
Siedlątków. Zdjęcie z netu
„ Piękna nasza Polska cała…”Maleńki Siedlątków.
W tym blogu wyodrębniłam Kazimierz, Ciechocinek, Uniejów, Michałowice a o innych miejscowościach piszę w rozdziale „ Jest takie miejsce”. Ale teraz odwiedziła mnie myśl, że powinnam wszystko zamknąć w rozdziale „ Piękna nasza Polska cała…”. Nic straconego, bo mogę zacząć od Siedlątkowa.
Jednak warto długo żyć, powtarzam się, żyć warto, bo zawsze coś nowego na tym świecie się pokaże.
Może wstyd się przyznać, ale do tej pory nic nie wiedziałam o pewnym maleńkim zakątku Polski w łódzkiem, nieomal ukrytym przed ludzkim okiem, nic nie wiedziałam o istnieniu Siedlątkowa.
W czasie tegorocznych świąt Wielkiej Nocy dane nam było wreszcie odkryć to niezwykłe miejsce, mileńkie i przytulne jak sama nazwa , maleńkie jak krągła łódeczka przycumowana do Jeziorska, wielkiego zbiornika na Warcie
A zaczęło się pomysłem, by Wielkanoc spędzić w stosunkowo niedalekim Uniejowie. Poza unikiem od przygotowań kulinarnych była też okazja wymoczenia obolałych kości w wodach termalnych cieplejszych niż najcieplejsze egotyczne morza i bardziej niż one nasyconych minerałami poprawiającymi nie tylko nastrój, ale też wygląd skóry i zadawalającymi kosteczki, więzadła i mięśnie. Od pomysłu była krótka droga do realizacji.
Wkrótce zameldowaliśmy się w uroczych uniejowskich Lawendowych Termach. Gdy przyszedł dzień, kiedy są tradycyjnie święcone potrawy poczuliśmy się nieswojo, bo jednak święta w domu są jakieś bliższe i kameralne.
Ale wtedy niespodziewanie do ośrodka gdzie byliśmy zakwaterowani, przybył pulchny, uśmiechnięty ksiądz by poświęcić koszyczki , ba nie tylko koszyczki, ale poukładane na okrągłym wielkim stole Wielkanocne wiktuały przygotowane przez niezastąpione Panie z kuchni. Piętrzyły się więc na nim pęta wonnych kiełbas i mięs wszelakich, przetykane pojemnikami z pisankami, upieczonymi na tę okazję ciastowymi barankami a także czekoladowymi wyrobami okolicznościowymi. Całość była okazała , bardzo kolorowa, smakowita już na pierwszy rzut oka i pachnąca na pierwszy niuch nosa i jako wielka wielkanocna piramida sięgała sufitu.
Ksiądz , jak już wspomniałam , był promienny, prawdziwy pasterz owieczek i nazywał się Grzegorz Czaja.
Że jest prawdziwym gospodarzem, księdzem nowoczesnym, „mieszkającym” w Internecie, dyplomatą i biznesmenem dowiedziałam się chwilę później. Na razie było świątecznie, nastrojowo i po domowemu.
Gdy nasze koszyczki już nabrały świętości, nastrój się zrobił jeszcze bardziej familijny, goście sypali moniaki do koszyczka parafialnego i szeleścili papierowymi, wówczas ksiądz zaczął opowiadać z żarem. O czym? Oczywiście o swojej parafii, w której jest szaleńczo zakochany. Że jest niedaleko, że najmniejsza w Polsce i że nazywa się Siedlątków.
Wchłaniałam każde słowo przemiłego Dobrodzieja a milutką nazwą parafii zupełnie mnie zniewolił.
To fajne uczucie, gdy człek u siebie rozpoznaje taki stan znany z młodości , ostatnio jakby zupełnie umarły- i nagle zmartwychwstały jako ten Najwyższy- stan wielkiego zainteresowania i zachwycenia.
Gdy dowiedziałam się ponadto, jak jest położony kościółek w Siedlątkowie i że jest w nim obraz na którym Dzieciątko ciekawie, bo wieloznacznie , dotyka maleńką dłonią podbródka swojej Matki. Że przybyłe tu bezpłodne kobiety w krótkim czasie po modłach przed obrazem uzyskują radość macierzyństwa a potem z pociechami przybywają by je tu ochrzcić i są stałymi pielgrzymami na ten skrawek ziemi . Ludziska się zjeżdżają nawet z dalekiego świata …gdy o tym wszystkim usłyszałam, od razu wiedziałam, że musimy tam dotrzeć. Wszelako nie powodu bezpłodności broń Boże, ale ze zwykłej obudzonej nagle ciekawości świata…
Okazja była niesłychana, bo powoziła wnuczka, więc pełen luz, pogawędki z drugą dobrze już wyrośniętą , pełen relaks i oglądanie krajobrazu. Tak lubię.
Trochę kluczyliśmy, ale w końcu się udało i ujrzeliśmy niewielki kościółek położony na zaklęśniętym cypelku wpuklającym się w wody wielkiego zbiornika zbudowanego na Warcie zwanego Jeziorsko. Niewielka ta ziemna niby patelenka z kościółkiem jest otoczona wysokim, bo ponoć 7 metrowym murem. Zabezpiecza on to miejsce przed wpływaniem wody Warty, gdyż znajduje się ono 2 metry poniżej poziomu wody zbiornika.
Niezwykłe było wspinanie się po schodach na koronę muru, podziwianie szeeeeerokiej tu Warty, którą uwielbiam od urodzenia. Boć przecież mój Gorzów nad Wartą leży. Więc każda okazja, by zobaczyć tę rzekę przybliża mnie do mojego gniazda budzi uczucia ciepłe, tkliwe i pierwotnie serdeczne.
Tak więc wdrapawszy się na koronę muru, słuchając szmeru rzeki oblizującej z pomlaskiwaniem betonowe nabrzeże i wertując przewodnik rozmyślałam o dawnych czasach. Wielka woda przede mną niechętnie opowiadała o dawnych czasach, zresztą przepłynęło jej tak wiele, że i pamięć utraciła. Może tylko nocą dochodzi spod jej powierzchni szczęk zbroi, czy jakieś głosy czy wreszcie dzwony zatopionych innych kościołów. Jeszcze całkiem niedawno, bo pół wieku temu był tu rozległy ląd usiany domeczkami i płynęła maleńka rzeczka Michna wpadająca do Warty. Wówczas to poszukiwacze odległych czasów odnaleźli w tym dawnym , nieistniejącym już Siedlątkowie ślady XIV wiecznego drewnianego grodu który był siedzibą rycerską. Rozpoznano ją na podstawie znalezionego hełmu i zbroi wykonanej przez krakowskiego płatnerza. Dzisiaj miejsce to jest dostępne tylko rybom, zakryte przed ludzkim wzrokiem odpoczywa na dnia zalewu. …znaleziska są pewnie w jakimś muzeum ( nie zapamiętałam w jakim) i tylko zdjęcia umieszczone przy ogrodzeniu istniejącego nadal a właśnie odwiedzanego kościółka świadczą o tym o czym napisałam….
Maciupki teraz Siedlątków został opisany już w 1372 roku a od XV do XVII wieku nawet posiadał prawa miejskie. Parafia jest najmniejsza w Polsce ale posiada swój własny fejsbukowy adres :). Należą do niej też sąsiednie mikroskopijne Nerki i takaż sama Księża Wólka . W sumie parafię tworzy 180 osób zamieszkałych w ok. 30 domkach. Położona jest w woj. łódzkim, w powiecie poddębickim i została nieomal wtopiona w zbiornik na Warcie zwany Jeziorsko.
Wspominając zatopione wioseczki na dnie Jeziora Żywieckiego , wyobrażaliśmy sobie ile wysiłku i starań musiał włożyć proboszcz odwiedzanej teraz parafii, by tak zmienić projekty zbiornika, którego budowę rozpoczęto w 1986 roku, by ocalić ten kościółek.
Był to opisany powyżej a spotkany w Lawendowych Termach w czasie święcenia potraw ks. Grzegorz Czaja, od lat 90 ubiegłego wieku proboszcz tej parafii. Nie tylko wpłynął na zmianę projektu zbiornika Jeziorsko, ale też pozyskał sponsorów, którzy wyłożyli fundusze na remont i renowację kościoła z jego zabytkami i plebanię.
Tak więc teraz mogliśmy obejrzeć ten unikatowy obiekt we wczesnowiosennej jeszcze bezlistnej krasie, co ułatwiało ogląd kościółka i podkreślało jego niezwykłe położenie.
Kościółek ten, pod wezwaniem św. Marka Ewangelisty, położony jest ok. 50 m od korony wału zaporowego i falochronu , został wzniesiony w 1683 roku z kamienia polnego i cegły, na miejscu wcześniejszego, XV wiecznego drewnianego, ufundowanego przez właścicieli Sielątkowa, rodzinę Ubyszków.
Wdrapawszy się na koronę wałomuru , obejrzawszy Wielką wodę zbiornika, stoimy sobie i patrzymy w dół, gdzie kościółek , czekając aż opuszczą go wierni, bo właśnie msza się rozlega głośnikowo, pieśni wirują w niecce cypelka, wznoszą się wzdłuż murów coraz wyżej i wyżej, obejmują nas swoją Wielkanocną urodą….
I wreszcie już można, jeszcze zbieganie po wałowych schodach i wchodzimy. Maleńkie wnętrze, klimatyczne, jeszcze ludzkie poświąteczne zapachy i kadzidlane rozlane. Strzępki modłów, które jeszcze nie zdążyły wyfrunąć i w pięknej ciszy tylko my. Oglądamy prostokątne prezbiterium ze sklepieniem kolebkowo-krzyżowym skromnie udekorowane stiukami. Jak piszą w przewodniku- nawy posiadają sklepienie kolebkowe z lunetami, cokolwiek by miały znaczyć te lunety…
W ołtarzu głównym kopia obrazu czczonej tu Matki Boskiej Siedlątkowskiej, namalowana w 1958 roku, gdyż XVII wieczny renesansowy oryginał spłonął w 1957 roku. W bocznym ołtarzu zachowane XVII wieczne malowane sceny z życia św. Izydora- patrona rolników. I fajna rzeźba św. Nepomucena. Innych wymienianych w przewodniku zabytków nie zdążyliśmy obejrzeć a są to: trzy krzyże procesyjne z XVIII wieku, rokokowa monstrancja z XVIII wieku, kielich z XVII wieku oraz ornaty z przełomy XVIII i XIX wieku.
Ponoć w podziemiach kościoła, których niestety nie zwiedzaliśmy, pochowano ciało właściciela tych ziem, powstańca z 1863 roku- Adama Bolesława Jabłkowskiego h. Wczele, który zginął 9 lutego 1863 w walce z kozakami .W kruchcie kościoła wmurowano tablicę mu poświęconą. .
Moi posiadywali na dole, a ja się wdrapałam po bardzo stromych schodkach na chór. I z nagle wzbudzoną czułością dotykałam oparcia ławy drewnianej, lśniącej od rąk wiernych. Mam ją na zdjęciu i zapamiętanie ciepła tego starego drewna w dłoni…ileż pokoleń tu było, dotykało…i wyszedł do nas ksiądz uśmiechnięty i powiedział, że właśnie ochrzcił kolejne dziecko, poczęte za wstawiennictwem Matki Boskiej Siedlątkowskiej , dziecko szczęśliwych teraz rodziców którzy przybyli zza granicy a przedtem byli tu zdesperowani nieszczęśliwi. I stał się cud. Cud macierzyństwa…..
Chciałabym wrócić w to miejsce, gdy kościółek otulony zielenią lata czy złotem jesieni drzemie spokojnie bo czuwają mury , słucha o czym szemrze spiętrzona ponad jego głową Warta.
I obejrzeć pragnę to miejsce magiczne w pięknej Polsce, maleńki Siedlątków o milutkiej nazwie , zajrzeć do wnętrza kościoła, zobaczyć zabytki a ks. Proboszczowi powiedzieć – Bóg zapłać….

Po lewej wał i mur zaporowy. Widok z korony..



Najstarsze wnuczki na koronie muru i Zbiornik Jeziorsko a w nim wody mojej ukochanej Warty

Tu ponoć mieszkają brzegówki, których niestety nie widzieliśmy…widok z muru…

Wejście na teren przykościelny…

przy bramie-dzwonnicy gablota ze zdjęciami wykopalisk z terenów teraz zatopionych. Zdjęcia tych znalezisk poniżej…



Św. Hubert stoi sobie na głównym ołtarzu…

Maleńkie wnętrze kościółka. Widok z chórku . Rogi na ścianach nawiązują do św. Huberta, jakoś związanego z tą ziemią.

ławka- klęcznik na chórku jakby nadpalona, lśniąca lakierem i wypolerowana cudzymi dłońmi. Z czułością głaskałam to stare drewno ….

Matka Boska Siedlątkowska..

Proboszcz najmniejszej parafii w Polsce, Bóg zapłać ks. Grzegorzu i do zobaczenia….

Dziękuję za tak ciekawie przybliżony skrawek ziemi, za opis kościółka, za wspaniałego proboszcza , za zdjęcia, które zachęciły mnie do odwiedzenia , i pomodlenia się w tym urokliwym miejscu. Tym bardziej, że za 2 miesiące będę uczestniczyła w ceremonii chrztu św. mojej prawnusi Michalinki. Na dzień dzisiejszy nie znam powodów decyzji wnuczki , aby w Siedlątkowie odbyła się ta uroczystość ( mieszkają w Uniejowie ). Po obejrzeniu zdjęć i komentarza Pani, nie dziwię się rodzicom, temu postanowieniu . Jestem zachwycona i w najbliższą niedzielę wraz z mężem wyjedziemy z Łęczycy zobaczyć to miejsce.
Jeszcze raz serdecznie dziękuję Pani.
Alicja
Z ogromną przyjemnością, Zosiu, wróciłam z Tobą do Siedlątkowa. Szkoda, że nie przeczytałam tego wpisu wiosną ubiegłego roku, kiedy w połowie marca wybieraliśmy się objechać Jeziorsko. Nocowaliśmy w hotelu w samej Warcie i tam, w Muzeum Miasta i Rzeki Warty oglądaliśmy ekspozycję dotyczącą także budowy zbiornika. Podróżowaliśmy, żeby odświeżyć nadwarciańskie wspomnienia i widoki. Zbigniew Czarnuch wymarzył sobie książkę pt. „Polska Pani Warta” . Każdy z członków jego ekipy otrzymał temat rozdziału do opracowania. Nam przypadł krajobraz kulturowy rzeki od źródeł do ujścia, a to podlega ustawicznym zmianom, więc chcieliśmy skonfrontować wspomnienia z rzeczywistością.
Kościółek siedlątkowski nas zachwycił, do środka jednak nie mieliśmy szczęścia wejść, dlatego żałuję bardzo, że zdjęcia w Twoim wpisie mi się nie wyświetlają 🙁