Grzeszki młodości.

 

brigitte-bardot-bb_portrait49-big.jpg

Brigitte Bardot, 1949. zdj z Wikipedii….takie chciałyśmy być, no może niezupełnie, ale podobne…

 

Grzeszki młodości.

 

Ostatnio zapanowały tu  listy od Jacka. Dla mnie są one ważne i ciekawe. Spełniałam też prośbę Autora, by nie musiał opowiadać kolegom, których spotkał po latach dzięki temu blogowi, o swoich „ przygodach” życiowych.

Jednak niedawno Grania poprosiła mnie o coś mojego. Więc oto jestem, co nie oznacza, że jeszcze kilka listów wrzucę, ale dla „ oddechu” będzie o grzeszkach młodości a właściwie o jednym, przewlekłym niestety, grzechu….mianowicie o papierosach….

Zda się całkiem niedawno ale  było to przed 5 miesiącami  spisując opowieść sylwestrową ( może ktoś ją jeszcze pamięta?)  wróciłam w lata 65 ubiegłego wieku gdy byłam, jak wtedy my wszyscy,  piękna i młoda.

Wtedy wszystko  było pierwsze, przeglądanie w lusterku najczęściej okrągłym ze zdjęciem roznegliżowanej baby na odwrocie, papiloty na włosach, jakieś marniutkie farby na nich, by zyskać upragniony koloryt jako te gwiazdy filmowe,  szpilki na których się kroczyło usztywniając kolana i wypinając  biusty w ciasnych ale sztywnych stanikach, oblewanie się perfumami mamy, buzujące hormony, randki z chłopakami, rzucania chłopaków, zauroczenia, nieśmiałe pocałunki o zmroku , jedyna w życiu matura, krechy na powiekach malowane nadpaloną zapałką, o czym już wspominałam, nadchodzące egzaminy na studia ….pierwsze były też papierosy….piękne było to wchodzenie w dorosłość, bujne, pełne niepokoju ale też radości. Szczególnie teraz gdy siedząc w pełnym poklimateryjnym spokoju wspomina się tamto szumne, wonne, eteryczne i właściwie niewinne….

    Jak już pisałam w Opowieści Sylwestrowej, w 1965 roku, już po maturze, uczestniczyłam z Lidką w kursie przygotowawczym na Akademię Medyczną. Mieszkałyśmy w uroczym poznańskim miejscu, na wzgórzach Winogradowach, dokąd z centrum miasta przemykał zielony tramwaj. W akademikach Akademii Rolniczej miałyśmy locum, poniżej działał- ach jak działał! sławetny klub Nurt a my w nim ….

I wtedy to szczególnie łatwo uległam propozycji  Lidki, by zapalić pierwszego papierosa w życiu. Natychmiast stałyśmy się dorosłe, dojrzałe, takie jak te aktorki z oglądanych filmów i fotosów. Byłyśmy  obie takie cool ( widzicie, jak łatwo przyswoiłam i przeniosłam w tamte czasy, gdy było nam nieznane. To celne słowo, określenie  przyjęłam za swoje. Swoją drogą ciekawe, jakie określenie wymyślą następne pokolenia ).

Więc  przełamując  wstręt do  ohydnego zapachu i smaku papierosów i nie zaciągając się zmuszałyśmy się do  palenia przesiadując w ciemnym od gęstego dymu klubie. Byłyśmy cool!

  Tu dla przypomnienia młodym należy wspomnieć, że w tych naszych latach 60 ubiegłego wieku była moda na palenie papierosów, paliło się wszędzie, na ulicach, w sklepach nie mówiąc o kawiarniach czy restauracjach. Nawet paliło się w samolocie ( chociaż wtedy jeszcze nigdy  nim nie leciałam, ale wiem) i w pociągach( o tym wiem). Chyba już wtedy, a może kilka lat później w pociągach, takich gdzie przedziały, zaznaczano w których można palić. Czyli były przedziały dla palących i dla niepalących. Przy zezwoleniu na palenie na korytarzu pociągowego wagonu   można sobie było wyobrazić wszechogarniający smród nawet w strefach dla nie palaczy.

„Paliło” się chyba jakieś spłaszczone bocznie Dukaty czy cienkie Syreny ( szczyt elegancji damskiej- takie paliła w czasie akademii nawet , w Sali, gdzie właśnie odbywała się uroczystość- wielbiona przeze mnie nauczycielka z LO – pani Halina Majchrzycka) .

Ale dla ostatecznego zadawania szpanu, maksymalnego cool, sięgałyśmy po  najgorsze najbardziej smrodliwe papierosy nazywane przekornie Sporty. To dla straszliwego picu ( to też określenie z tamtych lat oznaczające wyrażenie łącznie nieprawdy stosowanej na użytek szpanu). Otóż dla podkreślenia największego naszego wyzwolenia paliło się papierosy zwane Sportami. Sama ta cynicznie prześmiewcza  nazwa w skojarzeniu z ich smrodliwą toksycznością była znakiem tamtych czasów.

Oczywiście o filtrach chyba wtedy nikt nie słyszał, potem dopiero się pojawiały, więc paliło się papierosy bez filtra, trzymając w ustach bibułkę, która z naturalnych względów stawała się  coraz bardziej obśliniona. Wówczas tym chętnie wypadały z niej  nikotynowe trociny. ( tego inaczej nie można nazwać, bo tak grubo był mielony tytoń) . Co chwilę trzeba było, bo nie było wyjścia wyjmować  toto z ust a czasem nawet wydłubywać z języka  obecne na nim te grube szczątki liści tytoniowych ( może to nawet nie był prawdziwy tytoń, tylko liście jakiś zwykłych polskich chwastów- kto wie?)

Wśród tych trocin wielokrotnie, w właściwie bardzo często zdarzał się normalny , wprawdzie niegruby patyczek. Tak więc paląc i wypluwając to co opisałam wśród wielkiego smrodu czułyśmy się bardzo dojrzałe i modne.

Oczywiście były osoby, które nie paliły. Widząc z daleka takowych „ odszczepieńców”  Monika, przyjaciółka z AM mawiała pogardliwie że kobieta która pali pachnie mężczyzną. a mężczyzna, który nie pali  pachnie kozą…..

To był dla nas, palących, nadzwyczajny komplement. Nie tylko byłyśmy cool ale też upodobniałyśmy się do płci przeciwnej, która paląc śmierdziała tak samo.

Gdy teraz  wspominając i pisząc te słowa widzę wyraźnie, że już wtedy  budził się” straszliwy pisowski upiór” zwany obecnie gender. Tak, byłyśmy więc jego prekursorkami , ba nawet aktywnymi wojowniczkami o zniesienie granic i różnic w prawach obu płci niefrasobliwie rozdzielonych przez pana boga. . Tak było….

     Nieco później „ zgniły Zachód” pomimo  oporów władz stymulowanych przez miłościwie nam panujących sowietów, pomimo odgradzania się, obrzydzania tegoż Zachodu, wdzierał się przez nasze szczelne granice . Razem z tą „zgnilizną” przybywały coraz częściej i w większej masie jeszcze gorzej cuchnące, bo poza naturalnym smrodem tytoniu wydzielające słodkawy obficie perfumowany „ zapach” mający uczynić ów nałóg bardziej wytwornym, eleganckim, jednym słowem światowym. Toto nazywało się Malboro potem pojawiły się Camele. Takie też paliłyśmy chociaż miały wybitne działanie wymiotne….

A fe, powiecie, pewnie że fe, nawet do kwadratu.

A co nam tam, Graniu, że mówią: a fe. Popalamy sobie czasem w Twoim uroczym służewieckim pokoiku na piętrze, tylko cieniutkie, ciepłe i miłe w dotyku i jesteśmy wolne młode i piękne, jak kiedyś….

I wtedy śpiewa nam też Ordonka ( jak w nieznanych nam jeszcze latach 30 ubiegłego wieku ) swój szlagier :

„Jak dym z papierosa .

 

Wszystko przemija, więc co
Przeminie także i to
To tylko szarość zmierzch utula
Wspomnienia w sercu mi rozczula
I dym, ten dym od papierosa
Pozostał tylko szary ślad
Po jasnych dniach i dusznych wrzosach
Gdyś poszedł już ode mnie w świat.
A dziś, a dziś
Te papierosy
Pamiątka naszych wspólnych snów
Bezcennych kart na życia losy
Wspomnienie chwil tych wróci znów

……”

 

…..  i na chwilę  jesteśmy wolne młode i piękne, jak kiedyś…., prawda?

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *