Teksty brata-Zenona Łukaszewicza. Wojenny brat…

Lot nad własnym ziemskim losem ( 5)

Mój brat- Wacuś  

 

 Tymczasem matka urodziła Wacusia, którego ojciec nie widział. Opiekowałem się nim jak tylko mogłem. Ale do miasteczka wtargnęła groźna epidemia. Codziennie obok naszego domu przechodziły kondukty pogrzebowe z małoletnimi ofiarami, aby je pochować na niedalekim cmentarzu. Obaj leżeliśmy chorzy , niestety mój mały braciszek umarł. Mnie uratowały leki, które matka jakimś cudem organizowała.

I tak znów zostałem sam.

Teksty brata- Zenona Łukaszewicza. Wojna oczami pięciolatka.

Lot nad własnym ziemskim losem. ( 4)

Czas gdy przychodzą sowieci oczami pięciolatka.

 

 Jest wrzesień 1939 roku. Mam 5 lat. Z chłopakami bawimy się w okolicznych rowach, strzelając do siebie z proc. Jest późne popołudnie. Nagle ulica opustoszała, z ciekawości wychyliliśmy głowy z rowów. I oto nagle pojawił się samotny jeździec na koniu z czerwoną gwiazdą na czapie. Jechał spokojnie, jednak rozglądał się wokół bacznie.

Nie wiem, kiedy znalazłem się u nas w mieszkaniu. I wtedy matka wytłumaczyła mi spokojnie że jest wojna, że ojca delegowano do ochrony kolei w centralnej Polsce. Nakazała mi ostrożne zachowanie.

Starałem się więc zachowywać jak najporządniej.

   

       Przyszli Rosjanie, matka dalej uczyła polskie dzieci w szkole opatrzonej radzieckim szyldem. Brakowało jedzenia. Zapamiętałem moment, gdy przyszły do nas radzieckie nauczycielki. Za cukier i inne artykuły konsumpcyjne wybierały z szafy matki sukienki. I nie mogły się nadziwić, że prosta nauczycielka może mieć tyle wspaniałych kreacji.

  

Teksty brata-Zenona Łukaszewicza. Smorgonie w mojej pamięci.

Lot nad własnym ziemskim losem ( 3 )

Smorgonie w mojej pamięci.

 

Bo oto jeszcze przed wybuchem drugiej wojny światowej matka przeprowadziła się do Smorgoń, w których spędziliśmy całą wojnę. Tutaj matka uczyła mnie w mieszkaniu i chodziłem do szkoły. Poza legendarną szkołą nauki tańców przez niedźwiedzie- a mieszkaliśmy niedaleko ruin ogromnej budowli- i słynnymi obwarzankami smorgońskimi , doprawdy mało pozostało w mojej pamięci. Dopiero całkiem niedawno z lektury tomu prozy Zbigniewa Żaczkiewicza, rusycysty i emerytowanego profesora Uniwersytetu Gdańskiego, dowiedziałem się, że swoje dzieciństwo spędził właśnie gdzieś pod Smorgoniami.

  

Teksty brata-Zenona Łukaszewicza. Wspomnienia z dzieciństwa.

Lot nad własnym ziemskim losem ( 2)

Miejsce urodzenia- Raków.

 

W połowie maja 1934 roku, wczesnym porankiem, obwieściłem światu swoje nadejście. Nie wiem, czy był to dzień ciepły, czy owinięty szarugą i chłodem. Ale jedno jest pewne: miejscowość mojego urodzenia to graniczne miasteczko na kresach wschodnich, to po prostu Raków.

Dopiero wiele lat później dowiedziałem się, że właśnie Raków stał się znany z powieści Sergiusza Piaseckiego „ Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy”. Bo właśnie tędy wiódł przemytniczy szlak bohaterów powieści.

     W Rakowie moja matka Stefania z domu Jakubiec , pochodząca z góralskiej wsi Godziszka, z której widać było Skrzyczne i pasmo kolejnych gór, znalazła się jako nauczycielka po studiach w Bielsku Białej. Na tym terenie ciężko było o pracę, toteż los rzucił ją do Rakowa. I tutaj właśnie poznała mojego przyszłego ojca, specjalistę od kolejowych dróg. Ojciec Wacław pracował w Wilnie, toteż rzadko widywałem go w domu. Za to lepiej zapamiętałem jego matkę, a moją babcię Stanisławę, prowadzącą niewielkie gospodarstwo domowe. Była zawsze serdeczna, troskliwa, opiekuńcza.

    Niestety , z tych kilku Rakowskich lat mało zapamiętałem.

Teksty brata-Zenona Łukaszewicza. Lot nad własnym ziemskim losem….

Tekst Zenona Łukaszewicza, mojego brata ( nigdzie nie publikowany)

 

Po latach lot nad własnym ziemskim losem, nad własną kołyską, nie jest ukojeniem i spokojem, ale wypełniają go niespodziewane turbulencje, wątpliwości nabierają cech groźnych grzmotów i przeszywających błyskawic. I taki oto lot spotkał mnie po siedemdziesięciu czterech latach pobytu na tym ziemskim padole.

Dodam, że ten lot wybrałem z własnej woli.

Teksty brata-Zenona Łukaszewicza. Na moją prośbę….

Na moją prośbę Zenon napisał krótki tekst, który jest Jego własnym wspomnieniem lat dziecięcych i wczesnomłodzieńczych.  

Miał wtedy ponad 70 lat, był schorowany i już nie zachwycał stylem, tak jak kiedyś.

Ale powstał krótki dokument dawnych czasów, trochę odbiegający od tego co zapamiętałam z opowieści naszej Mamy. Teraz to już nie ma znaczenia, pamięć ludzka przecież jest ułomna, każdy inaczej postrzega i interpretuje nawet te same wydarzenia.

Ale ogólnie jest to właściwie potwierdzenie tego, co zamieściłam w tym blogu już wcześniej.

Urodziłam się po wojnie, więc opierałam się na opowieściach moich Rodziców, ale głównie Mamy. Lubiła opowiadać. Każda historia miała zawsze początek, rozwinięcie i ciekawe zakończenie. Powtarzała te opowieści wielokrotnie, ja słuchałam, czasami tylko jednym uchem, ale jednak pozostały we mnie.

Przepisuję słowa Brata ze wzruszeniem, gdyż w 20111 roku odszedł już do innego świata , przepisuję z  żalem, że już nie możemy pogadać…..

Teksty brata-Zenona Łukaszewicza. Notka biograficzna.

Zenon Łukaszewicz

 Ur.14.05.1934 roku w Rakowie na Wileńszczyźnie. Wywodzi się z rodu , z którego pochodzi Maria Rodziewiczówna (kuzynka naszej babci) oraz oprawca bolszewicki Feliks Dzierżyński.

Studiował polonistykę w Poznaniu. Pierwszą recenzję opublikował w 1951 roku (mając niespełna 17 lat) na łamach jezuickiego Przeglądu Powszechnego , następnie szkice i omówienia krytyczne ogłaszał m.in. w Twórczości , Współczesności, Tygodniku Kulturalnym, Nowej Kulturze , Kulturze, Nowych Książkach, Kamieniach i Nadodrzu.

 

 jest to tekst  zamieszczony  na okładce  książki „Mój Alfabet albo Prztyczki i Potyczki „ Zenon Łukaszewicz . wyd. w 1993 roku.

Mój Brat zmarł przed dwoma laty, zostało trochę Jego tekstów. Długo się wahałam, ale w końcu postanowiłam wrzucać je tutaj- może Jego rozproszone po świecie dzieci czy wnuki przeczytają, może nie….