Powrót do Japonii. Oczi cziornyje w Nagoi…

SAM_9283.JPG

 

 

 

Gdy uczta wielkanocna w japońskim domu Stefana osiągnęła punkt kulminacyjny gospodarz gdzieś poszedł i wrócił z akordeonem. Byłyśmy zaskoczone, bo to była kolejna niespodzianka, tego nie przewidziałyśmy.

 Stefan okazał się wirtuozem akordeonu, grał pięknie z uczuciem i dynamicznie. Melodie znane i nieznane,  skoczne i siercieszczypatielnoje jak mawiają Rosjanie.

W pewnej chwili przebrzmiał ostatni akord,  koncert dobiegł końca, ocknęłyśmy się z zasłuchania .

Wtedy profesor powiedział, że jest zbieraczem akordeonów i jeśli zechcemy, to pokaże swoją kolekcję. Zerwałyśmy się z miejsc, bo oczywiście byłyśmy ciekawe, a zresztą nie wypadało odmówić. Poprowadził więc nas piętro domu i otworzył jakieś drzwi. To był pokój akordeonowy. Nie liczyłyśmy  ich było tych instrumentów , ale wypełniały nieomal cały pokój. Stały na podłodze, półkach. Były różnej wielkości, barw , lśnień a gospodarz patrzył na nie rozmarzonym wzrokiem. Naprawdę je kochał, widać to było. Pozachwycałyśmy się przez chwilę i gdy profesor oderwał wreszcie wzrok od swoich instrumentów a my razem z nim, zaprosił ponownie do pokoju gościnnego w celu kontynuowania uczty.

Tam już czekała przepyszna herbata , którą zaparzyła i podała w cieniutkich porcelanowych filiżankach jego żona i jakieś ciasta. Z wrażenia nawet nie zapamiętałam tych ciast, ale na pewno były…

Myślałam, że część artystyczną mamy już za sobą. Jakże się myliłyśmy. To był dopiero wstęp….

W pewnej chwili profesor nasyciwszy się niewielką objętością gruzińskiej

wziął ponownie  akordeon , założył na ramionach i  zarządził- a teraz śpiewamy.

Od razu zagrał i sam zaintonował Oczy czarne. Zdziwił się, gdy nie podjęłyśmy tematu i grzecznie a raczej lękliwie , bo nie mamy talentu śpiewaczego,  milczałyśmy. Ponowił więc zachętę, a właściwie dyspozycję, tym razem energiczniej-  no śpiewajcie, śpiewajcie…

Jego żona od razu  mu towarzyszyła w duecie. Śpiewali po japońsku, rosyjsku, japońsku angielsku i francusku. Nie miałyśmy wyboru. Tym bardziej, że Stefan wręczył nam śpiewnik z osobiście wpisanymi tekstami w chyba 7 językach. Otwierałyśmy więc grzecznie usta wydając dźwięki które można byłoby uznać raczej za  beczenie owiec lub marcowe miauczenie kotek. Ale jakoś przeszło.

   Stefan powiedział, że jego studenci zawsze z nim śpiewają. W czasie wykładów robi przerwy na chóralne śpiewanie. Pomyślałyśmy, że musi być to fajne. Nie wiem, czy jego południowo kresowa natura czy japońska determinowała takie zwyczaje. Ale sądząc z repertuaru a szczególnie o tych oczach czarnych to jednak musi być to pierwsze. Było pięknie…..Potem  jeszcze  raz śpiewaliśmy  Oczy czarne, ale o tym  później…

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *