Imieninowe kochanie…

 

StefaDzieckoSiostra.JPG

Stefka, moja Mama. Jedyne zdjęcie z Jej dzieciństwa jakie posiadamy….Już jest starsza, niż opisywana poniżej….

 

 

 

Dzisiaj są Imieniny mojej Mamy.

Stefanii, Stefki, jak mówiono tu, w Godziszce.

Od rana jestem z Nią, rozmyślam, czuję obecność, pomimo tego, że przebywa od 2000 roku w tym Drugim  Lepszym Świecie…

     I wracam do dawno zapisanych tu Opowieści mojej Matki. Ale po 6 chyba latach można przypomnieć jak było wtedy, gdy ledwie XX wiek się zaczął…..

      I znowu tu jestem, w Beskidzie Śląskim, jak przed ponad 60 laty. I stale młoda jak kiedyś, może tylko z bledszym zachwytem , staję  na zboczu Skrzycznego. Jednak widok jest tak piękny, „że umarłego by ruszył” a cóż dopiero mój Zachwyt. Czuję jak we mnie rośnie ten Zachwyt , dojrzewa, kraśnieje i już jest, taki jak kiedyś….

     Widok na wielką Kotlinę Żywiecką jest rozległy. Zda się , że to Pan Bóg  zabawia się układaniem makiety i pokazywaniem jej tym, którzy chcą patrzeć…Nawet miejscowi mówią, że tu jest pięknie, a cóż dopiero my, wakacyjni przybysze …

Krajobraz zamyka daleki  Beskid  Mały i Żywiecki z Babią Górą w tle  i dwugarbną   Romanką z przytulonym , wychylającym się  zza niej figlarnie,  Pilskiem…

Kotlina ma nierówne dno, pofałdowane a na grzbiecikach  wzniesień Najwyższy poukładał domki by z dalekiej perspektywy naszej chałupki wyglądały jak paciorki nanizane na sznureczkach dróg i strumyków .

       Nieomal u moich stóp jest miejsce gdzie urodziła się moja Matka. To duża wieś, Godziszką zwana. Smukła wieża kościoła zaznacza ten rejon, gdzie kiedyś  stary drewniany sczerniały przysadzisty dom moich góralskich dziadków przysiadł zmęczony przy drodze biegnącej dalej w dół, aż do Łodygowic. Jeszcze pamiętam tą rodzinną chatę,  wejście i mroczne wnętrza z pięknymi świętymi obrazami zawieszonymi skośnie pod sufitem ….Już oczywiście nie ma tej chałupy, tylko przetrwała w opowieściach Mamy i mojej pamięci.

I przychodzą Jej opowieści o młodości  górskiej i obrazy….

    W 1907 roku w rodzinie Jakubców przychodzi na świat kolejna dziewczynka.  Ma duże  intensywnie błękitne  oczy , w których do Jej ostatniego dnia niespodziewanie rozjarza się  radość i  ciekawość wszystkiego co dookoła .

Gdy już rozgląda się po świecie, ma trzy a może cztery lata,  myśli, że jest niekochana. Rodzice są zapracowani, oschli, bez słów o miłości, bez przytuleń i miłych gestów. Twardzi górale wieśniacy.

 A w domu  „dziecków” stale przybywa, ona jest najstarsza u drugiej żony Dziadka Michała- Marianny. Z pierwszej żony  pozostało jeno wspomnienie, grób i pięć córek. Same dziewczyny w domu, stałe oczekiwanie na syna.

Tak, mała Stefka ma powody, by uważać, że nie jest kochana…

Lubi tedy  przesiadywać  samotnie na wysokim progu tego  przysadzistego, drewnianego i sczerniałego dotykiem lat domu i obserwować świat . Bywa, że ktoś przechodzi, że krowy przejdą na łąkę albo wóz drabiniasty zaskrzypi…

     Ale czasami pylistą drogą  przejeżdża powóz z parą dorodnych koni , a w nim  wytwornie ubrana  kobieta. Dziewczynka siedzi nieruchomo wstrzymując oddech z zachwytu. Ta chwila jak mgnienie oka mija, bo powóz już znika w tumanie kurzu i wszystko wydaje się snem.

I wreszcie przychodzi jeden taki dzień, niezwykły.

Bo powóz nie pędzi dalej drogą do Łodygowic, mijając obojętnie zabudowania i górali krzątających się obok domów czy na polu , ale zatrzymuje się przed starą chałupą gdzie na wysokim progu siedzi mała niebieskooka zachwycona dziewczynka . Z powozu wysiada ta wytworna, pachnąca kobieta , kobieta jak z bajki. Chociaż nie jestem pewna, czy Stefka znała jakieś bajki, czy zapracowana matka miała czas na gawędy i rozmowę z dziećmi. Tego nie wiemy i już się nie dowiemy. Więc wszystko jest jak w bajce, którą może kiedyś opowiedziała babcia a może jednak  mama….

Tak więc ta wytworna pani podchodzi do dziecka i  pyta o ojca.

Ojciec jest, dziecko potakuje nieśmiało. Pani wchodzi do izby . Musi schylić głowę, bo próg jest wysoki a odrzwia maleńkie, by ciepło nie uciekało zimą.

Dziewczynka nasłuchuje z ciekawością o czym to rozmawiają dorośli w chałupie…i słyszy, przemiły głos eleganckiej  pani :  na to dziecko już dawno zwróciłam uwagę. Nie mamy swoich, zabierzemy ją do dworu, będzie miała wszystko, jak w raju, adoptujemy i wychowamy jak zechce ojciec..

Dziewczynka wstrzymuje oddech.

Ma  może 3, może 4 lata,  ale rozumie, że teraz ważą się jej losy.

Tak, na pewno ojciec ją odda, bo nikt tu jej nie kocha, jest dziewczyną, a nie wymarzonym synem, w dodatku już kolejne pędraki pełzają po izbie.

Jak boli to małe serce, buzia w podkówkę i łzy zalewają oczy …i rodzi się  pamięć o tym dniu , która trwa do końca życia, do zniedołężnienia ponad 90 letniego …

I gdy rozpacz dziecka sięga dna, nagle słyszy słowa ojca:

– ja nie mam „dziecek”  na rozdawanie.

          Od tej pory już  wie , że jednak jest kochana….

 

Dzisiaj Twoje Mamo Imieniny, obserwuj nas z chmurnej przestrzeni, kochamy Ciebie i zawsze będziemy pamiętali, dopóki żyjemy…..

Bądź wreszcie szczęśliwa w tym Drugim Lepszym Świecie, bo ten Ciebie nie oszczędzał…Bądź Mamo…..

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *