Jeśli Ktoś zajrzał tu po raz pierwszy i nie wie, to powtarzam wstęp wyjaśniający do pierwszej części tej opowieści.
Tym razem przyszła pora na chwilową zmianę tematu. Wróciłam do „dziergania„ moich Opowieści o ziemskich Aniołach….zaplątana w jakieś artykuły które pomagam „ płodzić” moim poznańskim kolegom, tamten temat zostawiłam na uboczu. Jednak on stale żyje we mnie i odezwał się w czasie pobytu w Kalabrii na samej „palcowej podeszwie” włoskiego buta. Pewnie to, że nie było wycieczki do Pompejów , stało się zrządzeniem losu, gdyż miałam dużo czasu do rozmyślań i pewnej upalnej nocy zasiadłam na balkonie z laptopem. A gwiazdy mi się przyglądały. Oczywiście tak nie było , bo zbyt butnie uważam, że wszystko się dzieje pod wpływem imperatywu nieba i że gwiazdy mnie oglądają. Nie, oczywiście wiem, że jestem drobnym pyłkiem a nawet mniej niż pyłkiem, zupełnie niewidzialnym z Kosmosu….
I tak oto na włoskim balkonie , pod kalabryjskim niebem z Morzem Jońskim , gdzie Odyseusz się błąkał , powstała poniższa opowieść. Zapraszam do siebie, jest bezpiecznie , odpocznijmy od zgiełku tego świata , choć opisywana Osoba walczy o codzienność i jest bardzo dzielna. Trzymajmy za Nią kciuki….
Jest to opowieść o mojej pierwszej bratowej i jej dalszym życiu z głęboko upośledzonym synem ….znana mi z „ pierwszej ręki”, gdyż pozostajemy w przyjaźni i jesteśmy w bliskich kontaktach. Spotkania z tą Niezwykłą kobietą czy rozmowy telefoniczne dają tak wielki ładunek energii, że człek odrzuca swoje miałkie problemy i chce krzyczeć z radości „ życie jest piękne”. Ona jest dla mnie istnym ziemskim Aniołem….
A Maciek tańczy. Taka Miłość (2).
Z cyklu moich „Opowieści o ziemskich Aniołach”.
(…) Już wtedy, gdy nosiła go w brzuchu, jak zwykle zwiewnie i lekko, tak jak pierwsze dziecko, czuła jednak że jest inaczej, ruchy płodu nie były zbyt energiczne, ale myślała- jego ojciec Emil jest takim łagodnym spokojnym człowiekiem, więc nic dziwnego że jego syn będzie taki jak on. Tak, myślała wtedy, będzie tak doskonałym architektem jak ojciec. Może malarzem, bo takie zdolności widywała w członkach swojej rodziny Lubańskich no i u siebie naturalnie. Więc gdy urodził się syn, obydwoje z Emilem byli dumni ze szczęścia, bo któż się nie raduje z urodzin pierworodnego. Wprawdzie ktoś powiedział tuż po porodzie, że radość bo syn, ale ma jakoś za bardzo skośne oczy. Wtedy Emil się roześmiał- to przecież oczy jego matki- Grażyny, mojej ukochanej. Piękne, podłużne, barwy ciemnego miodu i lekko skośne. Ponoć jej babka była Włoszką i stąd fascynująco egzotyczna uroda mojej żony…cieszył się nią i nazywał Darem od Opatrzności, bo wszystko wskazywało, że zostanie starym kawalerem, choć jeszcze stary nie był.
Podbiegła do Maciunia, który nawet nie odwrócił wzroku od obiektu swojego wypatrywania, bo jak już mówiła, miał on swój świat, wzięła go na ręce, jej smukłe delikatne palce o paznokciach w kształcie migdała oplotły jego ramionka i wtedy on się przytulił. Tak jak nigdy nikt.
Jest teraz tego pewna, żaden mężczyzna nie potrafił się tak do niej przytulać. Wszyscy pragnęli seksu wszyscy chcieli ją posiadać na własność. I sobie poszli. Załkała, wreszcie po latach rozpłakała się jak mała dziewczynka, którą ktoś bardzo skrzywdził. Maciunio trwał w przytuleniu, niczemu się nie dziwił ale czuła że on wie co czuje ona, jego matka.
KTOŚ , ten Najwyższy kto go przysłał i zasiał w jej łonie, obdarował dodatkowym chromosomem pary nr 21 – wiedział co robi. Teraz i ona wie.
Bo lekarze mieli wątpliwości. Może bali się jednoznacznego wyroku, wysyłali do Warszawy do dwóch instytutów na badania. Więc jechała ona i jej mąż, ze swojego Świnoujścia , długo pociągiem, jechali po nadzieję. Więc jechali tam z optymizmem, który stopniowo umierał.
Co przeżywali, jak się z tym czuli, ona chyba już nie pamięta, albo wyparła to z umysłu, bo nie chciała pamiętać. Nie chce pamiętać tego milczenia pomiędzy nimi, rodzicami, ciężkiego jak kamień który teraz czuje w piersi, tego milczenia które zabiło ich miłość. Miłość piękną i delikatną z zachwytami i nocami przegadanymi miłośnie. Umarła ich miłość gdy urodził się Maciek….cdn.
Grażyna, moja pierwsza bratowa, bohaterka tej opowieści…właśnie taką Ją poznałam w roku 1959….zdjęcie wykonała mój Tato- Wacław Łukaszewicz

