” A Maciek tańczy” z cyklu ” Opowieści o Ziemskich Aniołach”( 3 )

I oto dalszy odcinek mojej opowieści, opartej na faktach, które dobrze znam, bo Grażyna jest pierwszą moją bratową i utrzymujemy stałe ciepłe kontakty. 

Własnoręczny podpis Grażyny na powyższym zdjęciu. Stale się zachwycam Jej malarskim pismem 🙂

” A Maciek tańczy” z cyklu ” Opowieści o ziemskich Aniołach”

(….)  Więc przychodzą ci znajomi, bo ją lubią i nic to, że czasem się skarżą na swój los . Ona zawsze uśmiechem i pogodą ducha Pomimo Wszystko łagodzi napięcia i wychodzą z jej domu szczęśliwi.  

A Emil, niespełniony ojciec, z Ameryki przysyła pieniądze na utrzymanie Maciunia, choć przez długie lata kontynuował to zrodzone pomiędzy nimi Milczenie. Tylko zza oceanu przychodziły  pieniądze.

I to przełknęła.

Jedna porażka w życiu więcej czy mniej nie miała już znaczenia. Bo Maciek któregoś dnia wstał w łóżeczku. Wprawdzie później niż inne dzieci, ale znalazł w sobie siłę i wstał. Jakże była szczęśliwa. Złapała Maciusia i zatańczyła z nim szalony taniec. I wtedy, tak to było wtedy poczuła jak dziecko rytmicznie się porusza w takt muzyki. Wyrzucał łapki w górę i pokrzykiwał po swojemu.

Ona wiedziała, bo kiedyś się dowiedziała, że jej syn , głęboko upośledzony jak orzekło gremium psychologów, stanie się jej dumą radością, bo on był czystą Miłością, wzorcem Miłości, diamentem, którego nigdy nikt nie oszlifuje, bo nie ma do niego dostępu.

Chyba nikomu nie wyznała o tamtym  ważnym wydarzeniu , kiedy się o tym dowiedziała, bo i tak nikt by nie uwierzył, a może pomyślałby w duchu, że zaczyna tracić rozum. Bo w ogóle nie opowiadała o sobie i swoich problemach ludziom, po co? i tak by nie pomogli, nawet jeśli byliby w stanie zrozumieć co ona czuje.

A było tak , o czym nikomu nie opowiedziała- którejś nocy odwiedził ją we śnie Anioł. Był to niewątpliwie Anioł chociaż bezskrzydły ale urodziwy i dziwnie szumny i rzekł- nie smuć się Piękna. Dostałaś największy podarunek, ciebie wybrał dobry Bóg byś doświadczyła Miłości, Jedynej takiej na świecie, Bezgranicznej, Bezkrytycznej, Niezmiennej. Masz syna, który jest samą najczystszą Miłością, jej kwintesencją, samym wykwintnym Jej smakiem. Bóg nie dał mu wady serca, byś musiała jeździć na operacje , więc jednak cię oszczędził. Bóg nie dał mu krzty rozumu rozumianego jako ludzki, by nie czuł tego, że jest inny. Byś nie musiała walczyć o jego edukację i czekać na efekty. Masz sytuację komfortową Piękna bo on ci pokaże jeden swój talent, którym będzie zachwycał tylko ciebie. Otóż Piękna, dobry nasz  Bóg się zgodził byśmy my, wszystkie Anioły oddały twojemu synowi  cząstkę naszej muzycznej duszy. To jest  od nas specjalna premia za to że go urodziłaś , wychowujesz i za to, że już nie chcesz układać sobie życia. Od dzisiaj  czuj, że swoje życie masz już  przez nas poukładane.

Jeszcze rano, gdy jak zwykle wstała o świcie, słyszała słowa Anioła i zastanawiała się nad ich znaczeniem.  Nie wierzyła wtedy, bo była jeszcze nieszczęśliwa, ale teraz wie. Anioł miał rację.  Maciunio jest osłodą jej starości, choć  stale wymaga opieki bo nie przystaje do tego świata. Jest mieszkańcem innej odległej planety.  Że dla niego musi żyć . Zdecydowała się więc na dializy, bo pierwsze  wysiadły jej nerki. Serce choć bolejące i samotne, jakoś wytrzymywało. Nie zapisała się do kolejki by uzyskać  przeszczep nerki, choć ją namawiano, bo Maciunia nie zostawi na dłużej.  ani nie podda się operacji serca, które jednak też wysiadło, operacji, która jest ponoć niezbędna, bo z kim gdy pójdzie na tę operację zostawi syna. Nie wie co będzie dalej, nie myśli, wierzy że Pan Bóg to jakoś za nią poukłada. Ma 77 lat, Maciek 48.

Mój Boże wzdycha, a może w ogóle o Bogu nie myśli bo nie bardzo wierzy. W ogóle nie myśli co będzie dalej.

Już kiedyś go zostawiła, swojego jedynego syna- Maćka, wtedy był mały, może kilkuletni. Bo tak chciał jego ojciec- oddajmy go, nic z niego nie będzie, niech sobie żyje w swoim świecie bez nas. Chciała ratować małżeństwo, poddała się. Odwieźli dziecko do Ośrodka opiekuńczego i porzucili jak bezdomnego psiaka. Przepłakała całą noc. Z małżeństwa i tak nic nie wydziergali, bo już dawno umarło. Wytrzymała 2 tygodnie i pojechała odwiedzić swoje dziecko. Powiedzieli jej tam – o Maciunio, nic nie chce jeść, są problemy. Gdy zobaczyła syna , który blady i zapadnięty w sobie , siedział nieruchomo na łóżeczku i nagle na nią popatrzył wzrokiem, którego nie zapomni, bez słowa zabrała Maćka i wróciła do domu.

Miłość macierzyńska z ogromną siłą do niej przyszła. Już wiedziała, już była pewna, że są związani na śmierć i życie. Ona i jej syn -Maciek.  cdn.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *