Zakwita więc w moim ogródku, pojedynczo się wychyla spomiędzy niezagrabionych liści. Liście umarłe już nie pamiętają swojej zielonej młodości a krokus ożywa. Czaruje, patrzy w niebo a może śni swój sen grecki czy perski. Może wpisały się w jego geny tamte odległe czasy ale też teraźniejsze ?

Kiedy uprawia się go nadal, nazywając szafranem, by zbierać  górne części słupka zwane znamieniem w czasie gdy przyjmują padający na nie pyłek, jeszcze przed zapłodnieniem, by robić z nich przyprawy czy barwniki mające wielką moc.

Szafran to najdroższa przyprawa świata !!! .  Potrzeba aż 150 000  kwiatów, by uzyskać 1 kg znamion !!!!

Dowiaduję się dopiero teraz, zainteresowana tematem, że ten niewinny krokusik to nie zwykły kwiatek, ale nie lada „ ziółko”. Sporo narozrabiał na świecie, nie tylko rozsiewał swój czar i urok….

        W XIV wieku Czarna śmierć w Europie gwałtownie podniosła zapotrzebowanie na szafran. Uważano, że jest jedynym lekiem na tę chorobę i epidemię. Ponieważ jednak umarli jego  europejscy plantatorzy , sprowadzano go z wysp Morza Śródziemnego, np. z Rodos,  na weneckich i genueńskich łajbach.  Jak podają historycy był to tak cenny towar, że grupa szlachciców ze swoimi wojami napadła na jeden ze statków, rabując towar  wart  420 tys. obecnych euro. Od tej pory rozpoczęła się walka z piractwem szafranowym, która przybrała charakter regularnej „wojny szafranowej”, trwającej 14 tygodni.  Po jej zakończeniu ustanowiono Bazyleę nowym centrum  europejskim produkcji szafranu, przeniesiono je potem do Norymbergii. Poznanym zjawiskiem było fałszowanie tego bogactwa i wówczas  powstał tzw. kod szafranowy wg którego fałszerze mogli być karani nie tylko grzywną, więzieniem ale też śmiercią.

         Ale cofnijmy się o dalsze setki lat. Otóż ludzie starożytni uważali, że szafran jest symbolem elegancji i bogactwa. Klasy panujące starożytnych imperiów przyprawiały nią potrawy, farbowano nim szaty a nawet perfumowano sale balowe !!!.

      Aromatem szafranu zachwycili się Grecy. Wkrótce odkryli, że barwi ich czarne włosy na jasny kolor, więc stosowali  w tym celu mieszankę kwiatów szafranu i wody potasowej.   Skosztowali też jak smakuje, zachwycili się  i od tej pory doprawiali nim potrawy.

Uwiecznili zbiory szafranu na słynnym fresku w pałacu Knossos a Krecie. Zadziwiające, że fresk przetrwał do dziś od swoich lat urodzenia czyli od roku 1600-1500 przed naszą erą!!!

      Egipcjanie podawali swoim faraonom  szafran uważając, że jest najsilniejszym afrodyzjakiem, ale też używali go  w formie perfum-  do kąpieli, domów, świątyń. Pod koniec hellenistycznego Egiptu kobieta wszechczasów, słynna Kleopatra kąpała się w szafranie stwierdzając że po niej staje się demonem seksu 🙂 .

     W starożytnej Persji, jeszcze w X wieku p.n.e.  uprawiano szafran na dużą skalę, a ich władca Dariusz I Wielki ( 500 r. p.n.e.) wydawał rozkazy swoim satrapom by sprawdzali, czy jest uprawiany w dalekich regionach jego imperium tj. na Kaukazie. Ciekawostką jest to, że po wiekach zaleziono w starożytnych dywanach czy całunach pogrzebowych- wplecione nitki-  szafranu.  Widać miał  znaczenie magiczne i terapeutyczne gdyż wchodził w skład rytualnych ofiar dla bóstw, ale też uważany był jako lek. 

Aleksander Wielki podczas azjatyckich kampanii zawsze zabierał ze sobą szafran , dodawał do ciepłej kąpieli , wierzył bowiem, że wyleczy jego rany.  Używano go też do herbaty, ryżu. W okresie około 500 roku p.n.e. szafran dotarł z Persji na wschód Indii.

Po śmierci Buddy podjęto postanowienie, by szaty kapłanów buddyjskich zawsze były barwione szafranem.

Szafran wędrował po świecie razem z handlarzami,  wszędzie zachwycając  ludzi swoim czarem. Najpierw, do roku 100 p.n.e., był  eksportowany z Persji do Chin, razem- uwaga-  z ogórkami, cebulą, jaśminem i winem. Oczywiście Rzym także importował swój szafran z Persji.
       Podczas upadku Cesarstwa Rzymskiego, uprawa szafranu została zaprowadzona przez Maurów w Europie – najpierw w Hiszpanii, a później w części Francji i południowych Włoszech.                

Na marginesie zadziwiające jest to,  że do tej pory szafran nie został podany jako panaceum na obecną pandemię 🙂

Może dzięki tej odgrzebanej z archiwum różnych portali, bo przecież nie z mojej głowy, opowieści, zakwitnie nam w głowach krokus, rozda swą moc szafranową, przyniesie nie tylko ucztę dla oczu ale też uspokojenie swoim pięknem i wielką historią.

Przyniesie też Optymizm i Nadzieję- przetrwamy, Kochani ten zły czas i odrodzimy się tak jak ten mały piękny kwiatek każdej wiosny….

Korzystałam z licznych stron internetowych, ale głównie z : https://szafrankrokus.com.pl/historia-szafranu/

Nowy Rok bieży ….Tęczowe życzenia ….

Przed 5 laty  tak tu pisałam. Myślę, że warto powtórzyć, bo słowa te ponadczasowe. Zapraszam ….

Opublikowane w Grudzień 31, 2013 przez Zofia Konopielko

Nowy Rok bieży….

A ja Wam, Kochani nie fajerwerki, szampany i szatki balowe lecz  tęczę  przysyłam ….. .

Jeszcze jesienią ją upolowałam nad wydmą leśną nieopodal naszej działki nad Bugiem. Zawsze jest  piękna  zjawiskowa i niosąca optymizm….

TĘCZA – to nie jest takie sobie zwykłe zjawisko optyczne i meteorologiczne  już dawno opisane. …

TĘCZA – to efekt szczególnej gry niebiańskiego światła słonecznego z kropelkami wody zawieszonymi w atmosferze.

To gra wielkiego Słońca z każdą pojedynczą kropelką wody.

Nieustanna zabawa trwa , fale świetlne odbijają się od tej jednej kropelki, od jej wszystkich sióstr , każdej z osobna. Każda  je załamuje, rozprasza na barwy – które złożone są po prostu białe , właściwie niewidoczne, jedynie jasne – a teraz krople wody  już kolorami nasycone zawieszają się na niebie tęczę tworząc.

Cudne, dynamiczne to gry , stale się toczą a TĘCZA  zupełnie spokojna, wielobarwna i  uśmiechnięta rozpościera swoje suknie na nieboskłonie….

To przez tę zjawiskowość, nieuchwytność, urodę wreszcie  – TĘCZA w wyobrażeniach ludzi zamieszkujących różne miejsca na ziemi ,  utrwaliła się w ich mitologii.

Grecy widzieli w niej drogę, którą przemierza posłanka bogów – Iris schodzącą z nieba na ziemię,

Chińczycy –  szczelinę w niebie, którą bogini Nuwa  zamyka szlachetnymi kamieniami i kolorami ,

dla Hindusów była łukiem boga błyskawic i grzmotów – Indry,

Skandynawowie widzieli w niej most łączący świat bogów i ludzi.

W Starym Testamencie była symbolem przymierza Boga z człowiekiem, obietnicą złożoną przez Boga Jahwe Noemu, że Ziemi już nie nawiedzi wielka powódź.

Aborygeni uważali, że z „ tęczowego węża” narodził się świat a człowiek mógł zostać wciągnięty do nieba i stawał się płanetnikiem….o płanetniku już pisała nie będę, bo  ciekawie o nim Wikipedia opowiada…

I właśnie dlatego przesyłam Wam na ten nadchodzący Nowy 2019 Rok  MAGICZNĄ TĘCZĘ .

I wyobrażam sobie, że jesteśmy zbiorem niezliczonej liczby kropelek –  jednakowych, czasem przemarzniętych, samotnych i bezbarwnych…..

I NIECH W TYM RODZĄCYM SIĘ WŁAŚNIE NOWYM ROKU PRZYJDZIE DOBRE SŁOŃCE I WYBIERZE NAS –  KAŻDEGO Z OSOBNA – TAK JAK KAŻDĄ KROPELKĘ WODY ZAWIESZONĄ SAMOTNIE GDZIEŚ W GÓRZE  – ROZŚWIETLI, OZDOBI BARWAMI I OGRZEJE  …

aż  staniemy się jedną wielką kolorową radosną TĘCZĄ NA WSPÓLNYM NIEBIE …

 

Na medycznej ścieżce. Znakomita bakteriologia w tym szpitalu.

Po podjęciu decyzji, że pacjent zostaje w szpitalu, należało wykonać badania diagnostyczne. Do nich zwykle, jak już wspominałam, należało nakłucie lędźwiowe i pobranie płynu mózgowo- rdzeniowego do badania ogólnego i bakteriologicznego.

Wielokrotnie widać było gołym okiem, że pobrany płyn był mętny, tzn. prawdopodobnie ropny.

Płyn ten, wydobyty z ciała chorego, jeszcze ciepły, był natychmiast badany w laboratorium mieszczącym się obok Izby Przyjęć. Pracowały tam same kobiety, dobrze wykształcone, najczęściej posiadały dyplom biologii lub farmacji.

Dyżurująca tam pani badała skład płynu, którego wynik mógł potwierdzać ropne zapalenie opon mózgowo- rdzeniowych .  Nieomal równocześnie wykonywała posiew tego płynu na odpowiednie biologiczne podłoże ułatwiające dalsze namnażanie bakterii, ale przedtem tzw. preparat bezpośredni. Na podstawie tej ostatniej oceny, można było z dużym prawdopodobieństwem odpowiedzieć na pytanie, do której grupy należy ten drobnoustrój. Ta informacja pozwalała nam na niezwłoczne podanie odpowiedniego dla tego szczepu antybiotyku. Oczywiście mogło się zdarzyć, że otrzymany po kilku dniach  wynik posiewu z określeniem lekowrażliwości wyhodowanego szczepu  mógł nie korespondować z naszymi sugestiami terapeutycznymi, ale było to w tamtych czasach mało prawdopodobne. Napisałam, w tamtych czasach, bo w latach 70 ubiegłego wieku problem lekooporności nie był tak nasilony jak teraz.

     Już wstępnie wiek dziecka i inne objawy, np. wybroczyny na skórze mogły sugerować z jakim typem bakterii mamy do czynienia, gdyż była obserwowana pewna prawidłowość. Noworodki, nieco starsze niemowlęta, małe dzieci  i starsze były atakowane przez bakterie z określonych grup.  

Nie muszę pisać, że oczekiwanie na wyniki to był bardzo duży stres dla personelu Izby przyjęć a szczególnie dla lekarza odpowiadającego za stan pacjenta. A był zwykle bardzo ciężki.

Ta choroba należała do jednego z najpoważniejszych schorzeń centralnego układu nerwowego.

 

Na medycznej ścieżce. Oznakowani pacjenci.

Z moich przeżyć przychodnianych zapamiętałam szczególnie jedno.

Otóż któregoś dnia do gabinetu wszedł wysoki smukły młody mężczyzna.

Wśród moich pacjentów rzadko zdarzały się osoby w tym wieku, gdyż dominowali starsi, chorujący na tysiące chorób równocześnie. No, może przesadziłam, nie tysiące, ale co najmniej kilkanaście.

Ten młody człowiek miał tatuaż w postaci kropek w zewnętrznych kącikach oczu i kropki pomiędzy palcami dłoni. Nie było to zjawisko nadzwyczajne, gdyż już wiedziałam, że określone grupy przestępców, czy tylko drobnych złodziei np. kieszonkowców znakowało się w ten sposób.

Czasami też widywałam osobników z wytatuowanym na lewej stronie klatki piersiowej wizerunkiem  kobiety. Jeden z nich miał na tym rysunku liczne linijne blizny. Dowiedziałam się przy okazji, że modą było reagowanie na jakieś problemy ze sobą, środowiskiem czy sympatią, nacinaniem takiego tatuażu nożem lub żyletką.

Niejednokrotnie pacjenci mieli tatuaż na ramieniu ze znaków imitujących dystynkcje wojskowe- kapitana, a częściej majora. To w świecie ludzi tego pokroju miało jakieś znaczenie, ale do końca nie wiem  jakie.

 Takie  obserwacje i  doświadczenia młodej lekarki miałam już za sobą.

Jednak ten pacjent zaskoczył mnie niezmiernie.

Śladami mojego Taty. Jeszcze o mojej Babci- Stanisławie…

Opowiedziałam już o rodzeństwie mojej Babci, a teraz wracam raz jeszcze do czasów, gdy miało się urodzić pierwsze dziecko Michaliny i Bolka Rodziewiczów- moja przyszła Babcia- Staśka.

Zastanawiam się , jaka była. Pozostały jedynie strzępki informacji przechowywanych w opowieściach rodzinnych i moje bardzo mgliste wspomnienia. Wszak miałam zaledwie osiem lat, gdy Babcia przeniosła się w zaświaty , mieszkała w pewnej odległości od Gorzowa- w Trzciance Lubuskiej i widywałam Ją sporadycznie. Jedynie analizując pewne cechy mojego Taty oraz swoje, mogę się snuć pewne spekulacje na temat , które cechy odziedziczyliśmy po niej, po tamtej rodzinie Rodziewiczów.

 

Otrzymała bardzo stare imię. Nie dowiemy dlaczego właśnie takie.  Może  ktoś ważny w rodzinie je nosił, a może tylko się podobało  Michalinie i Bolkowi .

A może jednak jej rodzice wierzyli w przeznaczenie i w to, że dziecko w momencie nadania mu imienia, otrzymuje w przedziwny sposób cechy przypisane do tego imienia.

Takie myślenie magiczne też mnie fascynuje, chociaż oczywiście wiara ta jest irracjonalna. Ale może jednak coś w tym jest, wszak wielka księga imion jest sporządzona na podstawie długoletnich  obserwacji ludzi. Nie wiem jak to jest naprawdę i na pewno nigdy się nie dowiem….

Teraz wracam w przeszłość. Widzę ten niewielki domek w Rakowie, miasteczku przy rosyjskiej granicy. Domek, gdzie uwili swoje gniazdko Bolek i Michalina. On, sierota po powstańcu styczniowym, jedynak, samotnik , organista w miejscowym kościele , chłopak ciekawy świata, mądry i czuły. Ona, wesoła, pogodna, jasna , opiekująca się dzieciarnią Rakowską angażując ją w organizowanie teatrzyku kukiełek, wspólne malowanie i lepienie z gliny i bardzo bardzo zakochana w swoim mężu.

Jest wieczór, ich dziecko wierci się w rosnącym stale brzuchu mamy. Mały stolik nakryty dzierganą serwetą, samowar, herbata w ładnych filiżankach albo raczej w szklankach osadzonych w srebrnych  oprawkach, słój z konfiturą, malinowa  ich słodycz w ustach. Michalina  szyje maleńkie koszulki z  cieniutkiego płótna, w kołnierzykiem haftowanym i sznurkowymi wiązaniami.  Bolek ogląda z czułością żonę i te koszulki. Usiłuje sobie wyobrazić , jak to będzie niedługo, gdy przyjdzie na świat ich pierwsze dziecko. Jeszcze nie wie, czy będzie to dziewczynka czy chłopczyk. W tamtych czasach nie było badań takich jak USG, na podstawie których jeszcze przed urodzeniem dziecka, można z dużym prawdopodobieństwem rozpoznać jego płeć. USG w Polsce pojawiło się dopiero po 1980 roku . A moja Babci rodziła się w 1874 roku!

