Życzenia Pięknego Bożego Narodzenia….

Ze wzruszeniem trzymam kopertę, a w niej taka kartka od Wspaniałej Kobiety, Matki dwojga Synów. Pomimo chorób i problemów zda się nie do udźwignięcia gdy się o tym pomyśli, zachowuje spokój i pogodzenie z losem, walcząc o każdą chwilę wspólnego rodzinnego życia….zachowuje pamięć o starej doktor, i z okazji wszystkich świąt, przysyła list, nieodmiennie….od prawie 20 lat… by Boża Dziecina dała Wszystkim Siłę – takie życzenia dla Was, i dla tych którzy najbardziej potrzebują…..

Kochani

Dziś tylko refleksyjnie, ponownie opowieść mojego Teścia, Jana, którą zawarł w Pamiętniku. Od 1944 r. po fikcyjnym procesie przeprowadzonym przez sowietów, za wydumane winy, z zastraszonymi świadkami  potwierdzającymi nieprawdę, Jan dostaje wyrok katorgi. To tendencyjne działanie ówczesnych władz, by wyeliminować z życia polską inteligencję. Na dalekiej Syberii tak spędza wieczór Wigilijny:

„….  Swoje święta, jak : Wielkanoc i Boże Narodzenie spędzałem przeważnie wieczorem po pracy.

Siadałem gdzieś w kąciku nary, wyjmowałem dwie pajki czarnego chleba po 350 gram i dwie porcje cukru po 27 gram.

Wszystko to układałem na białym ręczniku i stawiałem blaszaną miseczkę kawy. Osładzałem ją jedną porcją cukru, a drugą porcją posypywałem już pokrojony chleb.

Żegnałem się i zacząłem spożywać swoje zaoszczędzone dary w ciągu ostatniego dnia. Myślami byłem wśród żony i synów, rodziców, braci i sióstr.

Jak oni spędzą ten wieczór – czy są zdrowi i żywi.

Jak upływa życie kochanej żonie i kochanym synom?

Z pewnością lepiej niż mnie. Pragnąłem, żeby wytrzymali to nieszczęście.

Ja nie dopuszczam myśli, że się z nimi nie zobaczę.

Jestem tego zdania, że niewinna kara nie będzie taka bezlitosna.

Jeszcze się – Kochani- zobaczymy i wspólnie będziemy się cieszyli przy jednym stole.

Oby się te marzenia ziściły.

Oblewałem rzewnymi łzami te myśli i błogo mi się robiło, że jeszcze żyję, że najgorsze mam już za sobą.

   Wigilijną wieczerzę Bożego Narodzenia 1948 roku kończę.

Wszystek chleb ocukrzony zjedzony i wypita słodka kawa. Zasypiam z myślami , że jestem z Wami…..”

Magiczny Rok Dwóch Dwudziestek

W Nowym 2020  Roku

Magicznym bo

 Roku Dwóch Dwudziestek

Życzę Wam Kochani

I sobie

Życia bez „ schodów”

Ale jeśli  je napotkamy

 To  ich pokonania

Życzę

Bo u ich szczytu

zawsze czeka

Gniazdko Rodzinne

A w nim Czułość Najbliższych

Albo ich Duchy Zgromadzone

Przy domowym Ognisku

Dobre I Opiekuńcze  

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU !!!

Nowy Rok bieży ….Tęczowe życzenia ….

Przed 5 laty  tak tu pisałam. Myślę, że warto powtórzyć, bo słowa te ponadczasowe. Zapraszam ….

Opublikowane w Grudzień 31, 2013 przez Zofia Konopielko

Nowy Rok bieży….

A ja Wam, Kochani nie fajerwerki, szampany i szatki balowe lecz  tęczę  przysyłam ….. .

Jeszcze jesienią ją upolowałam nad wydmą leśną nieopodal naszej działki nad Bugiem. Zawsze jest  piękna  zjawiskowa i niosąca optymizm….

TĘCZA – to nie jest takie sobie zwykłe zjawisko optyczne i meteorologiczne  już dawno opisane. …

TĘCZA – to efekt szczególnej gry niebiańskiego światła słonecznego z kropelkami wody zawieszonymi w atmosferze.

To gra wielkiego Słońca z każdą pojedynczą kropelką wody.

Nieustanna zabawa trwa , fale świetlne odbijają się od tej jednej kropelki, od jej wszystkich sióstr , każdej z osobna. Każda  je załamuje, rozprasza na barwy – które złożone są po prostu białe , właściwie niewidoczne, jedynie jasne – a teraz krople wody  już kolorami nasycone zawieszają się na niebie tęczę tworząc.

Cudne, dynamiczne to gry , stale się toczą a TĘCZA  zupełnie spokojna, wielobarwna i  uśmiechnięta rozpościera swoje suknie na nieboskłonie….

To przez tę zjawiskowość, nieuchwytność, urodę wreszcie  – TĘCZA w wyobrażeniach ludzi zamieszkujących różne miejsca na ziemi ,  utrwaliła się w ich mitologii.

Grecy widzieli w niej drogę, którą przemierza posłanka bogów – Iris schodzącą z nieba na ziemię,

Chińczycy –  szczelinę w niebie, którą bogini Nuwa  zamyka szlachetnymi kamieniami i kolorami ,

dla Hindusów była łukiem boga błyskawic i grzmotów – Indry,

Skandynawowie widzieli w niej most łączący świat bogów i ludzi.

W Starym Testamencie była symbolem przymierza Boga z człowiekiem, obietnicą złożoną przez Boga Jahwe Noemu, że Ziemi już nie nawiedzi wielka powódź.

Aborygeni uważali, że z „ tęczowego węża” narodził się świat a człowiek mógł zostać wciągnięty do nieba i stawał się płanetnikiem….o płanetniku już pisała nie będę, bo  ciekawie o nim Wikipedia opowiada…

I właśnie dlatego przesyłam Wam na ten nadchodzący Nowy 2019 Rok  MAGICZNĄ TĘCZĘ .

I wyobrażam sobie, że jesteśmy zbiorem niezliczonej liczby kropelek –  jednakowych, czasem przemarzniętych, samotnych i bezbarwnych…..

I NIECH W TYM RODZĄCYM SIĘ WŁAŚNIE NOWYM ROKU PRZYJDZIE DOBRE SŁOŃCE I WYBIERZE NAS –  KAŻDEGO Z OSOBNA – TAK JAK KAŻDĄ KROPELKĘ WODY ZAWIESZONĄ SAMOTNIE GDZIEŚ W GÓRZE  – ROZŚWIETLI, OZDOBI BARWAMI I OGRZEJE  …

aż  staniemy się jedną wielką kolorową radosną TĘCZĄ NA WSPÓLNYM NIEBIE …

 

Na Nowy Rok będzie ” strzępiasto” :)

 

IMG_20170621_142611.jpg

Nasza droga, ciemny las wokół ale jasne niebo- takie skojarzenie z życiem….

a tak w ogóle to przyroda a szczególnie  las jest lekiem na całe zło tego świata… przynajmniej dla mnie…zapraszam….

 

 

Jeszcze nie „Stukamy w kalendarz” !

Kochani! Jak zwykle będzie „ strzępiasto”- bo tak określam moje pisanie pełne wątków pobocznych- ale na pewno darujecie mi- to nie ja, a moje palce wystukują to wszystko na klawiaturze a impulsy płyną z głowy i serca !!!!

To fajne powiedzenie  zawarte w tytule , pogodne, chyba zapomniane przypomina się dziś, kiedy Stary a jakże niedawno jeszcze Młody Rok odchodzi w siną dal, a bieży kolejny….2018….a my jeszcze odwracamy kartki kalendarza i nie „ stukamy w swój kalendarz”…chciałabym jednak stworzyć parafrazę tego określenia, na bardziej radosne…Kochani dopóki żyjemy siła jest w nas….a potem…., kiedy „ stukniemy w ziemski kalendarz… No cóż potem, zapraszam na Kasjopeję gdzie zamierzam się ulokować i gościć Was tam, moi Mili….piękny to gwiazdozbiór wyraźnie widoczny na niebie- choć gdy powiedziałam o tym Profciowi, który u nas gościł w pierwszy i drugi Dzień Świąt- od razu zareagował- ależ tam jest wielka temperatura!- ot, prawdziwy fizyk i naukowiec!!!- odparłam- w tym stanie ducha nawet wielkie temperatury nam nie zaszkodzą…..

 

I tu miało być o kalendarzu juliańskim, gregoriańskim etc. A nagle wdarł się …Stanisław Lem….bo gdy poszukałam w necie info nt. tego powiedzenie : Stuknąć w kalendarz- w jakimś tam portalu pojawił się Lem, i cytat z jego Cyberiady ( którą właśnie pożyczyłam z biblioteki, ale leży odłogiem, bo zajmuję się czymś innym – też pisaniem ale na tematy jak z odległej galaktyki)…..

Otóż Lem w tejże Cyberiadzie napisał : Stuknęła mi sześćdziesiątka, siódmy krzyżyk się zbliżał i nadzieje sławy doczesnej nikły. S. Lem, Cyberiada.

Od razu „złapałam haczyk „ i postanowiłam pogrzebać w Jego życiorysie i sprawdzić czy faktycznie był to już jego zmierzch życia ( jak mnie znacie, by znaleźć w sobie siłę wiary w „ świetlaną przyszłość” moich lat 80 , które zaczęły się 28 września 2017 roku…..

Stanisław Lem ur.1921 we Lwowie , zm. w 2006 w Krakowie. Żył więc 85 lat !!! Słuszny to wiek, choć mógłby dociągnąć przynajmniej do 100 ! Ale tak się nie stało i dobry Bóg zabrał go do siebie by śledził gwiazdy z odwrotnej strony. Ciekawe o czym tam teraz pisze J

Nie był to człowiek jedynie zapatrzony w kosmos i fantazje, ale też rozważał  jak się mogą porozumiewać istoty inteligentne i próbował określić miejsce człowieka we Wszechświecie. To nie wszystkie Jego zainteresowania,  jakby się zdawało, ale też żywo interesowało  go to co przyziemne- ziemski  człowiek – snuł więc  refleksje naukowo- filozoficzne na temat współczesnego społeczeństwa,  krytykował różne systemy polityczne, na żadnym nie zostawiając przysłowiowej „ suchej nitki”,  filozofował.

Jego książki w dość odległym okresie należały do najczęściej czytywanych w świecie nieanglojęzycznym . Przetłumaczono je na ponad 40 języków , osiągając łączny nakład ponad 30 milionów egzemplarzy co lokuje go na czele wszystkich innych pisarzy polskich.  Krytycy porównują jego wpływ na literaturę światową do wpływu np. Wellsa czy Stapledona.

Jego nazwiskiem nazwano planetoidę oraz pierwszego polskiego satelitę naukowego.

       Faktycznie po ukończeniu owych 60 lat pisał mniej powieści beletrystycznych , ale był stale aktywny, co można prześledzić w jego biografii zawartej w Wikipedii. Ważne jest to, że nie usiadł w fotelu i rozmyślał o przeszłości….dla mnie fajne….każdy wiek ma swoje prawa, zajęcia…

Ale nieco śmieszne jest to, co znalazłam w Wikipedii, że był znawcą i wielbicielem oraz aktywnym degustatorem chałwy i marcepanu. Pomimo stwierdzonej cukrzycy, konsumował te słodycze bez umiaru, ponadto pijał likiery a także gin o którym to trunku wyrażał się z sympatią korespondując z Mrożkiem, palił także papierosy, ale wyłącznie mentolowe.  

Wielbił poezję Leśmiana, fragmenty Trylogii Sienkiewicza, lubił muzykę poważną szczególnie Beethovena oraz jazz ( duety Luisa Armstronga z Ellą Fitzgerald) ale też piosenki z Kabaretu Starszych Panów i niektóre Beatelsów. Lubił filmy rozrywkowe szczególnie King Konga, serie z Jamesem Bondem, Gwiezdne Wojny…filmy Luisa Bunuela….

Był poliglotą- znał łacinę, niemiecki, francuski, angielski, ukraiński i rosyjski.

Kochał narty i Zakopane. W tym mieście zatrzymywał się w Astorii, gdzie powstało jego wiele książek. Był też pasjonatem motoryzacji- lubił ostrą jazdę, wyprzedzanie i ściganie się spod świateł, a do garażu wjeżdżał z impetem . Sam naprawiał swoje samochody.

Był człowiekiem pogodnym, dowcipnym i czarującym – co zaskakiwało wielu, którzy do tej pory, zanim spotkali się z nim osobiście, a znali tylko jego twórczość- zaskakiwało.  Często żartował z otaczającej rzeczywistości , był szalenie gościnny i zabawiał rozmową a czasem nawet szaloną dyskusją. Bywało, że wpadał w irytację, szczególnie w sytuacjach z urzędnikami….

Dlaczego piszę o Lemie ? ot, tak sobie…po prostu fajnie jest poznawać nie tylko pisarza, ale człowieka….optymistyczne dla mnie….radość życia !!!

I tego Wam, Kochani życzę !!!

Nie tylko na Nowy Rok- nie tylko Zdrowia, Szczęścia , Pieniędzy może, ale Radości Życia, z tego, że żyjemy i jest to piękne….bo Życie jest Piękne, prawda?

 

 

IMG_20170623_173932.jpg

 Nawet gdy jest bardzo ponuro- zawsze gdzieś światełko, jasność przynajmniej…..

 

Przerywnik świąteczny…

Przerywnik świąteczny

Dziś nadeszła pora, od nas niezależna,  na zajęcie się tematem Bożego Narodzenia.

Już jutro Wigilia…..u nas przetrwała piękna tradycja, którą przenieśli  ze swoich rodzin moi Rodzice. Otóż  przed indywidualnym dzieleniem się opłatkiem i zasiadaniem do stołu trzeba zebrać się w kręgu. Już nawet nasze Wnuki wiedzą jaki jest scenariusz i grzecznie się ustawiają , choć dość nerwowo zerkają na stertę prezentów pod choinką. Ale cóż, jest rytuał , porządek i trzeba się dostosować. Gdy tak stoimy w RODZINNYM KRĘGU  Najstarszy Rodu zabiera głos. Prosi o ciche wspomnienie NASZYCH ZMARŁYCH – każdy sam z NIMI rozmawia w duchu- z kim chce i jak chce. Po  tej chwili milczenia odmawiamy Ojcze Nasz- a potem jest krótki przekaz myśli. Przedtem przemawiał mój Tato, a teraz Mirek. Gdy przybywa nowy Członek Rodziny po raz pierwszy obecny na Wigilii, jest witany specjalnie . Potem Mirek składa życzenia by wszyscy- cała RODZINA- by WSZYSCY ,  się kochali, pomagali wzajemnie i byli w stałym kontakcie. Na koniec jest  słowo o pokoju na świecie i o  wszystkich którzy cierpią ….

I Wam Kochani , którzy tu zajrzycie i tym którzy tu nie zajrzycie 

składam

ŻYCZENIA SPOKOJU, RADOŚCI DUCHA A PRZEDE WSZYSTKIM ZDROWIA!!!

Imieninowe kochanie…

 

StefaDzieckoSiostra.JPG

Stefka, moja Mama. Jedyne zdjęcie z Jej dzieciństwa jakie posiadamy….Już jest starsza, niż opisywana poniżej….

 

 

 

Dzisiaj są Imieniny mojej Mamy.

Stefanii, Stefki, jak mówiono tu, w Godziszce.

Od rana jestem z Nią, rozmyślam, czuję obecność, pomimo tego, że przebywa od 2000 roku w tym Drugim  Lepszym Świecie…

     I wracam do dawno zapisanych tu Opowieści mojej Matki. Ale po 6 chyba latach można przypomnieć jak było wtedy, gdy ledwie XX wiek się zaczął…..

      I znowu tu jestem, w Beskidzie Śląskim, jak przed ponad 60 laty. I stale młoda jak kiedyś, może tylko z bledszym zachwytem , staję  na zboczu Skrzycznego. Jednak widok jest tak piękny, „że umarłego by ruszył” a cóż dopiero mój Zachwyt. Czuję jak we mnie rośnie ten Zachwyt , dojrzewa, kraśnieje i już jest, taki jak kiedyś….

     Widok na wielką Kotlinę Żywiecką jest rozległy. Zda się , że to Pan Bóg  zabawia się układaniem makiety i pokazywaniem jej tym, którzy chcą patrzeć…Nawet miejscowi mówią, że tu jest pięknie, a cóż dopiero my, wakacyjni przybysze …

Krajobraz zamyka daleki  Beskid  Mały i Żywiecki z Babią Górą w tle  i dwugarbną   Romanką z przytulonym , wychylającym się  zza niej figlarnie,  Pilskiem…

Kotlina ma nierówne dno, pofałdowane a na grzbiecikach  wzniesień Najwyższy poukładał domki by z dalekiej perspektywy naszej chałupki wyglądały jak paciorki nanizane na sznureczkach dróg i strumyków .

       Nieomal u moich stóp jest miejsce gdzie urodziła się moja Matka. To duża wieś, Godziszką zwana. Smukła wieża kościoła zaznacza ten rejon, gdzie kiedyś  stary drewniany sczerniały przysadzisty dom moich góralskich dziadków przysiadł zmęczony przy drodze biegnącej dalej w dół, aż do Łodygowic. Jeszcze pamiętam tą rodzinną chatę,  wejście i mroczne wnętrza z pięknymi świętymi obrazami zawieszonymi skośnie pod sufitem ….Już oczywiście nie ma tej chałupy, tylko przetrwała w opowieściach Mamy i mojej pamięci.

I przychodzą Jej opowieści o młodości  górskiej i obrazy….

    W 1907 roku w rodzinie Jakubców przychodzi na świat kolejna dziewczynka.  Ma duże  intensywnie błękitne  oczy , w których do Jej ostatniego dnia niespodziewanie rozjarza się  radość i  ciekawość wszystkiego co dookoła .

Gdy już rozgląda się po świecie, ma trzy a może cztery lata,  myśli, że jest niekochana. Rodzice są zapracowani, oschli, bez słów o miłości, bez przytuleń i miłych gestów. Twardzi górale wieśniacy.

 A w domu  „dziecków” stale przybywa, ona jest najstarsza u drugiej żony Dziadka Michała- Marianny. Z pierwszej żony  pozostało jeno wspomnienie, grób i pięć córek. Same dziewczyny w domu, stałe oczekiwanie na syna.

Tak, mała Stefka ma powody, by uważać, że nie jest kochana…

Lubi tedy  przesiadywać  samotnie na wysokim progu tego  przysadzistego, drewnianego i sczerniałego dotykiem lat domu i obserwować świat . Bywa, że ktoś przechodzi, że krowy przejdą na łąkę albo wóz drabiniasty zaskrzypi…

     Ale czasami pylistą drogą  przejeżdża powóz z parą dorodnych koni , a w nim  wytwornie ubrana  kobieta. Dziewczynka siedzi nieruchomo wstrzymując oddech z zachwytu. Ta chwila jak mgnienie oka mija, bo powóz już znika w tumanie kurzu i wszystko wydaje się snem.

I wreszcie przychodzi jeden taki dzień, niezwykły.

Bo powóz nie pędzi dalej drogą do Łodygowic, mijając obojętnie zabudowania i górali krzątających się obok domów czy na polu , ale zatrzymuje się przed starą chałupą gdzie na wysokim progu siedzi mała niebieskooka zachwycona dziewczynka . Z powozu wysiada ta wytworna, pachnąca kobieta , kobieta jak z bajki. Chociaż nie jestem pewna, czy Stefka znała jakieś bajki, czy zapracowana matka miała czas na gawędy i rozmowę z dziećmi. Tego nie wiemy i już się nie dowiemy. Więc wszystko jest jak w bajce, którą może kiedyś opowiedziała babcia a może jednak  mama….

Tak więc ta wytworna pani podchodzi do dziecka i  pyta o ojca.

Ojciec jest, dziecko potakuje nieśmiało. Pani wchodzi do izby . Musi schylić głowę, bo próg jest wysoki a odrzwia maleńkie, by ciepło nie uciekało zimą.

Dziewczynka nasłuchuje z ciekawością o czym to rozmawiają dorośli w chałupie…i słyszy, przemiły głos eleganckiej  pani :  na to dziecko już dawno zwróciłam uwagę. Nie mamy swoich, zabierzemy ją do dworu, będzie miała wszystko, jak w raju, adoptujemy i wychowamy jak zechce ojciec..

Dziewczynka wstrzymuje oddech.

Ma  może 3, może 4 lata,  ale rozumie, że teraz ważą się jej losy.

Tak, na pewno ojciec ją odda, bo nikt tu jej nie kocha, jest dziewczyną, a nie wymarzonym synem, w dodatku już kolejne pędraki pełzają po izbie.

Jak boli to małe serce, buzia w podkówkę i łzy zalewają oczy …i rodzi się  pamięć o tym dniu , która trwa do końca życia, do zniedołężnienia ponad 90 letniego …

I gdy rozpacz dziecka sięga dna, nagle słyszy słowa ojca:

– ja nie mam „dziecek”  na rozdawanie.

          Od tej pory już  wie , że jednak jest kochana….

 

Dzisiaj Twoje Mamo Imieniny, obserwuj nas z chmurnej przestrzeni, kochamy Ciebie i zawsze będziemy pamiętali, dopóki żyjemy…..

Bądź wreszcie szczęśliwa w tym Drugim Lepszym Świecie, bo ten Ciebie nie oszczędzał…Bądź Mamo…..

 

 

Życzenia Wielkanocne.

SAM_3558.JPG

 

SAM_3562.JPG

Tegoroczna pocztówka od dawnych pacjentów…..jestem z nimi….

 

 

 

Życzenia Wielkanocne

 

Miało być jak zwykle. Zwykłe lapidarne życzenia. Takie jak np. :

Z okazji nadchodzących wielkimi krokami wiosennych Świąt Wielkanocnych życzę Wam, Kochani, Zdrowia, Szczęścia i Radości.

 

Ale będzie trochę inaczej.

Będzie o Michasiu i Czarku. Moich dawnych pacjentach, już dawno pełnoletnich, którzy z okazji każdych Świąt nadal przysyłają mi kartki. Pisze  ich Mama, bo im  Los zaraz po urodzeniu odebrał wzrok.  Za to hojnie obdarował  chorobami licznych narządów ale  dla równowagi dała uśmiech, łagodność, pogodę ducha. Dał też Im Rodziców, którzy zasługują na miano Świętych za życia.

Nigdy  nie zapomnę tej Rodziny. Widzę Ich twarze, zachowanie, twarze” pokerowe” rodziców „ ubrane w pogodę ducha” i wesołe baraszkowanie misiowatych chłopaków. Przybywali ze swojej maleńkiej wsi oddalonej o przeszło 100 km , starym Maluchem, zawsze punktualni, skromnie, ale ładnie ubrani . Dzieci zadbane. Pewnie bardzo oczekiwane, duma, że synowie, najpierw Czarek po dwóch latach Michaś. Taki sam , niestety ten sam zespół. Gdyby chociaż dziewczynka, byłaby zdrowa, ale byłaby nosicielką tego tragicznego genu. Ale co dalej? Jakie miałaby dzieci. Nie wiedzieli, że tak może być, że dwaj będą tak samo chorzy, poradnictwo genetyczne było wtedy skromne. Potem już nic nie dało. Rozpoznanie suche na kartce. Zespół taki i taki. Jaskra wrodzona, operacja, głębokie  niedowidzenie, wada nerek, teraz już dializy, niewielkie opóźnienie w rozwoju,  deformacje kostne bo otyłość i nerki niewydolne i jeszcze ta padaczka….wszystko poukładane, jednakowe, przewidywalne, tylko co dalej? Walka, próba jakiegoś leczenia tylko objawowego, w które zresztą nie wierzyli, wizyty systematyczne u różnych specjalistów. Dobrze, że CZD byli w jednym gmachu, potem już pełnoletność synów i jeżdżenie z nimi po okolicznych miastach z każdym problemem i czasem listy do mnie, że działają, że walczą i jest jak jest, i bez żalu i słowa skargi. Niezwykli. I jeszcze pole nie obsiane i bydlęta głodne.

Tylko te spracowane dłonie

Gdy wszyscy wchodzili do gabinetu w CZD, to jakoś jaśniało. Pomimo tragizmu sytuacji czuło się ich siłę, jakieś pogodzenie z losem ale i w tym siłę.

Wówczas przychodziło myślenie, z symbolicznym „ biciem się w piersi” że mam brak pokory, że narzekania, że nasze problemy wobec tamtych maleńkie i że to jest grzech , wielki nasz  grzech – wyolbrzymiać, przewidywać najgorsze i się żalić.

Nigdy tego od nich nie słyszałam.

Pewnie płakali w ukryciu, że roli nie będzie miał kto uprawiać, że gospodarzami nigdy nie będą ich synowie i że tak ich los doświadczył. Pewnie płakali Ci Rodzice. W skrytości, bo sąsiedzi patrzyli.

   Ale do mnie przynosili swoją łagodność uśmiech zatroskany i jak wspomniałam wielką siłę.

A cóż ja im mogłam dać, tylko uśmiech dawałam.

Uśmiech , którym zakrywałam ból ściśniętego serca, i pytanie  gdzieś w środku zamknięte, nigdy nie wypowiedziane przy wielu też innych rodzicach przewlekle chorych dzieci.  Dlaczego?  Gdzie jest ten ponoć sprawiedliwy Bóg?

.

I to by było na tyle. Za dużo napisałam, za obszernie, zbyt emocjonalnie i przez to chaotycznie. Ale jestem z Nimi, szczególnie w takim dniu kiedy to Chrystus Zmartwychwstał…..

 

Pomyślmy więc o Nich, Kochani , w tę cudną radosną Wielkanoc, przy okazji dzielenia się jajkiem i składania życzeń . I potem gdy owies zielony i pisanki i baranek na świątecznym stole i szynki i baby wielkanocne. …

Pomyślny   o Tamtych Ciężko Doświadczonych. O Czarku i Michasiu i o wielu innych którym cierpienie dano i o ich Rodzicach- Świętych za życia.

Może jednak dobry Bóg popatrzy i zobaczy, posłucha i usłyszy  a w swej Łaskawości da Im siłę i pozwoli  przetrwać …..

 

Trzymam w ręce pocztówkę od Chłopaków , a tam napisano, że nadzieja jest….

 

” Radosnych Świat Wielkanocnych wypełnionych nadzieją budzącej się do życia wiosny…..”

 

SAM_3525.JPG

 

SAM_3530.JPG

 

SAM_3540.JPG

 

SAM_3533.JPG

 

SAM_3508.JPG

Pozdrowienia i życzenia z michałowickiego domu i z ogródka…

 

Czas na życzenia…

 

 

PC250073.JPG

 

 

I czas Wigilii nadchodzi. Za oknem bardziej wiosennie niż zimowo. Katary z Inowrocławia przywieźliśmy, ale to nic. Widać już nie powinno się wyjeżdżać o tej porze roku i w duże zgrupowania ludzi. Ale to tylko margines….

Dzień wstał, obok drzwi wejściowych do naszego domku kula zakupiona na Kujawach światłami błyska. Przypomina tamte ziemie, gdzie goni Mama się urodziła a Ona spędzała wakacyjny czas w Szymborzu. Bliskie są mi te Kujawy….

Ale to margines. Jak co roku zbierze się o 15 rodzinka. Oto ona na zdjęciu  grupowym z 2009 roku , kiedy to jeszcze dwojga wnucząt nie było na świecie, a Leza nie myślała o tym, że zostanie mamą żywiołowego Pola. Przesyt dań świątecznych spowodował przymus wyłożenia się na naszym legowisku. Fajne to zdjęcie….błogostan…

Barszcz już ugotowany. I kompot z suszonych owoców i mak zmielony trzykrotnie spoczywa w wazie razem z bakaliami. Ryby i sałatki przybędą z dziećmi. … Niedługo przyjdą starsze wnuki i będą choinkę stroiły. Na razie zdjęcie zeszłoroczne tu wrzucam z życzeniami dla Wszystkich którzy tu zajrzą. Niezależnie od poglądów politycznych, sympatii czy antypatii dziś jednoczmy się. Może stanie się cud zrozumienia Innego , porozumienia, może stanie się cud….

ŻYCZĘ WAM KOCHANI ZDROWIA MIŁOŚCI, DZIECIĘCEJ, RADOŚCI I DZIECIĘCYCH ZACHWYTÓW POMIMO TEGO, ŻE JUŻ DOJRZAŁOŚĆ PRZYSZŁA. A PRZEDE WSZYSTKIM SZCZĘŚCIA, BO MOŻNA MIEĆ WSZYSTKO I STRACIĆ PRZY BRAKU SZCZĘŚCIA….

SPOKOJU I SAMYCH DOBRYCH DNI W NADCHODZĄCYM NOWYM 2016 ROKU…

 

cyganie.JPG

Michałowice, 2009, zdjęcie robił Mirek, więc go tu nie ma. No i dwojga najmłodszych wnucząt bo jeszcze się nie urodziły. Nieodłączna Leza nie wie, że będzie mamą…..

Maleńkie życzenia.

 

 

 

 

P1010283.JPG

 

 

P1010275.JPG

 

Dzisiaj, w kolejnym dniu 2015 roku po raz kolejny trzymam w dłoni otrzymaną przed świętami pocztówkę.

W całej masie złoconych, lśniących, bardzo kolorowych z kwiecistymi tekstami życzeń ta wyróżnia się wielką skromnością. Powoduje, że tkliwość przychodzi i czułość, jej dotyk jest delikatny jak ciało dziecka, nie razi nachalną komercją .

A jest to pocztówka nie z Polski. Otrzymałam ją od przyjaciół z Białorusi.

Przeczytałam wydrukowane życzenia , przetłumaczyłam.  Słowa tam lekkie jak puch „ maleńkie życzenia ogromnego szczęścia w nowym roku” . Nie byłam pewna, czy jest to język białoruski, ale na odwrocie napisano, że jest rosyjska.

Potem Lora mnie pochwaliła za dobre tłumaczenie a ja Ją za piękną polszczyznę napisanych własnoręcznie życzeń, wszak języka nauczyła się sama z sympatii dla naszego kraju. Może to odezwały się gdzieś głęboko ukryte w Jej genach  polskie korzenie, odziedziczone po Babci.

Ponoć białoruskich pocztówek nie nabyła a tę, i nic, że rosyjską. I dobrze. Bo wiem, że zwykli ludzie zamieszkujący te kraje są właśnie tacy. Czuję miękkość mowy mojego Taty, urodzonego na kresach, Jego wrażliwość na piękno , skromność i prostotę. I słowa mojej Babci- mileńka moja…

Tak więc dzisiaj , w tym Nowym Roku, który nie wiadomo jaki będzie , bo tak wiele od nas nie zależy powtarzam ze zwykłymi Rosjanami, Białorusinami i Polakami- „ maleńkie życzenia ogromnego szczęścia w nowym roku”.

Niech tak się stanie!

 

 

P1010281.JPG

I już kolejne Święta Bożego Narodzenia …

 

PC220210.JPG

 

 

I już kolejne Święta Bożego Narodzenia. Mimo powtarzalności są stale przejmująco piękne, wzruszające, klimatyczne.

Po Adwentowym oczekiwaniu przychodzą zapachy dzieciństwa, barwy, obrazy. Szczególnie teraz są obok nas Ci, którzy odeszli do tego drugiego, lepszego świata. Nasi Najbliżsi , Przyjaciele, Dobrzy Znajomi i zwykli, mijani kiedyś na ulicy czy spotykani  w windzie żoliborskiego bloku Ludzie. Ich twarze rozmył czas, ale pozostają w pamięci….

Ale pora by oderwać się od tych rozmyślań i wspomnień.

Właśnie zelżał wiatr i chwilowo nie pada, więc wyruszam z aparatem fotograficznym do ogródka. Bo tam już czekają śpiące drzewka. Ubrane w kolorowe bombki śnią swoje wiosenne sny.

A może to przypadkowi przechodnie, samotni, obdarowani teraz kolorami cieszą się razem z nami.

I już nie są ponurakami jesienno – zimowymi, nie zazdroszczą tym  iglastym, stale odzianym w bujne zielone peleryny. Pozdrawiają promiennie swoje koleżanki gorzowskie i miasto z którego przybyły aż tu, na mazowieckie równiny.

I życzą im oraz innym , czasem opuszczonym i smutnym Zdrowych, Pogodnych i Radosnych Świąt Bożego Narodzenia oraz Szczęśliwego Nowego 2015 roku!

A my się dołączamy do tych życzeń.

Kochani, tymi pozornie zwykłymi i zda się nadużywanym słowami ale  aktualnymi od wieków,  zamykamy krąg ludzi jednoczących się w tym czasie wspólną Radością. Zapraszamy Wszystkich….

 

 

PC220211.JPG

 

 

PC230215.JPG

 

 

PC230218.JPG

 

 

PC230224.JPG

 

 

PC220210.JPG

 Zaproszenie do michałowickiego ogródka….