
– Czytam twój blog.
– uhm, po co ? wiem, że nie dla ciebie moje pisanie.
– Dlaczego przepisujesz Wiecha? Każdy może otworzyć książkę i poczytać
– A jak ktoś nie ma książki? Ja nie mam. Albo nie chce mu się nurkować w necie. Przepisuję więc, by było łatwo dostępne to, co mnie interesuje.
– Ale mama mówiła, że Wiecha nie da się czytać, gdy go drukowano w Expressie.
– Być może nie czuła tamtych klimatów. Moi przyjaciele czują tak jak ja. Nie każdy musi.
– I zdjęć tyle wrzucasz z netu, czy w ogóle można?
– Jednak można, gdy są ogólnie dostępnych portalach, a nie prywatnych. Zresztą nie rozprowadzam ich, nie zarabiam na blogu, tylko pokazuję swoim .
– Dlaczego piszesz jakbyś była święta, pisz prawdę.
– O grzechach nikt nie lubi pisać. To nie spowiedź powszechna. Spisuję swoje przeżycia intymne w odrębnym folderze z zaznaczeniem, żeby otworzyli 20 lat po mojej śmierci
– ha ha jeśli nawet nie przepadną razem z komputerem, to i tak nikt nie będzie ciekaw babci a właściwie już wtedy prababci, zwłaszcza dawno umarłej.
– ale ktoś w radio mówił, jakaś psycholog, że teraz, gdy się już zestarzał, żałuje, że niczego nie wie o babci. A bardzo chciałby ją widzieć jak żywego człowieka który się nie różni od potomków. Nie tylko oglądać fotografię. Nie zapytał gdy jeszcze żyła. Teraz jest za późno. Więc ja na wszelki wypadek spisuję . Najwyżej to przepadnie i tyle.
– powinnaś dodawać jakieś smaczki pikantne
– po co ?
– bo miałabyś całe chmary czytelników, a tak to co? kilkanaście może osób
– kiedy ja nie chcę tej chmary, piszę dla siebie, dla przyjemności i dla grona osób mi bliskich- zamiast pogadania czy opowiadania w kawiarni, do której dotrzeć nie mogę
– za długie te wpisy
– wiem, że nuży ciebie czytanie i wyłapujesz tylko fragmenty
– tak tak wyłapuję istotę, całości nie czytam, bo mi się nie chce.
– ale istota wyjęta z kontekstu traci swój sens. Wiesz, kiedyś miałam maila od rednacz pewnego portalu gdzie najlepsze blogi. Napisała jakoś tak: że oryginalny, różnorodny i żebym do nich wstąpiła a będę miała bardzo dużo czytelników. Nie podjęłam tematu. Dobrze mi w tej mojej niszy. Zresztą już nie krytykuj, bo wszystko wg ciebie jest nie tak. Żadnego plusa nie widzisz, choćby najbardziej mikro . Dołujesz mnie, podcinasz skrzydła. Tracę wenę
– jakoś nie widzę weny w tym co piszesz
– kiedyś mój brat nieżyjący już niestety, dość uznany krytyk literacki, gdy mu wysłałam moje pisanie, odpisał, że są tam perełki. I to mi wystarczyło. Nie jestem literatem, pisarzem , przez długie lata pisywałam, ale co innego, innym językiem. Jestem po prostu gryzipiórkiem, chociaż kuzynka babci to Rodziewiczówna Maria , więc może mam geny pisania, tylko niewykształcone. Usiłuję się uśmiechać. I kocham ludzi, lubię z nimi być. I jestem szczęśliwa, gdy zostawią ślad w komentarzach, że byli, że mnie odwiedzili. Czuję się wtedy jak zamkniętym kręgu ludzi bliskich
– lubisz jak ci kadzą
– każdy trochę lubi, ty pewnie też.
Koniec rozmowy.
Do dzisiaj czuję się dziwnie, skrzydełka mam uszkodzone. Podfrunąć próbuję, ale na nic próba.
Niebo daleko. Ziemia blisko.
Tylko nóżki pozostały. To i tak dobrze, że do tej pory posłuszne.
Chodzenie po ziemi ….
Przyziemne chodzenie……

Zdj z netu
–