Ale ponieważ  mój przyszły pradziadek jest człowiekiem czynu, przerywa rozmyślania, wstaje i z bibliotecznej półki wybiera starą zakurzoną księgę. Otrzymali ją od opiekuna Bolka, księdza Eustachego.

Bolek otwiera tę księgę i czyta. Michalina słucha nie podnosząc oczu znad robótki.  

Już najwyższa pora, by wybrać dziecku imię. Dyskutują na ten temat. Jest jedno imię , które im się podoba. Stanisław, Stanisława- melodyjne brzmienie, łagodność jakiegoś przodka o tym imieniu w tle- tak , pewnie tak nazwiemy swoje dziecko….

. Po przeczytaniu Wielkiej Księgi Imion już są  całkowicie pewni, że los im przynosi Staśkę lub Staśka.

Są to imiona te są pochodzenia słowiańskiego i tak stare, że nie od razu zgadujemy, co mogły na początku oznaczać. Wydaje się , że używane do tej pory takie określenia , jak :  „zastanowić się”, „stanowczy”, „ustanowić” wiążą się z tym imieniem.  Tak więc dziewczyna – Staśka- to dziewczyna o silnej osobowości , z  wrodzoną stanowczością  i zamiłowaniem do ustanawiania nowego porządku.

Stanisławy nie należą do istot płochych ani lekkomyślnych. Przeciwnie, chętnie podejmują się odpowiedzialnych zadań i ról społecznych.

Życie traktują poważnie, są zapobiegliwe i można polegać na ich zdrowym rozsądku.

Rodzice nadający swojej córeczce imię Stanisława powinni wiedzieć, że wyrośnie na kobietę samodzielną, ambitną i dobrze sobie radzącą z wszelkimi kłopotami.

Co więcej, Stanisława często będzie wygrywać w konkurencjach typowych raczej dla silnych mężczyzn.

Michalina i Bolek oderwali się od czytania tego wielkiego słownika imion, zamknęli przykurzoną księgę . Nie bardzo wierzyli w te informacje, ale już wiedzieli, że właśnie  dziecko o takich cechach chcieliby mieć.

I oczekiwali , bardzo oczekiwali na przyjście na świat swojego potomka- pierwszego potomka……

Śladami mojego Taty. Znaczenie imion, jak nie wierzyć.

 

Zdjęcie własne

 

Któregoś dnia Michalina znalazła wolną chwilę w ferworze przygotowań do ślubu . Może to była telepatia, bo w tym czasie Bolek w dalekim Rakowie otwierał  Księgę Imion.

I ona, myśląc o narzeczonym zastanawiała się nad jego imieniem. W ogóle nie wierzyła we wróżby, przepowiednie i  czary. Ale tego dnia przypadkowo znalazła starą gazetę w której były  informacje na temat różnych imion.

Wśród nich był wymieniony Bolesław. Więc trudno się dziwić, że zaczęła czytać.

W miarę czytania otwierała oczy ze zdumienia. Otóż tam napisano, że  Bolesław jest osobą prostolinijną, konkretną, sprawiedliwą, wyczuloną na ludzkie nieszczęścia. Chętnie służy pomocą i radą innym, jest zaradnym i dobrym gospodarzem. Dzięki swoim umiejętnościom stanowi dobry przykład dla innych.

Bolesław jest mężnym, dobrym patriotą, wzorowym ojcem i cenionym dyplomatą. Charakteryzuje go otwarty umysł i zdolność chłonięcia wszystkiego co nowe i dobre. Czasami bywa przekorny. Chętnie przyjmuje gości i składa wizyty.

Właśnie dokładnie tak go postrzegała, może za wyjątkiem tego ostatniego zdania. Pewnie trochę go idealizowała, bo jak mówili ludzie, miłość jest ślepa.

Ale cały tekst  potwierdzał jej wybór , wszystkie cechy przyszłego męża o imieniu Bolek napawały optymizmem .

I w bardzo dobrym humorze, napisała czuły list do ukochanego a potem wsiadła na ulubionego konia i udała się na samotną przejażdżkę drogą, którą otulały czereśniowe  drzewa ….

 

 

Pocztówka z internetu, nazwiska autora nie podano.

 

 

 

 

Śladami mojego Taty. Znaczenie imion, jak w to nie wierzyć

 

 

Czekając na termin ślubu, Bolek oddawał się swoim codziennym zajęciom. Jak zwykle grał  na organach w czasie porannej i wieczornej mszy. Często zostawał  w opustoszałym  kościele, i wtedy ulegając   emocjom improwizował  i  czuł, że  jest to muzyka jego serca.

Wieczorami w domu studiował różne księgi a czasami pisał. Tak,  Bolek lubił pisać. Pisał o tym co mu grało w danej chwili w duszy. Były to młodzieńcze wiersze, obserwacje  dnia codziennego,  notatki  z niezwykłych wydarzeń a także opisy  nagle odkrywanej zmiennej urody przyrody.

Czasami brał piórko i rysował jakieś sylwetki, domy, a któregoś dnia zaprojektował barwny  ogród jego wyobraźni.

Chłopak  lubił rozmyślać o przeznaczeniu i trochę wierzył , że imię, które człowiek otrzymał od rodziców, jest w jakiś przedziwny sposób związane z  jego charakterem i zachowaniem.  Któregoś dnia zajrzał do niewielkiej starej książki, która nazywała się   Księga Imion . Początkowo sceptyczne nastawienie, w miarę czytania, ustępowało zdziwieniu. Zastanawiał się skąd ludziska czerpali wiedzę na temat imion. I powoli dochodził do wniosku, że  to nie była zwykła fantazja, a prawdopodobnie wynik długoletnich obserwacji.

Bo wszystko się zgadzało. Wg tej Księgi,” kobieta obdarzona imieniem Michalina jest  uwodzicielska, ale pełna majestatu i wdzięku oraz arystokratycznych manier.  Czasami bywa nieśmiała i tajemnicza”. Przecież tak właśnie postrzegał swoją dziewczynę.

Dalej czytał „..jej imię  ma przyznany totem, którym jest winorośl, co sprawia, że kobieta o imieniu  Michalina dopiero w pełni rozkwita gdy jest w  towarzystwie osoby, na której może się oprzeć”. Tak było, gdy przebywali w większym towarzystwie . Od razu zauważył jak pięknie rozkwitała jej uroda, intelekt i dowcip, gdy znalazł się w pobliżu.

Nawet  to było prawdą , że „ Michalina nie  lubi tłumów , zabaw ludowych i jarmarków”.

Tak jak o niej napisano, nigdy pierwsza nie wyrażała swojej woli, ale gdy nadchodziła pora podejmowania ważnych decyzji, zawsze miała swoje zdanie, które potrafiła logicznie uzasadnić. 

Jak każda Michalina, jego wybranka  w sytuacjach stresowych  była nadzwyczaj spokojna, nigdy nie okazywała zdenerwowania. Wielokrotnie miał okazję by ją  podziwiać za niezwykłe  opanowanie  emocji.

Na końcu przeczytał, że szczęśliwe małżeństwo i interesujący zawód będą dla niej motorem działania.

Bolek zamknął księgę imion, z rozczuleniem myślał o swojej Michalinie. Właśnie na taką dziewczynę czekał długo , o takiej marzył. Nie miał wątpliwości, że będą szczęśliwym małżeństwem.

Jedno go tylko intrygowało i trochę niepokoiło w tej przepowiedni.

Michalina , by być w pełni szczęśliwą kobietą nie powinna poprzestać na zajmowaniu się domem, musi  mieć interesujący ją zawód.

A o tym niewiele wiedział…

 

zdjęcia własne